Chorwacja w Unii

Choć w referendum akcesyjnym ze stycznia 2012 roku za wejściem do Unii Europejskiej opowiedziało się ponad 60 procent Chorwatów, to frekwencja wyniosła zaledwie 42 procent, więc nie można mówi, że większość Chorwatów była za przystąpieniem. Tymczasem w momencie wejścia Chorwacji do UE przeciwko akcesji opowiadała się ponad połowa Chorwatów. Trzy miesiące temu tylko 45,1 procent Chorwatów uważało integrację z UE za zjawisko pozytywne. Jednak, nie wspominając o unijnej nagonce propagandowej przed plebiscytem (rząd przeprowadził kampanię „promocyjną”, w której namawiał Chorwatów do głosowania w referendum za przystąpieniem do UE, w ramach kampanii do gospodarstw domowych rozesłano 2 mln broszur propagandowych i otworzono specjalną infolinię telefoniczną), to nie są najcięższe zarzuty przeciwko legalności procedury referendalnej. O wyniku zarówno wyborów parlamentarnych w 2011 roku, jak i referendum unijnego zdecydowały nielegalne głosy. Otóż okazało się, że na listach wyborczych znalazło się dodatkowo ponad 917 tysięcy osób. Było ich ponad 4,092 mln osób, podczas gdy wszystkich uprawnionych do głosowania Chorwatów powyżej 18. roku życia było w tym czasie 3,175 mln!

 

12-procentowy spadek PKB

 

W okresie przedreferendalnym eurosceptycy byli szykanowani. Sąd ukarał grzywną 21-letnią Kristinę Ćurković, studentkę, która z ratusza Zagrzebia usunęła unijną flagę w proteście przeciwko przyszłej integracji. Została uznaną winną „zakłócania porządku publicznego” i ukarana grzywną w wysokości 102 euro. Podczas procesu studentka powiedziała, że „broniła honoru i godności Chorwacji”. – Nasi rodzice walczyli podczas wojny (1991-1995) o niepodległą i wolną Chorwację, a nie o to, by stała się prowincją UE – powiedziała. „Rzeczpospolita” informowała, że w przededniu referendum unijnego w Chorwacji policja zatrzymała w Zagrzebiu pięciu uczestników wiecu przeciwko anszlusowi podczas próby zerwania z budynku unijnej flagi. W stolicy Chorwacji zorganizowano wiec „Ruch dla Chorwacji – NIE dla UE”, którego uczestnicy wymachiwali transparentami z hasłem „Dzień wielkiej zdrady”, a także rozdawali broszury „Z Jugosławii do Eurosławii?”. – Powiedzcie NIE Unii Europejskiej – mówił przed referendum Józef Miljak, lider narodowców. – Idea UE już się wyczerpała, a dla Chorwacji jest już za późno, by do niej wchodzić – dodał. – Jesteśmy częścią Europy tak czy siak. Nie chcemy mieć nad swymi głowami mistrzów, ale być naprawdę niezależni – powiedział z kolei Miłosz Grgas, jeden z uczestników marszu eurosceptyków w Zagrzebiu. – Chorwacja nie uzyskała tego, co oczekiwała od procesu akcesyjnego. W międzyczasie oddała swoją wolną strefę ekonomiczną na Morzu Adriatyckim, wprowadziła restrykcje na uprawę winorośli i zaakceptowała niezliczoną ilość restrykcji nałożonych przez UE – komentuje „Najwyższemu Czasowi!” Natasza Srdoc, szefowa wolnorynkowego Adriatyckiego Instytutu Polityki Publicznej z Rijeki. – Akcesja do UE stała się dla Chorwatów propozycją wyłącznie strat – dodaje.

W ostatnich latach gospodarka nadal pozostającej rajem wakacyjnym Chorwacji znajduje się w fatalnym stanie. Częściowo to z pewnością wina ogólnoświatowego kryzysu gospodarczego, ale oliwy do ognia dolała Unia, nakazując Zagrzebiowi wprowadzanie „unijnych standardów”. W ciągu ostatnich pięciu lat PKB Chorwacji obniżył się o ponad 12 procent (w pierwszym kwartale br. spadek wyniósł 1,5 procenta), bezrobocie w tym roku osiągnęło poziom 22 procent, ale wśród osób młodych sięga aż 52 procent. Chorwacja ma najwyższy w Europie Południowo-Wschodniej podatek dochodowy od firm – 20 procent, najwyższa stawka w podatku od dochodu osób fizycznych wynosi 40 procent, a VAT – aż 25 procent. Ponadto brakuje inwestycji zagranicznych, dług publiczny zbliża się do poziomu 60 procent (w 2014 roku ma wynieść 62,5 procent PKB), a przy tym szaleje korupcja i rządy bezprawia.

Chorwacja ma szczególnie olbrzymi problem właśnie z łapówkarstwem i brakiem uczciwego wymiaru sprawiedliwości. Mladen Bajic, prokurator krajowy, blokował śledztwa dotyczące korupcji. W latach 2001-2010 z powodu korupcji, przestępstw finansowych i omijania płacenia podatków Chorwacja straciła 15,2 mld USD, czyli 25 procent PKB z roku 2011. To oznacza ciągłe braki pieniędzy publicznych, deficyt sięgający 5 procent PKB, zadłużenie publiczne zbliżające się do 60 procent PKB, wzrastające koszty obsługi zadłużenia i obniżenie ratingu obligacji do poziomu śmieciowego. Z drugiej strony wydatki publiczne napędzane są przez niezreformowany sektor publiczny, system emerytalny i służbę zdrowia. – Chorwacja znajduje się na prostej ścieżce, która może kosztować unijnych podatników kosztowny pakiet pomocowy w bardzo bliskiej przyszłości – mówi Natasza Srdoc. – Aby polepszyć stan gospodarki, Chorwacja musi wprowadzić rządy prawa, utworzyć niezależne sądownictwo, chronić praw własności, rozwiązać ponad 842 tysiące spraw sądowych i zaaplikować twarde strukturalne i ekonomiczne reformy – dodaje. – Z sądownictwem będącym na zawołanie polityków Chorwacja nie można efektywnie walczyć z szerzącą się korupcją – podkreśla.

 

Dotacje za podwyżki

 

Od 2007 roku ubiegająca się o członkostwo w Unii Europejskiej Chorwacja otrzymała od UE około 1 mld euro środków przedakcesyjnych, między innymi w celu implementacji „unijnych standardów”. Ale kraj musiał też dołożyć do tego swoje pieniądze. Chorwacja wydała prawie 550 mln euro, by spełnić wymagania dotyczące członkostwa w UE, między innymi dotyczące rolnictwa i ochrony granic. Przyjęła też, kosztujący 20 mln euro, plan zwiększenia udziału mniejszości etnicznych w instytucjach publicznych. W 2013 roku (6 miesięcy) składka unijna Chorwacji wyniesie 211,9 mln euro, a fundusze unijne dla Chorwacji – 665,1 mln euro. Z kolei w latach 2013-20 Chorwacja ma dostać od unijnych podatników łącznie 13,7 mld euro. – Polityczna elita zostanie nagrodzona przez UE 13,7 mld euro pieniędzy podatników – mówi Srdoc. – Niezreformowany rząd chorwacki nie użyje unijnych pieniędzy tak, jak będzie się tego od niego wymagało. A najbardziej na tym stracą europejscy podatnicy, włączając w to chorwackich i polskich – dodaje.

Unia Europejska kazała Chorwacji zezłomować część floty rybackiej, a pozostałym kutrom mocno ograniczono połowy. Bruksela nakazała też „zrestrukturyzować” stocznie, których historia sięga XIX wieku. W ramach przystosowywania chorwackiego prawa do unijnego i programu „restrukturyzacji”, Bruksela zażądała wstrzymania państwowych dotacji dla wszystkich stoczni w kraju i ich prywatyzacji. Oburza się na to Zvonko Šegvi, przewodniczący związkowców stoczniowych ze Splitu, który przypomina, że zarówno we Włoszech, jak i we Francji stocznie są w rękach państwowych i są dotowane. – To, co akceptowane jest w każdym innym kraju, w imię europejskiej integracji zakazuje się w Chorwacji – żali Šegvi.

Unia Europejska wymusiła też na Chorwacji liberalizację rynku energetycznego, co oznacza kilkudziesięcioprocentowe podwyżki energii elektrycznej i gazu. – Otrzymuję średnią krajową emeryturę, która wynosi niecałe 300 euro. Rachunek za energię elektryczną wynosi 70 euro. Teraz będzie to 100 euro – mówił Robert Lajovic, emeryt z Osieku, po zeszłorocznej 20-procentowej podwyżce cen prądu. – Jedna trzecia mojej emerytury musi pokryć rachunek za energię. Nie wiem, jak mam żyć w Chorwacji za 200 euro miesięcznie – dodał.

W wyniku wejścia do Eurokołchozu Chorwacja uzyskała, co prawda, dostęp do wielkiego unijnego rynku, ale z drugiej strony straciła dostęp do swoich tradycyjnych rynków w Bośni i Hercegowinie czy Serbii i vice versa. Przed akcesją Chorwacja była głównym rynkiem zbytu dla rolnictwa Bośni i Hercegowiny. Przewiduje się, że po wejściu Zagrzebia do UE zamknięcie granic spowoduje, że bośniacki sektor żywnościowy skurczy się o 200 mln euro.

W kwietniu br., zanim Bundestag miał zatwierdzić akces Chorwacji do UE, Adriatycki Instytut Polityki Publicznej napisał list otwarty do kanclerz Angeli Merkel, rekomendując niemieckiemu parlamentowi, by odrzucił wniosek Chorwacji. Sygnatariusze listu opisali fatalną sytuację gospodarczą i polityczną kraju, a przede wszystkim ułomność chorwackiego wymiaru sprawiedliwości dyspozycyjnego wobec polityków. Autorzy listu ostrzegli, że jeśli Chorwacja wejdzie do Unii, to niemieccy podatnicy będą musieli płacić na wyciągnięcie kraju z kryzysu, gdyż Chorwacja jest na najlepszej drodze stania się drugą Grecją. – Angela Merkel otrzymała list otwarty i oczekujemy na dalszą dyskusję i debatę publiczną na temat poruszonych w nim problemów – mówi Srdoc. – Uważam, że anulowanie przez nią przyjazdu do Zagrzebia 30 czerwca na świętowanie przystąpienia Chorwacji do UE mówi nam o jej niezadowoleniu z elity politycznej Chorwacji – dodaje. Jednak socjaldemokratyczny premier Zoran Milanović zapewnia, że choć Chorwacja nie jest ogrodem z różami, to z pewnością nie jest Grecją, bo jej sytuacja gospodarcza nie przypomina tej, którą przed wstąpieniem do UE miała Grecja.

 

Postkomunista za integracją

 

Dlaczego Komisja Europejska tak silnie naciskała, by Chorwacja wstąpiła do Unii Europejskiej? – Według mnie to pokazuje bardzo wadliwy i korupcyjny proces, w którym unijni biurokraci i wybierani przedstawiciele nie podtrzymują własnych kryteriów i zasad – mówi Natasza Srdoc. – Brak inwestorów, którzy ciągle czekają na rządy prawa i ochronę praw własności w Chorwacji, drenaż mózgów i pobór podatkowy tylko pogorszą sytuację. Chorwacki system emerytalny, już znajdujący się na spadkowej trajektorii, będzie w jeszcze gorszej sytuacji z powodu masowych wyjazdów młodych ludzi, kiedy Europa otworzy drzwi – mówi Srdoc. Młodzi już cieszą się że mogą uciec z kraju – czy to dobry skutek i prognostyk na prosperity Chorwacji?

Kiedy dziennikarze spytali Ivo Josipovica, postkomunistycznego, socjaldemokratycznego prezydenta Chorwacji, po co Zagrzeb chce przyłączyć się do bloku, ten odpowiedział: „Moje pytanie brzmi: ‘Przyjechaliście z UE. Czy wasz kraj przygotowuje się do opuszczenia bloku?’ Odpowiedzielibyście: ‘Oczywiście nie’. Więc to jest odpowiedź, dlatego przyłączamy się, ponieważ my także wierzymy, że UE ma przyszłość”. Inaczej to widzą zwykli ludzie. – Patrzcie, co się dzieje w Grecji i Hiszpanii! To w tamtym kierunku mamy podążać? – pyta Pavao Brkanović, rencista z Zagrzebia. – Potrzebujecie iluzji, by być szczęśliwym, ale one dawno odeszły – stwierdził. Zdaniem Liliany Canjuga, pracowniczki socjalnej pracującej w chorwackiej organizacji weteranów, która podczas wojny w latach 90. XX wieku była jej uczestniczką, członkostwo w UE może oznaczać utratę ciężko wywalczonej niepodległości.

– Zdążyliśmy w sam raz na pogrzeb – tak przystąpienie Chorwacji do Eurokołchozu skomentował prof. Zarko Puhovski z Uniwersytetu w Zagrzebiu. Oczywiście polityczne elity są przeciwnego zdania i optują także za wejściem Chorwacji do strefy euro. – Chcemy wejść do strefy euro tak szybko, jak to tylko możliwe – powiedział Boris Vujcic, gubernator banku centralnego Chorwacji. Jednak według ekspertów ciężko jest podać konkretną datę, kiedy Chorwacja mogłaby przyjść euro. Z kolei Mario Nobilo, ambasador Chorwacji w Belgii i Luksemburgu, stwierdził, że po przystąpieniu do Unii Europejskiej celem Chorwacji będzie wejście do strefy Schengen w najbliższych latach. Też nie wiadomo, kiedy to nastąpi. „Chorwacja weszła do UE. Uczcijmy to minutą ciszy…” – napisali 1 lipca na Facebooku działacze KNP.

Tomasz Cukiernik 

Najwyższy Czas! nr. 29-30 2013

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *