Chrześcijańsko-patriotyczna socjaldemokracja

Leitmotivem zarówno sobotniego kongresu założycielskiego SP, jak i zaprezentowanej na nim deklaracji programowej nowego ugrupowania – było hasło „sprawiedliwości społecznej”, a więc postulat przebijający o ton w lewo raczej neutralne hasło solidaryzmu społecznego. Co ciekawe, w dokumencie programowym „ziobrystów” wyczuwa się rękę dwóch autorów – Ludwika Dorna i jego ulubionego ostatnio motywu „obrony wspólnoty narodowej” oraz Tadeusza Cymańskiego, twardo wyrzekającego na „tę sepsę, ten rak, tę zarazę liberalizmu”. O połączeniu ich wysiłków programowych świadczy autozdefiniowanie SP, która „chce być partią sprawiedliwości społecznej. Sprawiedliwości społecznej rozumianej nie jako etatyzm i egalitaryzm odrzucający wszelkie zróżnicowanie, ale jako sposób takiej organizacji wspólnoty narodowej, by nie rozrywały jej pogłębiające się nierówności między wąską grupą najbogatszych, a całą resztą”. Mamy więc do czynienia (co zresztą uczyniono wprost ustami Dorna) z próbą trwałego powiązania kwestii obrony interesu narodowego z postulatem zagwarantowanie „sprawiedliwości społecznej”. Z kolei europoseł Cymański posunął się wręcz do zdekonstruowania nazwy swej dawnej partii wskazując, że sformułowanie „Prawo i Sprawiedliwość” bywa dziś często sprzeczne, a w takiej sytuacji należy bezwzględnie opowiedzieć po stronie sprawiedliwości, a przeciw niesprawiedliwemu prawo. To istotne rozróżnienie wobec dotychczasowej narracji na prawicy, preferującej w szeregu kwestii pruskie, pozytywistyczne podejście do prymatu „twardego prawa, ale prawa”.

Charakterystyczne jednak, że przy odwołaniu się do wspólnoty narodowej i jej wartości – w deklaracji nie ma wprost sformułowanych odniesień do etyki katolickiej, a problematyka ta jest poruszana wyłącznie w kontekście krytyki antyklerykalnej polityki PO, czy żądania spełnienia postulatów Telewizji TRWAM. Solidarna Polska dostrzega więc katolicyzm tylko wtedy, gdy może on posłużyć jako argument w bieżącej walce politycznej ze znienawidzoną Platformą, a więc kiedy jest użyteczny dla porządkowaniu sceny politycznej nie pod kątem ideowym, a wyłącznie utylitarnym. Ten wyraźny brak można też chyba tłumaczyć ostatecznym fiaskiem rozmów między Zbigniewem Ziobro, a Markiem Jurkiem – zapewne bowiem właśnie to drugie środowisko miało odpowiadać za katolickie elementy wspólnego programu. Braki pisanej deklaracji starała się na Kongresie nadrabiać pos. Beata Kempa zapewniając, o zdecydowanym poparciu SP dla ochrony życia od poczęcia do naturalnej śmierci oraz (rzecz jasna) Katolickiej Nauki Społecznej.

Nietypowo dla formacji prawicowej – clou deklaracji SP stanowią kwestie ekonomiczne i to traktowane wyraźnie inaczej, niż w przypadku innych partii z tej strony sceny. „Ziobryści” nie tylko odrzucają liberalizm, ale starają się też zerwać z liberalną narracją mówienia o gospodarce, dominującą jeszcze w latach 90-tych nawet w programach partii skłaniających się w stronę keynsizmu (jak PC). W istocie analogii dla haseł ekonomicznych Solidarnej Polski można by szukać raczej na kartach dawnego „Programu Interwencyjnego Ratowania Polskiej Gospodarki” autorstwa ekspertów KPN.

SP domaga się wprowadzenia dodatkowych stawek podatkowych – 12 proc. dla osiągających dochód poniżej 1.000 zł miesięcznie oraz bliżej nieokreślonej dla tych z dochodami powyżej 10.000 zł na miesiąc. „Ziobryści” chcą również „przywrócić niesłusznie zniesiony w okresie rządów PiS podatek od fortun, to jest podatek od spadków i darowizn w części dotyczącej kwot ponad 2 mln zł przypadających na jednego spadkobiercę lub obdarowanego”, co ma „ograniczyć możliwość budowania oligarchicznych fortun”. Z innych obciążeń – SP popiera też podatek bankowy oraz zastępowanie VAT podatkiem obrotowym przynajmniej jeśli chodzi o wielkie sieci handlowe. Zwiększeniu do 1.000 zł uległaby kwota wolna od podatku dla emerytów. Dodatkowy koszt pracy z kolei wiązałby się dla pracodawcy z zawieraniem umów czasowych („śmieciowych), wstrzymano by prywatyzację „strategicznych gałęzi gospodarki” (energetyki, banków, ubezpieczeń oraz przedsiębiorstw z branży surowcowej i transportowej). SP opowiada się przeciw budowie elektrowni jądrowej, a za opieraniem polskiej gospodarki na węglu oraz (ewentualnie) na łupkach.

Politycznie Solidarna Polska z góry zakłada szerszą niż tylko partyjną formułę działania, odwołując się do „szerokiego, nieograniczającego się do własnych członków zaplecza intelektualnego i programowego” a także podnosząc konieczność „okazania przez Polskę patriotyczną swojej siły, siły polegającej na współdziałaniu tych zróżnicowanych ideowo i partyjnie środowisk, które opowiadają się za wzrostem siły wspólnoty narodowej” – co może zostać uznane za wyciągnięcie ręki tak w stronę „prawicy maszerującej”, jak i do boczących się na PiS radykałów smoleńskich. Do tych ostatnich jest też skierowane zarówno bezpośrednie odwołanie do kwestii ustawowego wyjaśnienia katastrofy (i to jako poczesny, drugi punkt deklaracji), jak i zachwyty nad działającym „drugim obiegiem” informacyjnym. Nb. musi dziwić wyrażenie w dokumencie, który przynajmniej teoretycznie winien być choć trochę ponadczasowy – poparcia dla „Kongresu Mediów Niezależnych” zaplanowanego na 12 maja 2012r. Inicjatywa ta została zresztą przez „ziobrystów” przebita postulatem organizacji „Kongresu Obrony Wolności” – co (mimo kontekstu związanego obroną Telewizji TRWAM) jako żywo przypominać musi oficjalne miano Centrolewu – czyli Kongres Obrony Prawa i Wolności Ludu.

Oczywiście SP wykorzystuje też modny w Polsce populizm antybiurokratyczny zapowiadając, że „zredukuje liczbę urzędników właśnie o 100 tysięcy, kierując się wyłącznie przesłankami merytorycznymi”. Wprawdzie można być pewnym, że szczególnie administrację rządową można by bez straty „zubożyć” o sto tysięcy urzędników i to nawet losowo, jednak tego typu postulaty nieuchronnie nasuwają skojarzenie ze znanym bon motem Fiszera o „dobieranie z niewinnych” do rozstrzelania…

Ważną rocznicą między Solidarną Polską, a PiS – jest odejście od tendencji centralistycznych, dominujących ostatnio na prawicy. Jednocześnie jednak „ziobryści” nie umieją szukać rozwiązań najprostszych – to jest zamiast np. przywrócić prawo wójtów i burmistrzów do zasiadania w sejmikach województw – SP proponuje wprowadzenie dodatkowego szczebla władzy regionalnej w postaci Konwentu Wojewódzkiego, czyli szczebla opiniującego dla wojewódzkich planów inwestycyjnych. Jednocześnie SP wykazuje się pewną dozą niewiedzy odnośnie formalnego trybu podziału tzw. „środków europejskich” na poziomie wojewódzkim – proponując demagogicznie, że zwiększą kontrolę oddolną, ale nie udowadniając, że doprowadzi ona do racjonalniejszego wydawania środków, przede wszystkim z nowych Regionalnych Programów Operacyjnych.

W zakresie gospodarki – SP prezentuje też zaskakująco płytkie przemyślenia w zakresie programu rolnego, sprowadzonego w zasadzie do walki o wyrównanie dopłat unijnych – walki, która już została przegrana przez kolejne polskie rządy. I znowu – skoro rolnictwem w kierownictwie Solidarnej Polski zajmuje się Jacek Kurski (choć przecież w klubie parlamentarnym jest były wiceminister rolnictwa Jarosław Żaczek, bardzo popularny i szanowany w rolniczych kręgach związkowych) – oznacza to, że SP czeka na „wiejską twarz”. Mógłby nią być Gabriel Janowski (lider Przymierza dla Polski, obecny na Kongresie), albo Wojciech Mojzesowicz (wracający do gry aktywnym udziałem w protestach rolniczych w kujawsko-pomorskim).

Jak na formację zakładaną przez europosłów – SP nie zaskakuje też głębią przemyśleń na tematy europejskie. „Ziobryści” chcą „odejścia od Traktatu Lizbońskiego” jako „koniecznego dla przywrócenia politycznej równowagi w Europie”. Jednocześnie jednak widzą wciąż Polskę w składzie UE, łącząc z tym jednak stricte romantyczną wizję, że „misją Polski w Unii jest budowanie solidarności państw regionu Europy Środkowo-Wschodniej, stworzeniem z tego regionu ośrodka skupienia siły politycznej i gospodarczej, który będzie stanowił przeciwwagę dla najsilniejszych państw UE” – co oznacza hołdowanie przełożonej na współczesny język utopii Międzymorza. Jeszcze ciekawszy jest stosunek SP do Niemiec. W deklaracji znajdujemy akapit podkreślający, że „Polsce potrzebna jest dobra współpraca i głębokie porozumienie z Niemcami”. Jednocześnie jednak „ziobryści” uznają nasze obecne stosunki z Berlinem za złe i niespełniające podstawowych warunków. Z kolei wobec Rosji zgłaszany jest postulat, aby „zmierzać do osiągnięcia stanu, w którym Polska przestanie mieć uzasadnione powody, by się Rosji obawiać” – co dowodzi, że liderzy SP uważają, że teraz powody takie mamy. I znowu lekarstwem na te lęki miałoby być budowa niezależnego, środokowo-europejskiego ośrodka, ale także „nawiązanie kontaktów z nowymi, wstępującymi rosyjskimi elitami, które w minionych miesiącach okazały swoje znaczenie”. To zaś oznacza wtrącanie się w wewnętrzne strony Rosji poprzez szukanie kontaktów z rachityczną i przegraną rosyjską „opozycją demokratyczną” – co trudno uznać za działanie przyjazne i dobrosąsiedzkie wobec władz naszego potężnego, wschodniego sąsiada.

Deklaracja programowa Solidarnej Polski sprawia wrażenie pisanej na kolanie, trudno też na jej podstawie wnioskować jaką partią chcą być „ziobryści”. Z dokumentu więcej dowiemy się na temat poglądów Dorna czy Cymańskiego, a także rozpoznamy wyczucie Kurskiego, każące mu kierować się w stronę socjalnego populizmu. Może to być kierunek jak najbardziej prawidłowy, bowiem faktycznie – perspektywy Polski w nowym okresie programowania tzw. „środków unijnych”, utrudnionego dostępu do dopłat rolnych oraz zwiększonych kosztów pracy i utrzymania związanych z Pakietem Klimatycznym prezentują się nie najlepiej właśnie pod kątem gospodarczym. SP oskarżające więc „tradycyjną lewicę” o zdradę ideałów jawi się jako przyszłościowa formacja pro-socjalna, trafnie przy tym punktując PiS za uleganie „sepsie liberalizmu”.

Tak oto zamiast oczekiwanego nowego otwarcia na prawicy – powołanie Solidarnej Polski stało się raczej wypełnieniem innego „snu ideologów” po 1989r. – a więc powstania patriotycznej lewicy polskiej. I choć zamieszanie i bałagan na polskiej scenie politycznej nie pozwala jeszcze nazwać tego faktu po imieniu – to SP funkcjonalnie będąc na prawicy, jednocześnie konsumuje lewicowe i roszczeniowe skłonności polskiego elektoratu. Ze swej strony zresztą nie widzę w tym nic nagannego.

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Chrześcijańsko-patriotyczna socjaldemokracja”

  1. “Sprawiedliwości społecznej rozumianej nie jako etatyzm i egalitaryzm odrzucający wszelkie zróżnicowanie, ale jako sposób takiej organizacji wspólnoty narodowej, by nie rozrywały jej pogłębiające się nierówności między wąską grupą najbogatszych, a całą resztą” – jeśli społeczeństwo będzie się rozrywać, to nie przez bogaczy tylko tych głupich polityków. To wszystko jest chore od gospodarki, obyczajowości, prawa i nie tylko w Polsce, takie same barany rządzą w innych krajach. Ból musi przyjść, innej rady chyba nie ma na zmiany systemowe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *