Co dalej z Nową Prawicą?

Nie jestem ani członkiem władz NP, ani nawet szeregowym. Od kilkunastu lat jestem jednak związany z tą formacją polityczną. Czytelnicy „NCz!” być może pamiętają, że wsparłem Pana Janusza w ostatnich wyborach prezydenckich. Podpisałem się także pod listami NP i w tym roku, więc czuję się uprawniony zabrać głos w kwestii, którą Lenin w słynnej frazie „Szto dziełać?”.

Punkt wyjściowy wyglądał nieźle. W wyborach prezydenckich JKM otrzymał „mocne 2%”. Trudno uznać to za oszałamiający triumf, ale przy gwałtownej polaryzacji na „kaczystów” i „donaldystów” był to wynik budzący szacunek, nawet w TVN tradycyjnie JKMa pomijającej milczeniem. Wynik ten był najlepszym spośród kandydatów startujących „na prawo” od PO-PiSu. Szczególnie cenne było zdecydowane zwycięstwo JKMa z Markiem Jurkiem, który dostał śladowe poparcie. Owe „mocne 2%” rokowało nadzieję, że to wokół JKM powstanie prawica. Rzeczywiście powstała NP, ale czy udało się w niej zebrać nowe środowiska? Już kongres Nowej Prawicy – w którym miałem zaszczyt uczestniczyć i przemawiać – wskazywał, że obracamy się w tym samym sosie. JKMowi nie udało się zebrać środowisk o charakterze narodowym i katolicko-konserwatywnym. Co gorzej, rozłamowe grupy przejęły nazwę UPR. Oznaczało to, że w stosunku do stanu sprzed kilku lat nastąpił nawet regres. Wniosek jest taki, że JKM nie zjednoczył pozaparlamentarnej prawicy.

Los uśmiechał się jednak do konserwatywnych liberałów. Po wyborach „drgnęło” w PiS. Kaczyński nie uznał swojego znakomitego wyniku za zadowalający i począł szukać „winnych”, zgodnie ze znaną radziecką koncepcją, że jeśli tramwaj się zepsuł, to nie należy badać co się zepsuło, lecz kto zepsuł? W efekcie powstała PJN. Nigdy nie należałem do entuzjastów tego ugrupowania, bowiem nie miałem wątpliwości, że powstała ona z personalnych sporów w kierownictwie PiS i nie stanowi dla tej partii jakiejkolwiek alternatywy programowej i ideowej. Ale realizm polityczny nakazuje grać takimi kartami jakie są w grze, a nie takimi jakimi chciałoby się zagrywać.

Jakkolwiek PJN nie była alternatywą dla PiS, to miała atuty: klub parlamentarny i dostęp do mediów, które chętnie kreowały wizerunek PiS-light, alternatywny dla mgielno-smoleńskiego stronnictwa Kaczyńskiego. Bazę wyborczą PJN i NP oceniam podobnie: 1-2%. Wydawało się, że to właśnie PJN i NP staną się osią politycznej alternatywy dla PO-PiSu. Marka Jurka nie liczyłem w tym składzie. Znam go i obserwuję od tylu lat, że wiedziałem, iż nie da się z nim stworzyć wspólnej listy wyborczej. To rodzaj politycznego mistyka, który podobno jest przekonany, że Bóg dał mu misję uratowania polskiego katolicyzmu, a więc – pewny wsparcia Opatrzności – nie musi wchodzić w koalicje. Jurek prowadzi na prawicy działalność destruktywną, traktując pozostałe podmioty jako wrogów, które przeszkadzają mu w zbudowaniu Nowej Jerozolimy.

Niestety, JKM swojej szansy nie wykorzystał. Nie rejestrując listy ogólnopolskiej NP wypadła z II ligi (opozycji pozaparlamentarnej z widokami na załapanie się do systemu politycznego) i spada do III (opozycji bez szans na 3%). Do dziś nie mogę zrozumieć dlaczego NP nie zawarła racjonalnego sojuszu z PJN? Razem lista ta wzięłaby na pewno 3%, a przy odrobinie szczęścia nawet 5%. Byłyby pieniądze, dostęp do mediów. A tak ostał się ino sznur.

Obawiam się, że NP nie ma przyszłości jako partia polityczna. Z kilkunastu lat kolejnych porażek, teraz uwieńczonych katastrofą, trzeba wyciągnąć wnioski. Zmiana nazwy z UPR na NP nie pomogła. Być może, że nastał czas znaczącej zmiany o charakterze strategicznym. Zdegustowani klęską ludzie stracą impet i odejdą. Zapewne nie będzie z kogo odbudować formacji. Konserwatywni liberałowie spadli trwale z II do III ligi. Być może zabrzmi to jak herezja, ale uważam, że należy się zastanowić czy warto utrzymywać środowisko jako partię polityczną biorącą udział w wyborach? Proponuję partię przekształcić w stowarzyszenie. Dzięki temu środowisko przestanie być konkurencją dla wielkich systemowych partii zasiadających w Sejmie, przekształcając się w ewentualnego sojusznika. Mówiąc wprost: skoro nie jesteśmy w stanie zmierzyć się z „bandą czworga”, należy się zastanowić nad tym jak doszlusować do którejś z partii reżimowych, tworząc tam zwarte środowisko? W przyszłym Sejmie znajdą się: SLD, PSL, PiS i PO. To są realne podmioty z którymi można grać. SLD odpada z przyczyn oczywistych. Na PiS można mieć alergię (do której się przyznaję), ale trzeba brać i ten wariant pod uwagę. Wszystkie te partie są w istocie takie same i wybierając partnera należy kierować się jednym jedynym kryterium: do której z tych partii można wejść jako środowisko? Które z tych partii mogą tolerować posiadanie frakcji „konserwatywno-liberalnej”?

W PiS frakcje nie są tolerowane (casus Marka Jurka). W grę wchodzą więc PSL lub PO. PSL dałoby to szansę na zdobycie nieco elektoratu miejskiego. Być może partia byłaby też zdolna oddać środowisku NP miejsca wyborcze do samorządu, a potem do Sejmu, w ośrodkach miejskich, czyli tam właśnie, gdzie NP jest najsilniejsza. Przyznam, że ja, zatkawszy nos, rozważyłbym jednak PO. Partia Donalda Tuska ostatnio przechyliła się nadmiernie w lewo pozyskując całe stada Borowskich, Arłukowiczów, Rosatich i komuszków „pomniejszych”. Z prawej strony pozyskała tylko Jacka Tomczaka i Filipa Libickiego. Prawe skrzydło jest wyraźnie słabsze, dlatego władzom PO może zależeć na zrównoważeniu partii – Front Jedności Narodu potrzebuje zrównoważenia. Po październikowych wyborach jedynym prawicowym parlamentarzystom będzie zapewne Filip Libicki (może i Jacek Tomczak). Warto się więc przynajmniej nad taką alternatywą poważnie zastanowić. Do NP nie należę, więc o niczym, rzecz jasna, nie decyduję.

Adam Wielomski

Tekst ukazał się w tygodniku „Najwyższy Czas!”

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Co dalej z Nową Prawicą?”

  1. Wariant z PSL by się nie sprawdził, ta partia jest impregnowana na inserty, wyborcy wiejscy na obcych głosować nie chcą, a nowi miejscy się nie pojawiają. Nie przedstawiasz więc wybory alternatywnego, Adamie, tylko jedyną możliwą (Twym zdaniem) opcję 😉

  2. To jest próba myślenia systemowego. Optymistyczna, bo być może na takie koncepcje jest już po prostu za późno. Realnie, żadna z partii politycznych nie ma jakichkolwiek poglądów, więc przetrwać można w sumie w każdej. Ale nie jako frakcja, bo to nigdzie nie jest tolerowane, ale jako poszczególni posłowie w różnych ugrupowaniach. Gdy scena polityczna będzie się tasować całościowo /a może to nastąpić/ ludzie ci powinni podjąć współpracę i z tej pozycji zaproponować nową jakość.

  3. Pomysl zalozenia stowarzyszenia uwazam za bardzo dobry. Mozna produkowac kadry i programy polityczne i szukac dostepu do polityki na rozne sposoby. W ten sposob mozna wypromowac pewne srodowisko. A w przyszlosci moze cos sie zmieni na scenie politycznej.

  4. @ Adam UPR przez dwie dekady działała jako pozaparlamentarny ośrodek formacyjny – może sobie tak funkcjonować dalej. Oczywiście, była teraz szansa przebicia się do parlamentu. Została zmarnowana i trzeba pamiętać, kto za to odpowiada. Ale czy to pierwszy raz? Wszystko zostało po staremu. Jak chcemy rozmawiać o działaniach w parlamencie to współpracujemy z jednymi ludźmi, jak o pisaniu felietonów, to z innymi. Problem jest tylko w tym, jak to robić, by na przyszłość para nie szła w gwizdek i żeby w tym ośrodku nie były pokładane nadzieje parlamentarne. Jeżeli to miałeś na myśli mówiąc, że powinni się przekształcić w stowarzyszenie, to teoretycznie zgoda. W praktyce to jednak się nie uda. Ludzie będą lgnęli z powodów formacyjnych a po pewnym czasie będą chcieli realizować swoje poglądy w bieżącej polityce. Bardzo możliwe, że znowu znajdziemy się w tym samym miejscu. Ponieważ oni od dwóch dekad się nie uczą, to my musimy kombinować, co z tym zrobić.

  5. Dopóki Nowa Prawica będzie kojarzona z JKM to nic nie osiągnie, dalej będzie marginesem. Trzeba nowego lidera, a najlepiej nowych liderów(!). Na NP padł cień JKM co już oznacza klęskę. P.S. Ostatnio prof. Wielomski napisał, że na wybory i na kandydatów patrzy jak na cyrk i małpy oraz w to bagno nie wchodzi, a tu proszę lubi niektóre małpy i ten cyrk jest jego cyrkiem oraz potaplać się w tym błotku też lubi (- to ironia, która ma za zadanie wskazać bezsens antydemokratycznego zacietrzewienia Wielomskiego i jego czasem nie-do-zniesienia stylu pisania tekstów na k.pl) Żyjemy w czasach demokratycznych i w nich walczmy chociażby o jeden dobry krok w realizacji naszych celów.

  6. Antyjurkizm zaczyna już dochodzić do absurdu. Tak się składa, że w tych wyborach mamy dwie listy prawie koalicyjne. Jest to lista Ruchu Palikota na której mamy wielu dawnych i obecnych działaczy RACJI Polskiej Lewicy, oraz KW Prawica w którym Prawica RP współpracuje z UPR korzystając z lekko zmienionego programu CAS. Właśnie to dowodzi zdolności do współpracy. Nie wiem jednak czemu Marszałek M. Jurek miałby współpracować z p. JKM skoro on jest autodestruktywny dla swojego środowiska. Realną współpracą byłoby zebranie licznych malutkich partii jak SKL, ZChN z Prawicą RP, UPR-em, PJN-em. Zebrać również liczne pojedyncze osoby związane z prawicą. Profesorów, politycznych emerytów, publicystów, itd. choćby osoby z Nowego Ekranu, czy Frondy. Zaskoczyć jakimś popem, ortodoksyjnym Żydem, pastorem i robić z tego szum. Wtedy nawet ludzie od Nowej Prawicy musieliby się przyłączyć. Opcja z zasiedleniem PO jest według mnie niemożliwa do zaakceptowania po dyscyplinie partyjnej w sprawie odrzucenia projektu ochrony życia. Episkopat wyraźnie zakazał głosowania na partie, które stosowały dyscyplinę partyjną w głosowaniach dotyczących ochrony życia i innych kwestii moralnych. Jedynym możliwym katechonem o ile można tak mówić o partiach jest PSL. Przy czym panie Konradzie radzę zobaczyć miejskie listy PSL. W nich są sami bezpartyjni. W Warszawie p. Kozakiewicz, później jakaś wokalistka i reportażysta. Mógłby być i Artur Zawisza, oraz Marek Jurek.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.