Co dalej z reformami?

Ten tekst napisałem w grudniu 1998 dziennikarzem ekonomicznym będąc. I nigdzie go nie publikowałem. Byłem jeszcze głupszy niż teraz, ale pozwalam sobie zaproponować lekturę właśnie teraz świadom, że świat się zmienia, ale ciąg i ciągłość zdarzeń każe wrócić do tamtych czasów. Mnie samego zdumiewa, że parę zjawisk rozumiałem już wtedy pisując o nich nie tylko w niszowych mediach ekonomicznych, ale i w mainstreamie, póki pozwalali.

 

 

Polskie reformy mieszczą się w procesie zmian cywilizacyjnych. Indywidualizm i liberalizm panoszy w każdej dziedzinie życia indywidualnego i społecznego. Rośnie władza ponadnarodowych korporacji. Ubywa za to wojen, ponieważ rozproszenie ryzyka sprawia, iż każda wojna może dotknąć stratami cały świat, a zatem nikt nie będzie zwycięzcą. Paradoksalnie coraz więcej jest państw narodowych z racji łatwości secesji, ale suwerenność tych państw jest coraz mniejsza. W tym kontekście mieści się przyszłość Polski i kluczowych dla niej reform usług socjalnych – emerytur, ochrony zdrowia, oświaty. Reformy są skutkiem współczesnych zmian cywilizacyjnych, ale też kształt reform rzutuje na przyszłość cywilizacji. Siły kontestujące reformy staną wobec konieczności ich kontynuacji.

 

1970 – kryzys cywilizacji

 

Wśród źródeł obecnej zmiany cywilizacyjnej można wskazać kilka równoczesnych wydarzeń o charakterze kryzysu w rozwoju cywilizacji XX wieku. Wymieniam począwszy od najbłahszych:

ü   nixonowską politykę taniego pieniądza, kryzys nadpłynności i w konsekwencji kryzys zadłużeniowy oraz ograniczenie suwerenności zadłużonych państw;

ü   odejście od systemu sztywnych kursów; 

ü   kryzys (czyli szczyt) potęgi Związku Sowieckiego; i przede wszystkim

ü   rewolucję kontrkulturową, czyli triumfy nihilizmu moralnego i poznawczego.

Wszystkie te przełomowe wydarzenia miały miejsce około trzydziestu lat temu. Kontrkultura przyniosła triumfy indywidualizmu, a więc i załamanie roli rodziny i dzietności, kryzys demograficzny i wzrost kosztów systemu socjalnego. Zadłużenie i dekompozycja obozu moskiewskiego oraz socjalistycznego Trzeciego Świata a także wzrost ryzyka, a zatem i potencjalnej rentowności inwestycji kapitałowych, spowodowały w całym świecie tendencje do deregulacji, do ograniczenia roli państwa i sektora publicznego. Deregulacja i deetatyzacja miała też swe korzenie w coraz głębszym uświadamianiu sobie przez elity gospodarcze i polityczne, że ryzyko kosztownych konfliktów zbrojnych redukować można budując siłę ponadpaństwowych organizacji regionalnych i regionów wewnątrz państw. Państw – uważanych coraz częściej za czynnik ryzyka – wciąż przecież przybywa.

Odwieczny proces globalizacji nabrał nowego tempa dzięki technologii teleinformatycznej.

 

Kiedy pęknie balon ?

Konwergencja nie spowodowała – jak sądziło wielu strategów zachodnich – zbliżenia komunizmu i kapitalizmu. Spowodowała triumf odpaństwowienia i liberalizacji na wschodzie i zachodzie. Błędem jest jednak opinia, jakoby proces liberalizacji miał trwać w nieskończoność, aż świat stanie się jednym wielkim rajem podatkowym dla bogaczy. Granicą tego procesu jest groźba rewolucji odrzuconych.

Wzrost nagromadzonego bogactwa narodów – to wzrost potencjalnych kosztów destabilizacji. A to z kolei oznacza wzrost kosztów stabilizacji istniejących systemów. Prościej mówiąc: im więcej bogactwa, tym więcej kosztuje jego utrzymanie. Dotyczy to polityki międzynarodowej i skutki tej prawidłowości odczuwają już Stany Zjednoczone. Dotyczy to też krajowych systemów emerytalnych i zdrowotnych, czy kosztów działalności ubezpieczeniowej i reasekuracyjnej. Skłonność do ograniczania kosztów, do bilansowania budżetów państw rodzi się również z obserwacji nadmiaru kredytu w światowym systemie finansowym. Nadwyżka instrumentów finansowych nad realnymi dobrami spowodowana jest przegrzaniem niektórych największych giełd, co zawsze się kończy głęboką korektą i recesją. Groźba taka dotyczy zwłaszcza Stanów Zjednoczonych, które wyraźnie znajdują się w schyłkowej fazie cyklu koniunkturalnego i grozi im przynajmniej zatrzymanie zrostu gospodarczego. Planowanie reform musi liczyć się ze zmianami w równowadze globalnej. Wśród możliwych scenariuszy recesyjnych jest redukcja roli USA i powolny wzrost roli Europy, a także ograniczenie wpływów części obecnego światowego establishmentu gospodarczo-politycznego. Istnieje prawdopodobieństwo, że Ameryka zacznie redukować zaangażowanie w stabilizację obecnego systemu już niebawem. Nie wymusi tego może reforma amerykańskiego systemu zdrowotnego, choć nagląca i absorbująca, ale w połączeniu z recesją niezbędne reformy wzmocnią izolacjonistów i osłabią międzynarodową rolę USA. W Stanach Zjednoczonych istnieje opinia, że jeżeli Ameryka przeżywa dziś szczyt potęgi, to można jej wróżyć nawet rychły los imperium sowieckiego.

Pozasystemowe i antysystemowe siły opozycyjne – niejednorodna i nieokreślona programowo – przygotowuje się w świecie na krach ekonomiczny. Szczerze lub demagogicznie podkreślają, że bilansowanie budżetów odbywa się kosztem biednych, a bogaci nie ponoszą  kosztów równoważenia wydatków z dochodami. Niektóre wewnątrzsystemowe siły polityczne przyjmują już także postawę wyczekiwania, gotowe zaprezentować się dotkniętym recesją narodom jako odwieczni krytycy dotychczasowych porządków. Jeśli chodzi o Polskę, niewątpliwie tak właśnie przedstawi się wyborcom SLD. Wkraczając do establishmentu siły pozasystemowe i demagodzy staną wobec zaostrzonych problemów związanych z reformami i nie uciekną od odpowiedzialności za ich kontynuację, nawet jeśli dziś zapowiadają zerwanie ciągłości. Przywrócenie stanu początkowego trwających procesów, nawet gdyby było korzystne, nigdy nie jest możliwe.

Reformy i interesy

Istotą polskich (i nie tylko polskich) reform w idei ich międzynarodowych pomysłodawców jest prywatyzacja i liberalizacja systemów, odpaństwowienie usług socjalnych i likwidacja państwa jako instytucji solidarności społecznej. W wykonaniu kolejnych ekip rządzących w Polsce mamy do czynienia raczej z wykorzystaniem zewnętrznej presji liberalizacyjnej dla budowania przez krajowe grupy polityczne własnej siły ekonomicznej, co skądinąd jest dla kraju mniej groźne, ale prowadzi do powstawania publiczno-prywatnej hybrydy. W przypadku największych reform zbieg tych okoliczności sprawia, iż drugi filar emerytalny – to publiczne pieniądze oddane na dziesięciolecia w zarząd ponadnarodowym prywatnym i krajowym prywatnym lub publiczno-prywatnym korporacjom finansowym. Jest czymś niepokojącym, że prywatni zarządcy rozporządzają środkami z obowiązkowej składki.

Natomiast reforma ochrony zdrowia jest na razie – także w opinii jej realizatorów – wielkim bezładem. Wystarczy wspomnieć zgrozę wywołaną upolitycznieniem rad kas chorych. Nie są jasne cele reformy. Oddzielenie płatnika od świadczeniodawcy przez powołanie kas chorych było w koncepcji rządu celem krótkookresowym. Cele średnio- i długookresowe definiowane są w zupełnym oderwaniu od reformy finansowania, statusu własnościowego i struktur. Mówi się o poprawie jakości świadczeń i poprawie stanu zdrowia ludności. Nie mówi się, jak to osiągnąć.

Skoro reforma systemu ochrony zdrowia dryfuje, silna tendencja sił liberalnych do sprywatyzowania i pozbawienia uboższej części Polaków dostępu do świadczeń. Z drugiej strony ci, którzy są bliżej zakładów opieki zdrowotnej, polscy lekarze, samorządowcy i menedżerowie wszystkich opcji dążą do uwłaszczenia na publicznym majątku. Można podejrzewać, że w większości zainteresowani są utrzymaniem powszechnej składki, ponieważ inaczej straciliby wielki rynek. Ale nie ma podstawowej sprzeczności między celem liberałów, jakim jest likwidacja solidarnej składki zdrowotnej, a celem menedżerów, którzy chcą po prostu uwłaszczyć się na szpitalach.

Portret antysystemowców

Kto w istocie kontestuje wykluwającą się cywilizację? Wszyscy poza elitami liberalnymi. Kto ma nieutopijny program konstrukcji innej cywilizacji? Prawie nikt. Kto łączy przywiązanie do rynku z solidarną mentalnością i otwartością na przyszłość? Środowiska inspirowane nauczaniem Kościoła.

Wśród grup zabiegających o rząd dusz i kas na świecie przeważają raczej siły pozasystemowe, niż faktycznie antysystemowe. Siły pozasystemowe są to partie sytuujące się poza utrwalonym systemem władzy (zwykle dwuwładzy). Dopiero jednak po ich dojściu do władzy ocenimy ich gotowość do zmian systemowych. W USA czołowy izolacjonista republikański Pat Buchanan przeszedł do założonej przez Rossa Perota Partii Reform. Cztery lata temu Buchanan osiągał zaskakująco dobre wyniki w stanowych prawyborach, co spowodowało histeryczny atak światowych mediów i porażkę kandydata. W Danii, Austrii, Szwajcarii i Włoszech nowe siły polityczne określane przez swych wrogów mianem populistycznych są na fali wznoszącej. Natomiast w Polsce parlamentarne, ale kontestujące siły w rodzaju Porozumienia Polskiego, Ruchu Odbudowy Polski i KPN-OP nie są na razie wysoko notowane. Ale załamanie gospodarcze może zmienić sytuację. Generalnie grupy antysystemowe i pozasystemowe mogą być bliskie udziału we władzy.

Podkreślam, że nowość jakiejś siły politycznej nie oznacza jeszcze skłonności do realnych zmian systemowych. We Włoszech powojenny system partyjny się zapadł, ale nie zmieniło to oblicza polityki włoskiej. Nowe siły opanowały stary system i wsiąkły weń. Trudno ocenić tych, którzy – jak Alleanza Nazionale – nie mieli wpływu na wielką politykę. Nie wiemy też, co zrobi w Wenezueli Hugo Chavez po wygraniu referendum dającego mu dyktatorską władzę. Spośród antysystemowców tylko izolacjoniści amerykańscy, zgrupowani zresztą głównie w wewnątrzsystemowej Partii Republikańskiej, mają realny wpływ na losy świata. I zapewne miałaby taki wpływ bardzo uświadomiona, cywilizacyjna międzynarodówka. Jest wątpliwe, czy rolę taką spełni międzynarodówka ekologiczno-lewicowa, która przypisuje sobie sukces zerwania rokowań w Seattle.

I czy lepiej odnajdzie się w tej roli międzynarodówka nacjonalistyczno-tradycjonalistyczna? Mam na myśli zachowawcze siły narodowe znajdujące wspólną, ponadnarodową ideologię w powrocie do cywilizacji złotego wieku. Jedynym praktycznym, niereligijnym i nieideologicznym, spoiwem takiej koalicji może być sprzeciw wobec federacyjnej Unii Europejskiej (w Europie), dominacji amerykańskiej lub władzy korporacji (w świecie, z udziałem sił islamu i aktywnych krajów Trzeciego Świata). A to za mało, ponieważ w przypadku sukcesu międzynarodówki zlikwidowane wpływy zostaną zastąpione wpływami sił, które się do przejęcia władzy przygotowały, a nie tych, którzy przeprowadzili rewoltę. Międzynarodówki antysystemowe nie są przygotowane do przejęcia władzy.

Rewolta – nie !

Rewolta globalna nie jest zatem drogą do budowania lepszego świata. Rewolta w Polsce natomiast w oderwaniu od działań światowych jest po prostu mrzonką. Dotyczy to również podjętych ostatnio reform usług socjalnych, przygotowanych częściowo już za rządów SLD. Nie jest też możliwe przerwanie procesów reformatorskich w usługach socjalnych. Nie zrobi tego – mimo zapowiedzi – SLD. Nie zrobi tego, dochodząc do władzy, prawicowa opozycja antysystemowa. Ani też Blok Ludowo-Narodowy. Można tylko pokierować reformami w dobrze obmyślanym kierunku, a wyborcom przedstawić realistyczną perspektywę. Bo wyborcy za chwilę będą pytać prawie wyłącznie o świadczenia medyczne i emerytury, skoro o mieszkania i walkę z bezrobociem już nawet nie warto pytać. Ale żeby ustalić dalszy kierunek reform, trzeba szerokiego porozumienia wszystkich, którzy mają interes w zachowaniu lub przywróceniu solidarności państwowej. Antysystemowcom potrzebna jest też świadomość, że reformy mają za przyczynę nie tyle wolę elit liberalnych, ile obiektywne zmiany cywilizacyjne. Liberałom potrzebna jest świadomość, że liberalny balon może niebawem pęknąć. I potrzebne są spotkania wszystkich, którzy obserwują te bardzo złożone procesy, ponieważ tylko tak można zgromadzić niezbędną wiedzę o nich. Wiedzę o reformach mają ci, którzy w nich uczestniczą, a nie krytycy-teoretycy. Doprowadzić do spotkania – oto zadanie dla środowiska łączącego pragmatyzm z dystansem wobec liberalnej wersji reform. Czy jest tam dość ludzi z klasą, żeby temu podołać?

A fatalnym procesom cywilizacyjnym zaradzić może tylko powszechna zmiana ludzkich postaw, czyli ewangelizacja.

Marcin Masny
aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Co dalej z reformami?”

  1. Zapomniałem o tym tekście, znalazłem go na dyskietce (jeszcze była czytelna). Realia i nazwy pochodzą sprzed kilkunastu lat i sam już nie pamiętam, co to był Blok Ludowo-Narodowy. Najbardziej mnie uderzyło, jak dużo wspomnianych powyżej secesji nastąpiło w ciagu ostatnich lat. Rok temu zwracałem juz tu uwage na ten problem cytując fragment anonimowej powieści o secesji Świnoujscia, ale precież wiemy, że nie chodzi o Świnoujście. Po demontazu służb Bondaryka, gdzie juz nie ma oficerów, przyjdzie czas na demontaż fizyczny Polski.

  2. @Marcin Masny: 1/ Tzw. cywilizacja zachodnia opiera sie na niskich cenach surowców, zwłaszcza energetycznych. 2/ Utrzymaniu niskich cen surowców sprzyja niski popyt wewnetrzny w krajach producentów tych surowców. 3/ Utrzymaniu niskiego popytu wewnetrznego w „trzecim swiecie” sprzyjaja/sprzyjałyby zjawiska depopulacyjne (spadek dzietności/feminizm/demoralizacja) – stąd wspieranie przez „moznych” Zachodu propagandy w tym kierunku. 4/ Stabilność budżetów zapewni eutanazja osób starszych i rabunek ich mienia przez „instytucje emerytalne”. 5/ Z ewentualnymi protestami starszych i ubogich poradzą sobie słuzby mundurowe. Proszę zwrócic uwage na proces przezbrajania armii w kierunku np. transporterów kołowych. Nie są one dobre w walce z regularną armia, natomiast doskonale sie nadają do walki z demonstrantami/partyzantami/oddziałami nieregularnymi. Także tzw. misje pokojowe służą doskonaleniu taktyki walki służb mundurowych z WŁASNYM społeczeństwem.

  3. @Marcin Masny: Poważna działalność antysystemowa możliwa będzie wyłącznie podczas odpowiednio dużego konfliktu międzynarodowego, na zasadzie „Są w ojczyźnie rachunki krzywd, i nie ma znaczenia, czyja reka je przekreśli”. Jeśli państwa stały sie instytucjami demoralizacji społeczeńtw (prawodawstow, media publiczne etc) i drenażu bogactwa społeczeństwa (przez ucisk fiskalny, obowiązkowe ubezpieczenia emerytalne etc.) do kieszeni lichwiarskiej międzynarodówki, to lojalność wobec takich państw nie obowiązuje. Osoby nie identyfikujace sie z liberalizmem powinny w razie ewentualnego konfliktu stanowic bezwzgledna V Kolumnę Antysystemową.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.