Co za różnica?

Właśnie z tego powodu od początku, od kiedy ta lewacka koncepcja zaczęła być realizowana, wiadome było, że ubezpieczenia społeczne nie mogą się udać i muszą przynieść cywilizacyjnie skutki tragiczne. W naszych czasach empirycznie okazało się, że są czynnikiem depopulacyjnym i choćby to spowoduje, naturalny, biologiczny kres tego eksperymentu.

Ktoś mniej więcej świadom tego stanu rzeczy już od dość dawna wiedział, że o ile przyszedł na ten świat w ostatnich dekadach XX wieku, żadnych emerytur na starość miał nie będzie. Podejrzenia w tym zakresie przemieniły się w pewność, gdy pod koniec lat dziewięćdziesiątych rząd AWS wprowadzając tzw. reformę emerytalną, oficjalnie potwierdził, że dotychczasowy system jest nie do utrzymania. Nie trzeba było też być wybitnym ekonomistą, a być może to właśnie przeszkadzało najbardziej, by z prostych zasad logiki zrozumieć, iż w nowej propozycji jest coś jeszcze bardziej bez sensu. Pomysł polegał bowiem na tym, żeby ludziom zabierać ich pieniądze, głosząc, że władze publiczne je zainwestują, a po paru dekadach będą wypłacać zyski. Z góry jednak było wiadomo, że pieniądze te nie będą inwestowane w przedsięwzięcia gospodarcze przynoszące zysk, ale po prostu w papiery skarbowe, więc przeznaczane na świadczenia socjalne jak w poprzednim systemie. Z tą niestety różnicą, że tym razem słabszymi stawały się gwarancje, iż na końcu ktoś te obligacje wykupi. Wykupić je mogło przecież tylko następne pokolenie, co powodowało, że w istocie system ten nie bardzo różnił się od poprzedniego, który przynajmniej nie kłamał i szczerze przyznawał, iż jest socjalizmem.

Niedawno rząd Donalda Tuska de facto przyznał, iż nowy system jest oszustwem. Teraz gabinet dalej panującego nam premiera opowiada, że uleczy schorzenie, podnosząc wiek emerytalny do 67 lat. Opozycja słusznie podnosi, że to zmiana niewiele wnosząca. Podaje przy tym dziwny argument, iż Donald Tusk przeprowadza takie pozorowane działania na papierze tylko po to, żeby wykazać się przed finansistami z Brukseli. Zupełnie nie jestem w stanie pojąć, czemu miałby być to zarzut. Od co najmniej dwóch dekad każdy choćby średnio rozgarnięty człowiek powinien wiedzieć, że za kilkadziesiąt lat żadnych emerytur nie będzie. Co za różnica, że obecny premier chce, wykonując działania pozorowane, załatwiając coś doraźnie dla kraju? 

Różnica oczywiście by była, gdyby krytykę wygłaszała siła polityczna mająca odwagę powiedzieć Polakom prawdę o ubezpieczeniach społecznych w ogóle i przedstawić całościową propozycję, co jako naród mamy z tym zrobić. PiS, SLD i SP takich propozycji nie mają ograniczając się tylko do krytyki PO. Ich plan to powrót do władzy na fali postulatu zniesienia pseudoreformy obecnie rządzących. Ktoś, kto spogląda na to z konserwatywnym spokojem, zapyta jednak: a co za różnica? Wszak emerytur tak czy siak, nie będzie. Czy komuś, kto nie jest pozbawiony umiejętności logicznego rozumowania, robi różnicę, czy nie otrzyma emerytury od 65, czy od 67 roku życia? 

Ludwik Skurzak

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Co za różnica?”

  1. NIe, jest inaczej. To chodzi o wysokość płaconych emerytur. Przy utrzymaniu obecnego systemu ZUS płaciłby za 30 lat po 500 zeta, a tak da po 1000. Oczywiście, z punktu widzenia założeń czemu to służy, to katastrofa. Ale nie sądzę aby doszło do sytuacji, aby ZUS w ogóle przestał cokolwiek płacić.

  2. Adamie, i tego argumentu nie rozumiem. Niby skąd bierzesz to „wyliczenie”? Przecież cokolwiek by nie robili z naszymi pieniędzmi po drodze, to i tak de facto mamy do czynienia z budżetowaniem, czyli pokrywaniem deficytu z bieżących podatków inne niż tzw. „składki”. Jeśli więc kiedyś jeszcze ktoś jakieś podatki będzie płacić, to hipotetycznie „emerytury” będą mogły wynosić i 30 zł, i 2.000 zł – będzie zależało od woli i możliwości budżetowych państwa. Gdzie jest jakiś związek z wymyślonym teraz terminem odchodzenia na te tzw. emerytury?

  3. Podniesienie wieku emerytalnego ma sens, ale dopiero wtedy, gdy doprowadzi się do poważnych zmian systemowych. Przy dzisiejszych realiach też zabraknie kasy w ZUS, ale trochę później. Profesor Rybiński twierdzi, że Polska może dogonić Zachodnią Europę w ciągu około 10 najbliższych lat, gdy dwa wyże demograficzne są na rynku pracy. Problem w tym, że u nas, w odróżnieniu od RFN, nie wprowadza się odpowiednich reform. Niemcy mają obecnie jakieś groszowe bezrobocie i zapraszają Polaków do pracy. U nas bezrobocie rośnie, mimo dwumilionowej emigracji. Szkoda, że Donek i Radek nie biorą przykładu z Niemiec w kwestiach gospodarczych. Ale polscy politykierzy mają inne priorytety niż dobro Polski. Dlatego przyszłość nie maluje się w wesołych kolorach.

  4. Polecam wszystkim wykład dr Rafała Wójcikowskiego na temat ZUS i demografii („Wolny rynek a polityka prorodzinna i demograficzna”, całość do obejrzenia w YT). Dr Wójcikowski podaje, iż obecnie 1/3 emerytur wypłacana jest z pieniędzy, które państwo pożycza. Czyli ten system emerytalny polega na sprzedawaniu przyszłych pokoleń w niewolę tzw. „rynków finansowych”.

  5. „że Polska może dogonić Zachodnią Europę ” ????????!!! w czym? a gonić warto? o zgrozo. JJM

  6. Jeśli w RFN mają bezrobocie w wysokości 8%, w czasie gdy z Polski emigrują ludzie „za chlebem”, to chyba warto. Nieprawdaż?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.