CODREANU I ŻELAZNA GWARDIA (II)

10 grudnia 1922 r. wybuchły strajki rumuńskich studentów, żądających z jednej strony poprawy warunków mieszkaniowych, a z drugiej także ograniczenia liczby Żydów przyjmowanych na uczelnie. Demonstracje nie ustawały przez wiele miesięcy pomimo rozlicznych rządowych prób rozpędzenia ich przy użyciu siły. Codreanu liczył na znalezienie wspólnego języka z protestującymi.

Wtedy to podjął decyzję o utworzeniu ugrupowania nacjonalistycznego, którego program przemawiałby nie tylko do studentów, ale i do Rumunów w każdym wieku: 3 marca 1923 r. on i profesor Alexandru Cuza z uniwersytetu w Jassach powołali do życia Ligę Obrony Chrześcijańsko-Narodowej.

Zaledwie trzy tygodnie później parlament dał pretekst do utworzenia nacjonalistycznych i antyżydowskich bojówek – uchwalił bowiem poprawkę do rumuńskiej konstytucji, dzięki której niemal każdy Żyd mógł otrzymać obywatelstwo. Podobno na wieść o tym wydarzeniu Codreanu rozpłakał się. Zorientowani narodowo Rumuni czuli się upokorzeni.

Ta arbitralna decyzja musiała wywołać powszechny gniew. Nie ulegało wątpliwości, że Żydzi byli rakiem toczącym zdrową tkankę narodu. Różnili się od Rumunów tak językiem i zwyczajami, jak i rasą oraz religią, ale nade wszystko – duchem. Nie zanosiło się też na to, by zamierzali poddać się jakiejkolwiek asymilacji – to Rumuni byliby zmuszeni ich zaakceptować.

Należy zaznaczyć, że marksizm był tylko drobnym elementem żydowskiej okupacji Rumunii. Od początku XIX w. Żydzi kontrolowali lwią część krajowej finansjery, handlu i przemysłu. Z nutką charakterystycznej dla swojego narodu buty rzecz ujął historyk Abraham Leon Sachar: „Antysemityzm w małej, zaściankowej Rumunii nie potrzebował katalizatorów z zewnątrz… Klasa średnia składała się w zasadzie tylko z Żydów, podobnie jak praktycznie cała inteligencja, a przez żydowskie ręce przechodziło gros towarów sprzedawanych w tym kraju. Nic dziwnego, że chłopi szczerze ich nienawidzili”.

Po tym jak Rumunia w 1879 r. wywalczyła niepodległość od Imperium Osmańskiego, politycy i intelektualiści starali się odebrać Żydom wszelką możliwość uzyskania obywatelstwa. Kolejne rządy musiały jednak przynajmniej w teorii uznać to prawo ze względu na naciski europejskich mocarstw, starających się przy każdej nadarzającej się okazji obłaskawić swych żydowskich mocodawców. Niemniej jednak z przywileju skorzystała stosunkowo niewielka liczba Żydów,  ponieważ prawo wymagało dowodu odbycia służby wojskowej w rumuńskiej armii lub potwierdzenia cnót obywatelskich kandydata.

Nie zmieniało to faktu, iż zakres żydowskiej kontroli nad państwową gospodarką stale się powiększał. W czasie kiedy Codreanu toczył batalię o ograniczenie owych wpływów, Żydzi byli właścicielami większości rumuńskich gazet i banków. Nawet liberalny historyk Eugen Weber przyznał, że 80 procent bankierów i 70 procent dziennikarzy było wówczas narodowości żydowskiej, podobnie jak 139 spośród 142 członków stołecznej giełdy.

W zbliżony sposób Żydzi kontrolowali także krajową scenę polityczną. Tajemnicą poliszynela był fakt, że główne ugrupowania – liberałowie, ludowcy i agraryści (ci ostatni na czele z generałem Averescu, rumuńskim bohaterem pierwszej wojny światowej) – nie będą w najmniejszym stopniu szkodzić obcym interesom. Partie te tak prześcigały się w swej służalczej postawie, że praktycznie przestały się czymkolwiek różnić. Jak pisał Codreanu: „Nasze partie polityczne nie różnią się w zasadzie niczym, może poza rozłożeniem akcentów czy personaliami. Nie próbują nawet udawać, że opowiadają się za różnymi ideami. Jedyne, co się dla nich liczy, to podniesione do rangi religii robienie prywatnych geszeftów”.

Pomimo poświęcenia Codreanu i jego towarzyszy strajk upadł, a pod koniec 1923 r. studenci wrócili na swoje uczelnie. Udało im się wywalczyć pewne udogodnienia materialne, ale rząd nie podjął żadnych kroków, by walczyć z falą Żydów zalewającą uniwersytety.

Owa niemoc rządu i wspomniana furtka prawna umożliwiająca Żydom przyjęcie rumuńskiego obywatelstwa były kroplami, które przelały czarę goryczy. Codreanu i młody nacjonalista z Transylwanii Ion Moţa opracowali plan zamachu na premiera Brătianu oraz innych członków rządu.

Podczas procesu w Bukareszcie Codreanu wziął na siebie całą odpowiedzialność za spisek. Rumuńskie prawo nie przewidywało jednak odpowiedzialności karnej w razie planowania zamachów bez z góry ustalonej daty wprowadzenia ich w życie. Na dodatek ławnicy byli etnicznymi Rumunami, co również wpłynęło na uniewinnienie Codreanu i jego wspólników. Nieco później skazano Moţę – po procesie postrzelił zdrajcę, który wydał grupę policji.

Codreanu powrócił do Jass i oddał się tworzeniu struktur Ligi Obrony Chrześcijańsko-Narodowej. Pozbawiony funduszy wraz z Bractwem Krzyża (jak nazywano młodzieżówkę Ligi) podjął się budowy świetlicy nieopodal miasta, która mogłaby służyć nacjonalistom jako miejsce zebrań. Widok studentów z klasy średniej ciężko pracujących na budowie przy użyciu łopat, kilofów i innych narzędzi był wówczas czymś niemal niespotykanym w Rumunii. Bez wątpienia miało to spory wpływ na miejscowych. Wielu wstąpiło do Ligi, a śmiałe plany Codreanu dotyczące odrodzenia Rumunii poczęło przyjmować jako swoje własne.

a.me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.