Czas Wstrząsów

Nie w każdej sprawie dobrze się rozumiemy – moi czytelnicy i ja. Co znaczy – pyta mnie bardzo inteligentna i uczona czytelniczka – że pod rządami PiS „coś takiego jak afera Rywina jest nie do pomyślenia”, jak napisałem w swoim felietonie. Początek tej afery był taki: producent filmowy chciał wyłudzić od swoich przyjaciół z Agory 17 bodajże milionów, ale mu się nie udało. Szefowa Agory wskazała na Leszka Millera jako odpowiedzialnego za tę próbę oszustwa, co się okazało fałszem. Dalszy ciąg był taki, że rządząca wówczas partia SLD wyszła z afery obciążona etykietką środowiska do cna skorumpowanego. W grupie kierowniczej nastąpił rozłam na dwie frakcje; Marek Borowski założył własną partię, a Leszek Miller utracił stanowisko premiera. Sojusz Lewicy Demokratycznej od tego czasu stawał się coraz cieńszy, aż w końcu zanikł. Na tym przykładzie możemy sobie uświadomić, że w warunkach wolności słowa ten wygrywa, kto jest stroną interpretującą, a przegrywa strona interpretowana. Oczywiście, że trzeba władać słowami, a SLD do końca – poza Leszkiem Millerem – był językowym kaleką.

Partii PiS nie zagrozi żadna afera przeprowadzona za pomocą interpretacji ani też żadna realna afera, ponieważ ta partia wyrobiła sobie przywilej interpretatio authentica tego, co się dzieje w Polsce i wokół niej, ona daje obowiązujący de facto obraz kraju, jego przeszłości, teraźniejszości, a bodajże i przyszłości; ona jedna ma niepodważaną zdolność narzucania całemu narodowi przekonań, kto był lub jest bohaterem, a kto zdrajcą, kto patriotą, a kto przestępcą, kto wrogiem Polski, a kto sojusznikiem. Partii Kaczyńskiego nikt nic nie zrobi, bo ona mocno się zakorzeniła nie w polskiej rzeczywistości – daleko do tego – lecz w nadrzeczywistości, w symbolicznej wizji pokrywającej rzeczywistość. Nikt nie jest bardziej zasłużony w walce z PRL, nikt bardziej nieposzlakowanie antykomunistyczny, nikt bardziej antyrosyjski, nikt bardziej proukraiński, proamerykański i prokościelny. Nikt nie jest pobożniejszy w tej religii narodowej. Komorowski chciał, ale wyszła mu karykatura. Można wymieniać długo polskie dzisiejsze imponderabilia i okaże się, że żadna partia, żadna grupa wpływu nie broni ich tak zapalczywie jak PiS. Platforma Obywatelska nie jest zdolna do sformułowania własnego stanowiska i może tylko rozliczać PiS według pisowskich kryteriów: za mało baz amerykańskich, za mało gestów proukraińskich, za mało rusofobii itp., i to wszystko głoszone z elokwencją Schetyny, Siemoniaka czy Borusewicza.

Mocnym wejściem PiS na scenę rządową było złamanie prawa i demokratycznych obyczajów. Ta polityka jest patriotyczna, bo mocno tchnie staropolszczyzną: „Śmiałemu w Polsce wszystko wolno”, pisał Kitowicz. Słowo „rokosz” pochodzi z węgierskiego, ale Kaczyński nie jest polskim Orbánem. Premier rządu węgierskiego nie jest ani rokoszaninem, ani typem zuchwałego warchoła, to prawdziwy mąż stanu, a przynajmniej na takiego wygląda. Kaczyński na takiego nie wygląda. Poeta Jarosław Marek Rymkiewicz, gorący zwolennik Kaczyńskiego, dobrze wyczuł ducha jego i jego partii, pisząc apologetyczny utwór o Samuelu Zborowskim. To jest tradycja rokoszu, śmiałości, której wszystko wolno. Imposybilizm prawny został przezwyciężony.

Takie rzeczy, które teraz obserwujemy w Warszawie, do tej pory działy się na Ukrainie. Dziwiliśmy się temu. Oskarżony i poszukiwany przez gruzińską policję Saakaszwili został gubernatorem Odessy i przymierzany jest do stanowiska premiera w Kijowie. Ostrzegałem, że ten rodzaj stosunków z Ukrainą, jakie przyjęły rządy i inne instytucje polskie, doprowadzi do upodobniania się do wschodniego sąsiada, gdzie rokosz stał się uznaną instytucją, a anarchia występuje razem z przemocą.

*

Dziennikarz pytał kiedyś prezydenta Chiraca, czy wydałby swoją córkę za Araba. Nie pytał za jakiego: śmieciarza, piłkarza czy szejka naftowego. Chodziło mu o Araba jako takiego, bez innych właściwości. Teraz pytają nas wszystkich: jesteście za przyjmowaniem imigrantów czy przeciw? Nie odpowiadam na takie pytanie. A jeśli pytacie, czy przyjmować w znaczącej liczbie muzułmanów, to jestem przeciw. Gdyby mnie pytano o Chińczyków, to powiedziałbym, że przyjmować z otwartymi ramionami, bo każdy kraj, gdzie oni się osiedlają, ma z tego korzyść, mimo że się nie asymilują, a może dlatego. Jeżeli to prawda, że zasiedlają dalekowschodnie terytoria Rosji, to Rosja dzięki nim się wzbogaci, i gdybym był Putinem, to bardzo bym zapraszał chińskich osiedleńców, a Rosjan wzywałbym do gościnnego ich przyjmowania i kto wie, czy on już tego nie robi, bo przeważnie, choć nie zawsze, robi to, co trzeba. To samo mówię o Koreańczykach (nie spotkałem sympatyczniejszych ludzi niż oni), Japończykach czy Wietnamczykach. Narody się różnią i żadna ideologia uniwersalnych praw człowieka tego nie zmieni. „Historia pokazuje – mówi Alain Besançon w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” – że muzułmanie nigdy nie potrafili pokojowo współżyć ani z ludnością pogańską, którą masakrowali, ani z chrześcijańską czy żydowską… To prawda, Francja od zawsze była krajem imigracji. Ale mogła wybrać lepszych imigrantów niż muzułmanów: Polaków, Wietnamczyków, Chińczyków lub czarnych chrześcijan”. Dlaczego muzułmanie się nie integrują? „Bo są muzułmanami. Tak było zawsze. Muzułmanie z tego powodu zostali wyrzuceni z Hiszpanii, z Malty, z większości terenu Bałkanów. A chrześcijanie muszą teraz uciekać z Bliskiego Wschodu… Te dwie religie nigdy nie potrafiły żyć w zgodzie. Jest tylko jeden wyjątek: Rosja”, mówi Alain Besançon. Największy, najwspanialszy meczet otwarto niedawno w Moskwie, ale to inna fabuła.

Prezydent Hollande powiedział, że „w Paryżu to Francuzi mordowali Francuzów”. Nie wiadomo w takim razie, dlaczego francuskie lotnictwo wzmogło bombardowania Państwa Islamskiego w Syrii.

Bronisław Łagowski

Tekst ukazał się pierwotnie na stronie tygodnika „Przegląd”:

http://www.tygodnikprzeglad.pl/czas-wstrzasow/

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *