W stronę państwa zwierzchniczego?

W środowym dodatku prawnym do „Rzeczpospolitej” ukazał się artykuł dra Pawła Bały i prof. Adama Wielomskiego pt. „Kto jest obrońcą konstytucji?” („Rzecz o Prawie”, 9 grudnia 2015 r.). Jest to tekst arcyważny i trafiający w sedno sprawy. Jak wiadomo, Opatrzność Boża potrafi wyprowadzać dobro nawet ze zła i w tym także wypadku rokosz trybunalski przeciwko suwerennej władzy narodu spersonifikowanego w głowie państwa, wpisujący się ewidentnie w szerszą narrację rokoszową przegranych partyj, banksterów i dotąd mainstreamowych mediów (w sumie coś jak gardłowanie rokoszan Zebrzydowskiego albo Lubomirskiego przeciwko „absolutum dominium” – historia jednak lubi się powtarzać!) nieoczekiwanie odsłonił i postawił na ostrzu noża fundamentalną kwestię ustrojową, najważniejsze pytanie: quis judicabit? quis interpretabitur? Czy rozstrzygać będzie 5, 7 czy 9 paragrafiarzy, posiadających wtórny jedynie mandat, czy też ten, który uosabia najwyższą jedność polityczną narodu zorganizowanego w państwo? Czy bycie „strażnikiem konstytucji” posiada autentyczną treść normatywną, wyrażającą się w suwerennej decyzji rozstrzygającej wszelkie spory pomiędzy organami państwa, czy też strażnik jest tylko adresatem i podwykonawcą orzeczeń TK, którą to rolę mógłby pełnić jakiejkolwiek rangi urzędnik sądowy? Te mocne słowa Pana Prezydenta z 3 grudnia: „postanowiłem zakończyć niepotrzebne waśnie…” zdają się świadczyć, że rozumie on swoją prawdziwą rolę kreatora porządku, przywodzą na myśl te piękne słowa, którymi Karol II Stuart też przeciął spory parlamentarnych i sądowych gadułów na temat sukcesji tronu: „Panowie, nie będę was już potrzebował, wracajcie do swoich domów”.

Oczywiście, dorozumiana w tym tekście (być może sam prezydent Duda nie jest tego w pełni świadomy), pomysłowa kombinacja trzech politycznych teorii: russoistycznej „suwerenności narodu” demokraty pure Rousseau, królewskiej (tu: prezydenckiej) pouvoir neutre liberała Constanta i decyzjonizmu konserwatysty Schmitta, to nie jest ład tradycyjny, ład prawdziwy par excellence. Ale to jest krok we właściwym kierunku, jest to jakiś pół-porządek możliwy w obecnych warunkach; zresztą te same pierwiastki występowały wszędzie tam, gdzie jeszcze demoniczne – a demoniczne, bo bezosobowe – siły partyjnictwa, „nomokratycznego” paragrafiarstwa i ekonomizmu nie zdołały wypłukać państwa z wszelkiej substancji. Jeśli tylko Prezydent się nie ugnie, jeśli pójdzie krok dalej, co teraz wydaje się już nieuchronne, czyli zainicjuje nową ustawę o TK, której przyjęcie pozwoli rozpędzić na cztery wiatry dotychczasowy jego skład, obnażając bezsilność papierowych orzeczeń wobec aktu woli suwerena, to otwarta zostanie droga ku nowemu, lepszemu ładowi konstytucyjnemu. Autorzy artykułu trafnie wskazują, że na płaszczyźnie doktryn polityczno-prawnych jest to spór między normatywistycznym fikcjonalizmem Kelsena, intencjonalnie unicestwiającym politykę, a Schmittem. Jeżeli udałoby się zagruzować kelsenizm, tego złego ducha wszystkich dziwolągów znanych pod nazwą „demokratycznych państw prawa”, byłby to wielki sukces i wielki krok ku odrodzeniu polityki, odbudowaniu „państwa zwierzchniczego”.

Jacek Bartyzel

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *