Czy KNP i JKM mają szanse w wyborach samorządowych?

Problem (?) z Januszem Korwin-Mikkem polega na tym, że w przeciwieństwie do wielu innych polityków ma on pełną świadomość ograniczeń związanych z obecnością w parlamencie, a zatem ławy sejmowe traktuje wyłącznie jako miejsce do kontynuowania swej misji – nauczania maluczkich o zaletach libertariańskiej gospodarki. JKM wie znakomicie, że bycie posłem nie ma większego sensu – no chyba, że dla powiatowego nauczyciela (bez urazy), czy takiegoż urzędnika, dla którego uposażenie poselskie to góra pieniędzy, jakiej w życiu na oczu nie widział. A jeśli jeszcze dany parlamentarzysta ma szczęście należeć do układu rządzącego (choć nie tylko) – to jeszcze poza tym sobie trochę po świecie pojeździ na koszt podatników. Poza tymi „atrakcjami” i mocno fałszywym prestiżem – żadnego innego powodu, by iść do Sejmu czy Senatu właściwie nie ma. No chyba, że siedzi się w dolnych rzędach i faktycznie gra się o nieco większe stawki.

JKM jednak w Sejmie był, nie liczy więc na nic, poza licznymi okazjami do budowania bon motów i logicznych paradoksów. Jest zresztą w tym oczekiwaniu w pełni usprawiedliwiony, kiedy bowiem starał się swoją aktywność parlamentarną racjonalizować – np. proponując uczciwy targ programowy za uratowanie głosami UPR rządu Hanny Suchockiej, to nikt z nim poważnie o faktycznie poważnych sprawach nie chciał rozmawiać. Korwin zapowiedział więc już, że pokrzyczawszy w Brukseli (gdzie zresztą takich 2-minutowych gęgaczy traktują z ostentacyjnym lekceważeniem) wróci za rok do kraju. I słusznie, w PE bowiem JKM budzi autentyczne przerażenie – i to szczególnie w szeregach rzekomej „skrajnej prawicy” europejskiej, czyli w istocie ciepłych kluchów z FN, UKIP, czy FPO.

KNP szykuje się (?) więc do wyborów parlamentarnych 2015 r., jakby przeoczając, że już za 5 miesięcy po raz kolejny idziemy do urn i to chyba w ramach bodaj jedynego procesu demokratycznego mającego jaki taki sens, czyli aby wyłonić władze samorządowe. Tymczasem w szeregach Nowej Prawicy głośno słyszeć deklaracje, że te arcyważne (dla partii i dla obywateli) wybory należy… odpuścić. – Musimy odpocząć, nie mamy struktur, nachodzi teraz tylu różnych zwabionych sukcesem, musimy ich zweryfikować, a to wymaga czasu… – mówią lokalni i centralni liderzy, a nawet europosłowie. Tyle, że zlekceważenie elekcji do samorządów do błąd, który może kosztować KNP zaprzepaszczenie sukcesu europarlamentarnego.

Nowa Prawica ma w swych szeregach radnych, zwłaszcza gminnych, doceniających wpływ samorządów na życie zwykłych ludzi. Do dziś też elementem heroicznej legendy wszelkiej maści kolibrów są dokonania burmistrza Oleszczuka w Kamieniu Pomorskim (z pominięciem drobiazgu jak jego kadencja i liberalne eksperymenty zostały ostatecznie ocenione przez wyborców…). Wydawać by się więc mogło, że pojawi się parcie na walkę o samorządy. Na razie jednak niczego takiego nie widać, a partia i jej struktury śpią, zamiast przekuwać wynik w poparcie w niezagospodarowanych dotąd środowiskach, np. wiejskich, czy lokalnych.

Dla partii takiej jak KNP obecność w samorządach i to nie tylko gminnych czy powiatowych, ale zwłaszcza wojewódzkich – wydaje się oczywistością. Pomyślmy – dla formacji o potencjale rzędu 5-7 proc. i perspektywach wzrostu póki co do poziomu 10-12 proc. obecność w Sejmie nie daje poza wspomnianą rolą edukacyjną w zasadzie nic, może za wyjątkiem silnej dekompozycji politycznej, gdy można forsować własne projekty programowe, co w przeszłości udawało się np. LPR czy nawet Prawicy Rzeczypospolitej. Z drugiej strony anarchizujący, z gruntu opozycyjny duch JKM podpowiadać mu zapewne będzie pozostawanie w funkcjonalnej sejmowej opozycji wobec dowolnego układu rządzącego krajem, przy założeniu, że zawsze można się będzie o jakiś kąsek, w rodzaju obniżenia i uproszczenia podatków potargować. Skoro jednak tak – to rządzić należy w Polsce lokalnej.

Przed laty takiej samej rady udzieliłem Andrzejowi Lepperowi (za co po 10 latach członkostwa i nader przyjaznych stosunków między nami wyleciałem z Samoobrony): rządzić w Sejmikach, być fundamentalną opozycją w Sejmie. Dzięki temu pierwszemu uzyskuje się realne wpływy, kształci kadry, dysponuje środkami, ale i uzyskuje realny wpływ pozwalający na poprawę warunków życia obywateli. Dzięki drugiemu – nie traci się wiarygodności, ani jasności przekazu programowego.

Problem polegał jednak na tym, że Lepper (niczym część kadr KNP) nie rozumiał sensu działania i istnienia samorządów. Przeciwnie, wyobrażał sobie armię radnych wprowadzonych do rad różnych szczebli w 2002 r. jako narzędzie robienia polityki ogólnopolskiej, ale nader opacznie rozumianej. Dość powiedzieć, że miał pomysł istnienia „jednego ogólnopolskiego klubu radnych Samoobrony” (sic!) oraz „działań” w rodzaju masowego podejmowania uchwał w sprawie ustanowienia „stref wolnych od przemysłowego tuczu świń” (nawet w miejscach, gdzie nie hodowano pół schabowego) oraz możliwie częstego wychodzenia z sal obrad. Łagodnie mówiąc nie był to projekt mający jakiekolwiek związki z realiami pracy samorządowej, natomiast konsekwentnie realizowany – był jednym z przyczynków do ostatecznej klęski politycznej Samoobrony.

Jeśli KNP nie chce powtórzyć drogi partii Leppera – musi postępować racjonalnie. Akurat samorządy są idealnym miejscem do realizacji wielu postulatów programowych Nowej Prawicy – równoważenia budżetów, redukcji wydatków stałych, ograniczania biurokracji, zwiększania poziomu odpowiedzialności urzędników itp. By okazać, że postulaty te są realne – trzeba jednak najpierw do organów samorządowych trafić (a po to należy systematycznie zwiększać potencjał, bo proste powtórzenie wyniku europejskiego nie pozwoli na pokonanie ograniczeń ordynacji d’Hondta). W przeciwnym razie efekt wznoszący, efekt kuli śniegowej, jakim cieszy się na zapas i na wyrost obóz JKM – do wiosny i jesieni 2015 r. wypali, a Korwin okaże się atrakcją nawet nie jednego pełnego sezonu politycznego.

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Czy KNP i JKM mają szanse w wyborach samorządowych?”

  1. Autor zdaje się czegoś nie rozumieć. KNP chce iść do wyborów samorządowych, ale do tego potrzebuje ok. 20 tyś. kandydatów na radnych, wójtów, burmistrzów. Nie ma tylu. Nie może ich wziąć z łapanki, bo z partii próbującej obalić obecny ustrój stanie się taką jak wszystkie inne – partią kolesi dojącą publiczne pieniądze. I jak wtedy równoważyć budżety, redukować wydatki, ograniczać biurokrację, zwiększać poziom odpowiedzialności urzędników? Byłaby to całkowita kompromitacja KNP.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *