Czy Polacy są zdrajcami?

Tymczasem lektura „Uważam Rze” coraz częściej przyprawia człowieka o zawrót głowy i człowiek sobie myśli – jakaż jest na „nasza prawicowa inteligencja”. Piszę „prawicowa” w cudzysłowie, bo jest ona w rzeczywistości produktem rewolucyjno-powstańczej gorączki rodem z wieku XIX. To jest mentalność na pewno daleka od konserwatywnej i narodowo-demokratycznej. Czyli absolutnie nie jest to inteligencja prawicowa, tylko z ducha lewicowa, choć w sprawie wartości niewątpliwie lewicą nie jest. To pęknięcie sprawia, że mamy do czynienia z fatalną mieszanką ducha rewolucyjnego, na pograniczu wariactwa, z jednak konserwatywnym spojrzeniem na społeczeństwo. Motorem napędowym tej „prawicowej inteligencji” jest ideologiczna rusofobia, przechodząca bardzo często w obsesję paranoidalną, oraz jakaś atawistyczna chęć zemsty za stracone złudzenia (nie wiedzieć czemu skupione na Tusku i PO). Często też najbardziej zajadłe są dawne pieszczochy reżimu PRL (Marcin Wolski, Krzysztof Kłopotowski, Jarosław Marek Rymkiewicz, Jan Pietrzak, Janusz Rewiński, Waldemar Łysiak, Józef Szaniawski, Wojciech Reszczyński, Andrzej Rosiewicz), którzy teraz nagle udają wielkich antykomunistów i patriotów, nadając polskiemu dyskursowi rys intelektualnego trockizmu.

Mało śmieszni satyrycy z PRL

Przejdźmy do konkretów. W najnowszym numerze „Uważam Rze” (30.07-5.08.2012) mamy obfitą dawkę hardcoru. Zaczyna Janusz Rewiński, który odnajduje w sobie nagle talent do analiz politycznych. Na pytanie braci Karnowskich (obowiązkowe dla każdego interlokutora): „Pana zdaniem to mógł być zamach?”, pada jednoznaczna odpowiedź:

„Pytanie stawiam odwrotnie – czy to mógł nie być zamach? To przecież typowa bolszewicka robota. Tak bezczelna, że niewyobrażalna. Zresztą miałem przeświadczenie, że nie powinien tam prezydent lecieć, że oni mogą coś uknuć. Gdybym miał gdzie, powiedziałbym to, ale wszystkie programy już wtedy straciłem. Gdy żona do mnie zadzwoniła z informacją, że samolot się rozbił, pierwsza myśl była taka: ruskie łapy. A właściwie KGB, sami Rosjanie wiedzą, że to możliwe. Lech Kaczyński dostał wyrok w momencie, gdy pojechał do Gruzji. Dwóch właściwie dostało, jeden w ostatniej chwili nie wsiadł do tego tupolewa. I wszyscy w Europie dostali ostrzeżenie, które zresztą zrozumieli, żeby z Ruskimi nie zadzierać. Normalne media by to pokazały. A te nic. Z ludzi niegodnych robią w tych mediach autorytety i kłamią, kłamią. Tych zaś, których popierają, smarują wazeliną”.

Cóż za językowa finezja: „ruskie łapy” i „bolszewicka robota”. Nie ma nic bardziej żałosnego niż dawne gwiazdy satyry w PRL w roli pogromców Putina i Rosji.

Perfidię bolszewików dobrze znamy

Ale to tylko przygrywka. Dalej mamy obszerny artykuł Macieja Pawlickiego, zasłużonego przecież dla walki z zarzutami o polski antysemityzm, pod wymownym tytułem „Trąd”. Rzecz jest o „zdradzie” większości narodu, który nie chce znać prawdy o Smoleńsku. Sam Pawlicki udaje, że się waha, ale emocje biorą górę i z każdego zdania wyłania się obraz człowieka, który wie to samo co Rewiński. Pawlicki tak pisze o tych, którzy wierzą w zamach:

„Rozumiem postawę tych, którzy są pewni, że w Smoleńsku był zamach. Taka hipoteza jest pierwszą rozważaną w przypadku tragicznej śmierci każdego przywódcy każdego państwa na świecie. U nas tymczasem została natychmiast histerycznie odrzucona. A potem ruszyła lawina krętactw, kłamstw, zacierania śladów, ostentacyjnego niszczenia dowodów, niewiarygodnie bezczelnego prowokowania przez Rosjan polskiej opinii publicznej, poniżania przedstawicieli polskiego państwa, powodujących nie – choćby elementarny – opór, choćby pozorowanie prób przywracania symetrii, ale żałosną służalczość. Zbyt wiele tajemniczych zaginięć lub nagłych śmierci osób, które mogły o przyczynach i przebiegu tragedii dużo wiedzieć. Zbyt długi, o dwa lata i trzy miesiące, rosyjski areszt należących do Polski czarnych skrzynek i wraku samolotu. Zbyt wiele twardych argumentów wybitnych przedstawicieli nauk ścisłych, że z lotem i rozpadem tupolewa było zupełnie inaczej, niż nam opowiedziano.

Zbyt wiele jednoznacznych polskich doświadczeń z KGB, z sowiecką ostentacją w kłamstwach, z putinowską bezwzględnością w usuwaniu politycznych przeciwników, także gdy bezpośrednio nie są już groźni. Morderstw dla przykładu, dla zastraszenia potencjalnych „buntowszczików”. Czy niewyjaśnione śmierci obu synów pułkownika Kuklińskiego, los Politkowskiej, Litwinienki i dziesiątki innych tajemniczych zgonów przeciwników Putina nie są złowrogą „nauką” dla oponentów jego reżimu? Prezydent Rzeczypospolitej mógł zostać zamordowany w Rosji za ocalenie Gruzji przed rosyjską inwazją, za politykę budowania sojuszu państw Europy Środkowej mającego przeciwstawić się rosyjskiej dominacji. Uwzględniając kagiebowską, sowiecką logikę i ponurą tradycję – motywy były”.

To pewne, że autor podziela te przekonania. Powtarza w tym wywodzie wszystkie ugruntowane przez ponad dwa lata brednie, zmyślenia, pseudohipotezy, popiera manierę nadawania wielkiej rangi rzeczom nieistotnym i pomijanie prawdziwych przyczyn tragedii. To, że wierzy w te obłędne teorie i chore wizje polska wieś i małe miasteczka, mogę zrozumieć, ale ludzie wykształceni, ludzie z tytułami naukowymi, często profesorskimi – to jest największa zagadka początku XXI wieku. Stan umysłowości i ducha tej sporej przecież części polskiej inteligencji budzi zdumienie, choć czytając „Myśli nowoczesnego Polaka” Romana Dmowskiego możemy się przekonać, że to już kiedyś było. Przypomnijmy tylko jeden z cytatów:

„Przez porównanie swego narodu z obcymi przekonałem się, że wiele z tych kłamstw naszą tylko myśl zatruwa, że niedorzeczności, które gdzie indziej powtarzane są tylko przez stare panny i w ogóle przez jednostki żyjące poza społeczeństwem, odgrodzone od realnego życia, u nas stanowią podstawę myślenia ludzi poważnych, kierowników opinii i przodowników pracy publicznej, którzy na nich budują sądy dziejowe i nadzieje polityczne”.

Putin na Kamczatkę!

Jak widać, historia lubi się powtarzać, z reguły jako groteska lub tragifarsa. Tekst Pawlickiego jest tego ilustracją. No bo jak traktować dalsze jego wywody:

„Zanim jednak uderzę w narodowy dzwon, zacznijmy od politycznej pragmatyki. Czy rzeczywiście trwanie przy poszukiwaniu prawdy i możliwe odkrycie, że w Rosji zamordowano polskiego prezydenta, oznaczają wojnę z Rosją? To arcyszkodliwa brednia. Jeśli – w wyniku śledztwa prowadzonego serio i wspólnie z NATO, okaże się, że sprawcą morduj jest Putin, to jest absolutnie pewne, że jego służby specjalne i dyplomatyczne od dawna mają opracowanych wiele wariantów rozwoju sytuacji. Także wariantów bardzo prawdopodobnych, gdy prawda wychodzi na jaw. Wtedy oczywiście okazuje się, że zamachu dokonali talibowie w zemście za polską misję w Afganistanie albo jacyś inni fanatycy, których dzielny Putin od dawna namierza, a teraz pochwyci. Oczywiście popełnią seryjne samobójstwo, zanim zdążą cokolwiek zeznać, podobnie jak ich polscy współpracownicy, bo i takich ze dwóch uda się dopaść. Groźby wojny nie będzie, nawet jej cienia, złapany za rękę Putin spokojnie powie, że to nie jego ręka. I świat mu uwierzy albo uda, że mu uwierzył.

Myślę zresztą, że sam Putin i jego otoczenie – bez względu na to, czy są sprawcami mordu, czy też nie – byli zdziwieni tak wielką łatwością, z jaką przeprowadzili w Polsce swe działania po 10 kwietnia. Mimo znajomości reportów i memuarów carskich ambasadorów opisujących salon warszawski byli zdziwieni zawstydzającą uległością polskich władz w każdej sprawie, proputinowską służalczością polskich mediów w maskowaniu wszelkich wątpliwości. I ich gorliwością w – dotąd polskiej kulturze nieznanym – bezczeszczeniu pamięci ofiar. W skuteczność wrzasku dewastujących polską debatę tęgoryjców. Agentów wpływu.

Jest wszakże jeszcze druga możliwość, o której pisano już wielokrotnie. Jeśli to był mord i jeśli stoi za nim Putin, to dotarcie do prawdy może stać się punktem przełomowym w rosyjskiej i światowej polityce. Może osłabić, a wręcz skompromitować jego reżim na tyle, że Putina trzeba będzie, ze względu na zły stan zdrowia, odesłać na Kamczatkę. Może zdemokratyzować ocieniony morderstwami reżim o imperialnych ambicjach. Czy jednak Putina zastąpi ktoś lepszy, czy Rosja się ucywilizuje?”.

Typowe polskie czekanie na Godota, czyli na kogoś, kto odmieni Rosję wedle naszej receptury. Już raz się doczekaliśmy – w 1917 roku przyszedł Lenin i odmienił oblicze Rosji – z jakim dla nas skutkiem, nie trzeba przypominać.

To jest zdrada!

Na koniec Pawlicki formułuje zarzut powszechnej zdrady dokonywanej przez miliony Polaków, którzy nie wierzą w Macierewicza i Biniendę. Czytamy:

„Tak, jeśli to był zamach, to jego autor wykonał pracę arcydiabelską. Nie tylko dlatego, że zabił 96 wybitnych Polaków. Także dlatego, że wciąga wielu z nas w otchłań samosplugawienia. Strach ukrywany za maską obojętności. Udawanie zniechęcenia, by nie trzeba było okazać odwagi. Powiększa się grupa tych, którzy godzą się na zżeranie ich przez trąd – tak to trzeba nazwać – masowej zdrady. Bo udawanie, iż nie widzimy, że zamordowano nam prezydenta, oznaczałoby katastrofę – przy całym szacunku dla Pamięci Ofiar – większą niż smoleńska. Aksjologiczną katastrofę, która prowadzić może do postępującej nieubłaganie jak trąd, zbanalizowanej zdrady milionów, rozpadu wspólnoty, zgnicia narodu”.

Jeśli miało to być uderzenie w wielki dzwon, to – niestety – wyszło na strzał z kapiszona. Nie wiem co bardziej podziwiać – odwagę autora w formułowaniu aberracyjnych wizji, czy też tupet, jakim jest nazywanie Polaków nie poddających się szaleństwu – zdrajcami. Autor uważa, że taka postawa to przejaw strachu, a ja myślę, że przyczyna jest zupełnie inna – większość zwyczajnie nie ma skłonności do obłędu. Podczas Euro 2012 pani Ewa Stankiewicz głosiła przez pierwsze dni „prawdę smoleńską” aż do momentu, kiedy została prawie zlinczowana przez tłum, który miał dosyć tego politycznego ekshibicjonizmu. Być może w tym tłumie byli owi „zdrajcy”, lemingi, czy kto tam jeszcze. Ale nawet jeśli, to był to odruch rozumu przeciwko obłędowi.

Jan Engelgard

http://sol.myslpolska.pl

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Czy Polacy są zdrajcami?”

  1. Analizy pana Engelgarda sa coraz bardziej zalosne.. sam sie stawia w roli sieroty po PAX’ie i pupila PRL.. Ale PRL sie skonczyl panie Engelgard i juz nie musi sie pan tak podlizywac ruskim.. 'nie nada’ 🙂 Jezeli pan uwaza ze z tym smolenskiem to wszystko w porzadku to gratuluje.. przeciez zaklamanie rzadu i ruskich wylazi na kazdym kroku, jak mozna tego nie dostrzegac? ktos panu za to placi? czy to wlasne opinie?

  2. Pan Engelgrad, mianuje się jako dziedzic poglądów Dmowskiego, ale zapomina że dinozaury dawno wyginęły;) Ale na poważnie mam czasami wrażenie, iż Pan Engelgrad albo nie zna życiorysu Dmowskiego lub nie czytał jego dzieł i artykułów publicystycznych. Albo istnieje inna opcja, iż redaktor Myśli Polskiej po prostu w sposób perfidny i zakłamany traktuje wybiórczo pewne działania Dmowskiego z jego życia.

  3. Ciekaw jestem, co by było, gdyby się okazało, że zamach był, ale np. amerykański, izraelski lub niemiecki … Co powiedziałby PiS, RM, GP ?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.