Dlaczego Ameryka jest najwspanialszym krajem na świecie?

Fraza „What Makes America the Greatest Country in the World?” jest bowiem w USA nie tylko oczywistością, ale i świętością, która starszym Polakom może przypominać nabożność, jaką w minionym systemie darzono wszechświatowe osiągnięcia Związku Radzieckiego. Zjawisko to obserwują zresztą wszyscy przybywający do USA (fakt przyjazdu ma być zresztą dowodem samym w sobie), jak i stykający się z Amerykanami na świecie. Upraszczając (acz niewiele) przedstawicieli tego społeczeństwa, a nawet jego przywódców – cechuje prosty światopogląd: albo w każdym zakątku na Ziemi powinno być tak jak w Stanach (tzn. mają powstawać niedoskonałe podróbki USA, bo przecież to USA są najwspanialszym krajem na świecie itd.), albo jest dzicz, zacofanie i zło wcielone, których kiedyś tylko nie pojmowano, gardzono nimi – a dziś prowadzi się dodatkowo krucjatę na rzecz zniszczenia wszystkiego, co jest niepodobne do „amerykańskiego stylu życia”.

Misyjność jest zresztą nieodłącznym elementem amerykańskiego ethosu, a raczej tego, co się obecnie za niego podaje. Nieprzypadkowo wszak społeczeństwo to powstało na podglebiu ewangelizacyjnych sekt protestanckich. Nieprzypadkowo niemal cała frazeologia polityczna, społeczna i geopolityczna Ameryki od jej zarania budowana była na wysokim „C” ideologicznym i propagandowym. Teza o wyjątkowości USA zanim jeszcze znalazła dla swych wyznawców potwierdzenie w wynikach gospodarczych, poziomie życia, czy potędze militarnej – i tak była bardzo poważanie zakorzeniona w sferze wiary i wartości. Jak zgrabnie ujął to Chesterton – „Ameryka jest narodem o duszy Kościoła”, w którym rolę objawienia i Biblii jednocześnie pełnią Deklaracja Niepodległości i Konstytucja, od początku zresztą w swej błyskotliwej skrótowości i wieloznaczności czytane na różne sposoby i traktowane jako uzasadnienie dla całkowicie przeciwstawnych wizji organizacji państwa, wspólnoty, a nawet otoczenia międzynarodowego Ameryki.

Skądinąd o tym właśnie we wspomnianym serialu mówi jego bohater, Will McAvoy: „Nasza Konstytucja jest arcydziełem, James Madison był geniuszem, Deklaracja Niepodległości to (wg mnie) drugi najlepszy kawałek amerykańskiej literatury…” – zaczyna. Potem jednak punktuje co się z Ameryką stało, przekonując, że może i kiedyś była wielka (zresztą w tym samym, łzawo-heroicznym duchu sławiącym rzekomą filantropijność działań USA), ale obecnie dołuje w szeregu kluczowych dla dalszego rozwoju, a nawet warunków życia wskaźnikach, przoduje zaś co najwyżej w ilości samochodów na głowę i wydatkach na zbrojenia. „Ameryka to społeczeństwo, które kiedyś nie żyło w tak straszliwym strachu, ani nie było tak podzielone, choćby wynikami ostatnich wyborów” – woła. Jako przyczynę tego stanu rzeczy serialowy bohater wskazuje przed wszystkim brak wewnętrznego przywództwa. „Pierwszym krokiem do rozwiązania problemu jest przyznanie, że się go ma” – trawestuje McAvoy zdanie z podręcznika odwyku dla alkoholików. „Ameryka już nie jest najwspanialszym krajem na świecie” – konkluduje.

Johna McCaina z bohaterem „Newsroomu” wydaje się łączyć tylko szkockiego pochodzenia nazwisko. W swym posłaniu „Rosjanie zasługują na kogoś lepszego niż Putin” dinozaur neokonstwa poucza bowiem naszych wschodnich sąsiadów w najlepszej tradycji amerykańskiego beserwisserstwa i moralnej wyższości.

Senator państwa, które prowadzi regularny obóz koncentracyjny w Guantanamo – potępia władze rosyjskie za „karanie dysydentów i aresztowania przeciwników”. Członek władz, które wdrożyły na najbardziej masową skalę w dziejach program powszechnej inwigilacji obywateli – sądzi Putina za „ograniczanie prawa obywateli do samorządności”. Główny orędownik akcji motywowanych cudownym odnajdywaniem a to broni atomowej, a to chemicznej – potępia Rosję za „manipulacje medialne”. Przedstawiciel elity politycznej nie do odróżnienia przemieszanej z finansową, tak bardzo zaangażowany we wspieranie kompleksu wojenno-przemysłowego i pompowanie Wall Street – dostrzega drzazgę w rosyjskim oku w postaci „korupcji w sądach i gospodarce”. Wreszcie jastrząb amerykańskiego imperializmu punktuje prezydenta Federacji za „budowanie potęgi państwa zagranicą, drogą rozszerzania wpływów i popierania tyranii”, a przy pominięciu wewnętrznych, ekonomicznych czynników wzrostu. Zabawne, że gdyby tylko zmienić parę wyrazów i adresata – tekst McCaina znakomicie nadawałby się na ulotki „Occupy Wall Street” czy każdego innego ruchu, który widzi, że Ameryka nie jest najwspanialszym krajem na świecie…

Putin rozwścieczył McCaina oczywiście nie zamykając „Zbuntowane Cipy”, czy nawet nie ratując Assada i ośmieszając wspaniałość USA na forum międzynarodowym. Putin w swym głośnym już artykule w NYT powiedział Amerykanom niemal to samo, co serialowy Will McAvoy: „Nie mogę zgodzić się z poglądem o wyjątkowości Ameryki, w polityce Stanów Zjednoczonych opartym o tezę „co czyni Amerykę inną – to co, czyni ją wyjątkową”. To skrajnie niebezpieczne zachęcać ludzi, by czuli się wyjątkowi, niezależnie od intencji. Istnieją wielkie i małe państwa, bogate i biedne, z długimi tradycjami demokratycznymi i wciąż szukające swej drogi do demokracji. Ich polityki również się różnią. Wszyscy jesteśmy różni, ale kiedy prosimy o Boże błogosławieństwo nie możemy zapominać, że Bóg stworzył nas równymi”. Słowa te PR-owsko idealnie wpisujące się w debatę już w Stanach trwającą, stanowią jednocześnie cios w samo jądro amerykańskiego neokonstwa, całej ideologii USA jako nowego Syjonu, będącego ukoronowaniem dziejów, nowym (?) narodem wybranym i bytem absolutnie bezprzykładnie wyjątkowym na tle świata i dziejów.

Odpowiedź McCaina w tym sensie była tyleż zrozumiała – co absolutnie trafiająca w próżnię. O ile Putin trafnie wychwycił wątpliwości istotnie trawiące Amerykanów, bliższych dziś postawie z czasów Détente niż kowbojsko-krzyżowej frazeologii Reagana i Busha – o tyle McCain mówił o sprawach będących zupełnie z boku problemów życiowych zwykłych Rosjan (no, może poza korupcją). W istocie bowiem senator pisał nie tyle do tych dzikich Słowian, którzy najwyraźniej zasługują na swego drańskiego, cwanego prezydenta – ale do Amerykanów, próbując pobudzić znowu ich ewangeliczny, misyjny ethos. Ba, list McCaina nie jest chyba skierowany nawet do wszystkich jego rodaków, spora ich część łatwo bowiem dostrzeże jak bardzo obnaża on słabości i hipokryzję samej polityki amerykańskiej. McCain napisał do sobie podobnych – do republikańskich talibów, raz jeszcze upewniając ich, że cele są święte, kierunek słuszny, a Ameryka zwycięży, w imię swego stylu życia i Nowego Światowego Ładu. Ale skoro tak rozpaczliwie trzeba o tym zapewniać – to triumf ten wydaje się jeszcze mniej realny, niż kiedykolwiek w przeszłości.

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Dlaczego Ameryka jest najwspanialszym krajem na świecie?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *