Dlaczego Chiny muszą wspierać Koreę Północną?

W lutym bieżącego roku świat obiegła wiadomość o – trzeciej już – jądrowej próbie przeprowadzonej przez Koreańską Republikę Ludowo-Demokratyczną (dalej: KRLD)[1]. Akt ten wywołał bardzo krytyczne reakcje sąsiadów Pjongjangu oraz potępienie ze strony ONZ[2]. Stosunki pomiędzy dwoma państwami koreańskimi osiągnęły wyjątkowo zły stan – Północ wypowiedziała nawet układy o nieagresji z Południem[3].

Światowa opinia publiczna potępiła politykę Korei Północnej. Zwraca ona uwagę na to, że jedynym państwem gotowym powstrzymać państwo Kimów jest jego najważniejszy sojusznik, czyli Chińska Republika Ludowa (dalej: ChRL). Wspieranie przez Pekin Pjongjangu wzbudza powszechne potępienie.  „Financial Times” wzywa Chiny do twardszej postawy wobec KRLD i podkreśla, że posiadanie broni atomowej może mieć negatywne konsekwencje dla samego Państwa Środka[4]. W marcu Rada Bezpieczeństwa ONZ poparła sankcje gospodarcze wobec elit Korei Północnej[5]. Co istotne, na wprowadzenie sankcji wobec Pjongjangu zgodziły się Chiny, a także Rosja[6]. Fakt zgody Pekinu na sankcje wobec swojego sojusznika spowodował u części analityków przekonanie, jakoby Chiny zmieniły swoją politykę wobec komunistycznej Korei. Jest to przekonanie bardzo dalekie od rzeczywistości. Autor niniejszego tekstu uważa, że pomimo skomplikowanych relacji z KRLD, w interesie ChRL leży utrzymanie sojuszu z tym państwem.

W celu właściwego przeanalizowania określonych procesów politycznych należy powstrzymać się od oceniania ich pod wpływem emocji. W wypadku wszelkich kwestii związanych z Koreą Północą jest to zadanie dla wielu ludzi bardzo trudne. We współczesnym świecie nie ma chyba drugiego państwa, które byłoby tak negatywnie oceniane jak KRLD. Powszechna opinia o tym kraju przedstawia obraz ostatniego totalitarnego państwa na świecie, dysponującego niewydolną gospodarką oraz borykającego się z klęską głodu. Sytuacja taka skutkuje tym, że utrzymywanie sojuszu z takim państwem wywołuje etyczny sprzeciw. Natomiast realia polityki międzynarodowej są krańcowo inne. Jeśli sojusz z jakimś państwem jest opłacalny (bądź wręcz konieczny), to jest realizowany. Dlatego – abstrahując od tego, czy wszystkie negatywne opowieści nt. Korei Północnej są prawdziwe,  m.in. kwestia głodu w tym kraju jest kwestią dyskusyjną – omawiając zagadnienia geopolityczne nie powinno się kierować ocenami moralnymi i emocjonalnymi. W tym wypadku najważniejsze są interesy poszczególnych podmiotów geopolitycznych.

Nie oznacza to, że chiński sojusz z Koreą Północną nie wiąże się z problemami. Sami Chińczycy zauważają ten fakt. Deng Yuwen, wicenaczelny gazety Centralnej Szkoły Partyjnej KPCh, reprezentuje stanowisko tych przedstawicieli partii komunistycznej, którzy są krytycznie nastawienie do sojuszu ich ojczyzny z Koreą Północną. Deng Yuwen uważa, że współpraca z Pjongjangiem jest dla Pekinu nieopłacalna. Jako argumenty podaje fakt narażania  się na konflikt zbrojny z Koreą Południową i USA oraz nielojalność KRLD jako sojusznika. Pracownik Centralnej Szkoły partyjnej twierdzi, że w każdym momencie KRLD może zdradzić ChRL i porozumieć się z USA[7]. Godny uwagi jest szczególnie drugi argument. Biorąc pod uwagę geopolityczne położenie Chin utrata wpływów na Półwyspie Koreańskim na rzecz Waszyngtonu jest ostatnią rzeczą jaką pragną elity KPCh.

Analizując stosunki pomiędzy Chinami i Koreą Północną należy przyjrzeć się racji stanu azjatyckiego mocarstwa. Chiny konsekwentnie umacniają swoją potęgę. W celu nadania jej trwałych podstaw powinny uzyskać swobodny dostęp do wód Oceanu Spokojnego. Rzut okiem na otoczenie międzynarodowe ChRL pokazuje, że jest to zadanie niezwykle trudne. Swobodny dostęp do tegoż akwenu blokuje Chinom pas wysp i półwyspów składających się z państw często wrogo nastawionych do Pekinu.

Japonia jest najważniejszym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w Azji Wschodniej. Nazywa się ją wręcz „amerykańskim niezatapialnym lotniskowcem” na Pacyfiku. Relacje Pekin-Tokio dodatkowo podgrzewa spór sporu o wyspy Senkaku/Diaoyu. Aczkolwiek znaczna część przedstawicieli japońskich elit politycznych jest coraz bardziej negatywnie nastawiona do politycznego i militarnego uzależnienia swej ojczyzny od USA, to i tak Chiny są traktowane jak wróg.

Bardziej na południu znajduje się wyspa Tajwan. Chociaż od czasu przejęcia władzy przez prezydenta Ma Ying-jeou prowadzi ona bardzo przyjazną wobec ChRL politykę, to do ewentualnego zjednoczenia obu podmiotów politycznych wciąż jeszcze daleka droga. Wyspa pozostaje nadal amerykańskim sojusznikiem, zaś wojska rozlokowane po obu stronach cieśniny obsługują wymierzone w siebie rakiety.

Niekorzystnie dla Chin przedstawia się sytuacja na Morzu Południowochińskim. Chiny spierają się o Wyspy Spratly z Tajwanem, Filipinami, Malezją oraz Brunei[8]. Mają także zatarg o Wyspy Paracelskie z Tajwanem i Wietnamem[9].

Na wszystkie kraje spierające się z Chinami przychylnym okiem spogląda Waszyngton. Amerykanie intensywnie pracują również nad włączeniem do antychińskiej koalicji największego muzułmańskiego kraju świata – Indonezji. Służyły temu dwie wizyty dyplomatyczne wysokich amerykańskich urzędników w ostatnich latach. W 2010 r. do tego kraju udał się prezydent Barack Obama[10]. Dwa lata później zrobiła to samo sekretarz stanu Hillary Clinton[11]. Sama Dżakarta dba o posiadanie bardzo dobrych stosunków z Pekinem – w 2005 r. oba mocarstwa zawarły strategiczne partnerstwo – ale jednocześnie obawia się zbytniego wzrostu znaczenia Chin w regionie[12]. Dlatego rozwija dobre relacje z Waszyngtonem.

Chińczycy mówiąc o swoim niekorzystnym położeniu geopolitycznym w kontekście dostępu do Oceanu Spokojnego, używają niekiedy określenia „Odwrotność Wielkiego Muru”[13]. Tak jak przez tysiące lat kolejni władcy Państwa Środka budowali fortyfikacja graniczne celem powstrzymania najazdów koczowników z północy, tak teraz Amerykanie i ich sojusznicy w Azji Wschodniej wykorzystują sieć wysp i półwyspów, aby zablokować Chinom dostęp do Pacyfiku.

Mając w świadomości skomplikowaną sytuację geopolityczną Chińskiej Republiki Ludowej, spójrzmy teraz na sytuację na Półwyspie Koreańskim. Z punktu widzenia chińskiego interesu narodowego wygląda ona znacznie lepiej niż w przypadkach wymienionych powyżej. Na Półwyspie Koreańskim interesy chińskie mniej więcej równoważą się z amerykańskimi. Podzielona Korea jest swoistym chińsko-amerykańskim kondominium. Korea Północna jest zależna od Chin, zaś Korea Południowa od Stanów Zjednoczonych. Istnienie KRLD – pomimo wielu wad, z których Chińczycy zdają sobie sprawę – gwarantuje, że pomiędzy rzeką Yalu a 38 równoleżnikiem nie pojawią się wojska amerykańskie. Ta kwestia jest dla Chińczyków priorytetowa. Chiny mogłyby się zgodzić na upadek Korei Północnej oraz na zjednoczenie Półwyspu, jednakże stawiają pewne warunki. Zjednoczone państwo koreańskie powinno pozostać krajem neutralnym, przyjaźnie nastawionym wobec Chin[14]. Ewentualnie może ona pozostać amerykańskim sojusznikiem, aczkolwiek najlepiej, aby nie stacjonowały na jej terenie wojska amerykańskie – a jeśli będą stacjonować, żeby nie przekraczały one 38 równoleżnika[15]. Jest kwestią dyskusyjną, czy Amerykanie byliby skłonni zgodzić się na takie warunki. Nie są one wygórowane, jednakże perspektywa przesunięcia swojej strefy wpływów na Półwyspie aż po brzegi rzeki Yalu jest dla Amerykanów bardzo kusząca.

Warto się ponadto zastanowić, czy istnienie neutralnej Korei byłoby dla Chin opłacalne. Zapewne zjednoczenie dwóch państw koreańskich byłoby procesem niezwykle kosztownym – najprawdopodobniej przekroczyłoby koszty zjednoczenie Niemiec. Niemniej w przyszłości przyniosłoby Korei pozytywne konsekwencje. W wyniku zjednoczenia u chińskich granic powstałoby państwo liczące ok. 70 mln mieszkańców. Korea Południowa jest dwunastą gospodarką globu[16]. Z tego kraju pochodzą takie koncerny jak Samsung bądź Hyundai. Korea Północna jest krajem bardzo biednym, aczkolwiek na jej terytorium znajdują się liczne złoża surowców energetycznych. Seul skorzysta na dostępie do nich. Nawet jeśli Korea nie będzie jakoś szczególnie związana politycznie ze Stanami Zjednoczonymi, to niewątpliwie stanie się ważnym regionalnym mocarstwem. Stanisław „Cat” Mackiewicz napisał kiedyś, że państwo silne to takie, które ma relatywnie słabszych sąsiadów. Dlatego Chińczycy raczej nie zgodzą się na zjednoczenie Korei i nie przestaną popierać Pjongjangu. Łatwiej jest Chinom wpływać na losy Półwyspu, gdy znajdują się tam dwa słabsze państwa, aniżeli jedno silniejsze. Chiny przez tysiące lat usiłowały kontrolować Koreę. Większość dynastii cesarskich, gdy tylko umocniły swoje panowanie, starały się podporządkować obszary przygraniczne – m.in. Koreę. Współczesna stolica Korei Północnej, Pjongjang, została założona przez Chińczyków okupujących te tereny w II-I w. p.n.e. jako Lolang[17]. Dzięki chińskiej interwencji wojskowej pod koniec XVI stulecia Korea została uratowana przed podbojem japońskim.  Cztery stulecia później zaangażowanie militarne ChRL zapobiegło zjednoczeniu Półwyspu pod dyktando Waszyngtonu. Za pośrednictwem chińskim na tereny koreańskie trafił buddyzm oraz filozofia konfucjańska. Chiny chcą mieć wpływ na Półwysep głównie z powodów geopolitycznych,  niemniej traktują one Koreę  jako część swojej spuścizny cywilizacyjnej.

Opisane powyżej negatywne dla Chin scenariusze nie muszą się zrealizować. Istnieje możliwość powstania zjednoczonej Korei, która nie tylko będzie wobec Chin neutralna, ale nawet będzie chińskim aliantem. Na terenie Korei nie występują silne antychińskie resentymenty. Koreańczyków łączy raczej niechęć do Japonii ze względu na brutalną okupację w latach 1907-1945. Ojciec autora pracował kilka lat w koncernie Daewoo. Jego zwierzchnik, południowokoreański menedżer, uczył swoje dzieci języka chińskiego. Znajomość tego języka uchodzi w Korei za element intelektualnej ogłady. Chiny i Korea Południowa utrzymują bardzo bliskie kontakty gospodarcze. Koncerny z południowej części Półwyspu odegrały niemałą rolę w modernizacji gospodarczej Państwa Środka.  Trzeba jednak  podkreślić, że generalnie zjednoczenie Korei jest obarczone dużym geopolitycznym ryzykiem dla Chin. Obecne status quo na Półwyspie – pomimo swoich wad – charakteryzuje się pewną przewidywalnością.

Potrzeba równoważenia wpływów amerykańskich na Półwyspie to nie jedyny powód utrzymywania sojuszu z Koreą Północną. Chińska Republika Ludowa jest członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, jednego z filarów światowego ładu politycznego i gospodarczego. Chiny prezentują się jako mocarstwo rozsądne, dbające o pokojowe rozwiązywanie problemów międzynarodowych oraz będące rzecznikiem krajów rozwijających się. Mimo wszystko polityka międzynarodowa – szczególnie w wykonaniu mocarstw – wymaga czasem działań skrajnych i brutalnych. Jednakże mocarstwu będącemu jednym z fundamentów ładu globalnego nie wypada robić pewnych rzeczy. Dlatego od tysięcy lat światowe potęgi posługują się w swoich specyficznych praktykach innymi podmiotami politycznymi. Amerykanie chcąc wykrwawić Związek Radziecki w Afganistanie wsparli ruch mudżahedinów, kładąc jednocześnie fundamenty pod współczesny fundamentalizm islamski. Indie popierają na terenie Sri Lanki rząd Mahinda Rajapaksy, aby nie stał się zbyt bliskim partnerem Chin[18]. Zakończył on rebelię Tamilskich Tygrysów, przy okazji brutalnie pacyfikując kraj.  W wypadku Chin do pewnego stopnia analogiczną rolę odgrywa Korea Północna. Chińczycy chcąc zaznaczyć swoją rolę w regionie muszą czasem pogrozić Stanom Zjednoczonym bądź Japonii. Niemniej poważnemu mocarstwu nie wypada robić tego osobiście. Natomiast idealnie do takich działań nadaje się Korea Północna. Co więcej, nakłaniając Pjongjang do złagodzenia swojego stanowiska, Pekin zyskuje uznanie w oczach międzynarodowej opinii publicznej. Stwierdzenie, że wszystkie agresywne działania Korei Północnej na arenie międzynarodowej są jedynie skutkiem nacisków z Pekinu, jest niewątpliwie nadinterpretacją. Niemniej przynajmniej z części z nich Chiny czerpią profity. Różne mocarstwa na przestrzeni wieków stosowały tego typu zagrania, więc i Chiny postępują podobnie.

Istnienie Korei Północnej opłaca się Chinom z jeszcze jednego powodu. Z  punktu widzenia Pekinu jest np. dużo lepszą sytuacją, gdy światowa opinia publiczna mówi o kilku głowicach nuklearnych jakie posiada Korea Północna, aniżeli kilkuset–kilku tysiącach posiadanych przez ChRL. Skupienie się przez USA i Japonię na ewentualnym zagrożeniu, jakie może stanowić dla nich KRLD, jest dla Chin znacznie bardziej komfortowe niż sytuacja, w której te dwa mocarstwa analizują ewentualne zagrożenie dla siebie ze strony ChRL. Nie jest tajemnicą, że Korea Północna – pomimo napinania muskułów – jest znacznie mniejszym zagrożeniem dla interesów Waszyngtonu i Tokio niż Chiny. Niemniej póki istnieje Korea Północna, Chiny mogą (przynajmniej w ograniczonym stopniu) odciągać od siebie zainteresowanie swych konkurentów.

Podsumowując należy powiedzieć, że z wymienionych powyżej powodów Pekin ma wciąż żywotny interes w popieraniu Pjongjangu. Z punktu widzenia Chin Korea Północna nie jest idealnym sojusznikiem. Faktycznie KRLD swymi różnymi działaniami naraża ChRL na teoretyczny konflikt ze Stanami Zjednoczonymi i Koreą Południową. Mimo wszystko, jak dotąd, do otwartej wojny nie doszło – nawet pomimo zatopienia okrętu „Cheonan” oraz ostrzelania wysp Yeonpyeong w 2010 roku. Ponadto od tamtego czasu do podobnie groźnych incydentów już nie doszło. Może to oznaczać, że Pekin ma możliwość wpływania na decyzje władz Korei Północnej. Korea Północna jest uzależniona od Chin gospodarczo. Pekin może także wywierać bezpośredni wpływ na Kim Jong Una. Chińczycy w swych działaniach politycznych posługują się starożytnym zwyczajem brania zakładników. Takim zakładnikiem jest przebywający od kilku lat w Macau Kim Jong Nam – starszy brat obecnego przywódcy[19]. Chińczycy dają tym samym władzom KRLD do zrozumienia, że jeśli będą się zachowywać zbyt awanturniczo, to mogą zostać zastąpione marionetkowym przywódcą[20]. W niniejszym tekście zwrócono uwagę na to, że Chiny nie mają w swym otoczeniu międzynarodowym zbyt wielu sojuszników. Jednym z sojuszników ChRL przez wiele lat była Birma. Chiny przyczyniły się do częściowego wygaszenia wojny domowej w tym państwie poprzez skłonienie partyzantki komunistycznej – wspieranej przez Chin od czasów Mao Zedonga – do zaprzestanie walk. Chiny wspierały Birmę pod względem gospodarczym. Niemniej birmańscy generałowie obawiali się zbytniego uzależnienia od ChRL. Dlatego od kilku lat zbliżają się politycznie do USA i ich sojuszników – m.in. Indii. Zezwolili nawet na częściowe liberalne zmiany polityczne. Zmniejszenie wpływów w Birmie jest dla Chin poważnym ciosem. Kraj ten pełni istotną rolę w mocarstwowej geopolityce KPCh. Poprzez Birmę Chiny mają dostęp do Oceanu Indyjskiego.

Z podobnych powodów Chiny nie mogą sobie pozwolić na upadek Korei Północnej. Oznaczałoby to utratę własnych wpływów na Półwyspie Koreańskim. Chiny nie mogą ponieść drugiej takiej porażki.

Stanisław A. Niewiński

Artykuł został opublikowany na portalu www.polska-azja.pl

Przypisy:

[1] Korea Północna zdetonowała ładunek atomowy, www.wiadomosci.dziennik.pl. 26 III 2013.

[2] ONZ potępia Koreę Północną, www.rp.pl, 26 III 2013.

[3] Pyongyang zrywa wszystkie układy o nieagresji z Koreą Południową, www.rp.pl. 26 III 2013.

[4] To Chiny muszą powstrzymać Koreę Północną, www.rp.pl, 26 III 2013.

[5] ONZ zaostrza sankcje wobec Korei Północnej, www.rp.pl, 26 III 2013.

[6] Tamże, 26 III 2013.

[7] Por. „FT”: Pekin powinien porzucić Koreę Północną, www.wiadomości.onet.pl, 26 III 2013.

[8] K. Kubiak, Wojny, konflikty zbrojne i punkty zapalne na świecie, Warszawa 2007, s. 240.

[9] Tamże, s. 248.

[10] Barack Obama z wizytą w Indonezji, www.polskatimes.pl, 26 III 2013.

[11] Clinton w Indonezji. Rozmawia o Morzu Południowochińskim, www.money.pl, 26 III 2013.

[12] R. D. Kaplan, Monsun. Ocean Indyjski i przyszłość amerykańskiej dominacji, Wołowiec 2012, s. 334.

[13] Tamże, s. 350.

[14] A. Hong, Reżim na linie, „Foreign Policy”, I 2012 (przedruk w „Forum” 2012, nr 1 z 2-8 I) s. 5-6.

[15] Tamże.

[16] Economy::South Korea, www.cia.gov, 26 III 2013.

[17] M. J. Kunstler, Pierwsze wieki cesarstwa chińskiego, Warszawa 2007, s. 82.

[18] R. D. Kaplan, dz. cyt., s. 261.

[19] A. Hong, dz. cyt., s. 5-6.

[20] Tamże.

Dodał Stanisław A. Niewiński

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *