Dlaczego Michnik chwali Endecję i Endeków?

Adam Michnik już od jakichś paru lat nie jest jedyną i ostateczną wyrocznią dla większości szeroko rozumianej elity inteligenckiej naszego kraju. Jego czas bezpowrotnie minął. Jego towarzystwo ideologiczne, symbolizowane nazwiskami Kuronia, Geremka, Kołakowskiego, ks. Tischnera, z roku na rok coraz szerzej kosi nieubłagana śmierć, czyniąc Michnika osamotnionym w jego „misji”. Nie jest prawdą, do czego próbuje nas przekonać Ziemkiewicz, że wszystko na lewo od PiS to jeden wielki wspólnie maszerujący obóz polityczny, zjednoczona „republika kolesiów”, „salon” itp. Zauważmy chociażby, że nasz bohater – Adam Michnik ani nie był patronem powstania PO, ani po dziś dzień nie wykazuje większej sympatii do tej partii i jej liderów. Co więcej, stale knuje nad wywindowaniem Kwaśniewskiego i zastąpieniem nim Tuska w roli głównego lidera nowego obozu rządzącego. Michnik nie jest też zwolennikiem lewicy postkomunistycznej, której liderem jest Miller, choć wielokrotnie kokietował tę formację i w różnych okresach wspierał przeciw prawicy. Michnik ponadto specjalnie nie sympatyzuje z lewicą „pozasystemową” w rodzaju Krytyki Politycznej, choć również nieraz legitymizował i promował jej zachowania. Michnik wyraźnie nie lubi Palikota i coraz bardziej odcina się od jego ekscesów. Michnik bowiem od zawsze był wierny jednej tylko formacji – Unii Demokratycznej (Unii Wolności), której – o nieszczęście!  – od wielu już lat nie ma na scenie politycznej, a której odpryski (niemal równego kalibru) trafiły i do SLD, i do PO, a nawet do PiS. 

To że Michnik nie jest dziś jedyną wyrocznią, i że nie istnieje obóz polityczny, który mógłby uznać go za swego guru, nie znaczy, że przestał być uważany za jednego z główniejszych autorytetów politycznych dla sporej części inteligencji, w tym dziennikarzy, nauczycieli, profesorów akademickich i polityków – słowem dla liderów opinii publicznej. Stąd oczywisty wniosek, że warte jest co najmniej śledzić to, jakie dziś poglądy ogłasza. Zwłaszcza, jeśli poglądy te ulegają radykalnym zmianom, a w moim przekonaniu ulegają wprost zaskakującym zmianom.

W najnowszym wywiadzie (GW z 17-18.11.2012) stawia kilka ważnych tez (pogrupuję je w dwa bloki):

1.            1. Religia w Polsce nie zniknie, bo w ogóle ze świata nie zniknie. Ludzie jej potrzebują”.

Michnik wraca do swych postulatów z „Kościół, lewica, dialog” z 1976r., w których apelował o budowanie mostów między ludźmi Kościoła a lewicowymi agnostykami celem wspólnego przeciwdziałania zakusom autorytarnej władzy. W latach 90. Michnik porzucił ideę sojuszu lewicy społecznej i liberalnej z klerem i prawicowymi chadekami, dając przyzwolenie na szerokie medialne kąsanie polskiego katolicyzmu oraz mobilizując rzesze inteligencji do walki z klerykalizmem i wstecznictwem. Święcie wierzył, że polski katolicyzm jest z gruntu nacjonalistyczny (w negatywnym tego słowa znaczeniu), ksenofobiczny, generujący wciąż na nowo podziały etniczne, agresję i nienawiść. Do głowy mu nie przyszło, że ta jego pełna obsesji walka z urojonym złem klerykalizmu wprost stymuluje naturalne odruchy samoobrony ze strony codziennie brutalnie wyszydzanych, stygmatyzowanych, upadlanych pomówieniami (np. o sympatię do Hitlera) i spychanych poza margines życia społecznego polskich katolików (oczywiście tych świadomych, nie szarej masy). Akcja budzi reakcję. Michnik walczący z katolickim kołtunem w końcu tego kołtuna wyhodował. A potem zadziwił się mocno, że ów kołtun go wyzywał i opluł. Dziś Michnik już o katolicyzmie pisze inaczej.

1.1.           „Polacy nie mają silnego etosu republikańskiego, jak we Francji. W jakimś sensie cała etyka zbiorowa jest ufundowana na chrześcijaństwie. Jeżeli się Kościół załamie, pozostanie tylko detronizacja religii”.

Sporo w tym racji. U nas zniszczenie moralnych i duchowych wpływów Kościoła w wymiarze etycznym i społecznym nie spowoduje, że automatycznie i spontanicznie wytworzy się nowy republikański, laicki etos, zdolny połączyć naród wokół wspólnego dobra, zmodernizować państwo, zaprowadzić normalność. Michnik dziś ma tego świadomość. Jego blisko dwudziestoletnia krucjata przeciw kościelnemu rządowi dusz przywiodła go ostatecznie ku szczeremu wyznaniu, że oto mniej etyki chrześcijańskiej i mniej chrześcijańskiego etosu w życiu publicznym wcale nie znaczy – więcej postaw obywatelskich, ale przeciwnie – więcej powszechnej znieczulicy, a jednocześnie żywiołowy rozrost nowej antypaństwowej reakcji, cynicznie wykorzystywanej przez nowo nawróconych.

1.2.           „Czy rzeczywiście cały 38-milionowy naród może w krótkim czasie dojść do aprobaty małżeństw gejów czy lesbijek, czy może akceptować te wszystkie zmiany obyczajowe, najkonsekwentniej kwestionowane przez Kościół, który przez wieki był nauczycielem moralności i obyczajów oraz strażnikiem tradycji narodowej”.

Żeby było jasne – Michnik nadal pozostaje libertyńskim zwolennikiem przemian obyczajowych. Tego się nie wypiera. Ale już niekoniecznie przeprowadzanych radykalnie, w stylu Palikota, no i może nie w takim zakresie, jak postulują to ci z awangardy europejskiej lewicy. Zastanawia się, czy strategia zmiany obyczajowości Polaków na siłę i pospiesznie to dobre rozwiązanie. A może wytraca się przez to niepotrzebnie energię i zraża do siebie ważnych partnerów, w tym przypadku Kościół. 

Innym obszarem jego światopoglądu, który uległ poważnej przebudowie jest zupełnie nowa ocena tradycji endeckiej. O ile w przypadku katolicyzmu i Kościoła Michnik wraca do niektórych swoich wcześniejszych poglądów, o tyle nowa ocena endecji to rzecz zupełnie niespodziewana i trudno wytłumaczalna. Jedni komentują to jako strach przed sukcesem Marszu Niepodległości organizowanym przez radykalnych narodowców. Michnik rzekomo tak się tego zjawiska przestraszył, że na gwałt zaczął szukać cywilizowanych narodowców do spacyfikowania radykalnych nastrojów. Zacznijmy od tego, jak brzmi główna teza stanowiska Michnika w tym zakresie:

2.           2. „Endecja była ruchem na rzecz bezpieczeństwa i trwałości państwa, choć to państwo i jego dobro postrzegała inaczej niż moi mistrzowie”. I nieco inaczej: „narodowa demokracja – Grabskiego, Głąbińskiego, Rybarskiego, Trąmpczyńskiego czy Zamoyskiego – była formacją odpowiedzialności za państwo”.

Uzupełnieniem pozytywnej oceny tak sformułowanej pod adresem formacji jakby nie było już historycznej jest zadeklarowany pozytywny stosunek do współczesnych środowisk neoendeckich:  

2.1.           „spadkobiercami tej tradycji nie są ci, którzy dziś chcą polską demokrację zdestruować, lecz ci, którzy byli wśród demonstrantów skupionych wokół prezydenta Komorowskiego”.

I jednoznaczne wyznanie:

2.2.           „Tym ludziom o tożsamości endeckiej ich długoletni przeciwnik i krytyk składa dziś pokłon”.

A jednocześnie brak potępienia radykalnych narodowców z Marszu Niepodległości, a wręcz zachęta do poszukiwania z nimi tego, co łączy:

2.3.           „Kiedy dziś spoglądam na młodych ludzi wykrzykujących hasła ONR czy Młodzieży Wszechpolskiej, zastanawiam się, jak prędko i jak wielu z nich będzie tego zauroczenia żałować. Są wśród nich przecież ludzie uczciwi i wartościowi, do których wciąż należy wyciągać rękę. Trzeba szukać z nimi dialogu i zgody. Przecież zorientują się w końcu, że wciągani są w działania na rzecz destrukcji państwa”.

Michnik oddaje hołd tradycji endeckiej, wpisuje ją w kontekst polityki propaństwowej i uznaje jej historyczne zasługi. Do tego uznaje prawo spadkobierców endecji do samodzielnego funkcjonowania na współczesnej scenie politycznej obok innych ideowych nurtów. Na koniec mówi o konieczności dialogu i poszukiwania zgody z młodymi radykalnymi narodowcami. Te trzy komponenty składające się na nowy stosunek Michnika do narodowców są w moim przekonaniu istnym przewrotem kopernikańskim w demoliberalnym paradygmacie ideologicznym. „Są też uczciwi endecy” – tak brzmi tytuł programowego artykułu Michnika na pierwszej stronie sobotnio-niedzielnego wydania GW (nakład 341 tys.). 

Stawiam tezę, że Michnik podobnie jak w przypadku swojego nowego podejścia do Kościoła i katolicyzmu, również w przypadku nowego podejścia do endecji po prostu w pewnym sensie dojrzał, sfalsyfikował wiele swoich dawnych ocen i obaw, przeformułował hierarchię zagrożeń a na koniec przyznał się do tego, że jego projekt modernizacyjny się nie powiódł. Na początku lat 90. autentycznie bardziej lękał się upiorów nacjonalizmu niż recydywy totalitarnego komunizmu. Wydarzenia w byłej Jugosławii przynosiły mu naoczne potwierdzenie, że zbrodnie w imię etni są całkiem realne. To karmiło jego fobie i obsesje. Ale po dwudziestu latach zrozumiał, że nie każde odwoływanie się do tożsamości narodowej, wartości patriotycznych i odpowiedzialności za naród jest od razu zagrożeniem. Wręcz przeciwnie – jeśli jest motywowane postawą propaństwową, to zasługuje na promocję i wsparcie. 

Oczywiście Michnik ma także dwa inne, całkiem przyziemne i nie tak ideowo wyrafinowane cele, gdy chwali endecję. Zresztą mówi o nich otwarcie. 

Pierwszy to próba rehabilitacji pamięci członków własnej rodziny, uwikłanych w stalinowski reżim. Endecja, podobnie jak inne propaństwowe formacje polityczne – zdaniem Michnika – „uznawała, że II RP jest wspólnym dobrem”. „Wyjątkiem byli ONR-owcy i stalinowscy komuniści. Ci chcieli państwo destruować… Jednak w okresie wojny z Hitlerem wielu młodych zwolenników ONR czy KPP znalazło śmierć w walce z okupantem”. 

Wszystko jasne? Stawia na jednej płaszczyźnie stalinowców (w domyśle: m.in. takich jak jego ojciec, czy brat), którzy przecież przed wojną świadomie dążyli do zniesienia niepodległości i uczynienia z RP kolejnej republiki radzieckiej, a po wojnie dopuszczali się najhaniebniejszych zbrodni – z chłopcami z ONR, którzy życie składali na ołtarzu Ojczyzny w czasie i po II wojnie światowej. Czy może być tu moralna symetria? Michnik pisze: „faszyści i stalinowcy. Często byli to ludzie subiektywnie uczciwi; wierzyli – czyniąc zło – że czynią dobro”. Czy można na jednej szali stawiać ofiary i katów? Czy stalinowscy zbrodniarze byli „subiektywnie uczciwi”? Cóż to takiego do diabła „subiektywna uczciwość”? I tak oto mamy dobrą endecję i trochę bardziej zły ONR, tak zły, jak… stalinowcy, więc nie tak zły do końca, bowiem obie grupy były „subiektywnie uczciwe”, więc dziś nie kruszmy kopii, wybaczmy jednym i drugim po równo. (Czytaj: wybaczmy stalinowskiemu sędziemu Stefanowi Michnikowi na równi z Adamem Doboszyńskim i Tadeuszem Łabędzkim, którzy zostali zamordowani przez stalinowców w majestacie prawa.) 

Drugi wyrachowany cel rehabilitacji endecji to oczywiście przeciwstawienie jej antypaństwowemu Kaczyńskiemu. Ten ostatni odpowiada za świadomą i konsekwentną destrukcję państwa, więc pora, by „wieloletni krytyk i przeciwnik” endecji oddał sprawiedliwość formacji, której nikt nie może zarzucić, że zachowywała się nieodpowiedzialnie, czy nielojalnie wobec państwa. 

Mniejsza z tym, jakie jeszcze motywy kierowały Michnikiem i czy te wymienione przeze mnie są najważniejsze, a jeśli tak, to jak je on sam hierarchizuje w swoim światopoglądzie. O wiele istotniejsze jest to, że coś ważnego wydarzyło się w obozie demoliberalnym, coś co bezpośrednio dotyczy ruchu narodowego, a co już teraz można ocenić jako pozytywny przełom

(O innych zaskakujących wypowiedziach Michnika, np. że niekiedy czuje on, że „rodzi się we mnie ciemny polski nacjonalista”, albo: „na złość prawicy młoda lewica odwraca się tyłkiem do wartości narodowych a to jest bardzo niemądre” – napiszę przy innej okazji).

 dr Wojciech Wierzejski

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Dlaczego Michnik chwali Endecję i Endeków?”

  1. Michnik to pisal juz w 1983 roku.Ten czlowiek jest egzaltowanym humanista, czesto sie bardzo wzruszal publicznie na wiecach i od czasu do czasu ma takie przyplywy „tolerancji”.Nie ma co tego nawet brac na powaznie.Zna niezle historie, czytal duzo prasy endeckiej i jest rozdarty miedzy lewica a polskoscia.Stad takie najscia nastrojowosci.Jego uczuciowosc swiatopogladowo-polityczna moze oscylowac, ale blad tkwi w inteligencji i poki tam tkwi, nie ma sie po nim czegokolwiek spodziewac.

  2. O, powrót grabarza , grabarza LPR. Razem z Romkiem dokonali dużej sztuki .Szkoda , że teorie spiskowe są passe . To by wszystko tłumaczyło , a bez spisku cóż można powiedzieć , polityczny baran.

  3. Wierzejski napisał bardzo dobrą pracę doktorską, mówi mądrze i zapewne jeszcze coś mądrego zrobi. Nie powiedział ostatniego słowa.

  4. To dobra rada, niech pisze i myśli o ostatnim słowie , daleko od polityki. Jak wymyśli dobre ostatnie słowo to może do historii przejdzie . Na przykład coś na kształt tego – ;No, już, wynoście się stąd! Ostatnie słowa są dla głupców, którzy nie powiedzieli wystarczająco wiele.” .Autor przeszedł do historii to może i pan Wojciech przejdzie.

  5. Moim zdaniem puszczanie oczek Romana Giertycha do Adama Michnika to początek jakiejś na razie bliżej nam nieznanej, ale dobrze przemyślanej strategii politycznej. Skoro Giertych nienawidzi Kaczyńskiego i nie ma u niego czego szukać, a prawa scena polityczna jest zabetonowana przez PiS, to prawdopodobne, że będzie chciał powrócić w przyszłości do polityki przez polityczny i medialny mainstream, jako „umiarkowany”, „rozsądny”, „dojrzały” neoendek.

  6. Może i mądrze Pan Wierzejski pisze, ale niech na tym poprzestanie. Tak będzie najlepiej dla Polski, Ruchu Narodowego i zwykłych ludzi. Mam na myśli osławione „wycinania” młodych działaczy MW, którzy byli bardzo ideowi, zaangażowani, a przez takie, a nie inne gry i gierki niskich lotów Pana WW zrazili się do jakiejkolwiek formy zaangażowania społeczno-politycznego.

  7. Myślę, że rozmowa Adama Michnika z Romanem Giertychem znaczy dokładnie nic lub tyle, że prezydent Komorowski buduje wokół siebie ruch centrowy, ruch „ocalenia narodowego”, a sam chce się objawić jako mąż opatrznościowy ratujący Polskę przed radykałami z prawa i lewa. W tłumie radykałów wypłynie niczym książę Jeremi pod Piławcami i w największym chaosie zakrzyknie „Do mnie! Do mnie!”. Rząd Donalda Tuska i PO będzie musiał być w końcu wymieniony, a wtedy prezydent stanie się kolejną przystanią dla kolesiostwa rodem z UW i KLD. Giertych chyba to wyczuł i dlatego znalazł się na marszu prezydenckim ramię w ramię z Komorowskim, a Michnik być może temu przyklaskuje i stąd wywiad z Giertychem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.