Dmowski naszych czasów, czyli w odpowiedzi Pawłowi Wrońskiemu

W zasadzie tekst z „Gazety Wyborczej” nie jest zanadto pogłębiony, stanowi jednak inspirującą egzemplifikację patologicznych skutków zabierania się za filozofię polityki przez publicystę.

Nie wiem z czego wynika fakt, iż artykuł Wrońskiego jest wyzuty z jakiejkolwiek pogłębionej refleksji. Może to wynikać z co najmniej trzech powodów. Po pierwsze, być może Wrońskiemu właśnie o to chodziło, by zamiast analizować i wdawać się w skomplikowane dywagacje napisać tekst w celach propagandowych, tak by dać czytelnikom argumenty uderzające w PiS, a sobie samemu satysfakcję z kolejnego ataku wymierzonego w tą partię. Po drugie, prawdopodobne że Wroński po prostu Romana Dmowskiego nie tylko nie czytał, ale zwyczajnie zna myśl lidera Narodowej Demokracji z przekazów prasowych. Po trzecie, zapewne Wroński kierował się strywializowanym ciągiem skojarzeń, streszczającym się w łańcuchu Dmowski=nacjonalizm=antyniemieckość=PiS=Kaczyński. Rzecz jasna, mamy tu do czynienia z uproszczeniem wręcz niebotycznym, gdyż w świetle powyższego myśl jednego z najwybitniejszych polityków polskich XX wieku zostaje zredukowana do jednego wątku.

Nawiasem, warto wspomnieć, iż uproszczenia dokonuje także Piotr Zychowicz w tekście z „Uważam Rze”, tyle że on akurat – jak mi się wydaje – z Dmowskiego co nieco zrozumiał. Otóż porównuje on Dmowskiego do Radosława Sikorskiego. Rzecz jasna, takie porównanie wymagało, jak w przypadku Wrońskiego, sięgnięcia po uproszczenie. Tym razem jednak Dmowski został „zawężony” do idei realizmu, pewnych wątków darwinizmu społecznego i koncepcji odrzucającej konieczność wspomagania krajów nazywanych przez Jerzego Giedroyca U-L-B, w przekonaniu, że skoro zwyciężają najsilniejsi, to należy szukać porozumienia z mającą mocarstwowe ambicje Rosją. Zychowicz nie wspomniał, iż realizm Dmowskiego służył interesowi Polski, sam lider Narodowej Demokracji nie miał żadnej predylekcji do Rosjan, a jego podejście wynikało z zimnej kalkulacji, nie zaś chęci prowadzenia „polityki na kolanach”. Nie napisał też, że Dmowski nie chciał uczynić z Polski państwa wasalnego wobec Rosji czy odgrywać roli „uboższego sąsiada”, lecz podkreślał, iż Polacy powinni odrzucić romantyczne mrzonki i nauczyć się myśleć o samych sobie w kategoriach, w jakich myślą na swój temat inne, silniejsze narody. Cóż, wydaje się, że oklepany slogan, iż „Polską rządzą trumny Dmowskiego i Piłsudskiego” częściowo znajduje uzasadnienie, acz jednocześnie należy pokusić się o krytyczną konkluzję – jakie czasy, tacy „Dmowscy” i „Piłsudscy”.

Wracając do tekstu Pawła Wrońskiego, pisze on, że w programie PiS nie ma wątków „chadeckich”. W istocie, PiS to – parafrazując tytuł artykułu dotyczącego niemieckiej CDU – takie „CDU bez C”. Poza tym spełnia on wiele kryteriów konstytuujących właśnie chadecję – rozmyte aksjologicznie do granic możliwości chrześcijaństwo (czy raczej – jak zwykli przedstawiać się przedstawiciele tej partii „judeochrześcijaństwo”), apologię demokracji, nastawienie „proeuropejskie”, negację „fundamentalizmu” (oczywiście, chodzi o repulsję wobec silniejszych tożsamości i partycypację w – pojęcie ukute przez Benedykta XVI – „dyktaturze relatywizmu”). Wątki chrześcijańskie pojawiają się tylko w sferze werbalnej, zaś narracja polityczna bardziej koncentruje się na obronie „praw człowieka” niż dbaniu o zachowanie istotnej roli katolickiego nauczania społecznego w dyskursie publicznym. Przecież liderzy PiS i ekspozytury medialne tej partii potępiały Rosję właśnie za negację „praw człowieka”! A więc kontestowały działania wschodniego sąsiada za nieprzystawalnie do koncepcji wyrosłej z tradycji Oświecenia i rewolucji francuskiej!

Wroński nie wyjaśnia, czy Kaczyński ma się odwoływać do tradycji Narodowej Demokracji czy Dmowskiego? Przecież formacja ta była tworem niejednolitym i wewnętrznie zróżnicowanym. W pewnym momencie w omawianym artykule pojawia się nawiązanie do ONR. Może to zaskakiwać, gdyż między poglądami Dmowskiego, a koncepcjami głoszonymi przez Obóz Narodowo Radykalny istniały spore różnice. Mało tego – nawet ONR podzielony był na dwie frakcje – w dużej mierze totalistyczny RNR „Falanga” i ONR „ABC”.

Wroński pisze, że Unia Europejska była dla Jarosława Kaczyńskiego zawsze tworem podejrzanym. Nie chcę zastanawiać nad sensem wnikania w tajniki psychiki prezesa PiS (wszak pisanie, że coś jest dla kogoś „podejrzane” wydaje się właśnie taką analizą podświadomości), wydaje mi się, że Wroński sam powinien wyciągnąć lekcję z Dmowskiego i zajmować się realną polityką, a nie jałowym gdybaniem. Uważam natomiast, że twierdzenie jakoby istniała jakaś nieufność Kaczyńskiego wobec Unii jest nieuprawnione. Kaczyński nie tylko optował za wejściem w struktury Wspólnoty, ale nawet poparł Traktat Lizboński, stanowiący skrajną formę afirmacji uniformizacji i prymatu jurysdykcji unijnej nad państwową.

Wroński czyni prezesowi PiS zarzut z faktu, że ten jest za „suwerennością narodu”. Niedawno w jednym z programów jurorzy TVN czynili młodemu chłopakowi zarzut, że wykonał adaptację utworu „Pytasz mnie”, a utwór ten jest „patriotyczny”. Cóż, wydaje się, że Wroński aż tak daleko nie zabrnął (patriotyzm ma jednak zbyt pozytywne konotacje), jednak krytykowanie kogoś za to, iż jest zwolennikiem suwerenności własnego narodu również brzmi dość egzotycznie. Nawiasem mówiąc, dobrze by było, gdyby Kaczyński rzeczywiście był taki jak w opisie redaktora „Wyborczej”. Niestety, pisanie o kimś, kto podpisał dokument zakładający prymat każdego przepisu ustanowionego w Brukseli na każdym przepisem ustanowionym w Warszawie wydaje się grubo na wyrost. 

Wroński twierdzi, że Kaczyńskiemu „nie o to chodzi, aby Unia się rozwijała razem z Polską, ale by Polska znalazła się "w jądrze" i z tego jądra rządziła innymi”. Oczywiście, jak wyżej wykazałem, jest zupełnie inaczej. Jednakże czynienie zarzutu z tego, że ktoś w większym stopniu dba o interes własnego państwa niż interesy innych państw jest również interesujące. Zresztą, przedstawiany przez Wrońskiego w pozytywnym świetle Józef Piłsudski był właśnie takim państwowcem, dla którego interes Polski był zdecydowanie na pierwszym miejscu. Cóż, może myśli Marszałka pan redaktor też nie poznał. Bo po co? Przecież chodzi o to, by uderzyć w PiS, a przecież nie można tak po prostu odciąć się od spuścizny wszystkich naszych bohaterów narodowych. Jednak, co zdaje się być najistotniejsze, Kaczyński niekoniecznie chce, by Polska była w „jądrze”. Cała polityka wschodnia, misjonaryzm demokratyczny i angażowanie się w „kolorowe rewolucje” pokazują, że interes państw obcych jest dla Kaczyńskiego równie ważny.

Warto nadmienić jeden wątek, dotyczący wypowiedzi Kaczyńskiego, która spowodowała całą tą „aferę”. Stwierdził on, że mniejszość śląska to „zakamuflowana opcja niemiecka”. Oburzenie oponentów prezesa PiS sięgnęło zenitu. Wszystkim, którzy oburzają się bądź uśmiechają po słowach Kaczyńskiego polecam stronę Ruchu Autonomii Śląska, gdzie widać zdjęcie pewnego jegomościa trzymającego w jednej ręce flagę swojego ruchu, a w drugiej niemiecką właśnie.

Powstaje pytanie czy w ogóle Dmowski i Kaczyński mają cokolwiek wspólnego. Gospodarka? Dmowski otaczał się liberałami pokroju Rybarskiego czy Heydla, Kaczyński zaś jest socjalistą i ludzi bogatych nie lubi na równi z „komuną”. Polityka zagraniczna? Dmowskiego interesował tylko interes narodowy, Kaczyński optuje za „misjami demokratycznymi” w krajach wschodnich. Zresztą samo Radio Maryja identyfikowane również jako „endeckie” stanowi raczej ekspozyturę bogoojczyźnianego mistycyzmu w duchu mickiewiczowskim, nie zaś ośrodek polityczny kierujący się w swoich działaniach zdroworozsądkowym realizmem i chłodną kalkulacją. Która wartość jest najważniejsza? Dla Dmowskiego był nią naród, dla Kaczyńskiego – państwo.

Charakterystyczny dla swojego środowiska mentorski ton widać u Wrońskiego choćby we fragmencie, w którym przyznaje „każdemu” prawo do głoszenia wizji anachronicznej. Dziękuję w swoim imieniu, panie redaktorze. Skrzętnie z tego prawa korzystam. Ponadto, redaktor radzi by działacze PiS otwarcie powiedzieli: „jesteśmy endekami”. Brzmi to trochę tak jak wymaganie od niewinnego człowieka, by uczciwie przyznał: „zabiłem”.

Niestety, działacze PiS nie są endekami, a Wroński nie jest specjalistą od filozofii politycznej, toteż lepiej, by został w swoim ogródku i parał publicystyką czy dziennikarstwem.

Jacek Tomczak
[aw]

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Dmowski naszych czasów, czyli w odpowiedzi Pawłowi Wrońskiemu”

  1. Mnie w tym tekście zaintrygowało końcowe dziwaczne porównanie: „Ponadto, redaktor radzi by działacze PiS otwarcie powiedzieli: „jesteśmy endekami”. Brzmi to trochę tak jak wymaganie od niewinnego człowieka, by uczciwie przyznał: „zabiłem”. ” Prawdę mówiąc nie do końca rozumiem, co autor miał na myśli.

  2. Ireneusz Krzemiński skompromitował w Rzeczpospolitej w podobny sposób. Tam są zupełnie kuriozlane stwierdzenia. Może to jest celowe, bo czy można być aż takim ignorantem. Ale przecież taki A. Smolar w ogóle nie bredzi.

  3. @MS: Ja też nie rozumiem, czy to – moim skromnym zdaniem niepotrzebne – „uczciwie” umieścił w tekście rozmyślnie?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.