Do ilu razy sztuka?

Kolejny Marsz Niepodległości organizowany przez środowiska uzurpujące sobie prawo do nazywania się Ruchem Narodowym przyniósł, niestety spodziewaną, kompromitację tych środowisk, a co najgorsze, chyba już ostateczne zdeptanie szyldu RN i miana „narodowców”, które zostało zapisane w świadomości Polaków, po trzecim z kolei popisie chuliganerii, jako synonim bandytyzmu, prostactwa i bezrozumnej agresji uprawianej pod biało-czerwonymi sztandarami. O ile jednak bandyta niszczący mienie polskie i obce może być tylko troglodytą o horyzoncie myślowym wyznaczanym przez zasięg rzutu kostką bruku, o tyle patronujący inicjatywie marszu i jednocześnie nie panujący nad chuliganami panowie w garniturach, nie mogą być zbyci jedynie tym stosunkowo łagodnym określeniem. Ich działania, które charakteryzuje daleko idąca nieodpowiedzialność, połączona z butą i iście rewolucyjnym lekceważeniem wszystkiego, rodzi bardzo przykre konsekwencje – dla Polski, dla Polaków i dla narodowo-demokratycznej myśli politycznej.

Kompromitacji szyldu Ruchu Narodowego nie da się łatwo i szybko zmyć. Najbardziej otwarty na porozumienie z Rosją i zawsze do niego dążący, a jednocześnie niezależny, polski obóz polityczny – obóz narodowy – nieodpowiedzialni szefowie marszu niepodległości sprowadzili do poziomu bandy wulgarnych rusofobów, którym wydaje się, że jest rok 1944.

Ponoszą oni moralną odpowiedzialność (i formalno-prawną, jako organizatorzy, którzy zobowiązali się do zapewnienia bezpieczeństwa) za szkody materialne i za największe szkody – polityczne, niezależnie od tego, czy policja spełniła swoje zadanie, czy było jej za mało, czy za dużo, czy chuligani ich słuchali, czy nie. Zasłanianie się po raz trzeci hasłem „prowokacja” nie jest godne ludzi dojrzałych. Mając doświadczenie z lat ubiegłych, należało przewidywać, także i ewentualne prowokacje. Ci, którzy na marszu niepodległości chcą zrobić karierę mieli szanse wykazać się dojrzałością, tym, że czegoś ich poprzednie wydarzenia nauczyły. Mogli pokazać inną twarz polskiego ruchu narodowego – przyjazną ludziom, pozbawioną agresji i anarchicznego rozpasania, pozytywnie zdyscyplinowaną
i godną. Zawiedli, znów się nie udało, a jednak zabrakło im odwagi cywilnej, by przyznać się do porażki. Dla nich wszystko było w porządku. Gdyby były ku temu podstawy, których jednak trudno doszukiwać się w ich postawie, należałoby chociaż oczekiwać od nich, że wreszcie zaprzestaną używania szyldów, które łączą ich jedynie czysto mechanicznie
z tradycją polityczną, której nie rozumieją, i z którą w istocie nie mają nic wspólnego.

Na pewno należy zażądać od nich stanowczego odcięcia się od środowisk kibolskich. Zamiast korzystać z nich w najgorszy z możliwych sposobów, powinni skierować swój wysiłek na wychowanie tych ludzi – społeczne, narodowe, historyczne i obywatelskie.

Organizatorzy Marszu brakiem kontroli nad chuliganami spowodowali naruszenie nietykalności poselstwa rosyjskiego w Polsce. Mieli okazję podczas konferencji prasowej odciąć się zdecydowanie od takich zachowań, potępiając agresję i przemoc, mogli przeprosić Rosję, a także nakreślić swoją wizję stosunków polsko-rosyjskich, jako czynnika polityki
i handlu, a nie mrocznego mistycyzmu, i nawet wyrazić oburzenie niewystarczającą ochroną policji dla ambasady rosyjskiej. Również tego od nich nie usłyszeliśmy. Kwestia nietykalności placówek dyplomatycznych jest doskonale rozumiana nawet w większości krajów afrykańskich, tymczasem Ruch Narodowy jej nie rozumie, a jeden z jego szefów tłumaczy agresję zaborami, Katyniem i Smoleńskiem. Wg tej logiki powinni również systematycznie palić ambasadę Niemiec… Brak przeprosin wpisuje się dobrze w mentalność wyrażoną przez pewnego troglodytę we wpisie na jednym z forów – „kacapa się nie przeprasza”. Brak świadomości szkód politycznych – jakie wyrządzili atakiem na ambasadę Rosji uczestnicy marszu – u jego organizatorów, potwierdza, że o poważnej polityce nie mają oni żadnego pojęcia, zaś myśl polityczna polskiego ruchu narodowo-demokratycznego stanowi dla nich sezam, do którego nie znają hasła. Wpisując się w obłęd antyrosyjski PiS-u, RN dokłada swoją cegiełkę do sytuacji, w której, już być może po najbliższych wyborach, istnienie oficjalnych stosunków między Polską a Rosją stanie pod znakiem zapytania. Rząd PO zamrażając stosunki z Rosją na poziomie nieuprzejmej neutralności, nie robi nic, by tej fatalnej tendencji się przeciwstawić. Tymczasem dla ludzi tradycji endeckiej jest oczywistym, że wobec obecnych przemian sytuacji geopolitycznej na świecie, opanowania polityki USA przez mesjanistyczny globalizm podważający istniejący układ stosunków międzynarodowych, tendencji totalitarnych i demograficznej klęski Unii Europejskiej, demoralizacji całego Zachodu, pogłębienie kontaktów politycznych
i handlowych pomiędzy Polską a Rosją jest wymogiem racji stanu obu krajów, ze wskazaniem, z oczywistych względów, na Polskę. Polityka kamienia i absurdalnych oskarżeń wobec Rosji, jako zawsze bezpłodna, zakończy się klęską. Straci na tym Polska, zaś skorzystają m.in. ci, którzy na temat swoich zgwałconych kobiet wolą milczeć, niż budować pomniki…

W gruncie rzeczy, taki rozwój sytuacji w Ruchu Narodowym nie dziwi. Nie dziwi też takie a nie inne przełożenie na praktykę haseł RN przez chuliganów. Kult powojennej guerilli „wyklętych”, gdzie nie obowiązywał żaden autorytet zewnętrzny, hierarchia, czy dyscyplina, gdzie zasady ustalano samemu w sposób dowolny, gdzie zabijano według uznania, bez wątpienia odbija się w teraźniejszych wydarzeniach, choć na szczęście, nie ma jeszcze tak dramatycznego wyrazu, jak wówczas. Ale nie można zaprzeczyć, że poziom nienawiści osiągnął już stan niepokojący. Mamy też efekty cichego wpisywania się RN w religię smoleńską, efekty jego wypaczonego stosunku do Rosji, której traktowanie jako największego wroga Polski, prowadzi do podejmowania kontaktów z neobanderowcami, właśnie na gruncie antyrosyjskim.  

Problemem nie tylko Ruchu Narodowego, ale także całej polskiej tzw. prawicy jest to, że rządzi nią etyka Kalego. Przecież nie trudno sobie wyobrazić z jakim oburzeniem szefowie RN zareagowaliby na akty wandalizmu skierowane wobec polskiej ambasady
w Moskwie, gdyby takie miały miejsce np. podczas niedawnego święta narodowego Rosji. Usłyszelibyśmy z ich ust zestaw argumentów, który tu, w Polsce, gdy chodzi o agresję wobec poselstwa rosyjskiego, zupełnie do nich nie trafia. Gdy przerywa się wykład Z. Baumana, to dobrze, bo pogoniło się kota stalinowcowi, ale jak lewacy przerywają wykład amerykańskiemu specjaliście od leczenia homoseksualistów, to ci sami ludzie mówią
o skandalu i głębokim oburzeniu. Dla ludzi cywilizacji łacińskiej, a więc dla ludzi obozu narodowego, dla ludzi prawicy, i w jednym, i w drugim przypadku mamy do czynienia
z chamstwem. Co więcej, standardy o jakie walczą ludzie naszej strony sceny politycznej, i do których dążą, wymagają od nas samych zachowania z nimi zgodnego. Wymagania te są jednocześnie wyżej postawione dla nas, niż dla np. lewaków, więc zasłanianie się ich chamstwem, jest zwykłym brakiem honoru. Im szybciej zrozumieją te proste prawdy ludzie Ruchu Narodowego, tym większą będą mieli szansę na otrząśnięcie się ze swych błędów.

Adam Śmiech

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *