Dokąd maszerujemy? Nie wiem

Konrad Rękas z uporem dzieli skądinąd bliskie sobie środowiska na „prawicę maszerującą” i „jej krytyków”. Zakładam, że jako krytyk nie stawia się w jednym rzędzie z Sewerynem Blumsztajnem i młodzieżą z Antify. Ja mogę mu odpowiedzieć tylko we własnym imieniu. To nie jest polemika. Raczej glosa.

Poniższy tekst może być słabo zredagowany, bo zasadniczo leżę chory, ale mam nadzieję, że będzie zrozumiały. Odpowiadając krytykowi muszę od razu jakoś się zaszufladkować, z góry przepraszając za natrętny ekshibicjonizm. Nie jestem narodowcem i zapewne nigdy nie będę. Nie jestem „epigonem Dmowskiego”, ani „nowoczesnym endekiem”. Nie mizdrzę się do narodowców. Maszeruję, bo jestem Polakiem. I to jest kwestia doświadczenia, kwestia życia, a nie ideologii. Po prostu jestem jednym z milionów mniej lub bardziej uświadomionych Polaków. Za młodu uważałem się za „obywatela świata”. W każdym razie do polskości odnosiłem się z dużym dystansem, zwłaszcza że była mi podawana przez całą młodość w wersji peerelowskiej lub insurekcyjnej, a jedno i drugie mnie mierziło. Ale cudzoziemcy – zwłaszcza Niemcy i trochę Amerykanie – wybili mi to z głowy. Dla nich zawsze byłem troszkę gorszym rodzajem człowieka, nieuporządkowanym, biednym Polakiem, troszkę żebrakiem godnym politowania. Wyłaziło to z nich wszystkimi porami skóry nawet z czerwono-zielonych niemieckich pacyfistów, demonstracyjnie kochających Polskę i pomstujących na mapy Niemiec z 1937 roku (notabene widziałem taką mapę na zapleczu poprzedniej ambasady niemieckiej w 1996 roku). Na studiach zafascynowany byłem żydostwem i sprawdzałem, czy czasem nie dałoby się znaleźć jakiegoś żydowskiego przodka. Nie znalazłem. Kiedy więc obecny szef polskich Żydów Piotr Kadlčik zasugerował mi bodaj 20 lat temu, że mógłbym „odnaleźć żydowskie korzenie”, odparłem z prostotą, że jestem Polakiem. To wszystko było dawno, a opowiadam o tym dlatego, że jest to doświadczenie milionów rodaków, którym jest wszystko jedno, kim są, dopóki nie zauważą, że ich zwycięstwa i klęski wynikają właśnie z tej nieuświadomionej lub pogardzanej tożsamości. Nikt nie musi być narodowcem. Polak może nie poczuwać się nawet do jedności z polską historią i kulturą. Niech będzie jednak świadom, że – czy chce, czy nie chce – związany jest z innymi Polakami wspólnym biznesem tu i teraz. Jeśli nie mamy firmy na Cyprze, to wszyscy podlegamy monstrualnemu opodatkowaniu, wszyscy płacimy składki na ZUS i OFE, które przepadną. Wszystkim nam grozi, że stracimy opiekę medyczną z NFZ. Wszyscy jesteśmy grabieni przez gazownię, zakład energetyczny, banki i skorumpowanych polityków zalewających tunele. Walczymy wspólnie o życie, a nie o idee.

A teraz o Marszu Niepodległości czyli, czyli – jak jadowicie określa go Konrad Rękas – „spacerze”. 

Nie wiem, dokąd maszerujemy. Zbyt dużo zajmowałem się w życiu prognozami, żeby mieć przekonanie, że umiem przewidzieć przyszłość. Przy bardzo rozległej wiedzy można przewidywać trendy. Konkretne szczegóły i terminy nam umykają. Skoro zaś nie znamy przyszłości, pozostaje nam być zwierzętami w puszczy. Badamy, nasłuchujemy, węszymy i reagujemy natychmiast. Chcemy przeżyć. Myślę, że w puszczy lepiej być wilkiem niż chrząszczem. Chrząszcz jest sam. Wilk najczęściej działa w stadzie. Naród do pewnego stopnia jest watahą wilków, stadem antylop, a może nawet – jak to bywa na sawannie – stadem złożonym z wielu gatunków. 

Nic mnie tak nie bawi w polityce, jak „programy”. Nie dlatego, że nikt nie dotrzymuje obietnic, tylko dlatego, że sporządzenie programu na cztery lata w ogóle nie jest możliwe. Gdybym zobaczył mądrego, uczciwego człowieka, który nie kradnie, bo nie mu się oczka nie świecą do forsy i prestiżu ; człowieka, który nie chodzi na smyczy ukrytych sił, to nie pytałbym go o program, tylko namawiałbym go, żeby został dyktatorem na nadchodzące trudne czasy. Ale nie widzę nikogo, więc proszę mnie nie oskarżać o promowanie dyktatury. Pozostańmy przy oligar… pardon, przy demokracji.

Nie wiem, dokąd idzie Marsz. Ale wiem, że jest to użyteczny instrument. Jest to narzędzie budowania wspólnoty. Tej wspólnoty biznesu i życia, którą jest naród – stado rzucone w dziką dżunglę.

Na pozór Marsz jest zaprzeczeniem tej trzeźwości, o którą się upominam. Ma być czasem uniesień. No i dobrze. W rozsądnej dawce nie ma w nich nic złego. Uniesienie wyzwala się w nas, kiedy Glik strzela gola Anglikom, ale przecież zaraz potem trzeba pozmywać i pościelić łóżka. Uniesienia właściwe są nie tylko kibicom, którzy na pewno dadzą się im porwać na Marszu niczym na żylecie. I zapewne porwą także nas, zgorzkniałych starców. Kiedy jednak dojdzie do niebezpiecznych zdarzeń i zderzeń, w jednej chwili trzeba będzie przełączyć mózg na tryb pracy wilka w puszczy.

Skłonna do uniesień młodzież potrzebuje po prostu dorosłości i odpowiedzialności. Uniesienia mijają wraz z wejściem w odpowiedzialne życie, kiedy trzeba wychowywać dzieci, walczyć o materialny byt, kombinować z rachunkami, prać, rozwieszać, gotować i robić zakupy. Ja wiem, że profesorowi Ryszardowi Terleckiemu młodzieńczość jeszcze nie przeszła. Śnią mu się powstańcze biwaki i brzozowe krzyże. Ma 63 lata, więc może pora spostrzec się, że dla niego powstańczy biwak szybko skończyłby się w mogile pod białym krzyżem, chyba że zawzięcie biega oraz trenuje strzelectwo i aikido. Ach, nie. Profesor zapewne chce na biwak posłać młodzież. Sam będzie orędował za sprawą polską w Londynie?

I to tyle osobistych uwag zgorzkniałego pięćdziesięciolatka, po prostu Polaka i ojca. Dedykuję te myśli zarówno Konradowi Rękasowi, jak i przyjaciołom ze „spaceru”.

Marcin Masny
aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Dokąd maszerujemy? Nie wiem”

  1. Panie Marcinie, Pana teksty jak zwykle – są do współodczuwania, a nie do rozumienia. Pozdrawiam więc tylko serdecznie i nadmieniam, że szanuję Pana radość z poczucia wspólnoty, przeżywaną podczas Marszu. To miłe, że sprawia on Panu przyjemność. Miłego zatem spaceru.

  2. Panie Konradzie, proszę pamiętać że jestem wielbicielem Pana umysłu analitycznego i tej właśnie rozległej wiedzy, o której w glossie piszę.

  3. Masny jak to Masny. Strumień świadomości, żadnych konkretnych oidniesień do analitycznej recenzji Rekasa, który przeczytał na nowo mało znane dzieło Dmowskiego. Massny jak to Masny. Drobne prztyczki, usmiechy do wszystkich. Perwersja.

  4. Utalentowany literat nie powinien bredzić o marszach i polityce. Niech sobie pisze o kwiatkach i ptaszkach.

  5. Może jednak warto posłuchać Kadlčika i poszukać tych przodków? Bo jak trafnie zauważył w swoich wspomnieniach niejaki Otto Skorzeny: „kto wie, skąd jest, ten wie, dokąd zmierza” 😉

  6. Nieskromnie powiem, że chyba wiem, skąd jestem. Polskość świadomie wybrana, zwłaszcza w przypadku historyka, jest raczej czymś solirnym 😉

  7. Przy całym szacunku, mój pogląd w tej kwestii jest taki, że „świadomie wybrać” można tylko obywatelstwo. Natomiast „polskość”, „niemieckość”, „rosyjskość” lub „inność” można jedynie dostać w spadku po przodkach, o ile, oczywiście, pozostawili po sobie taki spadek 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.