Edward Kotowski: Komentarz do Uzasadnienia Pionu Śledczego IPN w Katowicach o umorzeniu śledztwa w sprawie zamachu na życie papieża Jana Pawła II

Śledztwo Pionu Śledczego IPN w Katowicach, w sprawie zamachu na życie papieża Jana Pawła II toczyło się bardzo długo, bo aż 8 lat. Niezależnie od tego, co na temat długości jego trwania można myśleć, istotnym jest to, że już  się ono zakończyło. Osobiście uważam, że gdyby ono trwało znacznie krócej też zrodziłoby negatywne komentarze i zarzuty, że trwało za krótko, a więc pewnie byłyby i  spekulacje, że było mało dokładne i dlatego nie mogło doprowadzić do ustalenia wszystkich okoliczności zamachu. Ogromna ilość materiału ze śledztwa i procesu włoskiego wymuszała niejako na polskich śledczych poświęcenie wiele uwagi na jego wnikliwą analizę, a to musiało potrwać. Wybranie terminu umorzenia śledztwa w okresie bezpośrednio sąsiadującym z kanonizacją papieża Jana Pawła II też było dobrym zabiegiem, bo ponownie zwracając uwagę na ten problem, niejako automatycznie spowodowało większe możliwości też nagłośnienia jego rezultatu.

W zasadzie, dla osób znających bliżej ten problem, od początku było wiadomo, że to śledztwo nie doprowadzi do jakiegokolwiek ustalenia nowych okoliczności. Tym bardziej, że spec.służby z całego świata, na etapie śledztwa włoskiego, wykorzystywały zamach do swoich celów dezinformacyjnych i kampanii inspiracyjnych na szeroką skalę i to w wymiarze polityki globalnej. Ta sytuacja nie pomogła śledczym włoskim w wyjaśnieniu wszystkich okoliczności, bo szum informacyjny tworzył istotne bariery, których pokonać się nie dało. Mass-media też się do tego przyczyniły. Wysiłki Pionu Śledczego IPN w Katowicach, w takiej sytuacji, też nie mogły dać istotnego wyniku. Ważne jest jednakże to, że wyjaśniono ostatecznie, że służby wywiadu ani inne specjalne służby PRL nie brały udziału w przygotowywaniu zamachu, ani w jego wykonaniu. Czas na to, aby oskarżyciele mass-medialni posypali głowę popiołem na znak pokuty i przeprosili za insynuacje. Czy to uczynią? Nie jestem tego pewny, bo do tego typu gestów – poza nielicznymi – chyba nie są do tego zdolni?

Z tego, co mi wiadomo, z lektury uzasadnienia o umorzeniu, oficerowie spec.służb PRL byli bardzo zainteresowani udzieleniem pomocy IPN-owi i w trakcie swoich zeznań szczerze powiedzieli co mogło być im wiadomo na temat różnych okoliczności powiązanych z zamachem. Niestety, ich wiedza, jeśli miałaby być użyteczna dla śledztwa, w odróżnieniu od niektórych zachowań dziennikarskich, nie mogła być i nie była „wiedzą” konfabulacyjną, bo taka niczemu dobremu nie służy.

Chciałbym podkreślić, iż odnoszę wrażenie, że Pion Śledczy IPN w Katowicach umiał oddzielić ziarno od plew, jakie pewni autorzy mass-medialni, na gruncie polskim, próbowali mu suflować pod postacią różnych publikacji. Warto tu chociażby wspomnieć o złej sławie publikacjach na temat rzekomego związku z przygotowywaniem zamachu na papieża kontaktu informacyjnego wywiadu PRL o ps. „Prorok” i liczne ich przedruki w Internecie, które rozeszły się po całym świecie. Okazało się, że są to jednak konfabulacje, w dodatku  miernej próby. Główne źródło tych konfabulacji jednak do tej pory milczy i nie przeprasza polskiej opinii publicznej za wprowadzenie jej w błąd. Dziennikarz, który spisał te konfabulacje też został wprowadzony w błąd o czym poinformował opinię publiczną i przeprosił publicznie osobę pomówioną. Moim zdaniem to nie była „wpadka”, ale świadome działanie w atmosferze zapotrzebowania na polski ślad w zamachu. W uzasadnieniu IPN jest mowa o tym, kto był autorem notatki sporządzonej 5 lat po zamachu, a ktoś „pomylił” wszystko: źródło, oficera prowadzącego,  datę i inne dane. A to wszystko na tej notatce jest tak czytelne, że nawet dziecko z przedszkola zinterpretowałoby ją poprawnie.

 Pion Śledczy IPN, publikując rezultaty swojego śledztwa – co trzeba jeszcze raz podkreślić,  oczyścił służby specjalne PRL od upokarzających je oskarżeń i pomówień. Rzecz jasna, mimo ambitnych zamiarów nie był w stanie ustalić niczego nowego w kwestii samego zamachu, bo wyjaśnienia Alego Agcy to dziesiątki coraz nowych kłamliwych wersji i trudno im było nadać powagę wiarygodności. Jak wiadomo bardzo trudno jest o kłamstwo doskonałe, bo każde z nich musi być obudowane kilkudziesięcioma innymi, aby je uwiarygodnić. A takiej sztuki ten, w końcu dość prymitywny człowiek, nie był w stanie dokonać. Dlatego tak się skończyło, jak skończyło i nie można winić Pionu Śledczego IPN, że nie udało się wiele dodać do obrazu nakreślonego przez śledczych włoskich przed kilkudziesięcioma latami.

Za czasów mojej bytności w Rzymie, gdzie na gorąco obserwowałem relacje mass-medialne z toczącego się śledztwa i procesu, nie otrzymałem z Centrali jakiegokolwiek zadania związanego ze śledzeniem reakcji watykańskich na temat zamachu i śledztwa. Jedynie jeden raz ks. prałat Janusz Bolonek, na marginesie oficjalnej rozmowy w Sekretariacie Stanu, z własnej inicjatywy, wyraził do mnie opinię Jana Pawła II, że nie wierzy on w ślad bułgarski. Informacja ta została przekazana do Centrali. Było to pod koniec 1982 r. Tę informację, wkrótce potem potwierdziło jedno z moich źródeł i ten fakt ujmuje dokument umorzeniowy IPN. Z dokumentu IPN wynika, że rezydentura wywiadu PRL w Rzymie  o kryptonimie „Baszta” interesowała się tym problemem w latach późniejszych, co zapewne ma jakiś związek z solidarnością z Bułgarami, którzy stali się podejrzanymi. Moim zdaniem bezzasadnie, bowiem służby radzieckie, mając znacznie większe możliwości realizacji tego typu operacji na całym świecie –  analogicznie do CIA – tak naprawdę, nie musiały posługiwać się Bułgarami, bo to tylko mogłoby  przynieść dekonspirację tego typu działań, jeśli je w ogóle by podejmowano.

Już teraz pisze się, że wmontowanie Bułgarów i ZSRR w zamach było akcją CIA służącą wywołaniu niepokojów społecznych w Polsce i wzbudzeniu u Polaków nastrojów antyradzieckich. Zamach na papieża w sytuacji panującego wówczas w naszym kraju „karnawału »Solidarności«” i umierającego kard. S. Wyszyńskiego byłby działaniem antyproduktywnym w wymiarze całego bloku socjalistycznego, gdyż po śmierci kardynała i papieża zabrakłoby jakiegokolwiek ważnego punktu odniesienia stabilizującego sytuację w naszym kraju. Warto podnieść tę tezę, bo tak naprawdę wtedy polski papież był bardzo potrzebny wszystkim, bo wpływał moderująco na sytuację społeczno-polityczną w Polsce. Wiem o tym dobrze, bo wielokrotnie organizowałem wizyty interwencyjne przedstawicieli władz polskich u papieża i do tych inicjatyw Jan  Paweł II odnosił się bardzo życzliwie. Często to były wizyty półoficjalne. Papież działał odważnie, ale jednocześnie i rozważnie. Nikt rozsądny nie podejmowałby tak antyproduktywnej decyzji. ZSRR też był wtedy żywotnie zainteresowany spokojnym rozwojem sytuacji w Polsce.

Gdy chodzi o te późniejsze zainteresowania rezydentury polskiego wywiadu w Rzymie o kryptonimie „Baszta” (po 1983 r.), to, podkreślam to ponownie,  należy je całkowicie wiązać z jakimś odruchem solidarnościowym spec.służb byłego bloku socjalistycznego, celem okazania pomocy w sytuacji wielkiego pomówienia w jakim się znalazły służby bułgarskie. Pewnie tak samo zadziałałyby spec.służby NATO-wskie, gdyby znalazły się w podobnej sytuacji służby jakiegoś kraju członkowskiego.

Doprawdy, po tylu latach, nie ma sensu powielać absurdalnych teorii, które powstały w wyniku spekulacji i bez jakichkolwiek dowodów. Zaangażowanie służb zachodnich w ustalaniu mocodawców Alego Agcy było ogromne i gdyby znaleziono jakikolwiek wiarygodny dowód na istnienie komunistycznego spisku, to na pewno go ujawniono by. Poza tym istniała możliwość wywarcia presji, tak w postaci materialnej, jak i innej na zamachowca, aby zgodził się on ujawnić mocodawców i na pewno to robiono. A ponieważ nie miał on jakiejkolwiek wiarygodnej wersji na ten temat, więc nie można było iść w tym kierunku. Jak wiadomo, aby uwiarygodnić jakiekolwiek kłamstwo trzeba ogromnego wysiłku i wielkiej samokontroli, bo trzeba to obudować kilkudziesięcioma innymi wiarygodnymi kłamstwami. Po prostu jest to wysiłek trudny do realizacji i nieopłacalny. Zwłaszcza, gdy trzeba to poprzeć dowodami. W tej sytuacji, po 33 latach od zamachu należy trzymać się tego, co faktycznie wiadomo. A wiadomo, że zamachu dokonał ten, co dokonał. I kropka. Co miało jakiś sens zaraz po zamachu i w latach kolejnych (spekulacje), po tak długim czasie już nie ma sensu. Wydarzenie tego formatu, jak zamach na papieża – niezależnie od tego, czy ktoś stał za Alim Agcą, czy nie stał – w ówczesnej międzynarodowej sytuacji politycznej musiał być przedmiotem potężnych rozgrywek w zakresie jego wykorzystania do kształtowania nastrojów politycznych społeczeństw służących tej stronie, która, siłą rzeczy mogła być  mniej podejrzana, a wrogich wobec tej, która w potocznym osądzie społecznym mogła być podejrzana najbardziej. Ten element jest jak najbardziej przejrzysty i nie powinien podlegać przeoczeniu. Nie ma potrzeby przypominać, kto na tym tracił, a kto zyskiwał niezależnie od tego, jaka była prawda materialna. Ta instrumentalizacja tego faktu spowodowała ostatecznie i to, że nie udało się, w trakcie śledztwa i procesu, doprowadzić do ustalenia całej prawdy materialnej. W takiej sytuacji służby specjalne i cały aparat mass-medialny jest bowiem wykorzystywany potajemnie także do osiągania korzyści politycznych o wielkim wymiarze. Tego procesu, rzecz jasna, nie ujawnia się, bo to byłoby działaniem antyproduktywnym, ale on realnie istnieje. Wszystko zależy od formatu i znaczenia postaci, która stała się przedmiotem zamachu i od kalkulacji, co uda się wygrać. W tym przypadku, ofiarą zamachu była postać o największym znaczeniu światowym, a cele do ugrania miały też wymiar globalny. Włoski wymiar sprawiedliwości, w takiej sytuacji,  nie miał tak naprawdę jakichkolwiek szans, aby dojść do znalezienia ewentualnych mocodawców – jeśli tacy w ogóle byli – i musiał zakończyć sprawę na skazaniu tylko A. Agcy. Zamęt informacyjny i inspiracyjny oraz dezinformacyjny był tak wielki, że uniemożliwił pełne wyjaśnienie tej sprawy. Dodać trzeba, że ten zamęt, przy okazji rocznic zamachu, jest przywracany do życia i dlatego tej sprawy nigdy nie da się wyjaśnić, podobnie jak innych zamachów o podobnej randze czy skali.

Jeszcze raz podkreślam, że dobrze się złożyło, że w bezpośrednim sąsiedztwie czasowym z kanonizacją Jana Pawła II doszło do umorzenia sprawy polskiego śledztwa w sprawie zamachu na papieża. To powinno wpływać także na stopniowe oczyszczenie atmosfery i wokół innych spraw, dotyczących spec.służb PRL. 

Nie wnikając głębiej w uchybienia interpretacyjne, jakie zaistniały w odniesieniu do śladu bułgarskiego, na zakończenie trzeba jednak stwierdzić, że wiele elementów  wskazuje na to, że znajomość z Alim Agcą oficerów bułgarskiego wywiadu mogła wynikać z ich zainteresowania odcinkiem tureckim, bo w ramach Układu Warszawskiego, taka rola była, niejako naturalnie, przydzielona Bułgarii. Potem Ali Agca mógł celowo zmanipulować swoją wiedzę i praktykę z oficerami bułgarskimi, aby bardziej zagmatwać sprawę i na tym tle coś uzyskać. Może dowodzić tej tezy zeznanie na ten temat oficera wywiadu wojskowego, płk Zdzisława  Żyłowskiego, w moim czasie zastępcy attaché wojskowego Ambasady PRL w Rzymie. Szkoda, że tego wątku nie pogłębiono.

Ppłk dr Edward Kotowski

a.me.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Edward Kotowski: Komentarz do Uzasadnienia Pionu Śledczego IPN w Katowicach o umorzeniu śledztwa w sprawie zamachu na życie papieża Jana Pawła II”

  1. Moim zdaniem, zleceniodawcami zamachu na Ojca Świętego mogły być środowiska obawiające się, że mógłby On dokonać „poświęcenia Rosji Niepokalanemu Sercu NMP”. O ile mi wiadomo, byli w ruskiej „bezpiece”, gł. w KGB, regularni sataniści, b. poważnie traktujący sprawę Fatimy. Z drugiej strony, wolnomularze traktują Fatimę co najmniej tak samo poważnie, więc i CIA, i Mossad, i jacyś „banksterzy” spokojnie mogli tu łapki maczać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.