Nie potrafię przewidzieć kiedy i jak skończy się wojna Ukrainy z Rosją. Obawiam się, że ta wojna potrwa jeszcze lata. Jednak z informacji do których ostatnio docieram, to Rosja coraz mocniej dociska Ukrainę. Poza tym w tej sytuacji cały czas więcej pytań niż odpowiedzi. Na przykład czy Rosja będzie prowadzić wojnę aż do zdobycia Odessy? Albo czy wewnętrzny konflikt polityczny na Ukrainie doprowadzi do obalenia obecnie rządzącej ekipy i jaki to może mieć wpływ na wynik wojny? Jednak bardziej interesują mnie problemy dotyczące polskiego interesu narodowego w kontekście tej wojny.
Tak się w Polsce układają sprawy, że główne podziały polityczne nakładają się na stosunek do stron bezpośrednio prowadzących wojnę. Nawet działa to jak mechanizm, w którym jeśli ktoś jest za Ukrainą, to automatycznie musi być przeciw Rosji. I odwrotnie, jeśli ktoś jest przeciw Ukrainie, to opowiada się za normalnymi relacjami z Rosją. Przez ostatnie kilka lat zdecydowanie przeważała sympatia do Ukrainy i wrogość wobec Rosji. W tym roku ta relacja wyraźnie zaczyna się zmieniać w ten sposób, że maleje sympatia dla Ukrainy, ale jednocześnie nie maleje wrogość do Rosji. Po tym widać, że polska polityka wschodnia, rozumiana jako ogólne relacje ze wszystkimi sąsiadami na wschodzie, zmierza ku katastrofie. Zbliżamy się do sytuacji, w której z Rosją, Białorusią i Ukrainą będziemy mieć tak złe relacje, iż konflikt militarny z każdym z nich staje się całkiem realny. Jeśli dodać do tego fakt, że ogromny wpływ na polską politykę wschodnią mają zachodnie ambasady i Unia Europejska, które zdecydowanie działają przeciw polskiemu interesowi narodowemu, to ryzyko katastrofy tej polityki staje się jeszcze większe.
Czy w tych warunkach można choćby pomarzyć o takim kształcie polskiej polityki wschodniej, który jest zgodny z polskim interesem narodowym? Za taki uważam stan, w którym nie mamy istotnych konfliktów z żadnym ze wschodnich sąsiadów, a nad konfliktami – zawsze jakieś są – przeważają dobrze funkcjonujące, a zatem korzystne relacje gospodarcze. Wydaje się, że najłatwiej dojść do takiego stanu z Białorusią. Najtrudniej moim zdaniem będzie z Ukrainą. I dlatego relacjom z Ukrainą trzeba się przyjrzeć szczególnie.
Obecnie stosunki polsko – ukraińskie przypominają dwa rozpędzające się pociągi, zmierzające do zderzenia. Obawiam się, że do tego zderzenia dojdzie. Nie wiem kiedy, ale przynajmniej po polskiej stronie nikt nad tym nie panuje. Być może jest tak, że wzbierająca latami wzajemna wrogość musi się gdzieś wypalić i są to procesy tyle naturalne, co i nie do zatrzymania. Trzeba jednak pamiętać, że niekontrolowany konflikt z Ukrainą ani trochę nie poprawi naszych relacji z Rosją i Białorusią, ani nie wzmocni naszej pozycji w relacjach z tymi państwami. W przypadku relacji polsko – ukraińskich nie sprawdzi się powiedzenie Adolfa Nowaczyńskiego, wedle którego do porozumienia dwóch stron wystarczy, by miały jak najgorsze zdanie o sobie. W relacjach polsko – ukraińskich warunek o jak najgorszym zdaniu o sobie wydaje się już spełniony. Teraz trzeba pomyśleć co zrobić, żeby relacje z zaciekłej wrogości przekształciły się w normalne sąsiedztwo. Wiem, że to, co piszę kompletnie nie przystaje do aktualnej sytuacji. Teraz przeważa wzbierająca wrogość na tle historycznych zaszłości z ukraińskim ludobójstwem na czele i jednostronnym obciążaniem Polski i Polaków na rzecz Ukrainy. Kulminacja tego przed nami i oby nie skończyło się jakąś tragedią. Po stronie ukraińskiej póki co nie widać żadnych środowisk ani pojedynczych autorytetów, które chciałyby relacje z Polską układać na zasadach partnerskich, w oparciu o prawdę historyczną. Taka sytuacja zdaje się odpowiadać środowiskom uważającym, że wojna rosyjsko – ukraińska, to nie nasza wojna. Dla tych środowisk ta sytuacja tylko potwierdza, że z Ukraińcami nie da się znaleźć porozumienia, ponieważ wrogość wobec Polski jest immanentnym składnikiem ich myślenia nie tylko politycznego. Cóż z tym począć?
W Polsce każde państwo, które ma w tym interes zbudowało swoje stronnictwo. Swoje stronnictwo mają u nas USA, Niemcy, Żydzi i Ukraina. Z kolei Polska w żadnym z tych krajów swojego stronnictwa nie ma. Pora zacząć je budować. Z wielu względów powinniśmy zacząć od Ukrainy. Mam świadomość, że to nie łatwe, ale jednak możliwe. Straciliśmy tu minione ponad trzydzieści lat i trudno będzie ten czas odrobić, ale polski interes narodowy wymaga, żeby to zacząć w sposób przemyślany i zorganizowany tworzyć. Trzeba szukać dróg pojednania, choć wiem, że to dzisiaj postawa niespełna rozumu zarówno dla tych, którzy obecnie wrogość Polaków i Ukraińców uważają za stan naturalny i pożądany, jak i dla tych, którym obecna uległość Polski wobec Ukrainy nie przeszkadza dopóki Ukraina szkodzi Rosji. O normalne relacje z Ukrainą trzeba dbać również z tego względu, że to państwo jeśli przegra wojnę może się stać niestabilnym i wręcz niebezpiecznym tworem, będącym zagrożeniem głównie dla Polski. Choćby z tego względu trzeba budować polskie stronnictwo na Ukrainie. I powinniśmy to chyba zacząć nie na Ukrainie, a w Polsce w oparciu o przebywających u nas Ukraińców.
Andrzej Szlęzak
Facebook
Click to rate this post!
[Total: 7 Average: 4.6]



Na wojnie to nie Rosja dociska Ukrainę tylko na odwrót. Ponieważ propaganda obu stron skutecznie zaciemnia rzeczywistą sytuację na froncie, jedynym w miarę obiektywnym sposobem na jej ocenę są zmiany terenowe. O ile do tej pory Ukraina rok w rok traciła netto niewielkie obszary po kilka tysięcy km2, ale traciła, o tyle 2026 jest pierwszym rokiem tej wojny w którym ten bilans wynosi zero. 15 sierpnia zaś ukraińskie sankcje dalekiego zasięgu trafiły w fabrykę kosmicznych rakiet sojuz w samarze. Zniszczeniu uległa kluczowa hala 106b, z tzw „cleanroomem” i precyzyjnym oprzyrządowaniem do montażu układów elektronicznych w rakiecie. Rosja nie jest w stanie odtworzyć tych zdolności z powodu sankcji i nie może przenieść montażu gdzie indziej. W rezultacie, ponieważ rakieta sojuz stanowiła podstawowy element rosyjskiego przemysłu kosmicznego, Rosja została skutecznie i na trwale odcięta od kosmosu, w tym oczywiście orbity wokółziemskiej, Żegnaj nawigacjo satelitarna żegnaj łączności, żegnaj rozpoznanie satelitarne pola walki. Jest to największy, jak do tej pory, sukces Ukrainy w tej wojnie.
Stosunki Polski z Ukrainą są i będą bardzo dobre. Oparte są nie na żadnych zaszłościach historycznych, ale na wspólnym interesie, który wymaga, po pierwsze takiego osłabienia (a najlepiej całkowitej likwidacji) Rosji, żeby nie mogła mieszać w naszej części Europy, po drugie na tym, aby Ukraina stała się krajem wolnorynkowym, praworządnym i cywilizowanym przynajmniej w takim samym stopniu jak Polska, bo wtedy wzajemny handel i inwestycje, znacznie się rozwinie, wzbogacając obie strony,
Natomiast faktycznie stosunki PIS z Ukrainą są faktycznie jednoznacznie złe, co jasno pokazuje że PIS jest po równi wrogiem Polski, jak i Ukrainy
Stosunki Polski z Rosją są zaś zdecydowanie złe nie z powodu rozbiorów, 17 września, Katynia, czy PRL. Tylko z powodu polityki jaką Rosja prowadzi obecnie, a jaka została zdefiniowana w ultimatum katechona Putina z grudnia 2021, w którym żądał On oddania Mu całej dawnej „strefy wpływów” ZSRR aż po Łabę, w tym oczywiście Polski. Ponieważ widoki na zmianę reżimu Rosji na jakiś mniej toksyczny są zdecydowanie marne, jedynym sposobem na poprawienie tych stosunków pozostaje zniszczenie i rozpad Rosji do końca.
Stosunki Polski z Białorusią są złe z powodu tego, że Białoruś obecnie nie prowadzi żadnej własnej polityki, a jest jedynie odnogą polityki rosyjskiej. Kiedy Białoruś wyzwoli się od Rosji i katechona Putina, stosunki polsko-białoruskie natychmiast się radykalnie poprawią.
Błąd tytułu…
To nie jest wojna rosyjsko- ukraińska, tylko wojna koalicji 41 państw zachodnich.
Marnotrawiących swoje zasoby wojskowe i finansowe na rozkaz USA.
Dla Imperium, nieistotne są straty wasali.
Dla zachodnich elit, problemy populacji którymi rządzą.
A rządzi klasa Epsteina..