Elementy wojny informacyjnej (cz.3)

Monarchia hiszpańska posługiwała się skutecznie inkwizycją jako metodą walki informacyjnej. Na przełomie XVIII i XIX wieku rewolucyjna, a potem napoleońska Francja, stosowała wiele skutecznych metod wojny informacyjnej. W tym okresie coraz większego znaczenia nabiera umiejętność manipulowania tłumem. Metody działania przywódców tłumu zanalizował i opisał w swej słynnej książce pt. „Psychologia tłumu”, Gustaw Le Bon.

Stwierdził on m.in.: „Chcąc owładnąć tłumem i pchnąć go do spełnienia jakiegoś czynu, np. by spalił pałac, ginął na barykadach lub w obronie zagrożonej fortecy, musi się go możliwie z największą żywością zasugerować, przy czym przykład wywiera też pożądany skutek. W powyżej przytoczonych wypadkach potrzeba, aby tłum już był nieco podniecony przez pewne bodźce, a ta jednostka, która chce opanować duszę tego tłumu, musi posiadać pewne właściwości, które zbadam poniżej, nazywając je urokiem. W celu przygotowania podatnego gruntu w duszach mas pod pewne idee i poglądy, np. współczesne zapatrywania na społeczeństwo, należy stosować odmienną metodę w postępowaniu. Wódz potrafi oddziaływać na tłum w trojaki sposób: twierdzeniem, powtarzaniem i zarazą. Wpływ tych bodźców na duszę tłumu jest dość powolny, ale raz osiągnięty skutek jest trwały i potrafi przetrwać dość długo.

Najlepszą metodą wszczepienia jakiejś idei w duszę tłumu jest proste twierdzenie, bez oparcia go o jakiekolwiek rozumowanie, pozbawione wszelkich dowodów i nie liczące się, nawet ze znaną tłumowi rzeczywistością. Im myśl zawarta w twierdzeniu jest bardziej skupiona, im bardziej pozbawiona nawet pozorów uzasadnienia i dowodu, tym większą zdobędzie moc, tym silniej oddziała na budzenie się uczuć w tłumie. Tą drogą postępowały wszelkie religie, podając swe dogmaty w twierdzeniach prostych i kategorycznych. Każdy mąż stanu, każdy przemysłowiec zna dobrze wartość twierdzenia, bez którego nie mogliby ani należycie bronić pewnych spraw, ani reklamować swych towarów. Twierdzenie dopiero wtedy wywrze pożądany wpływ, kiedy będzie ustawicznie powtarzane w tej samej formie. Napoleon twierdził, że jest tylko jedna dobra forma retoryczna: powtarzanie się. Dzięki powtarzaniu wypowiedziane poglądy przenikają do duszy tłumu, a w końcu czy są rozumiane czy nie, zostają uznane za prawdę, nad którą nie ma dyskusji. Jeżeli uwzględni się wpływ powtarzania na ludzi wykształconych, to jasno zdamy sobie sprawę z tego wpływu na tłum.

Przyczyną tego wpływu jest to, że metodą ciągłego powtarzania, dany pogląd zrasta się organicznie z najgłębszą dziedziną nieświadomości, która jest przecież motorem naszego postępowania. Po pewnym czasie, zaczyna się wierzyć w ustawicznie słyszane zdanie bez względu na to czy wypowiedział je człowiek światły czy głupi. W tym też leży źródło wielkiej potęgi ogłoszeń w dziennikach. (…) Tylko twierdzenie i ciągłe powtarzanie są dość silne, aby mogły nawzajem się zwalczać. Skoro pewne twierdzenie powtórzono odpowiednią ilość razy, zwłaszcza gdy to powtarzanie zyskuje zgodę większości zainteresowanych, wówczas powstaje tak zwana opinia publiczna, która z chwilą pojawienia się na widowni, niesie ze sobą potężne działanie zarazy. Idee, uczucia, wierzenia, poglądy itd. nurtujące w tłumie posiadają taką moc zaraźliwości, jak najbardziej złośliwe bakterie (…)”.

Według Le Bona idee, aby mogły stać się własnością tłumu, muszą przybrać najprostszą formę i wejść w treść nieświadomego życia psychicznego tłumu oraz w sferę jego uczuć. Ideologia jest to system głęboko zakorzenionych wierzeń dotyczących podstawowych zagadnień życia i spraw człowieka. Obydwie wielkie wojny wykazały, że znaczenie ideologii lub wiary politycznej, jako sił napędowych wojny, coraz bardziej wzrasta. Nie są nimi już względy zimnej i wyrachowanej dyplomacji. Wojny stają się coraz mniej rycerskie, wroga traktuje się nie tylko jako człowieka, lecz jako fanatyka. Od dobrego żołnierza oprócz normalnej wierności wobec swej armii, uzasadnionej lub nieuzasadnionej, wymaga się wierności wobec jakiegoś «izmu» lub jakiegoś «wodza».

Charakter współczesnych wojen sprowadza się więc do charakteru wojen religijnych. Być może, że dawną technikę wojen chrześcijańsko-mahometańskich lub protestancko-katolickich należałoby ponownie przeanalizować, aby ustalić, które z jej wypróbowanych doświadczeń są przydatne jeszcze dzisiaj z psychologicznego lub wojskowego punktu widzenia. Ile czasu potrzeba, aby pozyskać ludzi przeciwnej strony? W jakich okolicznościach można polegać na słowie honoru wroga? W jaki sposób można całkowicie zniszczyć heretyków (obecnie czytaj: «elementy wywrotowe»)? Czy wiara wroga ma jakieś słabe punkty, które pozwoliłyby na skierowanie jej w odpowiednim czasie przeciwko swym wyznawcom? Jaką formę powinny mieć ulotki i wezwania poruszające sprawy, cieszące się szacunkiem nieprzyjaciela, których my jednak nie uznajemy? Okres ekspansji islamu – jako wiary i jako mocarstwa – daje nam wiele wiadomości natury proceduralnej, których w naszych czasach nie należy lekceważyć. Istnieje teoria, że wiary człowieka nie należy niszczyć przemocą i że samo użycie siły nie wystarczy, aby zmienić jego zapatrywania. Gdyby to było słuszne, oznaczałoby, że Niemcy nigdy nie zostaną zdenazyfikowane i nie ma nadziei na to, aby państwa demokratyczne zdobyte przez mocarstwa totalitarne podporządkowały się swym nowym władcom lub jeśli się podporządkują, aby znów powróciły do zasad wolności. Wojny prowadzone przez dowódców Mahometa i jego następców w ciągu długiego czasu wykazały dwie cechy swej treści psychologicznej, które do dziś nic nie straciły na swej wartości. Naród może przejść z jednej wiary na drugą, jeżeli stanie przed alternatywą: zmiana wierzeń lub eksterminacja. Jednostki upierające się przy starej wierze zostaną zniszczone.

Aby doprowadzić ludzi do nawrócenia się na nową wiarę, trzeba zmusić ich do udziału w publicznych ceremoniach i narzucić im język nowej wiary. Kontrwywiad musi być przy tym stale czujny i uważać na opierające się elementy. Nowa wiara zostanie powszechnie przyjęta tylko wtedy, gdy pokonana wiara pozbawiona jest wszelkich środków oddziaływania. Gdyby jednak szybkie i masowe nawracanie wymagało nazbyt intensywnych działań wojennych, ten sam rezultat można by osiągnąć tolerując starą wiarę, lecz równocześnie dając nawet szereg istotnych przywilejów. Podbity naród zachowuje w skromnym zakresie swą starą wiarę i zwyczaje, lecz tylko w życiu prywatnym. Wszelki udział natomiast w życiu publicznym, politycznym, kulturalnym lub ekonomicznym uwarunkowany jest przyjęciem nowej wiary. W ten sposób członkowie społeczeństwa, wybijający się w procesie bogacenia się, zdobywania władzy lub nauki, w ciągu kilku generacji stają się wyznawcami nowej wiary. To, co pozostaje ze starej, to przesądy pozbawione wszelkiej mocy i majestatu.

Te dwie zasady pomogły w swoim czasie w rozprzestrzenianiu się islamu. Zostały one znów zastosowane podczas drugiej wojny światowej przez władców hitlerowskich, pierwsza – w Polsce, na Ukrainie i Białorusi, druga – w Holandii, Belgii, Norwegii i innych państwach Europy Zachodniej. Zasady te prawdopodobnie stosowane będą również w przyszłości. Pierwsza z nich jest procesem trudnym, krwawym, lecz szybkim; druga działa tak pewnie jak walec parowy. Jeśli chrześcijanie względnie demokraci lub postępowcy – kimkolwiek będą ci ludzie – znajdą się w sytuacji nie uprzywilejowanej i będą musieli wstydzić się swej wiary, a równocześnie otworzy się przed nimi droga do nawrócenia się i przejścia na stronę zwycięzcy, to wcześniej czy później prawie wszyscy oporni to uczynią. (W języku Vilfredo Pareto określono by to prawdopodobnie jako «zdobycie powstającej elity»; dzisiejsi marksiści nazwaliby podobne postępowanie «wykorzystaniem potencjalnych kadr kierowniczych z klas, których rola historyczna się skończyła»; praktyczny polityk powiedziałby po prostu: «Skończcie już z tymi dzielnymi zuchami z opozycji, tak aby nie mogli już wzniecić pożaru»).

Opisane wyżej metody zostały przez marksistów w Polsce zastosowane do zwalczania religii katolickiej i innych .reakcyjnych. poglądów. Ludzi głoszących poglądy nacjonalistyczne lub niepodległościowe represjonowano, a gdy stawiali czynny opór niejednokrotnie nawet likwidowano fizycznie. W myśl zasady rozdziału Kościoła od państwa starano się zepchnąć religię wyłącznie do sfery życia prywatnego, ograniczając Kościołowi katolickiemu możliwości społecznego oddziaływania. Szerszy udział w życiu publicznym i awans społeczny, zwłaszcza w strukturze władzy, został – w jednych dziedzinach całkowicie, a w innych częściowo – uzależniony od przyjęcia nowej ideologii, czyli tzw. naukowego światopoglądu. Wymagano też od ludzi udziału w różnych oficjalnych obrzędach – pochodach 1-majowych, akademiach w rocznicę wybuchu Rewolucji Październikowej itp. Pod koniec okresu władzy komunistycznej w Polsce spośród ok. 1 miliona kadr kierowniczych a naszym kraju, prawie 900 tysięcy należało do PZPR. Początkowo dało to pewne rezultaty, jednak na dłuższą metę okazało się mało skuteczne. Można wskazać różne tego powody. Z punktu widzenia socjotechniki walki informacyjnej wskazać można trzy zasadnicze powody niepowodzenia walki z religią i Kościołem: 1. walka informacyjna przeciwko Kościołowi i religii trwała – jak na skalę procesów historycznych – stosunkowo krótko; 2. Kościół nigdy nie został całkowicie pozbawiony wszelkich środków oddziaływania społecznego; 3. w latach osiemdziesiątych zaczął się załamywać system społecznych przywilejów dla wyznawców .naukowego światopoglądu.. Jeżeli zaś chodzi o walkę z nacjonalizmem, to procesy powstawania i kształtowania nowoczesnych narodów podmyły podstawy wszelkich imperiów wielonarodowych.

W ubiegłych wiekach walka informacyjna stanowiła z reguły czynnik niesamodzielny, wspomagający zasadnicze operacje, które miały charakter militarny lub ekonomiczny, a walka energetyczna odgrywała w nich zasadniczą rolę. Natomiast w XX wieku zaczęto wojnę informacyjną szeroko stosować jako autonomiczną metodę walki, która w pewnych warunkach odgrywać może rolę wiodącą, prowadząc do rozstrzygnięć decydujących (przynajmniej na określonym etapie walki), zaś walka energetyczna – zarówno ekonomiczna jak i militarna – mają za zadanie tylko wesprzeć operacje z zakresu walki informacyjnej. W ten sposób powstała totalna wojna informacyjna. Po raz pierwszy w historii w taki właśnie sposób zaczęli traktować walkę informacyjną hitlerowcy, którzy przez pewien okres czasu odnosili wielkie sukcesy dzięki zastosowaniu totalnej wojny informacyjnej, doprowadzając jej socjotechnikę do perfekcji. Do dziś wiele ośrodków programujących walkę informacyjną – zarówno w skali międzynarodowej jak i krajowej – szeroko stosuje elementy socjotechniki wypracowane przez hitlerowców, nie przyznając się zresztą do tego.

Sam Adolf Hitler mówił jednak, że trzeba uważnie studiować metody działania partii komunistycznych, gdyż są to jedyne partie zdolne zdobyć władzę i utrzymać ją przez dłuższy okres czasu. Hitlerowcy niejednokrotnie starali się naśladować komunistów, którzy wypracowali wiele skutecznych metod socjotechniki walki informacyjnej, ale w przeciwieństwie do hitlerowców – nigdy nie byli w stanie odnosić decydujących sukcesów wyłącznie lub głównie dzięki wojnie informacyjnej. Jako główną przyczynę tego stanu rzeczy można tu wskazać różnice doktrynalne. Doktryna marksistowska stanowiąca podstawę ruchu komunistycznego, przywiązuje zasadniczą wagę do spraw ekonomicznych, które według niej stanowią bazę wszelkich procesów społecznych, operacje zaś informacyjne zalicza do nadbudowy, ponadto tradycja państwa rosyjskiego – w którym to właśnie zwyciężyła rewolucja bolszewicka – zasadniczy nacisk kładzie na problemy militarne i geopolityczne, którym podporządkowuje wszelkie operacje z zakresu walki informacyjnej. Natomiast Hitler w swej doktrynie wskazał na propagandę jako główny czynnik kreujący organizację polityczną i decydujący o skuteczności jej oddziaływania na społeczeństwo.

Prowadzona w XX wieku totalna wojna informacyjna, wywarła wielki wpływ na losy Polski. Szczególnie istotny był oczywiście wpływ tej wojny prowadzonej przez hitlerowskie Niemcy i Związek Radziecki. Polskie służby walki informacyjnej w okresie dwudziestolecia międzywojennego, prowadziły przeciw tym dwu mocarstwom skuteczną walkę. Po II wojnie światowej, gdy Polska znalazła się w strefie wpływów Związku Radzieckiego, musiała się podporządkować regułom panującym w tej strefie – dotyczyło to również służb walki informacyjnej i wszelkich instytucji państwowych tą walką się zajmujących. Jednak w miarę upływu czasu nasze państwo wraz z wszystkimi jego służbami, uzyskiwało coraz większy margines swobody w ramach radzieckiej strefy wpływów. W tym okresie polskie organy zajmujące się walką informacyjną na zewnątrz musiały dość ściśle liczyć się z zewnętrznymi uwarunkowaniami stwarzanymi przez globalną politykę radziecką.

Natomiast od 1956 roku powstał stosunkowo duży margines swobody, który pozwalał toczyć ostrą walkę informacyjną na płaszczyźnie wewnętrznej. Walka ta toczyła się nie tylko między narodem i władzą, ale również między różnymi frakcjami w obozie władzy. Te dwie płaszczyzny walki wzajemnie się przeplatały i warunkowały, a ponadto włączały się w nie różne kanały wpływu zewnętrznego – zarówno Wschodu jak i Zachodu. Stosowano przy tym różne metody totalnej wojny informacyjnej. Powstała wskutek tego w PRL ciekawa i oryginalna forma totalnej wojny informacyjnej – prowadzonej przez zwalczające się wewnątrzkrajowe frakcje obozu władzy, ale przy silnych uwarunkowaniach zewnętrznych (często wręcz agenturalnych). Walka ta czasami się zaostrzała, a czasami jakby zanikała, toczyła się jednak stale, powodując stopniową erozję systemu. Musiało to w końcu doprowadzić do jego całkowitego zniszczenia.

Józef Kossecki

Powyższy artykuł jest fragmentem wstępu książki „Totalna wojna informacyjna XX wieku a II RP” (Kielce 1997). Jego autor, docent Józef Kossecki jest cybernetykiem społecznym, specjalizuje się w zagadnieniach demograficznych i walki informacyjnej.

http://diarium.pl/2011/11/elementy-wojny-informacyjnej-cz-3/

a.me.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *