Endecja – opozycja systemowa. Rozmowa ze Zbigniewem Lipińskim, prezesem Ruchu Ludowo-Narodowego.

Konrad Rękas: Ruch Ludowo-Narodowy powstawał jako bardziej narodowa alternatywa dla Ligi Polskich Rodzin i formacja autentyczniej ludowa niż Samoobrona. Tymczasem w zasadzie chwilę po powstaniu zaprzestał aktywności. Czym więc jest dziś i czy jest sens dokonywania syntezy poglądów narodowych i ludowych?

Zbigniew Lipiński: Po faktycznym, acz nie formalnym rozpadzie LPR (ten sam proces nastąpił również w Samoobronie), istniała konieczność zorganizowania nowej partii odwołującej się do tradycji Ruchu Narodowego. Jednocześnie prezes RLN był posłem, co stanowiło poważny atut, który można byłoby wykorzystać dla rozbudowy i nagłośnienia partii. „Myśl Polska” z kolei mogła jej nadawać akustykę społeczną. Nie zadbano jednak ani o rozwój liczbowy Ruchu, ani jego samodzielną aktywność polityczną. Ponadto reprezentacja b. polityków i działaczy Samoobrony w RLN była nieliczna, a prace programowe miały charakter szczątkowy. Czy jest potrzeba syntezy poglądów narodowych i ludowych? W najbardziej podstawowych założeniach istnieje zbieżność założeń ideowo-politycznych Ruchu Narodowego i Ruchu Ludowego. (Na ile PSL respektuje te założenia jako koalicjant PO, to już inna sprawa.) Ale naszym zadaniem, narodowców, jest zbudowanie silnej liczbowo i intelektualnie partii lub ścisłej koalicji ugrupowań narodowych oraz znalezienie sposobu zastosowania niezmiennych wartości narodowych we współczesnej Polsce, czy – mówiąc dokładniej – w tym, co z Polski zostało. Czy komuś się podoba czy nie, jedyną realną siłą na wsi jest PSL. Próba odebrania elektoratu temu stronnictwu jest skazana na porażkę. Udawało się to przez pewien czas ugrupowaniu śp. Andrzeja Leppera, ale po przegranej w ostatnich wyborach partia ta straciła znaczenie. W tej sytuacji powinniśmy zająć się własnymi sprawami, własnym programem.

KR: RLN uchodził za przybudówkę PiS – kandydaci posługujący się szyldem tej partii startowali z list PiS, Ruch popierał kandydaturę Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich – czy jako nowy prezes opowiada się Pan za utrzymaniem tej linii taktycznej partii?

ZL: W relacjach z inną partią zawsze występują trzy główne opcje: połączenie na tych czy innych zasadach, „paputczika” i partnera. Dwie pierwsze możliwości stanowczo odrzucam. Jeśli chodzi o pierwszą opcję, to z tego co mi wiadomo, PiS nie był zainteresowany w utworzeniu skrzydła narodowego wewnątrz partii, co poniekąd zrozumiałe, zważywszy, że odwołuje się do tradycji piłsudczykowsko-sanacyjnej, która jest nam kompletnie obca, a i wielu bieżących kwestiach mamy odrębne stanowiska.. Wejście do PiS oznaczałoby, że przestalibyśmy być narodowcami, co najwyżej swoje poglądy głosilibyśmy „prywatnie”. To bezsens. Podobnie skutki rodzi opcja druga. Przy zachowaniu odrębności organizacyjnej stalibyśmy się pomagierem innej partii, też rezygnując z głoszenia tych tez i poglądów, które są sprzeczne z założeniami ugrupowania silniejszego. A jeśli chodzi o zapłatę – w gruncie rzeczy chodzi tu o mandaty poselskie – to przy rozliczeniu okazuje się, że miejsca oczywiście są, tyle że „nie biorące” i nie dla wszystkich. Pozostaje więc droga trzecia – samodzielnego budowania własnej siły, czyli długiego marszu, gdzie ważniejsze jest zdobywanie wpływów społecznych niż miejsc w parlamencie. Nie wyklucza to współpracy z innymi ugrupowaniami politycznymi we wszystkim, co wspólne. Jeśli ma to być współpraca partnerska, to musimy posiadać trzy atuty: jasny, klarowny program – czytelny społecznie, liczebność i – wspomniane już przeze mnie – wpływy społeczne. Przywołam tu pozytywne doświadczenia ze współpracy nie istniejącego już SND i Konfederacji Polski Niepodległej. Przy zachowaniu własnych, odrębnych przecież tradycji, potrafiliśmy porozumiewać się w wielu sprawach aktualnych i współdziałać.

KR: Ruch Ludowo-Narodowy (wbrew swej nazwie) nie ma programu rolnego ani nie zabiera głosu w sprawach ważnych dla polskiej wsi – czy zmieni Pan ten stan rzeczy?

ZL: RL-N musi przede wszystkim zdobyć się na program ekonomiczny, którego ważnym fragmentem powinny być kwestie rolnictwa i wsi. Rolnictwo polskie, podobnie zresztą jak przemysł, jest systematycznie niszczone przez ostatnie 20 lat – zarówno przez ekipy mieniące się prawicowymi, jak uważające się za lewicowe. Nota bene jest to obecnie podział nieaktualny, powiedziałbym wręcz oszukańczy.

KR: „Myśl Polska” jest najdłużej i nieprzerwanie ukazującym się periodykiem narodowym w Polsce. Bliskie niegdyś związki Ruchu z tym pismem w ostatnim czasie uległy zdaje się osłabieniu – czy planuje Pan ponowne zbliżenie z MP?

ZL: „Myśl” jest pismem endeckim, a nie partyjnym. Pewne osłabienie związków z RL-N wynikało z dwóch przyczyn: pierwszej – przy dotychczasowej aktywności nie było specjalnie o czym pisać, drugiej – redakcja zachowała własny pogląd na temat PiS-u i jego polityki. Ja nie planuję zbliżenia z „MP”, ono już istnieje. Nie mam najmniejszych trudności w prezentacji zarówno moich poglądów jako publicysty tego tygodnika (od początku jego przeniesienia do Polski), jak i przedstawiania stanowiska partii. Zresztą w ponad 90 proc. moje poglądy pokrywają się z linią programową tygodnika.

KR: Czy, Pana zdaniem, faktycznie istnieje spór między „paleo-” i „neo-endecją”, czyli np. środowiskami „Myśli Polskiej”, a Młodzieży Wszechpolskiej – a jeśli tak, to na jakim tle i na ile jest on trudny do przezwyciężenia?

ZL: Niestety, „urodą” środowisk narodowych, czy odwołujących się do tej tradycji, są odwieczne kłótnie. Na ile prowokowane przez wrogów Ruchu Narodowego z zewnątrz czy wewnątrz tych ugrupowań, to problem do odrębnej analizy. Faktem jest istnienie tego sporu, który zresztą uczciwie .prezentował Redaktor Naczelny „Myśli” – Kol. Jan Engelgard, oddając łamy również naszym oponentom. Nie chcę tu głębiej analizować tej polemiki. Mam nadzieję, że potrafimy się porozumieć, wróg jest przecież jeden – kamaryla sprawująca niepodzielnie władzę w Polsce i sprowadzająca nasz kraj do poziomu bantustanu.

KR: Jak Pan wyobraża sobie przyszłość współczesnego ruchu narodowego w Polsce – jako sojusznika którejś z istniejących formacji centro- i prawicowych, jak PiS, Solidarna Polska czy KNP? jako nowej formacji zbudowanej na gruncie środowisk zaangażowanych w Marsz Niepodległości? a może w jeszcze innej formie?

ZL: Częściowo już odpowiedziałem na to pytanie uprzednio. O PiS-ie już mówiliśmy. Solidarna Polska to jeszcze terra incognita – nie wiadomo czy ma być to PiS-bis czy też formacja różniąca się ideowo i programowo od swojego matecznika. Niewątpliwie ciekawym wydarzeniem stało się powołanie Kongresu Nowej Prawicy, w wielu punktach bliskiego nam.

Ważnym natomiast wydarzeniem dla Ruchu Narodowego było zorganizowanie Marszu Niepodległości, którego rozmiary i wymowa tak zaniepokoiły rządzący establishment, że uciekł się do prowokacji oraz zezwolił na sprowadzenie do pomocy niemieckich bojówkarzy lewackich. Marsz dowiódł, że narodowcy mogą współpracować i to z sukcesem, w tym przypadku ogromnym. Dowiódł ponadto rzeczy o wiele ważniejszej – w Polsce istnieje społeczne zapotrzebowanie na zorganizowaną siłę odwołującą się do tradycji endeckiej. Rządzący to zauważyli i podjęli odpowiednie działania, w tym prawne. Mieliśmy jednak do czynienia z jednorazową akcją. Ugrupowania narodowe powinny współpracować na bieżąco, występując wspólnie w najważniejszych dla Polski sprawach. Toteż proponuję powołanie Konfederacji Ugrupowań Narodowych, w której każdy podmiot zachowałby swoją samodzielność, swoje kierownictwo, a ich przedstawiciele organizowaliby wspólne akcje i wystąpienia. Pamiętajmy też o Telewizji Narodowej, prowadzonej przez Kol. Eugeniusza Sendeckiego, która mogłaby stanowić naszą kolejną trybunę medialną. Nie postuluję na razie zjednoczenia w jeden organizm, ponieważ dotychczasowe doświadczenia na tym polu nie przyniosły zbyt zadowalających rezultatów. Poczekajmy, musimy do zjednoczenia dojrzeć.

KR: Jakie główne cele powinna sobie – i narodowi – stawiać współczesna endecja?

ZL: Przede wszystkim musi stanowić opozycję systemową. Trzeba zmienić ustrój naszego kraju, gdyż zainstalowana w Polsce demokracja unijna (analogia do tzw. demokracji socjalistycznej) służy nie interesom polskim, lecz obcym. To jakby wektor działań. Nie możemy stać się jeszcze jedną, n-tą partią tzw. prawicową. Nie jesteśmy ani prawicą, ani lewicą. Toteż musimy różnić się od stronnictw establishmentu, reprezentując podstawowe interesy Narodu i Państwa. Przede wszystkim powinniśmy zdać sobie sprawę i uświadomić tę prawdę Polakom, że współcześnie o rzeczywistej – a nie pozornej – suwerenności decyduje władanie środkami produkcji przez naród. Wiąże się z tym zadanie opracowania metody odzyskania własności zrabowanej nam przez obcy kapitał przy pomocy polskich kondotierów. Bez własnej gospodarki mówienie o niepodległości jest bredzeniem, bezczelnym kłamstwem. Nasza suwerenność jest nie tylko ograniczona faktycznie, ale również przez fakt członkostwa Polski w Unii Europejskiej, szczególnie po ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego. Sejm zamienił się w urząd ds. implementacji dyrektyw unijnych do naszego prawodawstwa, a rząd pełni rolę gubernatora wdrażającego owe dyrektywy. Trzeba więc powiedzieć jasno i niedwuznacznie: Polska musi wystąpić z Unii Europejskiej. Inaczej staniemy się – prędzej czy później – niemieckim już nie Landem, lecz Hinterlandem. Bo to Republika Federalna sprawuje realną władzę w euro-kołchozie. Kiedy i w jaki sposób, to rzecz do rozważenia. Mówienie o tym, że Unia jest dobra, ale biurokracja brukselska sobie za dużo pozwala, stanowi mydlenie oczu. To tak, jakby powtarzać mantrę, że socjalizm był „cacy”, a złe były tylko „błędy i wypaczenia”. Narodowcy powinni optować za porozumieniem z Rosją i przeciwstawiać się szalejącej rusofobii, co tylko wzmacnia oś Berlin-Moskwa, będącą w dużym stopniu „zasługą” ekip rządzących Polską,. To samo dotyczy naszego stosunku do Białorusi. Ruch Narodowy powinien zwrócić baczną uwagę na wypędzonych. Tak, właśnie – wypędzonych. Kolejne rządy wypędziły bowiem dwa miliony Polaków zagranicę za chlebem, którego im brakuje we własnym kraju. Większość z nich doznaje poniewierki, nieliczni – najlepiej wykształceni, najzdolniejsi, znający języki, osiągają sukces, ale w następnym lub kolejnym pokoleniu wynarodowią się. I o to właśnie chodzi obcym najmitom zarządzającym Polską – pozbawić nasz kraj ludzi najenergiczniejszych, najmłodszych, najlepiej wykształconych. Pozostałych zamienia się w bezrobotnych lub pracowników na umowach śmieciowych, a reszcie obcina emerytury i utrudnia dostęp do służby zdrowia. Tak wygląda eutanazja Narodu Polskiego prowadzona w sposób zaprogramowany, z cała premedytacją. Opowiadam się za prospołecznym charakterem naszego programu. Jeśli chcemy reprezentować podstawowe interesy Narodu, należy domagać się, aby państwo prowadziło rozsądną politykę społeczną. Kolejny obowiązek stanowi obrona niszczonej tożsamości narodowej Polaków i narodu jako takiego. A podstawowym ogniwem narodu jest rodzina, od niej właśnie zaczyna się naród. Jest ona atakowana z trzech stron: ekonomicznej, prawnej i obyczajowej. Stąd wniosek, że powinniśmy stać się rzecznikiem interesów polskich rodzin. Wiąże się z tym kolejny postulat – polityki pronatalistycznej. Już w tej chwili jesteśmy narodem wymierającym. I nie stanowi żadnego usprawiedliwienia, że inne narody europejskie, czy w ogóle rasa biała, wykazują ujemny lub niewystarczający przyrost naturalny. Martwmy się o siebie. Trzeba też wszelkimi nam dostępnymi środkami prostować fałsze dotyczące historii Polski. Takiego zakłamywania naszych dziejów ojczystych nie było nawet w czasach PRL.

KR: Jakie główne zagrożenia dla Polski dostrzega Pan we współczesnym świecie?

ZL: To pytanie na odrębny wywiad. Niemniej spróbuję wymienić chociaż część, bo zagrożeń tych mamy, niestety, wiele. Zacznijmy od najbardziej znanego, ale za to niesłychanie groźnego – globalizacji, kierowanej przez wielkie międzynarodowe korporacje finansowe i przemysłowe. Kierowanej, bo nie jest żaden „obiektywny proces”, jak nas próbują przekonywać media. Państwa najsilniejsze korzystają z globalizacji, ba, wspierają ją, natomiast kraje słabsze stają się bezbronne, szczególnie gdy rządzą nimi kosmopolici. Na tym tle wyrasta nowa klasa – banksterów, którzy potrafią zmusić rządy swych krajów, aby pokryły koszty ich kompletnie nieodpowiedzialnej polityki kredytowo-finansowej. Płacą za ten proceder podatnicy, czyli przeciętni ciężko pracujący obywatele. My należymy do kategorii słabszej. Na miejscu drugim postawiłbym niszczenie cywilizacji łacińsko-chrześcijańskiej, na której wyrosła Europa, a która wraz z opanowywaniem przez Europejczyków krajów zamorskich przeniosła się na inne kontynenty. Kryzys naszej cywilizacji powoduje załamanie odwiecznych wartości chrześcijańskich, co z kolei rodzi demoralizację. A jak wiadomo, społeczeństwami zdemoralizowanymi łatwiej rządzić, nawet wbrew ich woli. O zagrożeniach związanych z członkostwem Polski w Unii Europejskiej, już mówiłem. Integralność terytorialna Rzeczypospolitej wcale nie jest pewna. Po pierwsze – ze strony Niemiec, które wcale nie pogodziły się – wbrew zapewnieniom rodzimych germanofili – z odzyskaniem przez nas Pomorza, Warmii i Mazur, Śląska, Ziemi Lubuskiej i Gdańska. Penetracja tych ziem następuje drogą ekonomiczną oraz kulturową. Ponieważ w UE istnieje swoboda osiedlania się, należy liczyć się ze stopniowym napływem ludności niemieckiej na Ziemie Odzyskane, co już się dzieje – na razie w mikroskali. Na razie, podkreślam. Po drugie – roszczenia zgłaszają również – o czym milczą media „poprawne politycznie” – szowiniści ukraińscy do tzw. Zakerzonii. Nie stanowią oni wcale marginesu politycznego, a na terenach przyłączonych do USRS po agresji sowieckiej na Polskę w 1939 r. rządzą prawie niepodzielnie. Można się liczyć w przyszłości z objęciem przez nich władzy u naszego wschodniego sąsiada, a w każdym razie musi się z nimi liczyć każda ekipa rządząca na Ukrainie. Co więcej, przy pomocy mniejszości ukraińskiej (tej jawnej i tej ukrytej) zamieszkałej we wschodnich województwach Polski, prowadzona jest ukrainizacja tych terenów.

Nie wymieniłem wszystkich zagrożeń, ale i te są bardzo poważne, a co zdumiewające kompletnie lekceważone przez establishment rządzący Polską.

Jak widać zadań dla Ruchu Narodowego nie brakuje.

Dziękuję za rozmowę

(karo)

Facebook
[Głosów:0    Średnia:0/5]

0 thoughts on “Endecja – opozycja systemowa. Rozmowa ze Zbigniewem Lipińskim, prezesem Ruchu Ludowo-Narodowego.”

  1. Nie odrywająca się od spraw wsi i rolnictwa tak, jak się to udało Samoobronie po wejściu do rządu z PiS i LPR.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *