Engelgard: Prezydent RP czy Pan Nikt? (podsumowanie roku prezydentury Andrzeja Dudy)

 

Po roku prezydentury Andrzeja Dudy wszyscy są niezadowoleni, choć wielu nie wyraża tego publicznie. Opozycję można zrozumieć – bije w Dudę jak w bęben, bo koncentruje się na coraz bardziej marginalnym problemie Trybunału Konstytucyjnego i naiwnie liczy (czy liczyła) na jakąś pomoc ze strony Prezydenta.

Za naiwny uznać także trzeba zarzut pod jego adresem, że nie przeszedł do opozycji wobec Jarosława Kaczyńskiego i podpisuje wszystkie ustawy, które przychodzą na jego biurko z Parlamentu. Prezydent reprezentuje taki a nie inny obóz polityczny, więc nie ma obowiązku spełniania życzeń opozycji. Tak było również w okresie prezydentury Bronisława Komorowskiego.

Problem z prezydenturą Andrzeja Dudy polega na czymś zupełnie innym. Po pierwsze, przez ten rok okazało się, że jest to polityk znacznie mniejszego formatu niż się spodziewano, my także. Dotyczy to przede wszystkim naszych oczekiwań korekty w polityce wschodniej, z których nie tylko nic nie wyszło, to w dodatku Prezydent prowadził dosyć infantylną i utopijną politykę budowania tzw. Międzymorza. Powszechne oczekiwanie na bardziej wstrzemięźliwą postawę Polski wobec Ukrainy także okazały się ułudą.

Dobra kampania dawała nadzieję na to, że i prezydentura będzie lepsza niż poprzednie. Duda miał autentyczne poparcie społeczne i rozbudził wielkie nadzieje, teraz już wiemy, że niemożliwe do spełnienia (vide ostatnia sprawa z frankowiczami czy problemy z obniżeniem wieku emerytalnego). Zresztą, już po raz kolejny przekonaliśmy się, że nadzieje związane z prezydentem zawsze są na wyrost, bo w polskim systemie konstytucyjnym prezydent zwyczajnie nie ma narzędzi do rządzenia i możliwości wpływania na rzeczywistość. Jego pozycja przypomina dekoracyjną rolę głowy państwa w Niemczech a nie we Francji czy USA.

Jest wszakże prezydent symbolem władzy RP, przynajmniej tytularnie Pierwszą Osobą w Państwie. I tu mamy katastrofę. Zaniepokojony popularnością Dudy prezes Jarosław Kaczyńskie bardzo szybko rzucił Dudę „na matę”, przy biernej jego postawie. Były dwa wydarzenia symboliczne – zmuszenie Dudy do zaprzysiężenia jednego z sędziów Trybunału Konstytucyjnego o 1.00 w nocy i potem żenujące i poniżające homagium jakie złożył szefowi PiS mówiąc publicznie i na oczach całej Polski: „Pan jest nie tylko wielkim politykiem, pan jest także wielkim człowiekiem”. Nic więc dziwnego, że podczas jednej z uroczystości kilka miesięcy później Prezes z wyzywającym lekceważeniem, od niechcenia, podał mu rękę, w ogóle nie patrząc w jego stronę. Ponoć rok kadencji to jeszcze za krótki czas, by ferować ostateczne wyroki, jednak na tyle długi, by nie mieć już wielkich złudzeń.

Jan Engelgard
Myśl Polska, nr 33-34 (14-21.08.2016)

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *