Fiediaszyn: Europa – mobilizacja przeciwko eurodżihadowi

W Brukseli 8 i 9 maja odbyło się międzynarodowe spotkanie przedstawicieli Unii Europejskiej i innych krajów, których obywatele walczą w Syrii po stronie bojowników. Wzięli w nim udział rządowi eksperci i urzędnicy państw Unii Europejskiej, a także przedstawiciele resortów polityki zagranicznej, resortów imigracyjnych, sił policji i oddziałów antyterrorystycznych ze Stanów Zjednoczonych, Turcji, Maroka i Tunezji.

Jego głównym tematem było: jak oprzeć się nowo nawróconym europejskim dżihadystom, którzy po syryjskim kryzysie nieuchronnie zaczną wracać do Starego Świata? Paradoksem jest to, że rządy Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych szukają sposobów walki z islamistami, których sami wychowują.

Europa teraz zbliżyła się do tego, przed czym ostrzegali ją eksperci ds. radykalnych ruchów islamu jeszcze przed wybuchem wojny domowej w Syrii w 2011 roku. Ostrzegali – nie trzeba igrać z islamskim radykalizmem i wspierać w Syrii dżihadystów i zwolenników Al-Kaidy tylko dlatego, że Zachodowi niezbyt podoba się świecki reżim prezydenta Baszara al-Assada. To będzie zachęcać europejskich muzułmanów do przyłączenia się jako najemników do radykalnych islamskich grup bojowych w Syrii. I obróci się poważnymi konsekwencjami dla samej Europy. I to właśnie się stało.

Dokładnej liczby zagranicznych bojowników w Syrii nikt nie zna. Zgodnie z brytyjskimi badaniami w Syrii walczą bojownicy z 70 krajów. Europejczyków jest, jak to się mówi, od 2 do 5 tysięcy. Niektórzy analitycy mówią nawet o 11 tysiącach. Głównymi „dostawcami” europejskich muzułmanów do syryjskich wojsk opozycyjnych są Francja, Wielka Brytania, Niemcy, Belgia, Holandia, Norwegia i Irlandia.

Sam fakt, że w Syrii walczą tysiące zwolenników Al-Kaidy i dżihadystów z Europy jest alarmujący, powiedział profesor Peter Neumann, szef Międzynarodowego Centrum Badań Radykalizacji z londyńskiego King’s College. Ale tu widoczne są tendencje o wiele bardziej niebezpieczne zarówno dla Europy, jak i dla reszty świata. Zwolennikom Al-Kaidy udało się zebrać zaledwie w rok takie „obce wojska” dżihadystów dla Syrii, na tworzenie których w Afganistanie czy w Iraku zeszło 4-5 lat, przypomina Neumann:

http://www.youtube.com/watch?v=YxcwhXk47dQ

W Syrii może walczyć do 11 tysięcy zagranicznych bojowników z Europy. Na tle ogólnej liczby bojowników może to nie wygląda imponująco: tylko około 10% przeciwnych al-Asadowi oddziałów bojowych. Ale czysta arytmetyka nie powinna nikogo oszukiwać. Na podstawie liczby zagranicznych bojowników w kraju można powiedzieć, że syryjski konflikt zobaczył największą mobilizację sił międzynarodowych dżihadystów od czasu wojny w Afganistanie w latach 80. ubiegłego wieku. Konsekwencje takiej mobilizacji będą bardzo poważne.

Po raz pierwszy Europę zaczyna niepokoić powrót swoich „uwięzionych” w nieubłaganym islamie obywateli już pod sam koniec 2012 roku. To właśnie wtedy ujawniono fakt masowej rekrutacji muzułmanów z Europy do walki w Syrii przez islamskie zasoby internetowe. Jednak wtedy mówiono tylko o półtora tysiącu europejskich żołnierzy w Syrii. Teraz jest ich trzy, lub cztery razy więcej.

Francuzi są na pierwszym miejscu, ponieważ kraj przoduje w Unii Europejskiej w odsetku muzułmańskiej ludności. Mówi się, że w Syrii walczy od 600 do ponad tysiąca francuskich muzułmanów. Największe niebezpieczeństwo polega na tym, że ci francuscy bojownicy wrócą z Syrii z bardziej radykalnymi pomysłami i chęcią odwetu na innowiercach i ludziach o innych poglądach, powiedział były oficer francuskiego wywiadu i ekspert ds. Syrii Alain Shue:

Francuski wywiad ma bardzo dobre stosunki ze wszystkimi przedstawicielami społeczności muzułmańskiej i dość wyraźnie kontroluje całą społeczność. Problemem jest to, że ci młodzi ludzie nie kontaktują się z przedstawicielami wspólnoty muzułmańskiej we Francji. Nie są oni jej częścią. To samotnicy, którzy wolą radykalny islam, który nie ma nic wspólnego z francuskim islamem. Ich, niestety, trudno kontrolować.

Niektóre kraje, jak na przykład Belgia, już w porządku ustawodawczym anulują zezwolenia na pobyt dla muzułmanów, którzy pracowali w Belgii, ale udowodniono im udział w wojnie po stronie syryjskich islamistów. Ale to może działać tylko w odniesieniu do nie obywateli z pozwoleniem na pracę w Unii Europejskiej.

Główną bramą do przenikania europejskich bojowników do Syrii pozostaje Turcja. Ankara twierdzi, że bez pomocy Unii Europejskiej sama nie może kontrolować swoich porowatych granic z Syrią. Bruksela będzie teraz szukać pieniędzy na finansowanie takiej kontroli. Chociaż nie uda się wiele zrobić: raczej nie można przystawić do każdego eurodżihadysty policjanta.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *