François Brunet

Niedługo minie pierwsza rocznica śmierci François. Proponuję Czytelnikom blok tematyczny złożony z tekstów Jego dotyczących, które ukazały się w internecie na francuskich i polskich portalach w zimie 2014. Teraz, prawie w rok po tamtych dniach myś, że główną cechą charakteru chłopca była totalna suwerenność. Nie ulegał żadnym wpływom.

AR., 15/XI/2014

Śp. François Brunet

Pretiosa in conspectu Domini mors sanctorum Eius.

Iustorum autem animae in manu Dei sunt
et non tanget illos tormentum mortis.

Niniejszym informuję Szanownych Czytelnikόw, ze 21/XII/ 2013 zmarł w szpitalu w Montauban (occ. Montalban), w prowincji Languedoc, w wieku 19 lat, Śp.François Brunet.
Młodzieniec zmarł w opinii świętości.

Zarόwno przebieg jego choroby (białaczki) jak i (szczegόlnie) jego święta śmierć nie dopuszczają żadnych wątpliwości co do wyżyn świętości, na jakie wspiął się François.
Oczywiście, nie wolno nikomu uprzedzać osądu Kościoła. Jedynie ordynariusz miejsca ma prawo do podjęcia lub nie wiążących krokόw.
Ale z drugiej strony nie można być ślepym.

Czytałem opis śmierci François. Czytałem opis jego choroby, jego krόtkiego życia. Fragmenty pism.
Obecnośc u tego chłopca niecodziennych i zapomnianych dziś cnόt nie ulega najmniejszej wątpliwości.

Ksiądz Jean de Lassus nie zawahał się na pogrzebie François podziękować Bogu za to, co sie stało, nazwać François « odbiciem Boga » i – prosząc o modlity za duszę młodzieńca – jednocześnie wezwał zebranych aby się modlili do Niego.

Wezwanie to nie tylko że nie zostało zdezawuowane przez zwierzchnikόw ale stało się wręcz przeciwnie. Niezwykłe, przepojone jakąś zastanawiającą siłą doktrynalną kazanie zamieszczono na znanej przecież z ogromnej powściągliwości oficjalnej stronie internetowej FSSPX we Francji.

Księża, ktόrzy chłopca znali są pod wrazeniem tego, co się wydarzyło.

Jego zasadniczymi cnotami były:

– niezłożoność,
– miłość Boga i bliźniego (caritas),
– zaufanie do Boga i do Matki Boskiej.

Kiedy tylko uda mi się więcej dowiedzieć w tej sprawie (nie chcę opierać się wyłącznie na doniesieniach z internetu) postaram się napisac o niej obszerniej.

Pretiosa in conspectu Domini mors sanctorum Eius.

Iustorum autem animae in manu Dei sunt
et non tanget illos tormentum mortis.

AR.

*

Kazanie wygłoszone podczas Mszy Św. na pogrzebie Śp.François Brunet 24 grudnia 2013 przez księdza Jeana de Lassus.

W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego! Amen.

Księże Proboszczu!
Szanowny Panie i Pani Brunet!
Drodzy bracia i siostry François!
Droga rodzino! Drodzy przyjaciele zmarłego!

Nie jest mi łatwo znaleźć słowa odpowiednie, aby wznieść Wasze serca w akcie całkowitej rezygnacji, ku poddaniu się świętej woli Bożej.

Szanowny Panie, Szanowna Pani, drodzy bracia i siostry François, musimy jednak – jak każą nam i List i Ewangelia, ktόre właśnie usłyszeliśmy – podnieść nasze serca i nasze oczy wysoko w górę. W Piśmie Świętym są jeszcze inne liczne zdania o Nadziei, jest tam wiele zdań niosących pociechę w obliczu przedwczesnej śmierci dusz Sprawiedliwych. Księga Mądrości mówi:
« Dusze sprawiedliwych są w rękach Boga. Ich wyjście ze świata wydaje się nieszczęściem, a ich odejście od nas unicestwieniem, a tymczasem są w pokoju. Sprawiedliwy, kiedy umiera przed osiągnięciem wieku, znajduje spoczynek. Był miły Bogu, był przez Niego kochany, a poniewaz żył wśród grzeszników został przeniesiony. Został zabrany z obawy, aby złośliwość nie zepsuła jego inteligencji, a przebiegłość nie wypaczyła jego duszy. Jego dusza była miła Bogu, dlatego Pan pośpieszył się aby wybawić go z pośrodku nieprawości. Ludy to widzą, ale nie rozumieją Bożego planu ani dlaczego Pan umieścił go w bezpiecznym miejscu. Zapominają, że łaska i miłosierdzie Boże są z Jego wybrańcami, a On Sam dba o interesy swoich świętych! »

Aby znaleźć słowa pociechy, mogę wyłącznie zwrócić się w kierunku François i opowiedzieć to, co widziałem i co słyszałem; zdać sprawę, dać świadectwo tego, co mi powiedział i powierzył. Pragnę ujawnić treść moich kapłańskich rozmόw z tą świętą duszą. I żeby to zrobić, zacznę od jego ostatnich chwil, od ostatniego tygodnia, kiedy to ofiara, ktόrą złożył Bogu z samego siebie stała się najbardziej kompletna i najbardziej doskonała.

Główne etapy choroby François:

24 stycznia 2012, François dowiaduje się, że jest chory na śmiertelną chorobę: na ostrą białaczkę. Kilka dni później mam łaskę dać mu ostatnie namaszczenie. Następnie, w szpitalu w Tuluzie, François ma liczne zabiegi chemioterapii!

W lipcu 2012 roku lekarze ryzykują przeszczep szpiku kostnego. Jest to dla François bardzo trudny okres. Przez sześćdziesiąt dni pozostawał zamknięty w małym pokoju szpitalnym. Powiedział mi pόźniej, że to było tak trudne, że gdyby trzeba było zrobić to jeszcze raz, nie myśli aby miał odwagę. Lata 2012 i 2013 to były trudne lata. Były wtedy w jego chorobie i okresy polepszenia i pogorszenia.

Na początku listopada 2013 został umieszczony w szpitalu w Montauban w związku z infekcją płuc, a następnie przetransportowany do szpitala Larrey w Tuluzie, do ktόrego przybył 20 listopada 2013. Trzy razy antybiotyki stosowane przez lekarzy nie dają żadnego skutku. W związku z powyższym, w piątek 6 grudnia lekarze wzywają rodziców i mόwią im, że choroba postępuje, że nie mogą już nic zrobić i że François zostało piętnaście dni życia.
Dwa dni później, w niedzielę 8 grudnia udaję się do François i zanoszę mu Komunię, mowię mu o powadze jego stanu, mόwię mu o możliwości śmierci i zachęcam go do całkowitego zdania się na wolę Bożą. Bóg może go uzdrowić, Bóg może go wziąć do Siebie, niech Jego święta wola będzie błogosławiona. Mówiąc mu o powadze jego stanu, proponuję mu ponowne przyjęcie ostatniego namaszczenia, ktόre już raz otrzymał i ktόre przyniosło mu tak wiele łask.

10 grudnia François odbył spowiedź z całego życia, przystąpił do Komunii, przyjął ostatnie namaszczenie i w obecności rodziców uczynił akt akceptacji śmierci.

W czwartek 12 grudnia rozpoczęła się nowenna modlitw i mszy św. do Dzieciątka Jezus z Pragi, w intencji uzdrowienia François albo – jeśli tak bardziej podoba się Bogu – aby umarł świętą śmiercią.

13 i 14 grudnia idę do niego i przynoszę mu Komunię.

W ciągu ostatniego tygodnia, w poniedziałek 16 grudnia odwiedzili go Kapucyni z Aurenque. Wtedy wyspowiadał się po raz ostatni. Następnie, w środę 18 grudnia odwiedził go ksiądz Espi i przynόsł mu Komunię.Księdza Epsi uderzył pokόj duszy i prostota François.Tego samego dnia François ma coraz więcej trudności z oddychaniem – trzeba podwyższyć tlen.

W czwartek wieczorem 19 grudnia udałem się do niego i odbyłem z nim długą rozmowę, bez wątpienia najważniejszą i najbardziej znaczącą dla François. Spędziłem z nim trzy godziny od 19:30 do 22:30. Powiedział mi, że zdaje sobie sprawę, że jego choroba postępuje. Powiedziałem mu, że lekarze będą ukrywać przed nim, że nie ma nadziei. Musi zrozumieć to sam.Powiedziałem mu, że musi być zdolny mówić o śmierci; śmierć nie jest dla chrześcijanina zagładą, tylko początkiem nowego życia. Powiedziałem mu, że przede wszystkim nie wolno mu ot tak umrzeć, nie wolno mu « pozwolić Bogu wziąć sobie życie » ale ze musi sam Mu je dać, samemu złożyć Mu je w ofierze. Odpowiedział mi, że nie boi się śmierci. Potem nastąpila cała dyskusja, ktόra była zbyt długa, żeby teraz ją przypominać w szczegόłach. Mówilismy o niebie, o Bogu, o pięknie Boga, o wierze, o słowach, ktόre Chrystus wypowiedział na Krzyżu, zwłaszcza o tych, ktόre najbardziej frapowały François  » Ojcze, w Twoje ręce oddaję duszę Moją ».
Mówilismy o odwadze męczenników w obliczu śmierci i powiedziałem mu wtedy, że musi wykazać taką samą odwagę jak oni, gdyż na szpitalnym łóżku jest rόwnież trochę męczennikiem. Odpowiedział mi, że nie, że nie jest męczennikiem, bo nie cierpi w tym samym stopniu, co oni. Przed wyjściem powiedziałem mu, żeby ściskal różaniec w rękach, jeśli będzie się bał. Wreszcie udzieliłem mu błogosławieństwa chorych i zostawiłem go około 22:30.

Następnego dnia rano, oddychanie François jeszcze się pogorszyło. Sztuczne wspomaganie oddychania było na maksimum. Pani Brunet, uprzedzona przez lekarza o stanie swojego syna, opuściła pracę i udała się do szpitala. Natychmiast odprawiam Mszę za François i udaję się do szpitala z Najświętszym Sakramentem. Daję mu Komunię jako wiatyk.To będzie już jego ostatnia Komunia. Następnie udzieliłem mu błogosławieństwa wraz z odpustem zupełnym in articulo mortis i zostałem z nim sam przez około godziny.

Byl spokojny, ale wydawal się bardziej zamyślony niż poprzedniej nocy. Powiedział mi, że nie spał, że nie jest głodny i mówił, że nie odczuwa niepokoju. Zapytałem go, czy lekarze u niego byli.Odpowiedział, że tak i że zrozumiał, że nie ma już nic więcej do zrobienia. « Muszę teraz tylko czekać » . Powiedziałem mu, żeby powierzył się Najświętszej Marii Pannie i Św. Józefowi. Poprosiłem go rόwnież, aby poświęcił się całkowicie Jezusowi przez ręce Maryi według metody Św.Ludwika Marii Grignon de Montfort.
(chodzi o « święte niewolnictwo » – AR).

Nie uczynił wcześniej tej konsekracji – tylko rodzice oddali go w opiekę Maryi w dzień jego Chrztu świętego. Powiedzial mi, że jest bardzo spkojny i ze ma nadzieję wrócić do domu na święta. Zostawiłem go w wielkim pokoju duszy i w wielkiej rezygnacji co do woli Bożej.

Ostatni dzień …

W nocy przy François aż do rana czuwała jego siostra Angela. Kiedy obudził się, był spokojny. Po południu zaczął być podniecony i sam poprosił, żeby przy nim odmόwiono różaniec. Odmowiono wtedy przy nim dwa różańce. Przyniosło mu to wielki spokój. Około 16:30 rodzina poinformowała mnie, że z François jest bardzo źle. Poszedłem do niego z Najświętszym Sakramentem. Jego rodzina stała wokół niego. Stanąłem po prawej stronie, jego mama po lewej stronie i w ten sposόb trzymał nasze dłonie. Był cichy i pogodny. Jego oddech był przyśpieszony. Modlimy się wokół niego i odmawiamy różaniec, litanię do Matki Boskiej i inne modlitwy, ktόre François szczególnie lubi.

Około 17:30 poprosił o ciszę. Wtedy zaczęliśmy recytować modlitwy rekomendacji duszy do Boga. François mόwi nam, że cierpi. Jest cały spocony. Jego usta są suche, ale nie może pić. Nie może znieść światła i trzyma oczy zamknięte. Powiedziałem mu, że przyniósłem Najświętszy Sakrament, ale mówi, że nie może przyjąć Pana Jezusa, bo nie może przełykać. Powiedziałem mu więc, żeby zaufał Bogu, który jest tak blisko niego i żeby położył rękę na torebce w ktόrej była kustodia. Mówił mało, modlił się z nami poruszając wargami.

Około 17:45 zawołał rodziców i w pięknym akcie pokory poprosił ich o wybaczenie mu wszystkiego tego, czym mόgł ich kiedykolwiek obrazić. Następnie poprosił żeby przyszedł lekarz. Mόwił, że ofiaruje swoje życie za rodzinę, rodziców, braci i sióstry, wujków ciotki i kuzynów; rownież za kapłanów, za Papieża i za swoja ukochaną szkołę, szkołę Saint Joseph des Carmes.

Jest w wielkim wewnętrznym pokoju. Prosi nas, aby dać mu różaniec, różaniec z Ziemi Świętej, który dotykał wszystkie miejsca, gdzie Pan Jezus cierpiał tak bardzo. Sam wyciągnął swoją dłoń z mojej i drugą z dłoni matki i złożył ręce na piersi, trzymając różaniec. Następnie poprosił aby podano mu relikwie świętych, które zostały mu kiedyś powierzone. Jest doskonale przytomny i w wielkim pokoju. Wie, czego chce i wie, co robi. Prosi nas , aby mu przeczytać słowa Matki Boskiej z Guadalupe, wypowiedziane przez Nią do Juana Diego – piękną modlitwę, ktόrą stale czytał przez dwa dni poprzedzające śmierć:

 » Posłuchaj, mόj mały – rzecze Dziewica Maryja – co ci powiem i pozwόl twojemu sercu napełnić się tym, co ci powiem. Nigdy nie pozwól, by cokolwiek cię zniechęcilo, przybiło cię. Niech nic nie zmienia twego serca lub twego zachowania. Nie bój się, ani choroby, ani przeciwności, ani lęku ani bólu. Czyż nie jestem twoją Matką? Czyż nie jesteś pod moimi skrzydłami i pod moją opieką? Czy nie jestem twą fontanną życia? Czyż nie jesteś w fałdach mego płaszcza, we wnętrzu moich dłoni? Czego trzeba więcej ? « 

Kiedy przyszedł lekarz, François – ku zdziwieniu wszystkich – zażądał, aby dano niewierzącemu lekarzowi, który dbał o jego ciało w czasie choroby i w trakcie ostatnich chwil życia, figurkę Dzieciątka Jezus z Pragi, ktόrą tak bardzo kochał i przed ktόrą modlił się tak wiele razy w swoim życiu.

Widząc, że jego koniec jest bliski, kładę Najświętszy Sakrament na jego sercu i każę mu powierzyć się całkowicie Jezusowi przez ręce Maryi, Jezusowi, ktόrego tak bardzo kochał i który teraz leży na jego sercu. Wtedy, sam zaczyna mόwić pierwsze słowa modlitwy: « Mój Boże, oddaję duszę moją w Twoje ręce « . Pόźniej:  » Jezusie , Maryjo, Józefie, kocham Was  » ( kładąc nacisk na ostatnie słowa « z całego serca ») Pόźniej kontynuuje : « Jezusie, Maryjo, Józefie, pozwólcie mi umrzeć w pokoju w Waszej świętej obecności « .

Delikatnie pochylając głowę, jak nasz Pan na Krzyżu, powiedział ostatnie słowo, ktore mogłem tylko przeczytać na jego wargach:  » Jezus « , po czym oddal swa piękną duszę Bogu.

Jak François de tego doszedł?

Drodzy rodzice, droga rodzino, drodzy wierni, łaska to wielka – móc być świadkiem tak pięknej sceny. A jeszcze większą łaską jest mόc zaliczać tę piękną duszę w poczet członkόw swojej rodziny czy do swoich przyjaciόł.

Równie dobrze jak ja, wiedzą Państwo, że śmierć jest podpisem życia. I to, że François zaszedł tak wysoko, w żaden sposόb nie jest dziełem przypadku. Chciałbym więc przed zakończeniem tego kazania ukazać w jaki sposόb w życiu François Bóg przygotował wszystko tak, aby umożliwić temu 19-letniemu chłopcu złożenie Bogu całkowitego daru z siebie samego przez ręce Maryi.
Jeżeli chcemy szukać w życiu François czegoś nadzwyczajnego, to będziemy szukać na próżno. Być może jedyną niezwykłą rzeczą w jego życiu jest jego śmierć. Ale trzy rzeczy uderzają; trzy rzeczy, które spowodowałymój podziw dla tej duszy. Trzy rzeczy, którymi Bóg posłużył się, aby poprowadzić François do owego szczytu świętości poprzez złożenie ofiary ze swego życia.

  1. Kompletna niezłożoność – źródło nieustannej radości François

Pierwszą z tych rzeczy jest jego ogromna prostota. Ci, którzy go znali, tak samo jak ja byli bardzo zafrapowani prostotą jego duszy. Prostota François była stałym źródłem jego radości, nawet w czasie choroby. François był duszą niezłożoną w tym sensie, że nie było w nim żadnego podstępu, żadnej podwόjności. Zmierzał prosto do celu, czasem – jak sam mawiał – dość niezręcznie. Był nieskomplikowany. W trakcie choroby miał nadzieję, że wyzdrowieje tak długo, jak długo można się było tego spodziewać; kiedy wola Boża unaoczniła mu, że musi umrzeć, przyjął postawę całkowitej zgody na wolę Bożą.To była także dusza niezłożona w sensie moralnym, dusza pokorna. Umiał przyznać się do swych niedoskonałości, do ograniczeń i mówił mi o tym z wielką prostotą. Powiedział mi, że raczej nie jest intelektualistą że jest bardziej majsterkowiczem, ale zarazem dosyć niezdarnym. Że przed chorobą był bardzo niecierpliwy i porywczy. Widzimy u tego chłopca duszę dziecka, widzimy szczerość. To jest dziecięca prostota, która jego pokorze daje cały swój odblask, a jego miłość Boga i bliźniego przepaja czystością. Możemy podziękować Bogu za to, ze dusza ta jest prawdziwym zwierciadłem Jego łaski. François był tak prostoduszny, że Bóg mόgł odbić się w tej duszy, odzwierciedlić piękno Swej łaski w jego dziecięcej duszy.

  1. Poddanie się woli Bożej – źródło głębokiego pokoju François

Drugim silnikiem napędowym, ktόry wyniόsł wysoko tę duszę było bardzo znaczące poddanie się okolicznościom życia. François nie był skomplikowany, łatwo godził się na wszystkie okoliczności, które Bóg dla niego zaplanował. I to jest źródłem drugiej z jego wielkich cnót: pokoju. Był radosny i spokojny, bo jego dusza stale mowiła « tak » wobec wszystkich wydarzeń życia, w ktόrych przejawiała się wola Boża.

Dla tych, którzy dobrze go znali jest jasne, że ta zgoda czasami przybierała u François postać wady charakterologicznej. To był rodzaj nonszalancji, lenistwa. Sam to przyznawał. I widzimy, jak Bóg jednak, mimo tej niedoskonałości, spowodował triumf łaski i objawił niewidzialną siłę, ktόra tkwiła w tej duszy.
Rezygnację co do okoliczności życia widzimy już w jego wczesnej młodości, szczegόlnie kiedy wyśmiewano się z niego w szkole – był niezdarny i trochę przy kości (przezywano go « tłuścioszek »- mόwił mi o tym śmiejąc się i bez goryczy). Łagodnie znosił kpiny, był cierpliwy w trudach życia, akceptował niewygody związane z chorobą. Kiedy mόwiłem mu, że jestem zaskoczony tym, że zawsze jest tak uśmiechnięty, cierpliwy i wesoły, a przecież już cały miesiąc przykuty był do łóżka szpitalnego, odpowiedział : « No tak, ale jedynym wyjściem jest akceptacja ». Pielęgniarki i lekarze byli poruszeni tą radością, pokojem i rezygnacją.

Całkowita akceptacja, zgoda na okoliczności życiowe, poddanie się woli Bożej – w ostatnich chwilach jego życia cnoty te dały temu dziecku niezwykłą siłę ducha. Przyjął śmierć, złożył swoje życie w ofierze. W tym ostatnim tygodniu, w dniach bzpośrednio poprzedzających jego śmierć, François napisał list. List ten wydaje się być w szczególności skierowany do jednej z jego sióstr, dla której dziś jest on wielką pociechą, wziąwszy pod uwagę fakt, że nie była obecna w ostatnich chwilach swego brata. Oto, co François napisał kilka dni przed śmiercią: « Wszystko zaczęło się w pewnego 24 stycznia. Dlaczego ta choroba akurat mnie dotknęła? Nie wiem, ale wiem, że to po to, żebym stał się bardziej cierpliwy, bo teraz, kiedy mam tę chorobę, akceptuję ją » .Te słowa napisane własną ręką François są świadectwem jego wielkiej rezygnacji wobec rzeczywistości, jaką jest wola Boża.

  1. Ogromna miłość Boga i dusz!

Do prostoty i zaufania do Boga dodać należy wielką miłość Boga. Myślę, że to właśnie jest powód, dla którego Bóg uczynił z François baner (w oryginale « transparent »- od « transparaître »: « prześwitywać » – w tym momncie zaczyna się kluczowy fragment kazania) Swej Świetości. François powodował sie głęboką miłością Boga. Mogliśmy trochę to dostrzec kiedy rozmawialiśmy z nim o realiach niebiańskich. Ta miłość przejawia się także w radości z tego, że w każdą niedzielę służył do mszy. Powiedział mi, jak bardzo kocha Mszę, mszę tego samego obrządku, w którym teraz celebrujemy jego pogrzeb.

(chodzi o msze św. trydencką – François był tradycjonalistą)

Codziennie odmawiał różaniec. Kiedy zapytałem go, do Kogo szczególnie się modli, ktόrego świętego czci w sposόb szczegόlny odpowiedział: « Matkę Boską, a także trochę mojego świętego patrona, Św.Franciszka ».Regularnie się spowiadał. Pragnął nawrócenia dusz, szczególnie troszczył się o nawrόcenie personelu medycznego szpitala, w ktόrym leżał. Nie obawiał się mόwić o swej wierze.

We wszystkim okolicznościach życia kochał Boga i był w zgodzie z Jego wolą. Widzimy to w ostatnich słowach tego listu napisanego tuż przed śmiercią: « tak samo było podczas przeszczepu (akceptuję go); podczas mojej chemioterapii leżałem razem z chłopakiem, który miał tę samą chorobę co i ja i on również zastanawiał się dlaczego ma tę chorobę. To było dla niego trudne do zaakceptowania, to nie był wierzący, więc nie miał celu, podczas gdy ja wiem, że całe to cierpienie, wszystkie te choroby ofiaruję za innych, za mnie samego, żeby sprawić przyjemność Bogu … « 

W tych ostatnich słowach objawia się cała postawa François. Akceptuje wszystko, aby zadowolić Boga. Ja miałem przede sobą trudne zadanie, aby powiedzieć mu, że jego choroba prawdopodobnie poprowadzi go do śmierci i pomόc mu zrozumieć, że jego choroba doprowadzi go do Nieba; widziałem u niego wielką rezygnację, gdy uświadomił sobie, że nie ma nadziei na wyzdrowienie. Kiedy na początku mόwiło się z nim o możliwości śmierci, czuliśmy, że nie może się z tym pogodzić – jeszcze była nadzieja. I jeszcze dwa dni przed śmiercią nadal miał tę nadzieję. Ale kiedy doskonale zrozumiał, czego Bóg od niego oczekuje, to nastąpiło wtedy całkowite Fiat i zupełna zgoda. Kto kocha Boga, ten kocha i wolę Boga go dotyczącą!

Oto droga do śmierci in odore sanctitatis. Trzy cnoty pozwoliły chłopcu wspiąć się bardzo wysoko: prostota, poddanie się woli Boga i głęboka do Niego miłość. Te trzy cnoty objawiły się w trakcie cierpień pod postacią wielkiej radości, wielkiego pokoju i wielkiej miłości Boga i bliźniego. Najpierw miłość do Boga, pόźniej miłość do swoich, ktόrym powiedział: « wszystkich Was zabieram w moim sercu ».

Coz można powiedzieć, drodzy rodzice , drodzy bracia i siostry François, drodzy wierni!? Co mogę powiedzieć? Ośmielam się rzec, że musimy powiedzieć Dziękujemy!
Dziękujemy za tę tak świętą śmierć i dziękujemy łasce Bożej za to, że poprowadziła tę duszę do szczytu świętości, jakim jest całkowite pogodzenie się z wolą Bożą w totalnym darze ze swego życia. François powiedział Fiat. Drodzy rodzice, drodzy bracia i siostry François, musicie zaintonować Magnificat.

A co teraz robić ? Oczywiście, musimy modlić się za niego. Nawet jeśli Bóg dał nam być świadkami śmierci godnej świętych, François miał przecież świadomość swoich grzechów i to właśnie dlatego przeprosił swoich rodziców. Musimy więc modlić się za niego. Niech miłosierdzie Boga dosięgnie jego duszę, tak szybko, jak to możliwe, choć być może już się tak stało.

Ale ja chcę powiedzieć jeszcze jedno słowo Nadziei i ośmielam się wyrzec teraz drugie słowo: trzeba modlić sie DO François. Musimy modlić się o to, żebyśmy stali się zdolnymi go naśladować. Dobry Bóg pozwolił, żeby w ostatnich chwilach swego życia, François był autentycznym odbiciem Boga. François posiadał radość i prostotę żłobka; dobry Bóg dał mu siłę i ofiarę Golgoty. W tym czasie Adwentu, w tym dniu Wigilii Bożego Narodzenia, tak pełnego prostoty, poprośmy go, prośmy Boga, prośmy Maryję aby dała nam prostotę i miłość, które prowadzą do doskonałej miłości Boga.

W Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego.
Amen.

Ks.Jean de Lassus FSSPX (tłumaczenie za zgodą-AR).

*

Cnoty Śp. François Brunet 

Od świętej i niezwykłej śmierci François minie niedługo miesiąc.
François jest całkowitym zaprzeczeniem wspόłczesnej mentalności neurastenicznego samobόjcy.
Miejmy nadzieję, że bardzo szybko znajdzie on wielu naśladowcόw wśrόd młodych i wśrόd starszych.

Pośrόd spektakularnych cnόt zmarłego niedawno Śp.François Brunet niektόre były cnotami czysto naturalnymi inne zaś były mieszane lub czysto nadprzyrodzone.

Jego zasadniczą cnotą naturalną była heroiczna męskość.
Chłopak dokładnie wiedział czego chciał i prostą drogą zmierzał do celu.
Był zdolny do podejmowania prόb narzucenia swej woli otoczeniu.
Ale jego determinacja nie była kapryśna – pragnął pewnych rzeczy gdyż miał taką, a nie inną wizję tego, kim powinien sam być.

W trakcie trwającej ponad dwa lata chroby wykazał się bohaterską odwagą moralną i fizyczną.
Nie załamał się ani razu!
Łόżko szpitalne przekształcił w pole bitewne – bitwę zaś wygrał. Jego zwycięstwo jest całkowite.

Kochał przyrodę – to druga jego cnota naturalna.
Był bardzo często na dworze i w obejściu zajmował się zwierzętami.
Przerwał zresztą naukę w elitarnym liceum ogόlnokształcącym po to tylko, żeby zacząć uczyc się w szkole rolniczej.

Jego osobista pobożność jest frapująca.

Był rόwnież do tego stonia niewinny, że nie rozumiał nawet złych rozmόw swoich kolegόw.
Pani Brunet podkreśla, że wspόłuczniowie François w szkole rolniczej byli dogłębnie zgnili moralnie i że to, co mόwili i robili absolutnie chłopca nie interesowało.« Zdaję sobie sprawę » – mόwi Pani Brunet – « ze mόj syn nie był przeżarty przez grzech śmiertelny ».

François był dumny ze swej wiary katolickiej i potrafił w trakcie gry w piłkę nożną inicjować rozmowy o wierze.
We wszystkim, co robił kierował się miłością Boga i bliźniego, begranicznie ufając Trόjcy Św. i Matce Boskiej.
Pragnął podobać się Bogu i stale pracował dla zbawienia dusz.
Skutkiem tej postawy było to, ze w ogole nie znał czegoś takiego jak zniechęcenie! Kiedy był już bardzo ciężko chory, po przeszczepie, przez 60 dni leżał w izolatce. Mimo apelu, żeby go odwiedzać, odwiedził go tyko jeden jedyny kolega i to tylko jeden raz.
François bardzo z tego powodu cierpiał ale -jak podkreśla Ks.de Lassus – bez goryczy.
Nigdy nie odczuwał wobec nikogo goryczy.

Nie miał pretensji do matki, że nie odwiedza go tak często, jak tego pragnął.
Swoją świętą i budującą śmierć ofiarował m.in. za ludzi, ktόrzy zaszli mu za skόrę.

Zważmy, że wszystko to działo się w latach 2012-2013 czyli w epoce w ktόrej chorzy na chorobę sierocą Europejczycy premedytują samobόjstwa po uprzednim podpaleniu własnego mieszkania.

Od świętej i niezwykłej śmierci François minie niedługo miesiąc.
François jest całkowitym zaprzeczeniem wspόłczesnej mentalności neurastenicznego samobόjcy.
Miejmy nadzieję, że bardzo szybko znajdzie on wielu naśladowcόw wśrόd młodych i wśrόd starszych.

AR.

*

Nikt nie płakał po śmierci François Brunet

Nikt nie płakał po śmierci François Brunet. Wzruszenie cisnęło łzy na oczy nie z żalu po Jego śmierci, ale z podziwu dla Jego cnόt.
« Dusze Sprawiedliwych są w rękach Boga » – mόwi Księga Mądrości – « Ich śmierć wydaje się być nieszczęściem ; Ich odejście spośrόd nas zagładą, a tymczasem młodzi święci są w pokoju. Sprawiedliwy, ktόry umiera w młodym wieku znajduje się w pokoju. Był miły Bogu; Bόg go kochał, a jako że żył pośrόd grzesznikόw, został przeniesiony. Został zabrany spośrόd nas, gdyż Bόg obawiał się, że błąd zniekształci jego
inteligencję i że zło zdeprawuje jego duszę.
Jego dusza podobała się Bogu – tak więc Bόg pośpieszył się, aby wydobyć go z siedliska nieprawości.
Ludzie to widzą; nie rozumieją planόw Bożych co do niego ani dlaczego Pan Bόg umieścił go w bezpiecznym miejscu.
Ludzie zapominją, że łaska i miłosierdzie Boże są z Jego świętymi i że Bόg troszczy się o swoich świętych ».

Motyw pocieszenia po śmierci dzieci odnajdujemy rόwnież w poezji świeckiej.
Jeden z największych poetόw francuskich, François de Malherbe (1555-1628) poświęcił refleksjom o śmierci w młodym wieku aż dwa wspaniałe utwory: « Łzy Świętego Piotra » i « Pocieszenie dla Pana du Périer ».

« Dla Twoich wiernych, Panie, życie odmienia się ale nie kończy » – mόwi Prefacja o Zmarłych.

To, ze François Brunet zmarł w wieku 19 lat i to, że zmarł śmiercią świętgo jest dowodem na to, że był miły Bogu i że był gotowy do wejścia do Ojczyzny.
Jego śmierć sama w sobie jest substancją posiadającą autnomiczną wartość solidnego bytu i jest dla nas, ktόrzyśmy zostali pełna nauki i przykładu.
« Jeżeli ktoś umiera w stanie łaski uświęcającej i w akcie doskonałej skruchy, kapłan obecny przy takiej śmierci powinien natychmiast odprawić mszę żałobną za tych, ktόrzy zostali » – powiedzial mi kiedyś ze śmiechem pewien duchowny.

Dlaczego takie stawianie sprawy – mimo to, iż wiem, że podobne stanowisko wywołuje niechęć i niezrozumienie aktywistόw jest jedynie słuszne ?

Żeby dać trafną odpowiedź na to pytanie, należy zastanowić się nad jedną, bardzo konkretną cnotą François, jaką była jego niezłożoność.
Bόg jest niezłożony, jest bytem prostym.Nasza epoka natomiast charakteryzuje się ogromną kompleksowością.

Od końca XV wieku, szczegόlnie zaś od początku Renesansu, kopleksowość świata gwałtownie wzrasta.
( Na marginesie tych uwag pragnę dodać, że określenie « Renesans » jest głębko nie na miejscu i jest kompletną pomyłką. Francuski rzeczownik « renaissance » znaczy tyle, co « odrodzenie ».Tymczasem Renesans nie był wcale odrodzeniem się Starożytnosci ale właśnie radykalnym zerwaniem z nią, radykalnym zerwaniem z greckim miastem-pańswtem, z wszelką tradycyjną, organiczną strukturą organizacji ludόw Europy.
Narzucając Europie paradygmat indywidulistyczny, Renesans wyobcował, wyalienował z łona społeczności nie tylko władzę, ale i naukę, a także sztukę. Wyrwal je z naturalnej jedności społeczności organicznych.
To, co pogardliwie nazywa się Średniowieczem było – przeciwnie – kontynuacją starożytnego miasta-państwa. Zarόwno w sztuce, w filozofii jak i w ćwiczeniu sprawności ciała było bezkonfliktową ciąglością w stosunku do całej historii ludzkości i jej dziejόw.
Renesans to zemsta Hannibala za klęskę pod Zammą.
Doskonałą tego ilustracją może być dokonana przez Renesans zagłada wpisanych w życie polityczne organicznej społeczności Misteriόw teatralnych i zastąpienie ich galanteryjną tragedią importowaną z Włoch i posłuszną podszywającym się pod Arystotelesa włoskim teoretykom « trzech jedności ».
Dlatego lepiej zamiast Renesans mόwić pogardliwie : Nowożytność).

Od początku XX wieku do tego wzrostu kompleksowości dochodzi jeszcze inny czynnik: dekonstrukcja.
Dekonstrukcja doznała zasadniczego przyśpieszenia po upadku ZSRS.
Istotą dekonstrucji jest rozmywanie, dematerializacja i delokalizacja rzeczywistości.
Wytworzyła się sytuacja, w ktόrej ktoś, kto jeszcze 150 lat temu wkładał rękę pod solidną bryłę lodu przy temperaturze -25°C, dziś po podniesieniu ręki zauważa, że nic nie stawia mu oporu. Obserwuje letnią wodę, ktόra rozpływa się między jego rozwartymi palcami.
Dekonstrukcja, odbierając bytowi wszelką konsytencję, jest szczytową fazą kompleksowej nowożytności i jej skutkiem jest wyhamowanie wszelkiego impetu. Człowiek wspόłczesny siada za kierownicą samochodu i – ponieważ ma za przedmiot wirtualne imperium myśli i idei, świat idealny a nie realny – zamiast nacisnąć na pedał gazu naciska z całą siłą na…..hamulec.
« Wina nie mają » – powiedziała Matka Boska do Zbawiciela Świata na samym początku Jego dzialności publicznej.
Jesteśmy właśnie w sytuacji ludzi, ktόrzy nie mają wina.

Niezłożoność François brała się stąd, że miał za przedmiot wyłącznie naturę stworzoną.
Nie stronił od pewnych zajęć typowo nowoczesnych, np. od gry w piłkę ale większość czasu spędzał w obejściu i w związku z powyższym ogłądał rzeczywistość stworzoną twarzą w twarz.
Miał za przedmiot przyrodę, to, co proste; wykształcił w sobie prostą wolę i niezłożoną inteligecję.
Gdyby François żył dłużej, nie byłby w stanie zachować tej niezłożoności.
W swoim miłosierdziu Bόg zabrał go ze świata przed maturą.
Nie musiał zawracać sobie głowy wyborem studiόw wyższych.
A gdyby żyl, musiałby niestety studiować – pochodził z dobrej i znanej rodziny.
Nawet gdyby ukończył studia rolnicze, to musiałby zetknąć się choćby z czymś takim jak ubezpieczenia, a już samo to wystarczy, żeby inteligencja i wola uległy alteracji.

Powinniśmy podziękować Bogu nie tylko za świętą i budującą śmierć tego młodzieńca ale i za to, że umarł młodo.
Gdyby jego choroba zaatakowała go np. w wieku 21 lat, być może jego żarliwość byłaby już dużo mniejsza w momencie śmierci w wieku 23 lat.
Zauważmy, że święci umierają młodo.
Kilka przykładόw:

Św.Stanisław Kostka – zmarł mając niecałe 19 lat;
Św.Dominik Savio – zmarł mając niecałe 15 lat;
Św.Ludwik Gonzaga – zmarł mając niecałe 23 lata;
Św.Teresa od Dzieciątka Jezus – zmarła w wieku 24 lat.

Wybrałem celowo przykłady świętych, ktόrzy za życia odznaczali się niesłychanym wigorem.

Św.Stanisław dysponował imponującą kondycją fizyczną.
Święty Dominik był chłopcem żywym i pewnym swego.
Świętemu Ludwikowi nie raz grzbiet lietralnie spłynął krwią pod biczem pokuty (na Jego własną prośbę), zaś Św.Teresa podczas pokutnej piątkowej chłosty ustawiała się celowo tak, żeby bolało bardziej.Wszystkie inne zakonnice w tym samym czasie instynktwnie się uchylały.

François umarł tak młodo, gdyż zrealizował wszysto to, czego żądał od niego Pan Bόg i dalsze przebywanie na placu dekonstrukcji mogłoby się dla niego fatalnie skończyć.

Bόg uchował.

Za: http://antoineratnik.wordpress.com/2014/11/15/francois-brunet/

Tłumaczenie i uwagi: Antoine Ratnik

[Głosów:0    Średnia:0/5]

Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *