Golonka: Krynica, Pani Premier i Chesterton

Premier Beata Szydło powieliła na obecnym forum w Krynicy ekonomiczne życzenie z początku swoich rządów: „małe firmy powinny stać się średnimi, średnie dużymi, a duże globalnymi” (cyt. za Polskim Radiem). Można to hasło potraktować jako po prostu chęć rozwoju polskiej gospodarki. W takim przypadku wielu słusznie zapyta: jakie środki zostaną wdrożone celem umożliwienia takiej ewolucji? A zwłaszcza: kiedy zlikwidowana zostanie podstawowa przeszkoda dla przedsiębiorczości jaką jest uciążliwa ingerencja państwa w kwestie gospodarcze.
Można też podejść do twierdzenia p. Premier bardziej filozoficznie, jako do wyrażenia pewnych założeń ekonomicznych, na co zdaje się wskazywać użyty imperatyw „powinności”. Ze słów p. Szydło należy wówczas wnioskować, że trwanie firm w małym bądź średnim formacie jest anomalią, a słuszna gospodarka to ta dążąca do większych i globalnych przedsiębiorstw.

Chętnie spytałbym Panią Premier dlaczego? I dorzuciłbym, że to trochę jak ogłosić, że ludzie małego i średniego wzrostu powinni dążyć do większych rozmiarów, kierowcy małych i średnich samochodów powinni dążyć do zakupu silników o coraz większej mocy a porcje podawane w restauracjach zdecydowanie powinny ulec powiększeniu!

Nie skupiając się jednak na złośliwej reductio ad absurdum jeszcze bardziej interesowałyby mnie poglądy p. Premier na temat celu życia ludzkiego i miejsca pracy w hierarchii życia ludzkiego. Są to bowiem antropologiczne realia, na których zbudowana jest zdrowa ekonomia, bez których zaś, co widać na przykładach socjalizmu i kapitalizmu na przestrzeni ostatnich wieków, nie ma ekonomii dostosowanej do miary człowieka, lecz nieszczęśliwa ludzkość, na siłę dostosowywana do chorej gospodarki.

Otóż doświadczenie pokazuje, że, o ile państwo nie narzuca na pracodawców nadmiernych kosztów pracy (co oczywiście odbija się na zarobkach pracowników) małe i średnie przedsiębiorstwa (często rodzinne) bardziej realizują tzw. ludzkie warunki pracy i lepiej integrują się z lokalną rzeczywistością. Przede wszystkim dają one konsumentom większe szanse bezpośredniego kontaktu, reklamacji itd. co zasadniczo wpływa na jakość obsługi. Pospolitymi tego przykładami są solidna rodzinna restauracja versus globalny fast food, uczynna mała księgarnia na tle ogólnopolskiej sieciówki, sprawdzony sklep mięsny czy autentyczny piekarz wobec zawartości regałów hipermarketów, a w końcu zaufany lekarz, który rzeczywiście leczy, nie zależnie od rozmiaru przychodni medycznej, w której pracuje. Toteż mały i średni biznes zazwyczaj, ut in pluribus, bardziej niż globalne przedsiębiorstwa sprzyjają spełnieniu celowości pracy w stosunku do innych celów życia ludzkiego.

No dobrze, a co jeśli warunkiem trwania danej firmy jest np. konieczne jej przekształcenie w większe przedsiębiorstwo, co usprawiedliwiałoby sugestię p. Premier? W takim wypadku sugerowałbym zastanowić się, czy to przypadkiem cały system nie wymaga gruntownego przebudowania zamiast firma. Np. człowiek Średniowiecza uznawał, że nie liczy się jak największa produkcja a jedynie rzetelna produkcja, zaspokająca potrzeby rynku w ramach zrównoważonej, ale nie dzikiej konkurencji. Średniowiecze stworzyło system cechów, który umożliwił wzbogacenie się europejskich miast przy jednoczesnym dbaniu o jakość produktów. Celem rzemieślnika zrzeszonego w cechu nie była coraz większa produkcja czy stała ekspansja ekonomiczna – ówczesny rzemieślnik, jak wielu współczesnych uczciwych ludzi, chciał przyzwoicie zarabiać na chleb dla swojej rodziny, pamiętając przy tym, że nie samym chlebem i pracą żyje człowiek… Zwrot od takiego podejścia do ekonomii nastąpił dopiero w epoce renesansu, dochodząc do brutalnego wybuchu kapitalizmu w dobie powstania protestantyzmu. Jak słusznie podkreślił to Chesterton, w miejsce porzuconych starych średniowiecznych ideałów pojawił się wówczas bezlitosny materializm, oparty na twierdzeniu, że wartość, słuszność, szczęście czy dobrobyt liczą się według (jak największej) kumulacji kapitału.

Zawodowo skrzywiony dialektyką nie chciałbym bynajmniej tylko i wyłącznie łapać Panią Premier za słowa, tym bardziej za jej poniekąd zrozumiałe skróty myślowe. Zdaję sobie również sprawę, że powrót do zdrowych ideałów ekonomicznych opartych na prawdziwej antropologii – czyli na rzeczywistości ludzkiej, może być w praktyce niemożliwy bez ustawowego trzęsienia ziemi. Budujmy jednak „dobrą zmianę” w oparciu o sprawdzone modele i teorie. Pod tym względem Chesterton, który świetnie orientował się w polskiej polityce, utrzymywał serdeczne kontakty z Piłsudskim i Dmowskim, a przede wszystkim był wielkim przyjacielem Polski, który odbył w naszym kraju kilkutygodniową wizytę na zaproszenie międzywojennego rządu, mógłby przyjść nam na nowo z pomocą przypominając, że to ekonomia jest dla człowieka a nie człowiek dla ekonomii… Nie wnikając jednak w tak zdumiewające (!) paradoksy chestertonowskiego dystrybutyzmu zostawmy polskim przedsiębiorcom decyzję do czego sami dążyć powinni w ramach swej własnej działalności.

Dr Wojciech Golonka

 

 

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *