Gra księdzem Lemańskim

Obserwując letnią awanturę wokół księdza Wojciecha Lemańskiego dało się zauważyć ciekawe zjawisko: odrealniona aura, zakłamana otoczka i propagandowa bania, jaką pracowicie nadmuchały wokół tego człowieka liberalne media, zaczęły żyć własnym życiem i przesłoniły jego osobę wraz tym, co faktycznie miał do powiedzenia.

Mówili, że ksiądz skrzywdzony, zaszczuty, zakneblowany, że leżał i go kopali i że to „ewidentne łamanie kręgosłupa” – a on w tym czasie stał pośród aplauzu mediów głównego nurtu jak niegasnąca gwiazda i odbierał wyrazy uznania nieznane ludziom rzeczywiście zaszczutym, nad którymi zwykle króluje martwa cisza.

Mówili, że został ksiądz buntownikiem, wygnańcem – ale co to za bunt, przytulić się do przychylnych władzy funkcjonariuszy mediów, najemników bezosobowego hegemona – współczesnego cezara bałwochwalcy? Co to za wygnanie, iść tam, gdzie czekają świeżo uplecione laury?

Mówili, że media udzieliły wsparcia szykanowanemu duchownemu, że wyciągnęły pomocną dłoń – a one tylko zwyczajowo dotarły ze swą fałszywą troską tam, gdzie zwęszyły ognisko korozji, wewnętrzny konflikt w Kościele, który można cynicznie eksploatować.

Mówili, że stanął ksiądz po stronie wolności słowa, przeciwko skostniałej hierarchii, a to też nieporozumienie. Po stronie jakiej wolności? Co mają wspólnego z wolnością dyktat i monopolistyczne zapędy liberalnych mediów? Dziś wolność słowa zaczyna się dokładnie tam, gdzie kończą się ich wpływy, ich jednorodny przekaz.

Mówili wreszcie, że ksiądz Lemański wciągnął media do rozgrywki z przełożonymi – ale to przecenianie możliwości jednostki. To media do swej gry wciągnęły księdza i wygłaszane przez niego opinie, a on, może i w dobrej wierze, ochoczo odegrał w tym teatrzyku, w tej podstawionej rzeczywistości wyznaczoną mu rolę ziarna wśród plew.

Zamieszanie to można naprawić. Postawione na głowie wizje wystarczy obrócić o 180 stopni, lewitujące w chmurach nogi postawić na ziemi i wtedy medialny przekaz zacznie zgadzać się z rzeczywistością.

Prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy, jak zaangażowany w dialog z judaizmem, moralizujący ksiądz Lemański ocenia antykatolickie fobie jego „grup wsparcia”: Gazety Wyborczej czy Newsweeka – bazujące na mitach, stereotypach, ludowych kompleksach i głupocie najbardziej upośledzonych środowisk, mało się różniące od wulgarnego antysemityzmu czy rasizmu. Po prostu nie będzie zdolny do podjęcia tego tematu.

Jednocześnie wolno mieć nadzieję, że przez medialny szum przebije się w jakiś sposób głębsza, wartościowa warstwa przekazu księdza Lemańskiego, pewne trafne wnioski z obserwacji niedoskonałości własnego środowiska, a przede wszystkim afirmacja bytu pozytywnego, sama w sobie pozytywnie sprzeczna z doktrynami, które konstytuują współczesny europejski nieład. Wolno też mieć nadzieję, że jeżeli zgodnie z zapowiedzią będzie ksiądz czekał przy progu domu Ojca na zniechęconych, to oni dojdą tam pomimo zamętu i niezgody.

Miłosz Szuba

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *