Gra o tron

I choć wielotysięczne manifestacje w Prisztinie, brutalnie tłumione przez policję (z udziałem polskiego kontyngentu sił bezpieczeństwa) odbywają się zarówno pod hasłami ekonomicznymi, jak i etnicznymi – to obserwatorzy są zgodni, że chodzi po prostu o wewnętrzną rozgrywkę o władzę między głównymi albańskimi ugrupowaniami.

Za destabilizację Kosowa odpowiada po raz kolejny już w ciągu ostatnich ośmiu lat ugrupowanie Vetëvendosje („Samostanowienie”), opowiadające się za usunięciem pozostałości międzynarodowej kontroli nad samozwańczą niegdyś republiką, a także za „unarodowieniem środków produkcji”– w tym także przez ostateczne pozbawienie Kosowskiej Agencji Własności (instytucji o ciągłości z czasów serbskich) uprawnień w zakresie zarządu nad majątkiem publicznym, w tym zwłaszcza kopalniami. Podburzono więc górników z kombinatu Trepča, który został wyłączony spod działania kosowskiej ustawy o przedsiębiorstwach i nie został skierowany do nacjonalizacji, obiecywanej jeszcze miesiąc temu przez nowego premiera Isa Mustafę. Na ulice wyszło kilkanaście tysięcy zwolenników „Samostanowienia” popierając strajk ok. 400 górników protestujących przeciw restrukturyzacji zakładów i spodziewanemu zamknięciu części kopalń. Zaatakowano gmachy publiczne, w ciągu dwóch dni ok. 170 osób (w tym 60 policjantów) zostało rannych – a na konflikt socjalny nałożyły się tradycyjne spory albańsko-serbskie.

Grupa Albańczyków uniemożliwiła serbskim pielgrzymom udział w uroczystościach prawosławnego Bożego Narodzenia w monasterze w Djakovicy. Przedstawiciel serbskiej mniejszości w rządzie republiki, Aleksander Jablanowicz określił atakujących jako „dzikusów”, co zostało wykorzystane do postawienia mu zarzutu „zaprzeczania zbrodniom serbskim” no i rzecz jasna „obrazy narodu albańskiego”. Minister przeprosił, ale „Samostanowienie” zażądało jego dymisji, włączając ten postulat do haseł protestujących. Premier I. Mustafa, lider Demokratycznej Ligi Kosowa oskarżył opozycję o chęć obalenia rządu, co potwierdził wprost w jednym z wystąpień podczas protestów Fatmir Limaj z nacjonalistycznej Inicjatywy dla Kosowa. Sytuacji nie poprawiło rozdmuchane przez „Samostanowienie” półgodzinne (sic!) zatrzymanie mera Prisztiny, Albina Kurti.

Konfrontacja będzie więc kontynuowana, na środowym (28.01.15) posiedzeniu rząd nazwał bowiem manifestacje „atakiem na praworządność, atakiem na najwyższe wartości demokratyczne i na niezależność instytucji publicznych” i wyraził pełne poparcie dla działań organów bezpieczeństwa. Oświadczenie premiera I. Mustafy zakreśliło m.in. granice wolności mediów i odwołało się do wcześniejszych, negatywnych doświadczeń Kosowa z nadużywaniem prawa do wyrażania społecznego niezadowolenia. Szef rządu zapewnił, że wszelkie sporne kwestie podnoszone przez opozycję i manifestantów – są możliwe do rozwiązania na gruncie obowiązującego prawa, ale pełnym jego poszanowaniu przede wszystkim przez organizatorów protestów i strajkujących.

Kosowo czeka więc kolejna próba sił, a obserwatorzy nie mają złudzeń. – To pretekst do obalenia rządu – uważa Jacek Gallant, lubelski dziennikarz mieszkający w Prisztinie. Sytuacja może się pogorszyć bardzo gwałtownie także ze względu na brak profesjonalizmu miejscowych sił porządkowych, a udział w akcjach funkcjonariuszy EULEX-u (Misji Praworządności UE) również nie wydaje się być stabilizującym rozwiązaniem – skoro żądania „Samostanowienia” skierowane są również przeciw międzynarodowej obecności w Kosowie. Budynki EULEX-u już zostały obrzucone kamieniami podczas jednego z protestów, a cudzoziemcy zaczynają być dla opozycji wrogiem na równi z rządem – i Serbami.

Co ciekawe, zachodnie, a zwłaszcza amerykańskie media, relacjonując zajścia w Prisztinie skupiają się wyłącznie na etnicznym charakterze zajść, winą obciążając… miejscowych Serbów i ich odmowę „przyznania się do zbrodni wojennych na Albańczykach”. Wątek ekonomiczny, w tym sporną również w relacjach z UE kwestię nacjonalizacji majątku – zupełnie się w tych enuncjacjach pomija… Tymczasem nakładanie się problematyki socjalnej z narodową staje się coraz bardziej typowe zarówno dla Kosowa, jak i innych punktów zapalnych w Europie Środkowo- i Południowo-Wschodniej. I to dopiero daje pełen obraz nowego kotła bałkańskiego, od którego już raz przecież, 100 lat temu, rozpoczął się pożar światowy. Skądinąd ciekawym pozostaje zaś – czy wobec tonu amerykańskiej propagandy, usunięcie z Kosowa pozostałości nadzoru europejskiego oraz uchwycenie całości własności gospodarczej przez władze państwa całkowicie uzależnionego od USA – nie pozostaje elementem konsekwentnie realizowanego planu politycznego Waszyngtonu dla Bałkanów. Tym bardziej, że zmiany organizacyjno-polityczno i ekonomiczne mogą też czekać wkrótce drugi „lądowy lotniskowiec” Ameryki w tym rejonie świata – czyi Bośnię i Hercegowinę, której czas w obecnym kształcie prawno-ustrojowym wydaje się dobiegać końca.

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *