Grzegorz XVI i „Cum primum”, czyli Rzym przeciwko romantycznemu insurekcjonizmowi

Cum primumum w Polsce, szczególnie w historiografii PRL, zostało zmitologizowane jako dokument potępiający polskie powstanie wyłącznie z powodu politycznie reakcyjnego nastawienia papieży w okresie zaborów[1]. Jest przy tym rzeczą charakterystyczną, że pismo to zawsze omawiano zdawkowo, nie drukując jego pełnej (a przecież dosyć krótkiej) treści.

Nie chcemy tu negować, że dokument ten jest lojalistyczny, legitymistyczny i antypowstańczy. Bez wątpienia jest takim, jest skierowany przeciwko polskim insurekcjonistom, bowiem czytamy w nim, że „posłuszeństwo, które ze strony ludzi należy się ustanowionym od Pana Boga władzom, jest prawem bezwzględnym, któremu nikt, chyba, gdyby się zdarzyło, iż one coś boskiemu i Kościoła prawu przeciwnego rozkazują, sprzeciwiać się nie może”[2]. Dlatego też, zwracając się do polskich biskupów, Ojciec Święty pisze z zadowoleniem, że „te wasze prowincje, tylu i takimi rozruchami wzburzone, danymi nam było widzieć czym prędzej uspokojone i pod legalnej władzy posłuszeństwo zwrócone”[3].

Grzegorz XVI potępia sam akt powstania – fakt ten nie budzi wątpliwości – ale historiografia antykościelna starannie pomija uzasadnienie jakie papież podaje dla swojego stanowiska. Uważna lektura tego dokumentu pokazuje, że to nie argumentacja lojalistyczno-legitymistyczna stanowi główne przesłanie Cum primum, lecz polemika z herezją. A bardziej konkretnie, to polemika z herezją romantycznego i rewolucyjnego chrześcijaństwa negującego katolickiego pojęcie bytu i niezmienności dogmatów oraz doktryny Kościoła na rzecz płynnego stawania się i zmiany rozumienia katolicyzmu wraz z duchem czasu, wyrażanego przez wolę i poglądy rewolucyjnych masowych ruchów społecznych (Vox populis, vox Dei), a nie przez hierarchię Kościoła. W Cum primum Grzegorz XVI potępił więc tę samą romantyczną herezję głoszącą, że to lud Boży jest autentycznym Kościołem, która dwa lata później zostanie potępiona przez niego w Singulari vos. Tak się składa, że romantycy połączyli w jedno religijne nowatorstwo i koncepcję chrześcijaństwa jako historycznej i płynnej w swoim przesłaniu nauki z postulatami rewolucji politycznej (Francja) lub rewolucji politycznej i sprawy niepodległości (romantycy polscy, G. Mazzini), tworząc heterodoksyjną teologię polityczną nauczającą o prawie narodów do samostanowienia tak odnośnie posiadania własnego narodowego państwa (postulat niepodległości), samozarządzania ludu tymże państwem (demokracja) i decydowania o dogmatach, nauczaniu i ustroju Kościoła (Kościół jako lud Boży)[4].

Grzegorz XVI potępiając polskich powstańców, potępia całą tą romantyczną teologię polityczną, której jednym z elementów były nadwiślańskie wydarzenia lat 1830-31. W piśmie papieskim czytamy, że Powstanie Listopadowe zostało wywołane przez „sprawców, którzy pod pozorem religii w czasach naszych smutnych przeciwko legalnej książąt władzy głowę podnosząc, ojczyznę swoją, spod należnego posłuszeństwa się wyłamującą, bardzo ciężką żałobą okryli”[5]. Owi sprawcy nie zostali tu nazwani po imieniu, co jest pewną tradycją w dokumentach pontyfikalnych (wyjątek uczyniono tylko dla La Mennais’go, którego postrzegano jako arcykacerza), ale nie jest nam trudno się domyśleć, że chodzi tu o insurekcyjnych romantyków, którzy przeinaczali katolicyzm w doktrynę rewolucyjną wobec wszelkiego porządku, negowali racjonalny charakter teologii i zastępowali hierarchię, dogmaty i prawo kanoniczne odruchami serca pod które każdy mógł wstawić takie subiektywistyczne treści, na jakie tylko miał ochotę.

Tezę tę dowodzi dalszy ciąg tekstu Cum primum, gdzie Grzegorz XVI zwraca się do hierarchów polskich aby wykazywali czujność, ale bynajmniej nie nakazując im zwalczać idee powstańcze, ale błędy religijne teologii politycznej Romantyzmu tak, „by podstępni ludzie i nowinek szerzyciele błędnych nauk i fałszywych dogmatów wśród wiernych waszych dalej nie głosili (…). Tych fałszywych nauczycieli podstępność, dla dobra i pouczenia wiernych Chrystusowych, winna zaiste w jasnych słowach być wykrywaną, a zdań ich fałsz wyrokami i niezbitymi zasadami Pisma św., jak i świętej i poważnej Kościoła tradycji, pewnymi dowodami w silny sposób winna być zbijaną”[6].

Myśl polityczna Grzegorza XVI jest więc głęboko tradycjonalistyczna tak religijnie jak i politycznie. Papież głosi sojusz Tronu i Ołtarza. Jego nauczanie skierowane jest także przeciwko religijnemu nowinkarstwu romantycznemu, które może służyć za doktrynalną legitymizację działań rewolucyjnych. Jest to papież, którego pisma skierowane są w znacznej części przeciwko nieortodoksji teologiczno-politycznej wewnątrz Kościoła, czynionej przez ludzi mieniących się katolikami (La Mennais, Mazzini, romantycy polscy), a których celem jest negacja tradycyjnego nauczania Kościoła odnośnie spraw politycznych i społecznych; negacja Tradycji katolickiej w imię subiektywnie odczytywanej Litery biblijnej. To nic innego jak tradycyjna potrydencka teologia głoszona w XIX stuleciu i dopasowana do faktu, że rewolucja nie miała wtedy charakteru religijnego (jak w XVI wieku), lecz polityczny.

Adam Wielomski

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Grzegorz XVI i „Cum primum”, czyli Rzym przeciwko romantycznemu insurekcjonizmowi”

  1. Hughes Felicité Robert de Lamennais. No i „vox populi”. ja wiem, że nawet tradsi mają problem z łaciną. A obecna reforma sprawi, że już nikt w Polsce tego języka nie pozna… A to jest „język serca”. Pamiętacie księdza Nossola?

  2. Pisownię nazwiska w pewnym momencie sam zmienił. Wczesne prace są La Mennais, póżne Lamennais. Obie są więc poprawne.

  3. „gdzie Grzegorz XVI zwraca się do hierarchów polskich aby wykazywali czujność, ale bynajmniej nie nakazując im zwalczać idee powstańcze, ale błędy religijne teologii politycznej Romantyzmu „. Jeśli Cum primumum było antypowstańcze, to należy zwalczać idee, które ze sobą powstanie niosło. Błędy religijne teologii politycznej to też idee. Jakich idei powstańczych Grzegorz XVI nie nakazywał zwalczać ? Krytykowane przez Grzegorza XVI idee dziś są gloryfikowane . Dlaczego Watykan ich dziś nie krytykuje ?

  4. @malok: Tzw. realizm (w swej nieomylności i niezmiennosci, oczywizda) podpowiada, że z pewnymi ideami czasem jest po drodze, a czasem nie. A więc w XIX w. prawdopodobnie było nie po drodze z romantyzmem, i dlatego mówiono, że tak było nieomylnie/od-zawsze/na-zawsze. Teraz z romantyzmem jest już, być może nie-nie-po-drodze (albo przynajmniej istnieją gorsze problemy), albo moze nawet po drodze, ewentualnie, Kosciół i romantycy maja wspólnych wrogów, dlatego odwieczna troska o prawdę nakazuje mówić, że tak było nieomylnie/od-zawsze/na-zawsze. Tomizm sie kłania, Panie Maloku, i realizm Doktora Anielskiego, :-). A kto uważa inaczej, ten, po prostu, neguje dogmaty i jest heretykiem.

  5. Ad malok: Pan Kozaczewski przesadza w retoryce, niemniej w wyniku pochodu nacjonalizmu w XIX wieku zaistniało państwo, a z nim polityczna lojalność, oparta o etnos, której istotną częścią jest tzw. 'niepodległość’. Po pierwsze nie przeszkadza ona jako taka realizacji misji Kościoła, a w krajach katolickich może w niej pomagać, a po drugie jest lepsza od lewackiego kosmopolityzmu. Zdrowszej niż narodowe patriotyzmy alternatywy na razie nie widać (czyli imperializmu prawicowego).

  6. @Executor: Moim zdaniem, taka alternatywa klaruje się: cos jakby „agnostyczny totalitaryzm imperialny”: „rzymskie cnoty republikańskie” plus „naga siła” plus oparcie Systemu na czymś innym, niż lichwa. Europa pomału zaczyna iść w tym kierunku. Kościół, po reformach-reform BXVI, może „dać się wkomponowac” w ten framework.

  7. @Piotr.Kozaczewski- p.Wielomski napisał ” bynajmniej nie nakazując im zwalczać idee powstańcze” . Czy z „Cum primum” wynika, że idei powstańczych nie należy zwalczać ? Jeśli tak , to jakie to idee? Jeśli przejawem realizmu tomistycznego, a może Pańskiego , bo interpretacja nie zawsze idzie w parze z źródłem, jest , że zło nazywamy dobrem, tylko dlatego, że nam jest po drodze , to mogę być heretykiem przeciwstawiając się takiemu realizmowi. Co innego akceptować zło w pokorze w obronie przed większym złem, nie zapominając, że to zło i takim nazywać, co innego nazywać białe czarnym.

  8. @Executor- „Zdrowszej niż narodowe patriotyzmy alternatywy na razie nie widać” jeśli narodowy patriotyzm ubóstwiając etnos łamię 1 zasadę Dekalogu , a kosmopolityzm neguje tą zasadę szatańską jednością, to obie idee pachną siarką i w chrześcijański sposób trzeba je zwalczać. Patrioci nie mogą przestawiać kolejności Bóg,honor, ojczyzna.

  9. @malok: Toż ja sobie ironizuję z tego rodzaju oportunistycznego „realizmu”. Pisze Pan „Co innego akceptować zło w pokorze w obronie przed większym złem, nie zapominając, że to zło i takim nazywać, co innego nazywać białe czarnym. ” – gdybyż tylko tak było! Czasem od jawnego przeinaczania gorsze jest milczenie, nie wypowiadanie sie w sprawie zła. Kiedyś gromilismy je, a teraz milczymy, choc za zabranie głosu raczej nic by nie groziło. Wiec co jest do cholery? Takie cos wprowadza zamet w sumieniach, powoduje „zagubienie i zgorszenie maluczkich”… Ale wyluzowałem ostatnio w tych sprawach i Panu radze to samo… Nie oczekujmy zbyt wiele…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.