„Historia Roja”, czyli rozczarowanie improwizorką

Na własne życzenie

Po pierwsze: jak to miał być film z przesłaniem o żołnierzach wyklętych, to już sam bohater jest źle wybrany. „Rój”, że tak powiem – nie jest reprezentatywny dla powojennych „leśnych”. Jednak to byli głównie ci AK-owcy, którym represyjny system nowej władzy uniemożliwił powrót do normalnego życia, to oni dominowali w lasach. Byli tam bardziej z konieczności, niż z powodów ideologicznych i aczkolwiek tych lekceważyć nie można, to pierwotna była konieczność, a nie ideologia. Dziemieszkiewicz wraz z braćmi był związany z NSZ i odpowiednie ukształtowany ideologicznie. Z Niemcami nie walczył, nie bo był za młody, jak tu sugerują koledzy (w 1944 miał 19 lat), tylko dlatego, że należał do formacji, która we współpracy z Niemcami widziała rozwiązanie dla zagrożenia komunistycznego. Do lasu poszedł nie dlatego, że mu komuniści zagrażali, czy uniemożliwiali normalny byt, tylko dlatego, że zdezerterował z LWP z powodów ideologicznych (wiosną 1945 r.) i z tych powodów wstąpił do konspiracji NSZ i oddziału leśnego. Brata sowieccy żołnierze zabili mu potem (jesień 1945 r.). Na pewno zwiększyło to jego determinację, ale nie było motywem pierwotnym. Reasumując: zideologizowani NSZ-towcy nie byli reprezentatywni dla „leśnych”, zwłaszcza w latach 1945-47, ani nie odzwierciedlali ich największych dylematów i uwikłania w las, jakie im zafundował represyjny system komunistyczny. NSZ-towcy byli tam niejako na własne życzenie. To fundamentalna różnica.

Droga donikąd

Po drugie: kompletnie błędne przesłanie, zacytuję reżysera: „Jakie jest zasadnicze przesłanie filmu? ….Jest to postać legendarna, lecz żywa, autentyczna, za pośrednictwem, której uda mi się – jak sądzę – skomunikować z młodymi Polakami, którym dziś bardzo brakuje takich właśnie postaci. Sądzę, że dzięki osobie „Roja”, jego burzliwemu życiu i przez niecodzienną konwencję, jaką zaproponuję, film będzie niezwykle atrakcyjny. Może on odkryć dla młodych Polaków jakiś wzorzec możliwych i wartych zaakceptowania postaw. Chciałbym, aby film nie edukował młodych ludzi na siłę, ale raczej by widzowie poczuli smak autentycznej polskiej tradycji historycznej utraconej niestety przez kilka powojennych pokoleń”. Tyle reżyser. To ja się pytam, jaki „wzorzec możliwych i wartych zaakceptowania postaw”? Z perspektywy 70 lat chyba widać, że to była postawa prowadząca donikąd. Czy tych 12 zabitych ubowców, milicjantów, żołnierzy i jakieś 20 komunizujących cywili (z których połowa to nie bardzo wiadomo czy nie bardziej chodziło o zwykły rabunek), jakie są w miarę udokumentowane na konto „Roja”, to jakaś wartość i wzorzec, działanie, które do czegoś pozytywnego doprowadziło? A co z tymi napadami, wymuszeniami – ich oczywiście nie było, a rabunek kasy w Nasielsku to była uzasadniona patriotycznie akcja zaopatrzeniowa? A całkowite oderwanie od zaplecza społecznego, strach i terror? Tego nie było? Wszyscy Polacy ulegli komunie (w najlepszym razie niewdzięczne mięczaki, a już ta narzeczona to…) i tylko oni jedyni wierni ojczyźnie antykomuniści nie mając wyjścia oddali życie na ołtarzu niepodległości? To jakiś bełkot i propaganda na poziomie historycznej aberracji. Prawda jest taka, że pewna i niewielka grupa autentycznych polskich patriotów o prawicowej orientacji poprzez nadmierną, skrajną ideologizację poszła drogą, która doprowadziła do ich całkowitej anihilacji (tak jak wielu komunistów poprowadziła drogą zbrodni i zdrady). I że w tych okolicznościach politycznych militarnych i społecznych, jakie były w 1945 była to droga błędna. Tym bardziej błędna w przypadku „Roja”, że z wyboru, a nie z przymusu. Przesłanie takiego filmu dla młodego widza mogło być różne np.: to, że walka zbrojna jest narzędziem o tyle, o ile prowadzi do pożądanego skutku, a nie oczywistym i jedynym wyborem prawdziwego patrioty, że patriotyzm ma różne oblicza, że życie, praca, odbudowa, nauka nawet w tak ekstremalnych warunkach może być lepszym wyborem niż ganianie po lasach i strzelanie do rodaków – może zdrajców, a może tak jak oni uwikłanych w historię, tyle, że po drugiej stronie. Że antykomunizm nie równa się z automatu patriota i nie usprawiedliwia złych wyborów. Że skrajna ideologizacja zaślepia i prowadzi do strasznych podziałów społecznych ciągnących się przez pokolenia itd. Do wyboru do koloru, tylko nie to, co zaprezentowano. Reasumując: w warstwie przesłania: kompletna lipa. Z zażenowaniem stwierdzam, że propagandowy gniot Wajdy pt: „Popiół i diament” bije ten film na potęgę, mimo wolności i 70 lat kulturowego i historycznego doświadczenia.

Nie umniejszać przeciwników

Po trzecie: obraz ubeków i komunistów i Polski powojennej. Reżyserowi chyba się naprawdę coś pomyliło. W jego wizji ubecy to prymitywni oprawcy. Jak to się stało w takim razie, że te prymitywy tak sprawnie zdemontowały polskie podziemie? Jak te prymitywy 25.06.1948 r. zlokalizowały bunkry grupy sztabowej Okręgu Warszawskiego NZW kryptonim „Mazowsze” dowodzonej przez por. Józefa Kozłowskiego „Lasa”, rozbiły oddział, wzięły dowódcę do niewoli i co ciekawe przejęły całe archiwum okręgu NZW? Potem „Rój” i ocalali byli grupkami uciekających desperatów, a nie jakąś organizacją. Głupie prymitywy tak ich załatwiły? A może jednak lepiej było ubeków przedstawić tak jak było, że oprócz durnych oprawców byli tam też ludzie niezwykle sprawni intelektualnie, o makiawelicznym umyśle i zdolnościach. Że byli niezwykle trudnym, przeciwnikiem dysponującym potężnymi narzędziami pracy operacyjnej i wojskowej. A co z tą zniszczoną wojną Polska z umęczonymi ludźmi rozpaczliwe pragnącymi odrobiny stabilizacji, normalności, bezpieczeństwa, gdzie oni są? W tle „Roja” bardzo koślawy obraz rzeczywistości, który zupełnie nie wyjaśnia złożonej sytuacji, okoliczności.

Kwestie artystyczne

To oczywiście kwestia gustu, ale siermięga techniczna polskiego filmu razi, specyficzna maniera gry przeszkadza… i to filmowanie à la Spielberg tyle, że wychodzi jak delirka operatora. O scenografię już się nie będę czepiał, bo jest kilku lepszych specjalistów… ale GAZ 69 mnie powalił (tak na marginesie zachował się spis uzbrojenia jednego z patroli „Roja”, są też zdjęcia).

Zobaczyć film trzeba, ale nie jest to przyjemne doświadczenie. I jak tak mają być poruszane przez filmowców trudne tematy z naszej historii, to może lepiej ich nie podejmować. To są tematy na wybitne dzieła, nie na niskobudżetową (im)prowizorkę.

Zbigniew Szymański

Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji

(karo)

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “„Historia Roja”, czyli rozczarowanie improwizorką”

  1. Na filmie byłem i jest wiele racji w tym co autor pisze. Także uważam jak autor, że film zobaczyć trzeba, a nawet że jest to obowiązek! Po prostu chodzi o to by film zarobił, by nie dać oponentom argumentu, że takie kino jest nie potrzebne. Inaczej dalej będziemy skazani na (gn)IDY itp.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *