Historyk na usługach polityki

Jednym z bardzo charakterystycznych zjawisk, jakie obserwujemy po 1989 roku jest gwałtowna wolta w poglądach wielu historyków. Niektórzy z nich robią to subtelnie, inni mniej. To przystosowanie się do nowej sytuacji politycznej przybiera jednak w przeważającej mierze formy groteskowe.

Przypadek nieżyjącego już prof. Pawła Wieczorkiewicza jest znany i był już opisywany. Jego droga od ortodoksyjnego członka PZPR do zajadłego demaskatora „komuny” i „Sowietów” mogłaby posłużyć jako materiał na jakieś studium psychologii człowieka. Ale ponieważ obowiązuje chyba nadal reguła, że o zmarłych dobrze lub w ogóle – tym razem nie zajmiemy się roztrząsaniem tego przypadku. Mam przed sobą książkę prof. Władysława Zajewskiego pt. „Europejskie konflikty dyplomatyczne. Wiek XIX”, wydaną przez ARCANA. W wydawnictwie tym kierunki historycznej narracji wyznacza prof. Andrzej Nowak, historyk, jak już pisałem kilka razy, wybitny, ale politycznie zaangażowany po uszy po stronie romantyczno-rusofobicznej. Taki jest zresztą ton większości tzw. establishmentu i większości mediów. Historyków, którzy by się temu przeciwstawiali jest jak na lekarstwo.

Kiedy zobaczyłem tytuł i autora, sięgnąłem po tę publikację chętnie, pamiętając jeszcze z okresu tuż po studiach inną książkę Władysława Zajewskiego pt. „W kręgu Napoleona i rewolucji europejskich 1830-1831” (Warszawa 1984). Pamiętałem bardzo dobrze wyważony ton narracji autora, realistyczną ocenę epoki napoleońskiej i okresu Królestwa Polskiego, czy powstania listopadowego. Już jednak po kilku minutach lektury obecnego dzieła zorientowałem się, że coś tu nie jest tak. Moją uwagę przykuł artykuł o Kongresie Wiedeńskim. W obu książkach ma on ten sam tytuł, ale ten z wydania z 1984 roku jest znacznie obszerniejszy. Zacząłem porównywać treść i szybko okazało się, że autor diametralnie zmienił oceny, o 180 stopni. Niektóre cytaty, które mu pasowały do nowej wizji dziejów – zostawił, ale większość usunął. Za to wprowadził nowe, bardziej pasujące do obecnie obowiązującej konwencji. Przyjrzyjmy się tym zmianom.

W wydaniu z 1984 roku prof. Zajewski opisując wyniki Kongresu Wiedeńskiego wyraźnie zgadza się z oceną ks. Adama Czartoryskiego, który w liście pisanym w Wiedniu 29 maja 1815 pisał: „Osiągnęliśmy pomyślne wyniki na przekór tysiącznym przeszkodom stawianym w znacznej mierze przez niechęć i obojętność tych wszystkich, którzy posiadali głos w tej sprawie. Ocalił nas cesarz Aleksander dzięki swej stanowczości i wytrwałości. Uporczywie stawiano przed nim alternatywę: Polski niepodległej lub totalnie podzielonej wraz ze zniszczeniem narodo­wej egzystencji. Tę ostatnią ewentualność łatwo było przyjąć cesarzowi Rosji i pozyskałby satysfakcję wszystkich rządów. Jego odpowiedź brzmiała, iż nie może przystać na żadną ekstremalną propozycje. Po bardzo gorzkich dyskusjach rzecz zakończono ugoda na rozwiązanie kompromisowe, które dokonało się jeszcze przed ich rozpoczęciem. Traktaty odnoszące się do Pol­ski zostaną rychło ogłoszone. Nie wnikając zbyt głębo­ko, powiem, Milordzie, iż znajdziecie tam dobro i zło. Najgorsze dla nas jest utrzymanie podziałów i przynależności do różnych zwierz­chności. Jednakże, ogólnie rzecz biorąc, nasza sytuacja stała się lepsza”.

W wydaniu obecnym cytat  ten jest zachowany, ale znacząco skrócony, wycięto fragment mówiący uporze Aleksandra podczas negocjacji. Autor osłabił także swoją opinię z 1984 roku, kiedy cytując list Czartoryskiego uznał jego ocenę „za umiarkowaną w tonie i rozsądną”. W wydaniu obecnym ta opinia Czartoryskiego jest już tylko „znacząca”.

Ale to tylko wstęp. W wydaniu obecnym Zajewski pomija te fragmenty, w których pozytywnie odnosił się do polityki Aleksandra. Najbardziej charakterystyczny jest następujący fragment z wydania z 1984 roku: „Zarzuty pod adresem „najchytrzejszego z Greków” [czyli Aleksandra I – JE] pojawiały się w naszej historio­grafii dopiero po upadku powstania listopadowego. Wówczas cała plejada wybitnych i mniej wybitnych pisarzy emigracyjnych z Maurycym Mochnackim na czele uznało, iż Aleksander od początku, lecz konsek­wentnie, zmierzał do „stopniowego zwijania ustawy konstytucyjnej, stopniowego zamieniania Królestwa Kongresowego na część integralną Moskwy”. Zapom­niano, bo było to już niewygodne, że sejm majowo-czerwcowy 1830 r. uchwalił był budowę pomnika na cześć Aleksandra I w dowód uznania jego zasług w po­wołaniu do bytu Królestwa Polskiego”.

Tej opinii, jednoznacznie polemicznej w stosunku do polskich autorów „wybitnych i mniej wybitnych”, w nowym wydaniu już nie przeczytamy. A co znajdziemy nowego? Zamiast wyważonej oceny sprzed lat manifest ideologiczny: „Rozczarowanie zdecydowanie się pogłębiło w opinii publicznej, gdy się okazało, że konstytucja Królestwa Polskiego z 1815 r. staje się kartką bez pokrycia, systematycznie łamaną, cenzura faktem zalegalizowanym wbrew konstytucji, a uwięzienie obywatela możliwe bez nakazu sądowego, budżet arbitralnie stanowiony bez aprobaty sejmu, zaś policja tajna cieszyła się bezkarnością. Po sejmach 1818 i 1820 r. prysnęło już złudzenie, że Aleksander zdecyduje się na przyłączenie prowincji zabranych do Królestwa Polskiego”.

I na koniec: „Barierą, o którą rozbiła się polityka „pojednania” Aleksandra I, okazał się, już po jego śmierci, zryw powstańczy młodego pokolenia podjęty w Noc Listopadową 1830 r. Pokolenie to odrzuciło podział terytorialny ziem polskich dokonany w Wiedniu. Zgodny też był głos potępienia kongresu wiedeńskiego już po upadku powstania w 1831 r. na emigracji: „Kongres wiedeński był czynem, nie prawem, zbrodnią, a nie sprawiedliwością najsromotniejszym ujarzmieniem naszej wolności i niepodległości” – pisała emigracyjna „Nowa Polska” w 1833 r. (…) Odpowiedzią na te poczynania Rosji były dwie insurekcje 1830 i 1863 r. Dwa pokolenia Polaków z bronią w ręku odrzuciły decyzje wiedeńskie. Czy to klęska, brak poczucia rzeczywistości, czy brak realizmu politycznego? Nie, to był nieunikniona cena drogi do niepodległości”.

Tak oto ten sam historyk prezentuje w tej samej publikacji dwie różne oceny tego samego wydarzenia. W pierwszej, z początku lat 80. XX wieku, uznaje rok 1815 za mimo wszystko sukces sprawy polskiej. Alternatywą dla takich rozstrzygnięć było całkowite wymazanie imienia Polski z mapy Europy. Ten sukces Polska osiąga wyłącznie dzięki twardej postawie Aleksandra I, entuzjastycznie popieranego przez większość Polaków. Car jest altruistą, może naiwnym, ale jego intencje wobec Polski i Polaków są szczere. Krytycy Aleksandra I sformułowali swoje zarzuty pod jego adresem już po 1831 roku, na emigracji, bo chcieli uzasadnić swój szalony czyn, jakim było powstanie zakończone klęską i utratą zdobyczy 1815 roku.

W trzydzieści lat później Władysław Zajewski przedstawia czytelnikom zupełnie inną wizję: Kongres Wiedeński był kolejnym rozbiorem Polski, na który naród polski, a zwłaszcza młode pokolenie, nigdy się nie zgodził. Polityka Rosji, fałszywego „pojednania”, rozbiła się o polskie pragnienia wolnościowe. Klęski powstańcze były ceną, którą należało zapłacić, by odzyskać niepodległość.

Pytanie jakie ciśnie się na usta po przeczytaniu obu tekstów brzmi – kiedy autor pisał naprawdę to, co myśli? Czy w latach 80. XX wieku, czy teraz? Co sprawiło, że w ciągu tych lat zmienił swoje opinie i oceny o 180 stopni? Czy jest to rezultat przemyśleń i dotarcia do nowych źródeł, czy też raczej swego rodzaju oportunizmu, obawy przed zarzutem wysługiwania się władzom PRL, które szukały analogii do czasów Królestwa Polskiego z lat 1815-1830? A może chodzi o obawę przed znalezieniem się na marginesie, o chęć pozostania w głównym nurcie? Dobrze wiadomo, czego od historyków w Polsce wymaga tzw. polityka historyczna. Tego, jakie były intencje prof. Zajewskiego pewnie się nie dowiemy, bo nam tego nie wyjaśnił, wydawca zresztą także.

Można zadać pytanie – dlaczego dla prof. Andrzeja Nowaka tak ważne było sformułowanie przez prof. Władysława Zajewskiego „nowej” opinii o okresie 1815-1830? Dlaczego zależało mu na zdyskredytowaniu polityki Aleksandra I? To proste – bo w wizji historii, jaką lansuje, nie ma miejsca na wątpliwości. Skoro Rosja jest przez cały wiek XIX głównym wrogiem Polski, to potrzebne jest całkowite zdezawuowanie właśnie cara Aleksandra I i postanowień Kongresu Wiedeńskiego. Potrzebne jest zniszczenie mitu Aleksandra jako przyjaciela Polski. Rok 1815 był przyjęty przez Polaków entuzjastycznie, państwo, które powstało, przywracało imię Królestwa (na co nie odważył się Napoleon), dostawało także znaczącą autonomię. Polscy statyści snuli plany powiększenia jego terytorium o ziemie zaborów pruskiego i austriackiego. Miał to być nasz Drang nach Westen, po prastare polskie ziemie. Potrzebny był, jak słusznie mawiał Ksawery Drucki-Lubecki, czas i fabryki broni. Wymagało to także realistycznej postawy wobec Rosji.

Królestwo Polskie osiągnęło w ciągu ledwie 15 lat zdumiewające postępy gospodarcze i społeczne. Słusznie pisał Zajewski w latach 80. XX wieku, że czarna propaganda przeciwko rzeczywistości panującej w Królestwie miała usprawiedliwić Noc Listopadową i wojnę z Rosją. W istocie były to zarzuty nieistotne z punktu widzenia globalnych interesów polskich. Racja stanu nakazywała zaciśnięcie zębów i podtrzymywanie przy życiu istnienia Królestwa Polskiego jak tylko długo się dało. Noc Listopadowa zapoczątkowała zjazd po równi pochyłej i likwidację sprawy polskiej w interesie Prus i Austrii. Dlatego właśnie przedstawicielom orientacji politycznej, jaką obecnie reprezentuje prof. Andrzej Nowak, zależy na usunięciu ostatniej przeszkody na drodze do integrystycznie rusofobicznej wizji dziejów – na  zniszczeniu mitu Aleksandra I. I prof. Władysław Zajewski, wbrew sowim poglądom sprzed lat, temu zapotrzebowaniu wyszedł naprzeciw.

To przykre, że wielu historyków po 1989 roku uznało swój wcześniejszy dorobek za „niesłuszny”, mimo że w wielu przypadkach był on godny uznania i zachował świeżość, aktualność i – co najważniejsze – obiektywizm. Jednak historycy ci ugięli się pod ideologicznym naciskiem, w myśl którego wszystko co powstało w PRL jest „komunistyczne”. Przyznajmy, że nie służy to dobrze opinii o tym zawodzie, która nie jest – jak dobrze wiemy – pochlebna.

Jan Engelgard

W. Zajewski, „W kręgu Napoleona i rewolucji europejskich 1830-1831”, Warszawa 1984, ss. 221-266.

W. Zajewski, „Europejskie konflikty dyplomatyczne. Wiek XIX”, Kraków 2012, ss. 108-121.

 Myśl Polska. Nr 39-40 (29.09-6.10.2013)

aw

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *