Koniuszewski: Neokonserwatyzm

Ten kierunek ideowo-polityczny, przeżywający apogeum swoich wpływów w Ameryce za prezydentury Busha juniora, już zszedł z frontowej linii, gdyż rządy tamtejszych Demokratów są, jakby bardziej pragmatyczne. Ale wciąż żyje i przynajmniej w politycznej narracji, w sposobie opisywania świata ma tam swoje ugruntowane miejsce. Neokonserwatystów zdemaskowano, jako byłych marksistów i to w dodatku w jego skrajnej wersji, bo trockizmu. Różnił się on w ogólności tym od zwycięskiego leninizmu – stalinizmu, że brał on Rosję za pretekst i narzędzie ustawicznej światowej rewolucji; nie zaś tak jak Stalin, który w istocie przeszedł na narodowe rosyjskie propozycje; ogłaszając, że taki kraj, jak Związek Radziecki może współistnieć z Zachodem. W ich pojęciu był on wielkim zdrajcą i odstępcą.

Trockiści stawiając te zarzuty w rzeczywistości mieli rację, spozierając na sprawę z punktu widzenia tej omnipotentnej ideologii, jednakże ich podejście kłóciło się z zasadami realpolitik, a Stalin był wyjątkowo praktyczny. Mieli oni w tym sensie doktrynalną słuszność, że każda utopia – a marksizm w swej zasadniczej warstwie – nią był, wymaga ciągle powtarzających się zbrojnych konwulsji, a przy okazji milionowych ofiar na masową skalę. Chroniczne paroksyzmy i szaleńcze mordy faktycznych, domniemanych i desygnowanych wrogów są zatem koniecznością.

Stalin, mimo że pozostał wielkim zbirem, jednak jakoś to wszystko starał się zracjonalizować, oczywiście na miarę tamtych demonicznych okoliczności! Tymczasem amerykańscy neokonserwatyści są szczególnie niespodziewaną, współczesną wersją marksizmu w zajadłym trockistowskim wydaniu. Zachowując więc w analizie właściwy styl narracji, marksowski warsztat oraz zestaw pojęć, wprowadzili nowe uwspółcześnione słownictwo.

Analiza jednak pozostała stara. Tak więc sugerują oni, iż w polityce istnieje opatrznie pojmowane dobro oraz zło. To pierwsze jest po ich stronie, popychając świat na modernizacyjne tory rozwoju, obiektywnie służąc dziejowym prawom postępu. Tylko w tym przypadku socjalistyczną wizję zastąpiła amerykańska odmiana parlamentaryzmu. Na czele walki o taki glob stoją teraz Stany Zjednoczone, posiadające z tego powodu – jak wykazują – moralne prawo definiowania światowej sytuacji i używania koniecznych środków, niezbędnych do realizacji nadrzędnego celu: raju na ziemi. USA muszą zatem zawsze i wszędzie interweniować, gdy tylko okaże się, że lansowany przez nich zestaw wartości nie jest praktykowany, a choćby tylko został zagrożony.

Oczywiście w pewnym zakresie, takie imperium jak współczesny Waszyngton, może swoje strategiczne cele skutecznie osiągać, posługując się w sam raz neokonserwatywną paplaniną. Ale ostrożnie i nic ponad miarę. Ta uaktualniona egzegeza marksizmu doprowadziła bowiem Stany do momentu, gdy na skutek wielobiegunowego oraz wielowątkowego zaangażowania w różne sprawy, niekoniecznie związane z rzeczywistymi amerykańskimi interesami, okazało się, iż król być może jest nawet nagi. Przeciwko Ameryce z wolna powstaje bowiem dość szeroka koalicja niezadowolonych. Dlatego właśnie pokój jest zagrożony.

Antoni Koniuszewski

Myśl Polska. Nr 39-40 (29.09.6.10.2013)

Specjalny numer Pro Fide, Rege et Lege poświęcony neokonserwatyzmowi możesz kupić tutaj.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *