Igrzyska i kawałek chleba

Analizując sytuację w Polsce na przełomie 2015 i 2016 r. należy zauważyć, że większość obserwatorów tak zewnętrznych, jak i wewnętrznych nadużywa terminu „kryzys polityczny” czy nawet „kryzys konstytucyjny”. Można bowiem mówić raczej o sporze większej części dotychczasowej klasy partyjnej wraz z bezpośrednim zapleczem, bez większego oddziaływania na szersze kręgi społeczeństwa. Te pozostają obojętne wobec nagłaśnianych przez media „problemów”, takich jak spór o kształt Trybunału Konstytucyjnego, organizację mediów publicznych, zasady powoływania i zwalniania urzędników państwowych.

Grupy trzymające władzę

Najnowsza historia Polski (zwanej w obecnej formie ustrojowej III Rzecząpospolitą) to okres następujących po sobie rządów partii wywodzących się z dawnej opozycji antykomunistycznej („Solidarności”) i następców części dawnego kierownictwa komunistycznego, które zdecydowało się na współpracę z Zachodem w zamian za uwłaszczenie na części majątku narodowego. W obecnej postaci do pierwszej grupy należą Prawo i Sprawiedliwość, czyli formacja odwołująca się do tradycji historycznej marszałka Józefa Piłsudskiego, fobii antyrosyjskich oraz ścisłego sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi oraz Platforma Obywatelska, część europejskiej chadecji, silnie związana z niemiecką CDU. Grupa post-komunistyczna, czyli Sojusz Lewicy Demokratycznej – w ostatnich wyborach występując razem z socjal-liberalnym Twoim Ruchem jako Zjednoczona Lewica – poniosła kolejną już z rzędu porażkę i znalazła się ostatecznie poza polskim Sejmem. Podkreślić trzeba, że w tej czy innej formie organizacyjnej – wszystkie te partie rządziły bądź współrządziły w Polsce w ostatnich 26 latach, zatem żaden z wiodących obecnie polskich polityków nie może powiedzieć, że nie jest współodpowiedzialny za obecny stan kraju, jego gospodarki i społeczeństwa.

Polacy narodem imigrantów ekonomicznych

Kiedy bowiem mówimy o kryzysie w Polsce – to przede wszystkim musimy zdać sobie sprawę z jego skali. Około 3 milionów dorosłych Polaków w wieku produkcyjnym opuściło kraj w poszukiwaniu pracy i osłon socjalnych, których nie zapewniają własne władze państwowe. Polacy odnaleźli się na rynkach pracy Wielkiej Brytanii, Norwegii, Holandii, Niemiec – i w przeciwieństwie do poprzednich fali emigracji nie mają zamiaru wracać do domu. Budują swoją przyszłość zagranicą, do czego zachęcają ich zresztą władze państw zachodnich widzące w imigrantach jedyną szansę na uratowanie własnych systemów emerytalnych, a preferujące (po cichu) bliższych kulturowo Polaków, Węgrów czy Litwinów, niż przybyszy z Bliskiego Wschodu i Afryki.

Specyficzną cechą polskiej gospodarki jest także jej całkowita niesamodzielność. Pozbawiona własnej produkcji, systemu bankowego, a także narodowych mediów – Polska pod względem ekonomicznym już jest częścią Niemiec, co zresztą tłumaczy czemu jeszcze gorzej nie zniosła kryzysu finansowego Unii Europejskiej. W praktyce jednak żadne gesty polityczne, nawet deklaracje rozluźnienia więzi z Berlinem, składane w kampanii wyborczej przez Prawo i Sprawiedliwość – nie mają większego znaczenia, wobec całkowitej zależności od Niemiec w sferze gospodarczej.

Dlaczego wygrało Prawo i Sprawiedliwość?

Wewnętrznie społeczeństwo polskie jest coraz bardziej rozwarstwione. Nieliczna grupa pracowników zachodnich korporacji („białych kołnierzyków”) oraz średniej i wyższej administracji państwowej (rozbudowywanej przez każdy kolejny rząd) zarabia drastycznie więcej od ogółu, dla którego zostały źle płatne czasowe umowy (bez prawa do emerytury) w hipermarketach czy call-center, które mogą zostać z dnia na dzień zwinięte przez swoich zachodnich właścicieli i przeniesione np. do Azji. Podsumowaniem tego stanu rzeczy jest smutny żart, że „średnia płaca krajowa to kwota, którą chciałoby zarabiać 80 proc. Polaków”. Jeśli dodamy do tego praktyczny brak szans na mieszkania (państwo nie buduje ich w ogóle, samorządy w znikomym procencie, jedyną szansą pozostają niedostępne dla ogółu i drogie kredyty mieszkaniowe) – uzyskujemy obraz frustracji społecznej, znacznie ważniejszej dla większości Polaków, niż polityczne awantury wąskiej grupy rządzącej.

To te zjawiska tłumaczą właśnie sukces wyborczy Prawa i Sprawiedliwości. Tym razem partia Jarosława Kaczyńskiego nie eksponowała haseł antyrosyjskich, bardzo wstrzemięźliwie wypowiadano się na temat sytuacji na Ukrainie. Ukryto nawet tak głośne w poprzednich kampaniach wyborczych hasła „zemsty za katastrofę smoleńską” (w której zginął ówczesny prezydent Lech Kaczyński, brat szefa PiS i 95 innych przedstawicieli polskich elit politycznych). Zapowiadano wprawdzie walkę z „układem” (przez który rozumie się w Polsce zmowę elit politycznych, prawnych i finansowych, zarówno post-komunistycznych, jak i solidarnościowych), ale starano się nie przestraszyć wyborców. Tych pozyskiwano raczej obietnicami – zasiłkiem 500 zł na dziecko, cofnięciem niepopularnych reform PO (jak przedłużenie czasu pracy przez podniesienie wieku emerytalnego i przymusowe wysłanie do szkół już 6-latków). Do idei sprawiedliwości społecznej odwoływały się też pomysły wprowadzenia nowych podatków – od aktywów bankowych oraz obrotów wielkich (w Polsce niemal wyłącznie zagranicznych) sieci handlowych. Dużo też jednak mówiono o zgodzie narodowej, o „obozie biało-czerwonym”, co przez wielu wyborców, zwłaszcza młodszego pokolenia okazało się argumentem decydującym, by nie bać się PiS i Jarosława Kaczyńskiego.

Mocniej złapać władzę… na chwilę

Po wyborach jednak, które w związku z klęską lewicy – dały PiS-owi samodzielną większość w Sejmie, jednak za małą, by doprowadzić do zmiany konstytucji i utrwalenia zdobytej władzy – rząd Beaty Szydło zmuszony był podjąć działania, by umocnić zdobyte przyczółki. To z kolei musiało wywołać konflikt zresztą elity władzy, co z kolei sprawiło wrażenie niedotrzymania wyborczego zobowiązania. Z drugiej jednak strony najbardziej zdecydowani wyborcy PiS nadal popierają politykę kierownictwa partii, widząc w niej element „sprawiedliwego rozliczenia z układem”. Należy jednak wyraźnie podkreślać, że najbardziej kontrowersyjne decyzje (sprawa Trybunału Konstytucyjnego, prawo pozwalające rządowi przejąć kontrolę nad mediami państwowymi – które w Polsce dotąd nie podlegały bezpośrednio rządowi) nie zmieniają w istotny sposób systemu politycznego w Polsce. To tylko kwestie taktyczne, które umacniają władzę PiS, z pewnością jednak nie pozwalają na ocenianie sytuacji w Polsce jako choćby podobnej do tej na Węgrzech, nie mówiąc Rosji czy Białorusi.

Przede wszystkim bowiem nienaruszone zostają fundamenty III Rzeczypospolitej: przynależność do Unii Europejskiej i NATO, „strategiczne partnerstwo” (czyli całkowita zależność) ze Stanami Zjednoczonymi, własność kapitału w rękach zachodnich korporacji, płaska skala podatkowa uprzywilejowująca najbogatszych (w tym oligarchów). Tego wszystkiego PiS nie rusza i w żaden sposób zmieniać nie zamierza. O ile więc politycy kłócą się o drugorzędne kwestie polityczne, zaś drobna grupa dotąd uprzywilejowanych próbuje bawić się w polski „plac Błotny” – to reszcie społeczeństwa ma wystarczyć 500 zł na drugie dziecko w rodzinie i kilka nic nie kosztujących zapowiedzi na przyszłość. Nie trudno więc się dziwić, że ci, którzy naprawdę mają wybór – Polacy zagranicą wcale nie palą się do powrotu i wręcz z niepokojem przyglądają się innym następstwom polityki rządu w Warszawie.

Groźba niestabilności europejskiej

Cena realizacji zapowiedzi PiS może być bowiem wysoka – o czym świadczą ostatnie wypowiedzi ministra spraw zagranicznych Witolda Waszczykowskiego. Zapowiedział on, że Polska może zgodzić się na redukcją osłon socjalnych dla Polaków mieszkających i pracujących w Wielkiej Brytanii w zamian za poparcie Londynu dla utworzenia na terytorium Polski stałych baz NATO. Innymi słowy – w zamian za wygnanie Polaków z Anglii i Szkocji – rząd ściągnie niebezpieczeństwo militarne na ich rodaków mieszkających w kraju, a właściwym celem i metodą działania rządu PiS okaże się agresywny militaryzm i dalsze poddawanie się woli Zachodu. To również wyraźnie odróżnia obecną politykę Warszawy od tej realizowanej w Budapeszcie czy w Mińsku.

Jak więc widać – rząd Polski gotów jest dla ugłaskania elit Zachodu poświęcić nawet własnych rodaków. Obecne protesty niektórych europejskich biurokratów można więc uznać raczej za rytuał. Z jednej strony uwiarygadnia on PiS w oczach patriotycznie nastawionych wyborców polskich. Z drugiej, stanowi dowód sympatii dla innej części grup rządzących w Polsce, czy obronę umniejszanych w bardzo niewielkim zresztą stopniu dochodów banków czy hipermarketów. Co do zasady jednak tak jak „kasyno zawsze wygrywa z graczem”, tak Zachód zawsze ma sposób, by utrzymać swą dominację nad Polską, a obecny rząd nie zrobi nic, by to realnie zmienić.

Reasumując, nie mamy do czynienia z pozytywnym zwrotem w polityce polskiej, mimo niektórych objawów, które skłaniają do takich ocen zwłaszcza zewnętrznych komentatorów. Różne mieliśmy w Polsce rządy w ostatnich 26 latach, obecny nie różni się od nich niczym poza może szybkością działania w sprawach ważnych dla wąskiej grupy sprawującej władze w państwie. Szerszych reform oczekiwać jednak nie można – a co gorsza można też wątpić, czy po rządach PiS zostanie w Polsce coś trwałego. Prawo i Sprawiedliwość nie ma większości konstytucyjnej i raczej nie ma też szans, by ją w obecnej kadencji Sejmu uzyskać. Partia Kaczyńskiego walczy raczej o możliwość nieskrępowanego sprawowania władzy przez 4 laty, nie reformę ustrojową, nie mówiąc o rzeczywistej poprawie sytuacji gospodarczej i geopolitycznej Polski. Nie znaczy to, że poczynań Warszawy nie należy bacznie obserwować, władze III RP mogą bowiem być czynnikiem destabilizującym Europę Środkowo-Wschodnią, zwłaszcza jeśli położenie ekonomiczne ulegnie pogorszeniu, wyborcy odczują rozczarowanie i zabraknie już tematów do wywoływania wewnętrznych sporów i odwracania uwagi Polaków. Do tego czasu jednak – będziemy mieli do czynienia tylko z igrzyskami, przy nieco tylko większym kawałku chleba rzuconym narodowi polskiemu.

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *