Problemy destalinizacji

Badacze najnowszej historii naszej części Europy, niezależnie od tego czy wychodzą z pozycji lewicowo-rewizjonistycznych (a więc wciąż dominujących w głównym nurcie intelektualnym Zachodu), czy antykomunistycznych (niepodległościowych) – zgadzają się przeważnie w jednym przynajmniej punkcie, a więc w pozytywnej ocenie destalinizacji jako zjawiska ideowego, jak i stanowiącego początek procesów geopolitycznych, zwieńczonych ostatecznie zwycięstwem Zachodu w Zimnej Wojnie oraz upadkiem Związku Sowieckiego.

Pozorny paradoks

Szczególnie w Polsce, dotkniętej w okresie stalinowskim wyjątkową dychotomią społeczeństwa i władzy, a zwłaszcza wyalienowanego z tradycji polskiej aparatu przymusu – nie wydaje się możliwe inne myślenie o epoce Stalina i jej zakończeniu. A jednak – zastanowienie się nad faktycznymi następstwami referatu Chruszczowa, jak i próba refleksji na temat jak inaczej mogła pobiec historia bloku wschodniego, gdyby Generalissimus pożył dłużej niż głupie 75 lat, mogą doprowadzić do wniosku, że w istocie Polakom znów wcale nie udało się wygrać losu na loterii.

Teza ta wydaje się tak całkowicie szokująca, że aż absurdalna. Wszyscy wszak wiemy, czym był stalinizm w Polsce: okresem władzy narzuconej (nawet w stosunku do części miejscowego ruchu komunistycznego), w dodatku wyjątkowo wręcz represyjnej. Przy całej specyfice komunizmu w naszym kraju – to właśnie w okresie stalinowskim podjęto próby naruszenia takich ostoi polskości jak Kościół katolicki i indywidualne rolnictwo. Krwawe sankcje stosowano nawet wobec osób i środowisk nie prowadzących czynnej działalności opozycyjnej (nie mówiąc już o próbach czynnego przeciwstawiania się władzy, zwłaszcza w początkowym okresie), a nawet członków własnego obozu. Zmianę tego stanu rzeczy wiążemy na gruncie polskim właśnie ze śmiercią Stalina, a następnie właściwą destalinizacją po XX Zjeździe KPZR, za której wyraz uważamy i polski Październik.

Kogo uratowała śmierć Stalina

Wizja ta wydaje się spójna i nawet dyskurs antykomunistów z „nawróconymi komunistami” i dziećmi stalinistów (rewizjonistami) nie narusza jej istoty, bo przecież ci drudzy również zgadzają się co do konieczności zmian (choć nieco inaczej od pierwszych okresowo widywali ich cel i kierunek, ostatecznie jednak przecież uznając „wyzwolenie Polski” za przydatny okres przejściowy na drodze do ostatecznego ukształtowania nowego człowieka w zglobalizowanym świecie), a nawet szli w ich forpoczcie. Warto jednak się zastanowić, czy śmierć Stalina faktycznie przyniosła Polsce korzystną zmianę – czy też raczej ją niemal uniemożliwiła, a w każdym razie bardzo poważnie opóźniła. Wszak Generalissimus odszedł u progu kolejnego wielkiego zwrotu – czystki, także o charakterze kadrowym, ale faktycznie mogącej stać się przesłanką znacznie poważniejszych przemian w obrębie całego bloku. Również w PRL-u pojawiły się na przełomie 1952/53 roku przesłanki osłabienia wpływów rządzącego dotąd triumwiratu Berman-Zambrowski-Minc oraz niemal jednolitego etnicznie kierownictwa aparatu bezpieczeństwa. Zgon Stalina przerwał ten proces, co pozwoliło prawdziwym stalinistom z Polski przegrupować się, przeformatować na reformatorów i w ostatecznym rozrachunku utrzymać władzę za plecami zdezorientowanego po wyjściu z zamknięcia Gomułki. Inny mógłby być przebieg zdarzeń, gdyby biegły one w PRL szybciej i np. Berman podzielił los Slansky’ego, choć z drugiej strony znając krótką pamięć naszych rodaków – można by sobie wyobrazić, że jako ofiara represji (gdyby przeżył) mógłby stać się dla naiwnych Polaków bohaterem na miarę „Wiesława” (w końcu udział w stalinizacji zapomniano choćby Zambrowskiemu, nie mówiąc o niższych rangą funkcjonariuszach). Tak czy siak jednak – paradoksalnie śmierć Stalina nie ułatwiła, tylko niemal uniemożliwiła odsunięcie od władzy kręgu znanego w Polsce jako nastajaszczy staliniści!

Podoba nam się współczesność?

Poważniejsze – także dla naszego kraju i narodu – były jednak systemowe konsekwencje najpierw zgaśnięcia Słoneczka Narodów, a następnie głośnego (choć niby nie-jawnego) potępienia „kultu jednostki” 24. i 25. lutego 1956 roku. Choć teoretycznie można podzielić je na wewnętrzne i geopolityczne, to w istocie wszystkie one długofalowo prowadziły do jednego – upadku Bloku Wschodniego, zdobycia światowej dominacji przez Stany Zjednoczone, a za ich pośrednictwem do faktycznej hegemonii jednej ideologii i nowej klasy finansowo-politycznej. I znowu – nawet cofając się przed ostatecznym nazwaniem tych finalnych efektów – rewizjoniści i antykomuniści pozostają zgodni przyznając, że były to procesy generalnie pozytywne. Pierwsi – uznając, że dały zwycięstwo globalizacji i postępowi triumfującemu nad wartościami tradycyjnymi, drudzy – doceniając sam fakt przegranej komunizmu jako systemu oraz zachwycając się przejściowym pojawieniem się pozornie niepodległych państw powstałych na gruzach upadłego Bloku.

Fundamentalne pytanie czy w interesie Polski faktycznie było zwycięstwo Zachodu w Zimnej Wojnie – powszechnie wydaje się dziś być retorycznym, co jednak po chwili namysłu nie powinno wydawać się już tak oczywiste. Przynajmniej nie dla tych, którzy zachowują krytyczny osąd otaczającej nas rzeczywistości polskiej, europejskiej i światowej. Obecna sytuacja nie jest bowiem jakimś wypadkiem przy pracy, niewłaściwe wybranym rozdrożem. Mamy do czynienia z konsekwencjami wyborów dokonywanych z pełną świadomością zakładanych celów. I choć za daleko idącym uogólnieniem byłoby zapewne dostrzeganie (bez jednoznacznych dowodów, a jedynie w oparciu o znaczące, ale jednak tylko poszlaki) w procesach zachodzących od 60 lat jakiegoś diabolicznego spisku, czy genialnego planu – to ślepotą byłoby też niedostrzeganie co faktycznie zapoczątkowała śmierć Stalina, a przypieczętował referat Chruszczowa.

Przekreślona jedność…

Stosunkowo najbardziej oczywiste są skutki geopolityczne. Polityka po XX Zjeździe doprowadziła w nader szybkim tempie do dekompozycji Bloku Wschodniego, w tym przede wszystkim zerwania więzi sowiecko-chińskiej i powstania trwałej dwutorowości polityki kolejnych państw komunistycznych, konfliktów między nimi, rozgrywanych przez rywali międzynarodowych, aż do pozyskania ChRL przez USA do rozgrywki antysowieckiej. Mieliśmy w istocie do czynienia z zakwestionowaniem dwublokowego podziału światowego, dającego mniej więcej równe szanse na zwycięstwo obu graczom. W istocie dopiero współcześnie pojawiła się szansa naprawy skutków rozłamu sowiecko-chińskiego w ramach obecnej współpracy rosyjsko-chińskiej i wspólnego dążenia do polipolaryzacji globu. Gdyby jednak nie dawny spór Moskwa-Pekin – można było uniknąć ładnych paru dekad utraty czasu i potencjału.

Równie poważne były następstwa oderwania od wspólnego pnia komunistycznych partii Zachodu, schodzących po ’56 coraz mocniej na manowce eurokomunizmu, a więc faktycznie rewizjonizmu i akceptacji zachodniej sytuacji geopolitycznej, a z czasem i ekonomiczno-społecznej. Zachodnia lewica, wyżywająca się jeszcze w latach 80-tych, choćby w wyglądających pozornie, dość poważnie ruchach antywojennych – okazała się ostatecznie martwą i pustą w środku, niezdolną do czynnego przeciwstawienia się amerykańskiemu imperialnemu militaryzmowi oraz wszechwładzy korporacyjnego kapitału. I było to właściwie logiczne – skoro komunizm sam przyznał się do przenikającego do samej istoty błędu, skoro sam zakwestionował swe podstawy, swą legitymizację i słuszność – to wyznawcy nie mając alternatywy musieli pogodzić się z ostatecznym zwycięstwem systemu przeciwnego.

W obrębie demokracji i kapitalizmu zanik wiary w głoszone wartości był (i jest) bowiem wprawdzie równie całkowity, jednak w przeciwieństwie do komunistów – warstwy rządzące Zachodu zostawiły tę wiedzę i świadomość dla siebie, ogółowi nadal serwując propagandę o ostatecznym zwycięstwie, jedynej możliwej drodze i bezwzględnej racji stojącej po jednej tylko stronie. Mówiąc brutalnie – wygrali bardziej konsekwentni „stalinowcy” i „żdanowcy” demoliberalnego kapitalizmu.

…utracona wiara

Na Wschodzie bowiem erozji systemu po ’56 faktycznie nie można było powstrzymać – dokonywała się bowiem w świadomości kadry rządzącej. Będąca następstwem potępienia kultu jednostki utrata legitymizacji ideowej władzy komunistycznej – u członków partii prowadziła do stopniowego zaniku poczucia wyższej racji, a więc i moralno-intelektualnej słuszności podejmowanych działań, co ostatecznie spotęgowało biurokratyzację Partii, wzmocniło tendencje konsumpcjonistyczne w szeregach jej aparatu, a w końcu skłoniło przywództwo ruchu do wybrania drogi łatwiejszego wzbogacenia i utrzymania przywilejów drogą podporządkowania Zachodowi i międzynarodowym organizacjom finansowym. Oczywiście, proces ten raz zwalniał (hamowany przez Gomułkę), raz przyspieszał (za Gierka i pod koniec lat 80-tych), jednak jakiekolwiek próby jego całkowitego powstrzymania skazane były na niepowodzenie. Raz skażona, pęknięta i właściwie odrzucona w swej najważniejszej części nadbudowa pozostawiła bazę osłabioną, a zatem w ramach dość szyderczo zastosowanego prawa koniecznej zgodności – to radykalna zmiana nadbudowy ostatecznie doprowadziła do fundamentalnego odmienienia bazy ekonomicznej społeczeństw dawnego Bloku Wschodniego.

Procesy i zdarzenia, o których tu mówimy, są faktami, które trudno byłoby zakwestionować nawet z przywołanych na wstępie dominujących pozycji rewizjonistycznych bądź antykomunistycznych. Spór jednak z pewnością dotyczyłby ich oceny – ze wspomnianych już wyżej względów. Po Stalinie wypłakano dość oficjalnych łez, by ktokolwiek miał szczerze żałować jego śmierci (najbliższych nie wyłączając). Tym niemniej destalinizacja – tak jak ona faktycznie przebiegła, nie przez pryzmat indywidualnych doświadczeń, uratowanych żyć, przerwanych odsiadek, ale jako proces ideowo-polityczny i geopolityczny – nie jest z kolei dla Polaków jakimś szczególnym powodem do radości. Tak poprzednio, jak i po ’56 pozostaliśmy przedmiotem – tworzywem historii, tym bardziej godnym współczucia, że coraz mniej świadomym swej roli i losu, który stał się naszym udziałem.

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *