Ile stracimy na kryzysie ukraińskim?

Drugim czynnikiem, który będzie mieć wpływ na pogorszenie wyników ekonomicznych, w tym polskiego bilansu handlowego – jest epidemia afrykańskiego pomoru świń. W związku z wykrytymi w Polsce przypadkami ASF – tracimy post-sowieckie i azjatyckie rynki zbytu. Nasi producenci eksportowali dotąd m.in. 51 tys. ton mięsa wieprzowego do Chin, 26 tys. ton do Rosji, 20 tys. ton do Korei i Japonii, 16 tys. ton na Ukrainę. – Nie ma obecnie możliwości szybkiej dywersyfikacji handlu, ani wchłonięcia tych ilości przez rynek krajowy czy wewnątrzunijny, dlatego wspólnie z ministerstwem rolnictwa staramy się o uruchomienie systemu rekompensat dla producentów i eksporterów – zapewnia wicepremier Piechociński, dotychczasowe rozmowy z Komisją Europejską uważa jednak za mało optymistyczne.

Jeszcze gorzej jest z całokształtem polsko-ukraińskich relacji gospodarczych. – Ukraina jest, czy raczej była dotąd naszym 8. partnerem w eksporcie i 18. w imporcie. Obroty handlowe sięgały 5 mld dolarów przy 2 miliardach dolarów nadwyżki dla Polski. Na tamtejszy rynek pracuje 15 tysięcy firm. Tymczasem tylko w styczniu odnotowaliśmy 6-procentowy spadek eksportu, w pierwszych dwóch tygodniach lutego – 15-procentowy, a łącznie spodziewamy redukcji aż o 30 proc. – wylicza prezes PSL. Ekonomika Ukrainy jest w stanie całkowitego kolapsu. Od grudnia od naszych sąsiadów zwinęło się 10 procent inwestycji zewnętrznych poczynionych w ciągu ostatnich 20 lat. Ucieka m.in. PKO BP, podobnie jak i BGŻ nie widzący możliwości tak obsługiwania, jak i gwarantowania transakcji dokonywanych na Ukrainie. Skokowa dewaluacja hrywny dodatkowo uderza w polskich eksporterów, a nawet spodziewane przejście na rozliczenia dewizowe nie musi zrekompensować już poniesionych strat. – Śmieciowy rating Ukrainy oznacza, że zachodnie agencje uznają to państwo za upadłe, a jego papiery dłużne za praktycznie bezwartościowe, co stawia pod znakiem zapytania nawet pomoc rosyjską – uważa Piechociński, a dopowiedzieć można, że ta jest przecież warunkowana także sytuacją polityczną na Ukrainie.

Jeszcze w listopadzie wprawdzie blisko 20 proc. ukraińskiego długu (wówczas o wartości 5 mld dolarów) wykupił amerykański fundusz inwestycyjny Franklin Templeton, co zapewne nie pozostało bez wpływu na decyzje o metodach rozwiązania kryzysu podejmowane przez poprzednie władze w Kijowie – dziś jednak trudno wskazać źródło finansowania „porewolucyjnej” gospodarki ukraińskiej. Wicepremier Piechociński potrzeby pomocowe Ukrainy szacuje na co najmniej 40 mld euro od ręki – a takich środków przynajmniej Unia Europejska na tym etapie wyasygnować nie jest w stanie.

Załamanie gospodarcze Ukrainy wydaje się nie mniejszym zagrożeniem dla Polski, niż dalsze perturbacje polityczne za Bugiem. Choć to polityką pozostaje na Ukrainie funkcją stosunków ekonomicznych, to można również założyć, że zmiana układu władzy, choć zapewne zrealizowana pod dyktando i wskutek interesów poszczególnych oligarchów – może także w pierwszym rzędzie skupić się na przesunięciach wewnętrznych. Czyjeś „akcje” (tak w znaczeniu przenośnym, jak i dosłownym) pójdą w górę, ktoś majątek i wpływy utraci, względnie będzie musiał ograniczyć się do „skromnego” konsumowania posiadanych zasobów. Całościowa stabilizacja ekonomiki może w tym procesie zejść na plan dalszy, dopóki nie ustali się którzy to właściwi nowi panowie (panie?) i za czyje pieniądze przejmą władzę polityczną na Ukrainie. Niewiadomą pozostaje też, czy czynnikiem stabilizacji, czy raczej wprost przeciwnie okaże się największy surowcowo-energetyczny partner Ukrainy – czyli Rosja. Z punktu widzenia Moskwy utrata przez Ukrainę płynności finansowej i zdolności płatniczych w połączeniu z destabilizacją polityczną każe sobie postawić pytanie: czy użyć gospodarczego pistoletu do zabezpieczenia interesów politycznych, czy też poświęcać dalej politykę w nadziei odzyskania choć części nakładów poniesionych np. w dotowanych dostawach gazu i ropy.

Kończą się powoli na polskich ulicach „wiece solidarności” z Ukrainą (czytaj – z Euromajdanem). Najwyższy czas postawić pytanie kto z organizujących ten sino-żowtyj festiwal będzie się teraz solidaryzował z polskimi przedsiębiorcami, którzy na kijowskich awanturach ponieśli wymierne straty? Właściwie poza wspomnianym Piechocińskim i Leszkiem Millerem żaden polski głównonurtowy polityk nie ośmielił się w ostatnich tygodniach odnosić do ekonomicznych – i stricte polskich! – aspektów zagadnienia ukraińskiego. Niestety, nasze zapatrzenie na Zachód przynosi nam kolejną falę kryzysu, nadchodzącą z „uzachodnianego” Wschodu. Czas więc zmodyfikować hasło wznoszone często na imprezach popierających podporządkowanie Kijowa Brukseli. Teraz wszyscy możemy już jak ostatnie barany wiwatować „za naszą i waszą… biedę”!

Konrad Rękas

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Ile stracimy na kryzysie ukraińskim?”

  1. “…kto z organizujących ten sino-żowtyj festiwal będzie się teraz solidaryzował z polskimi przedsiębiorcami, którzy na kijowskich awanturach ponieśli wymierne straty? …” – gdzie problem? Ich miejsce zajmą firmy niemieckie, które potem mogą też kupić wzmiankowane firmy polskie. Może nawet któryś z zarządców “atrapy” zostanie pogłaskany po główce?

  2. Autor, dla wzmocnienia nastrojów antyrosyjskich, kolejny raz przypomina o tym, że Rosja szantażuje Polskę sprawą mięsną. Niedorzeczne jest też biadolenie, że “banderostan” będzie słaby gospodarczo. Jeśli banderowcy są tacy źli, to chyba dobrze, że potęgi nie zbudują? Tak by wskazywała logika. Co zatem należy czynić? Otóż trzeba pogodzić się z rzeczywistością i myśleć, co można zdziałać dziś i jutro. Trzeba bić w tony przeciwne pakowaniu NASZYCH pieniędzy w odbudowę tego całego majdanu (a już zgłoszono zapotrzebowanie na 35 mld $)! To jest coś, co do czego zgodzi się wiele nurtów prawicy. Poza PiSem nie wzbudzi to kontrowersji i będzie chwytliwe społecznie!

  3. https://www.youtube.com/watch?v=suY02BR2qfg Nie dajmy się rozgrywać okrągłostołowej partiokracji przeciwko Ukraińskiemu Majdanowi, gdyż ten jest wyłącznie antysystemowym zrywem narodowym (nie zaś partyjniackim, jak starają się Nam wmówić establishmentowe media, po których NCzas bezmyślnie papuguje) w stylu Naszej bezpartyjnej Solidarności z lat 80’tych. http://partialibertarianska.org/oswiadczenie-ws-wydarzen-w-kijowie/ Jeśli bowiem Nasi bracia Ukraińcy (którzy nie są bynajmniej antypolscy, skoro w tych – kompletnie już zapomnianych przez nowe ukraińskie pokolenia – zbrodniach nacjonalistycznych z lat 40’tych ubiegłego wieku brała udział jedynie marginalna ich część, z którą się teraz bynajmniej Ci w przeważającej swej większości młodzi Niepodległościowcy Ukraińscy z Majdanu nie utożsamiają) wprowadzą u siebie antypartyjne JOWy, to My powinniśmy ich w tym teraz z całych sił wspierać (a nie dawać się mediokracji przeciw nim szczuć), bo tylko wówczas sami na ich Niepodległości skorzystamy i będzie Nam o niebo łatwiej również u Nas w Polsce odzyskać utraconą Suwerenność Narodową od znienawidzonej powszechnie kliki partyjnej z Wiejskiej – DLATEGO APELUJĘ O WSPIERANIE UKRAIŃSKIEGO ODPOWIEDNIKA ANTYSYSTEMOWEJ “SOLIDARNOŚCI WALCZĄCEJ”, TAK JAK SAMI BYŚMY SOBIE ŻYCZYLI, ABY NAS UKRAINA W GODZINIE PRÓBY POPIERAŁA, KIEDY SAMI BĘDZIEMY WALCZYĆ O SWOJĄ UTRACONĄ WOLNOŚĆ!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *