Imperator

Książka edytorsko wydana jest starannie, rzec można ze smakiem. Żadnych krzykliwych, sensacyjnych kolorów, wręcz przeciwnie, stonowana szaro-niebieska kolorystyka mile zaskakuje.

Nie jest to zjadliwy pamflet, jakiego można by się spodziewać po redaktorach organu Adama Michnika, lecz napisana w miarę powściągliwie opowieść o najgłośniejszym polskim duchownym, który odcisnął swoje piętno na polskich mediach, polityce i Kościele. Nie bez kozery zatem pojawiają się w mediach, także nieprzychylnych ojcu dyrektorowi, głosy, że biografia jest w sumie pozytywna.

Poza niektórymi szczegółami nie dowiedziałem się o ojcu Rydzyku niczego, czego bym wcześniej nie wiedział, albo nie przypuszczał. O wielu sprawach pisały swego czasu media i w zasadzie książka Hołuba i Głuchowskiego wszystkie te wątki porządkuje. Jeśli miałbym wskazać na coś, co ta książka wyeksponowała, to samotność zakonnika, choć może to być efekt niezamierzony.

Spomiędzy licznych wypowiedzi i opinii wyłania się niepośledni obraz zwykłego człowieka. Niepośledni, bo świadczą za nim dokonania (Radio Maryja, Nasz Dziennik, Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej, Telewizja Trwam, budowana świątynia), z drugiej strony ktoś szalenie zwyczajny ze swoimi wadami i przywarami, targany przeciwnościami losu, które mozolnie pokonuje.

Do wszystkich tajemnic redakcyjny duet „Gazety Wyborczej” nie dotarł. Macał wprawdzie gdzie się da, ale tylko po wierzchu. Myślę, że najciekawsze tajemnice ojciec dyrektor i tak zabierze ze sobą do grobu. Ale też i tych tajemnic za dużo nie ma, bo jako osoba publiczna jest co chwilę bebeszony medialnie, więc cokolwiek ukryć jest mu trudno.

Nie jeździ maybachem, nie zajada się kawiorem, nie ubiera się u Bossa, nosi zegarek na jaki nie spojrzałby minister Nowak… Żadnych skandali obyczajowych… Jednym słowem nuda. Dlatego będą zawiedzeni wszyscy ci, którzy liczyli na fajerwerk. A że potrafi być osobą nieprzyjemną? Cóż. Aniołem nie jest. Można powiedzieć, że miewa także i rogatą duszę.

Jedyną negatywną recenzję znalazłem w „Naszym Dzienniku”, ale to nie dziwi. Tam postać ojca dyrektora jest pieczołowicie brązowiona i pucowana. Zupełnie niepotrzebnie, bo – jak się paradoksalnie okazało – w jakimś sensie zrobili to dziennikarze „Gazety Wyborczej”, odlewając pomnik zwyczajnego człowieka, tyle że potrafiącego zrobić użytek z talentów.

Sprawili, że przynajmniej w pierwszej części główny bohater aż bije autentyzmem. Trudne dzieciństwo, walka o wydostanie z lokalnej beznadziei i płynięcie zawsze pod prąd. To przybliższy tę postać wszystkim tym, którzy do sukcesów w życiu szli ugorem, na przekór okolicznościom i „dobrym radom”. Dla nich to będzie twardy gość. Jak oni.

„Imperator”, to dobra rzecz, jednak nie dla ortodoksów, zarówno z jednej jak i drugiej strony.

„Imperator”, Piotr Głuchowski, Jacek Hołub, Biblioteka Gazety Wyborczej, 2013, s. 444
Autor:

Maciej Eckardt

www.eckardt.pl

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *