Imperializm chiński wkracza do Europy

Propozycja pomocy finansowej strefie euro przez władze Chińskiej Republiki Ludowej jest bardzo istotna z geopolitycznego punktu widzenia. Po latach europejskiej dominacji sytuacja się odwraca. Obecnie Chiny mają narzędzia potrzebne, aby wywierać naciski ekonomiczno-polityczne…

Propozycja pomocy finansowej strefie euro przez władze Chińskiej Republiki Ludowej jest bardzo istotna z geopolitycznego punktu widzenia. Chiny mogą zaangażować się w ratowanie eurolandu chociażby poprzez inwestowanie w euroobligacje, m.in. za pośrednictwem Europejskiego Funduszu Stabilizacji Walutowej (EFSF), który jest narzędziem do walki z kryzysem w strefie euro. O tym, że wariant pomocy chińskiej jest przez europejski establishment rozważany świadczy chociażby to, że jedną z kluczowych decyzji zeszłotygodniowego szczytu strefy euro było powiększenie EFSF z obecnych 440 mld do biliona euro. Chiny od początku wskazywane były jako potencjalne źródło pieniędzy. Pekin ma największe na świecie – i wciąż rosnące – rezerwy walutowe. Wynoszą one 3,2 bln dol Według nieoficjalnych źródeł chiński udział w funduszu ratunkowym strefy euro miałby wynosić 50-100 mld dol. (35-70 mld euro).

Jak widać, Chińską Republikę Ludową na taką pomoc oczywiście stać, ale nie ekonomia jest tutaj najistotniejsza. Sama propozycja takiej „pomocy” i chęć jej przyjęcia, wyrażona przez niektórych europejskich polityków, musi budzić co najmniej niepokój każdego Europejczyka. Po pierwsze bowiem, zgadzając się na pomoc państwa, posiadającego sprzeczne interesy geopolityczne, stajemy się czy to w perspektywie krótko, czy długofalowej zależni od tego państwa. Po drugie pomoc od ChRL nie rozwiązuje przyczyn kryzysu. Będą potrzebne kolejne pożyczki, pogarszające tylko sytuację. Sam proces słabnięcia znaczenia państw Europy, rozwoju potęgi Chin i niwelowania różnicy pomiędzy państwem środka a USA widać chociażby w wynikach programu badawczego potęgi państw, zrealizowanego przez ECAG.

Napoleon zawsze twierdził, że Europa dopóty będzie władać światem, dopóki Chiny będą rozbite. Chichotem historii może wydawać się, że to właśnie europejski filozof Karol Marks stworzył komunizm, którego strywializowaną karykaturą stał się maoizm umożliwiający polityczne zjednoczenie się rozbitego i uzależnionego od Zachodu kraju. Teraz to właśnie Chiny mają narzędzia potrzebne, aby wywierać naciski ekonomiczno-polityczne na przywódców europejskich, a także z pomocą środków finansowych wpływać na strefę euro, a tym samym sztucznie podtrzymywać system, który warunkuje słabość i stagnację Europy.

Nieprzypadkowe są działania Chin, które korzystając z kłopotów Zachodu, w zamian za pomoc żądają zaprzestania krytyki i informowania światowej opinii publicznej o łamaniu praw człowieka. Państwo środka domaga się także zaakceptowania przez Europę sztucznego zaniżania kursu juana, dzięki któremu chiński eksport jest bardziej opłacalny. W ten sposób największy rywal ekonomiczny i geopolityczny Chińskiej Republiki Ludowej – Stany Zjednoczone – mogą stracić swojego cennego sojusznika – Europę, która po przyjęciu pomocy finansowej (a właściwie na skutek stopniowego uzależnienia się od tej pomocy) i realizacji żądań Chin, może nie być w stanie prowadzić polityki sprzecznej z interesami tego państwa.

Chińska Republika Ludowa, wykorzystując kryzys Europy, postawiła przed Starym Kontynentem jedno z największych wyzwań geopolitycznych ostatnich lat. Teza zawarta w wielu komentarzach, twierdzących, że kryzys ekonomicznym Europy – czy szerzej – Zachodu, jest niepełna. Jest to bowiem kryzys głębszy, strukturalny, dotykający fundamentów cywilizacji zachodniej. Spełnia się chińskie przekleństwo: „obyś żył w ciekawych czasach”. Europejska gospodarka niczym nie przypomina kapitalizmu, wolnego rynku z szeregiem regulacji, przepisów, patentów, koszmarną biurokracją, ze sztucznie regulowanym popytem i podażą (przykład centralnego planowania na kilka lat do przodu przez komisarzy unijnych limitów produkcji mleka, czy cukru). Kapitalizm cechuje się odpowiedzialnością za własne działania. Natomiast obecnie obowiązuje zasada: prywatyzujemy zyski, upaństwawiamy straty. Bankructwo prywatnej firmy, która ryzykując i spekulując na rynku w końcu upada, wydaje się czymś normalnym. Jednak nie w Europie. Tutaj bankrutujące, prywatne firmy zawsze mogą liczyć na pomoc polityków, którzy wezmą odpowiedzialność za ich lekkomyślność, chciwość i sfinansują zadłużenie firmy z kieszeni podatnika.

Europa ponadto odeszła od racjonalnego, rzymskiego założenia, że niemożliwością jest uregulowanie prawnie każdego aspektu życia. Obecnie mówi się o zjawisku inflacji prawa, czyli nadprodukcji często sprzecznych ze sobą przepisów, powodowanych chęcią regulacji wszystkiego.

Praktyka polityczna Unii Europejskiej uczy, że głębokie i trudne reformy są akceptowanalne przez społeczeństwa jedynie w czasach kryzysu. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy integracja europejska podąża we właściwym kierunku – a jeśli nie – to w którym momencie popełniono błąd, oraz wyciągnąć z tej analizy odpowiednie wnioski na przyszłość. Wielu Europejczyków, w tym piszący te słowa, życzyłoby sobie, aby integracja europejska nie była procesem odgórnym, często niezrozumiałym, lecz oddolnym, obywatelskim. Sztuczne rozwiązania są powierzchowne, a ich kruchość sprawdził obecny kryzys: początkowo o zgodę na ratyfikację Traktatu Lizbońskiego pytano obywateli w referendach, które kończyły się różnym wynikiem. Ze strachu przed obaleniem tego pomysłu przez ludzi zaniechano kontynuacji tej idei. Dziś widać, że nie europejskie elity, ale obywatele mieli rację, ponieważ fikcyjność założeń tego traktatu pokazał kryzys strefy euro, gdzie kluczowe decyzje są podejmowane przez przywódców Niemiec i Francji, a nie przez właściwe do tego, według traktatu, organy. Przez kryzys demograficzny i coraz większą liczbę nieasymilujących się imigrantów, europejscy przywódcy przyznali, że polityka multikulturowości była błędna. W wielu krajach skutecznie (pytanie, czy nie za późno?) podejmuje się długofalowe reformy, mające na celu po pierwsze podniesienie dzietności wśród Europejczyków, a po drugie rozwiązanie problemu nieasymilujących się imigrantów.

Mapa ostatniego EXPO oddawała współczesne wyobrażenie świata według religii chińskich. Na tej mapie stoiska państw były rozmieszczone w specyficzny sposób: na środku mapy górował oczywiście największy pawilon chiński. Do niego podłączony był pawilon Hong-Kongu, Tajwanu. Wszystkie inne regiony tego stoiska były podzielone kontynentalnie, według potęgi i ważności poszczególnych krajów wobec Chin. Polska była pozycjonowana na równo z takimi krajami jak: Japonia, Korea, Francja, Wielka Brytania, USA. Możne wydawać się to pomyłką, ale Chiny wybrały nas wtedy, jako lidera regionu i jednego z liderów Europy. Świadczyć mogą też o tym inwestycje i ulokowanie wielkich koncernów chińskich. Niewątpliwie geopolityczne centrum przesuwa się z Zachodu w stronę Azji. Dlatego Polska nie powinna biernie „utrzymywać się w głównym nurcie polityki europejskiej”, jak ten cel swojej polityki zagranicznej określił minister Radosław Sikorski.

Potrzebujemy zupełnie nowego modelu myślenia o zadaniach państwa i polityce, żeby sprostać temu wyzwaniu. Paradoksalnie polskim autem może być to, że w przeciwieństwie do krajów zachodnich, polska gospodarka miesza się z polityką, a wiele z koncernów powiązanych jest z państwem. Podobny model, oczywiście o wiele bardziej zintensyfikowany istnieje w Chinach. W związku z tym, wszystkie tego typu interesy załatwia się na szczeblu państwowym, czy przy poparciu politycznym. Jednak nie możemy myśleć, że z tego powodu dostęp do chińskiego rynku jest ograniczony. Jest to trudność, ale można ją łatwo zamienić w atut, po prostu negocjując i szukając nisz na rynku, czy (co się już dzieje) negocjując udział polskich firm, jako elementu chińskiego łańcucha gospodarczego. Przykładem może tu być huta Stalowa Wola, która została sprzedana chińskim firmom. Chińczycy uzyskali dostęp do technologii w Stalowej Woli, a polska huta do łańcucha chińskiego, a także do rynków w Afryce Północnej.

Rosnące w potęgę państwo chińskie i idący za tym imperializm tworzą niewątpliwie nową, choć trudną, z europejskiego punktu widzenia, sytuację geopolityczną. Europejscy politycy muszą odpowiedzieć sobie na dwa pytania: Czy są w stanie wziąć odpowiedzialność za lekkomyślność i błędy polityczne swoje i swoich poprzedników i podjąć realne, choć ciężkie i niepopularne z postpolitycznego punktu widzenia reformy, które spowodują aby Europa dalej była liczącym się kontynentem? Czy europejscy politycy wolą być zapamiętani jako ci, którzy mając narzędzia i możliwości, wybrali łatwą i krótkofalowo opłacalną drogę bezczynności, przyczyniając się tym samym do dalszej degrengolady Europy?

Maciej Tomecki

Artykuł ukazał się na portalu www.geopolityka.org

Dodał Stanisław A. Niewiński

Facebook
[Głosów:0    Średnia:0/5]

0 thoughts on “Imperializm chiński wkracza do Europy”

  1. Trzeba pamiętać , że Chiny to owoc szatańskiej ideologii i władzę sprawuje tam zło. Po drugie , siła ekonomiczna Chin wynika z kilku czynników , nie oznacza to, że panuje tam wolność gospodarcza. Po trzecie, to że Chiny teraz się rozwijają nie implikuje, że w perspektywie czasowej nie spotka ich kryzys, ta gospodarka jest też oparta na drukowaniu pustego pieniądza , czyli na lichwie w której państwo odrywa nadal rolę sterującą. Po czwarte , to nie Chiny doganiają Europę, tylko Europa pozwala się doganiać

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *