Indonezyjski sen o potędze

Prezydent Susilo Bambang Yudhoyono wyraził w minionym roku przekonanie, iż jego kraj może w przyszłości stać się jednym z najważniejszych państw świata. Czy indonezyjski sen o potędze może się ziścić? Czy Dżakarta będzie kiedyś stolicą mocarstwa?

Niezwykła mozaika

Indonezja to pod wieloma względami kraj wyjątkowy. Ponad 240 mln ludzi mieszka tu na kilku tysiącach wysp, a cały archipelag rozciąga się na obszarze tysięcy kilometrów pomiędzy Oceanem Indyjskim a Pacyfikiem, stanowiąc swoisty pomost między Azją i Oceanią. Największe z wysp to Jawa, Sumatra, Borneo i Celebes, choć w powszechnej świadomości najbardziej znaną jest zapewne niewielka Bali, będąca turystycznym centrum regionu.

Indonezja jest niezwykłą mozaiką etniczną, językową i religijną. Dwiema największymi grupami narodowościowymi są Jawajczycy i Sundajczycy, stanowiący razem nieco ponad połowę ludności kraju, przy czym wyróżnia się w sumie aż około 300 grup etnicznych. Społeczeństwo jest młode, a osoby po 65 roku życia stanowią zaledwie 6% populacji (dla porównania – w Polsce jest to 17%). Według prognoz ONZ, do połowy obecnego stulecia liczba mieszkańców Indonezji wzrośnie do ok. 300 mln, dzięki czemu kraj utrzyma się w czołówce najludniejszych państw świata (obecnie ustępuje jedynie Chinom, Indiom i Stanom Zjednoczonym).

Z kolei pod względem językowym zróżnicowanie jest jeszcze bardziej imponujące. W użyciu jest ok. 250 języków, przy czym jeśli doliczyć dialekty (często stanowiące w zasadzie odrębne języki), spośród których najważniejszym jest Jawajski, liczba ta rośnie do ok. 700. Dlatego też językiem oficjalnym, swoistym krajowym lingua franca, jest indonezyjski (Bahasa Indonesia), będący formą malajskiego, którym posługuje się ok. 85% społeczeństwa.

Również struktura religijna Indonezji przywodzi na myśl mnogość barw i wzorów, niczym w wielkim kalejdoskopie. Dominującą religią jest islam (87% ludności), który dotarł tu wraz z kupcami arabskimi w XIV wieku, spychając na margines hinduizm i buddyzm. Pierwsze gminy chrześcijańskie zakładali Portugalczycy, czego pozostałością jest całkowicie katolicka wyspa Flores, oraz będący obecnie niepodległym państwem Timor Wschodni. Z kolei od XVI wieku Holendrzy szerzyli protestantyzm, choć dziś jest to religia zaledwie 7% mieszkańców kraju (głównie potomków holenderskich kolonizatorów).

Zresztą wpływy i pozostałości po Holendrach widać na każdym kroku. Od początku XVII wieku Holenderska Kompania Wschodnioindyjska rozszerzała swoje panowanie nad archipelagiem, a bazą wypadową kolonizatorów była Batawia, czyli dzisiejsza stolica kraju Dżakarta. Wraz z likwidacją Kompanii w 1799 r. znajdujące się pod jej administracją terytoria podporządkowano rządowi Holandii, tworząc tym samym kolonię Holenderskie Indie Wschodnie. Niepodległość przyszła wraz z końcem II wojny światowej. Deklaracja z 17 sierpnia 1945 r. nie została jednak przez Hagę uznana, czego wynikiem były walki zbrojne trwające aż do 1949 r., kiedy to pod naciskiem opinii międzynarodowej Holandia zmuszona była uszanować indonezyjską niezależność.

Druga połowa XX wieku upłynęła pod znakiem autorytarnych rządów prezydentów Sukarno do 1967 r., a następnie Suharto do 1998 r. Od początku XXI wieku Indonezja rozwija dopiero realnie demokratyczne struktury władzy. Jeśli wziąć pod uwagę wspomniane zróżnicowanie etniczne, językowe i religijne, nie powinno dziwić, iż jest to proces trudny i wymagający czasu. Czy ma jednak szansę uczynić z Indonezji liczącą się potęgę w skali światowej?

Sytuacja międzynarodowa

W ostatnich latach Dżakarta stała się celem wizyt wielu wpływowych polityków z całego świata. Prezydent Susilo Bambang Yudhoyono także jest bardzo aktywny na forum międzynarodowym, czego efektem jest rosnąca pozycja Indonezji, zarówno w regionie jak i w skali globalnej. Kraj postrzegany jest jako ważny, a w perspektywie długofalowej wręcz potencjalnie kluczowy partner w relacjach Zachodu z regionem Azji Południowo-Wschodniej.

Indonezja rozszerza sukcesywnie swoje wpływy na forach międzynarodowych. Dzięki członkostwu w G20, skupiającym największe gospodarki globu, Dżakarta może liczyć na udział w podejmowaniu najważniejszych politycznych i gospodarczych decyzji dla całej ludzkości. W skali regionalnej jest największym państwem Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej (ASEAN), co pozwala na kształtowanie ekonomicznej i politycznej sytuacji w tej części świata. Ma to niebagatelne znaczenie wobec faktu, że systematycznie w państwach regionu rosną inwestycje zagraniczne, a wiele międzynarodowych koncernów zdecydowało się już przenieść tu produkcję z Chin, dostrzegając potencjał w coraz lepiej radzących sobie gospodarkach regionu.

Chyba największą uwagę Indonezja przykuwa w Waszyngtonie. W trakcie pierwszej kadencji prezydenta Baraka Obamy w Stanach Zjednoczonych podjęto prawdopodobnie najważniejsze decyzje dla przyszłości globalnej polityki USA. Wobec rosnącego w skali świata znaczenia Dalekiego Wschodu, decydenci w Waszyngtonie uznali, iż obszar zachodniej części Pacyfiku musi uzyskać priorytet w działaniach amerykańskiej dyplomacji i sił zbrojnych. Niedopowiedzianym, ale w gruncie rzeczy powszechnie zrozumiałym elementem nowej strategii jest przypisanie Chinom roli głównego rywala w globalnym układzie sił.

W tym kontekście rosnące znaczenie Indonezji działa na korzyść USA i może być w przyszłości dodatkowo wspomagane przez Waszyngton. Dżakarta miałaby być jednym z kluczowych sojuszników Stanów Zjednoczonych w tej części świata, którzy tworzyliby swoisty kordon bezpieczeństwa wokół rosnących w siłę Chin. Pozostali potencjalni członkowie takiej koalicji to Korea Południowa, Japonia, Wietnam, Tajlandia, Malezja i Australia. Nie należy w tym kontekście zapominać o specjalnych relacjach łączących USA z Tajwanem, który nie bez przyczyny wskazywany jest czasami jako potencjalne miejsce zbrojnej konfrontacji amerykańsko-chińskiej.

Podczas swojej wizyty w Dżakarcie w ubiegłym roku, Sekretarz Stanu USA Hillary Clinton podkreślała rolę Indonezji jako największej demokracji w regionie i de facto trzeciego pod tym względem państwa świata (po Indiach i Stanach Zjednoczonych). Nie należy zapominać, że Indonezja jest również największym, i przy okazji demokratycznym, państwem muzułmańskim. Daje to wyjątkową możliwość szerokich działań dyplomatycznych w krajach Maghrebu, oraz Bliskiego i Środkowego Wschodu. Władze i duchowieństwo indonezyjskie od lat promują idee międzykulturowego i międzyreligijnego dialogu, starając się udowodnić, że możliwe jest szerokie międzynarodowe porozumienie, mające doprowadzić do eliminacji postaw fundamentalistycznych i ekstremistycznych.

Działania te nie biorą się znikąd. Podobnie jak wiele krajów islamskich, Indonezja zmaga się z operującymi na jej obszarze organizacjami terrorystycznymi – przede wszystkim z mającą powiązania z al-Kaidą Jemaah Islamiyah. To właśnie ta organizacja była odpowiedzialna za zamach na Bali w 2002 r., w którym zginęło ponad 200 osób, głównie zagranicznych turystów. Ze względu na aktywność ugrupowań ekstremistycznych na własnym terytorium, Indonezja jest już dziś ważnym członkiem światowej koalicji antyterrorystycznej.

Posiada również potencjał, by w niedalekiej przyszłości stać się prawdziwym liderem w Azji Południowo-Wschodniej. Do tego nie wystarczą jednak silne więzy polityczne ze Stanami Zjednoczonymi. Aby jednak kraj mógł odgrywać rolę choćby regionalnego mocarstwa musi realnie wzmocnić swoją gospodarkę.

Perspektywy gospodarcze

Według danych MFW, w 2011 r. nominalny PKB Indonezji wyniósł 845 mld USD (Polski 513 mld). Jednak w przeliczeniu na 1 mieszkańca daje to zaledwie 4,6 tys. USD (w Polsce 20,3 tys.). Oznacza to, że choć indonezyjska gospodarka jest jedną z 20 największych na świecie, to biorąc pod uwagę liczbę ludności, społeczeństwo jest jeszcze dość biedne, szczególnie jeśli spojrzeć na państwa sąsiednie – Malezję (15,5 tys. USD), czy Tajlandię (9,3 tys.).

Nie zmienia to faktu, że zdaniem wielu obserwatorów procesów ekonomicznych zachodzących w Azji Południowo-Wschodniej, do 2030 r. gospodarka Indonezji może być większa od gospodarek Wielkiej Brytanii czy Niemiec. Potencjał jest zatem ogromny! Należy też zwrócić uwagę, że w odróżnieniu od innych „azjatyckich tygrysów” indonezyjska gospodarka nastawiona jest w przeważającym stopniu na konsumenta krajowego. Na jej korzyść działają również poczynione w ostatnich latach znaczne inwestycje w infrastrukturę, co korzystnie wpływa na wzrost bezpośrednich inwestycji zagranicznych.

W tej ekonomicznej beczce miodu jest jednak i łyżka dziegciu. Notowany w ostatnich latach wysoki wzrost gospodarczy (6-7% rocznie) uwidocznił procesy znane już z innych krajów azjatyckich. Coraz wyraźniejsze stają się dysproporcje rozwojowe i majątkowe. Rosnące koszty utrzymania przy jednoczesnym parciu na utrzymanie niskich kosztów produkcji, a zatem i płac, doprowadziły do fali gwałtownych protestów w ubiegłym roku. Związki zawodowe walczą nie tylko o podniesienie płacy minimalnej, ale również o ukrócenie coraz bardziej popularnego procederu zatrudniania pracowników na zasadzie outsourcingu, co w dużym uproszczeniu porównać można do tzw. umów śmieciowych w Polsce. Społeczne niezadowolenie wywołują również podwyżki cen paliw, wynikające z systematycznie rosnącego importu. Do 2008 r. Indonezja była jedynym dalekowschodnim członkiem OPEC, jednakże stając się w tamtym roku importerem netto ropy naftowej, musiała zawiesić swoje członkostwo.

O ile zatem władzom uda się dojść do długofalowego porozumienia ze związkowcami, perspektywy rozwoju indonezyjskiej gospodarki są więcej niż obiecujące. Być może w niedalekiej przyszłości coraz częściej kupować będziemy sprzęt RTV czy AGD z dopiskiem „made in Indonesia”.

Mocarstwo indonezyjskie?

Indonezja niewątpliwie ma potencjał by już w niedalekiej przyszłości stać się liczącym się graczem na arenie światowej. Stanie się tak o ile uda się przezwyciężyć trudności ograniczające rozwój potencjału ekonomicznego, co będzie miało bezpośrednie przełożenie na polityczne wpływy Dżakarty, zarówno w regionie, jak i w skali światowej. Dzięki rosnącemu znaczeniu państw rozwijających się, G20 staje się powoli kluczowym forum podejmowania najważniejszych decyzji dla ekonomicznej, a więc i politycznej, przyszłości globu. Rozwój struktur demokratycznych i społeczeństwa obywatelskiego, w połączeniu z bliskimi relacjami ze Stanami Zjednoczonymi stanowi solidny fundament dla indonezyjskiej dyplomacji, której przedstawiciele będą coraz cieplej witani w najważniejszych światowych stolicach.

Czy jednak mając powyższe na uwadze, można pokusić się o stwierdzenie, iż indonezyjski sen o potędze prezydenta Susilo Bambang Yudhoyono kiedyś się ziści? Aby marzenia mogły się zrealizować, trzeba im pomagać. Prezydent Indonezji zrobił w ostatnich latach dużo, by zaczęto na jego kraj patrzeć z większym zainteresowaniem, przekładającym się na napływ inwestorów. Jeśli po wyborach w 2014 r. jego następca będzie kontynuował tą drogę, należy spodziewać się, iż również w Polsce będziemy coraz częściej słyszeć o doniesieniach z Indonezji.

Jan Wołowski

Szef działu Azja magazynu Stosunki Międzynarodowe

Artykuł ukazał się na portalu www.stosunki.pl

Dodał Stanisław A. Niewiński

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *