…jak stado prowadzone na rzeź

Cokolwiek by o tym nie myśleli dzisiejsi dwudziestolatkowie – w końcowym okresie PRL nikt nie czynił przeszkód kultywowaniu pamięci Powstania Warszawskiego. 1 sierpnia o godz. 17 w Warszawie wyły syreny, ludzie zatrzymali się w zadumie, mogli tez popatrzeć refleksyjnie na Pomnik Nike, którego wtedy jeszcze komercyjne interesy nie wyniosły na trawniczek przy ruchliwej trasie. Czym różniły się te obchody od współczesnych? Ano właśnie ową zadumą nad kolosalną klęską, do której doprowadzono dobrymi chęciami, szlachetnymi pobudkami i polityczną ślepotą.

23 lata III RP to okres bezprzykładnego regresu w myśleniu o sprawach polskich. Żeby było dotkliwiej – to mamy do czynienia z degeneracją intelektualną prowadzoną pod chwytliwym hasłem „polityki historycznej”. Pod tym szyldem polskie dzieje najnowsze zafałszowuje się z pobudek ideologicznych w skali nieznanej od czasów stalinowskich. Podobnie zresztą rzecz się ma z psuciem polityki zagranicznej. W ciągu niespełna ćwierćwiecza wytłumiono wszystkie, żywe jeszcze w latach 80-tych zdrowe obawy wobec niemieckiego rewanżyzmu, wywołując niespotykaną w Polsce od dekad, jeśli nie od stuleci falę anty-rosyjskości. I znowu – wszystko w imię „polityki historycznej”.

Powstanie Warszawskie i jego kult w wersji a’la Lech Kaczyński i grupa jego demoliberalnych współpracowników (nieprzypadkowo od Muzeum Powstania zwanych „frakcją muzealników”) stały się symbolem i głównym narzędziem „polityki historycznej”, w tym też jej głównych szkodliwości. Zamach stanu, dokonany w kierownictwie Armii Krajowej, z naruszeniem podstawowych zasad funkcjonowania polskiego państwa podziemnego – jest faktycznie kwintesencją błędów popełnianych w historii naszego narodu przez jego elity kierownicze. Oto bowiem dokonano zrywu w myśl zasady „poszli nasi w bój bez broni” i „na Tygrysy mieli Visy” po to, by dokonać politycznej demonstracji, wbrew światowemu układowi sił i na przekór dawno już rozstrzygniętym rozgrywkom. Następnie zaś do dziś stosuje się szantaż moralny, że klęska była tak wielka, a heroizm tak dojmujący, że aż oba te zjawiska nie mogą podlegać ocenie potomnych żyjących w innych, nieco korzystniejszych dla polskości czasach.

Co ważne, postawa ta rozlewa na kolejne środowiska, łatwo ulegające skojarzeniu, że „prawidłowy patriotyzm” równa się swego rodzaju rekonstrukcji historycznej, w której współcześni nie tylko zazdroszczą przodkom, że byli powstańcami, czy „żołnierzami wyklętymi”, ale de facto zaczynają ich udawać. Po pierwsze oznacza to bezkrytycyzm dla działań podejmowanych w przeszłości, często najfatalniejszych. Po drugie – nawet mimo woli rozgrzesza to przywódców (krytykowanych coraz łagodniej, aż do cichej lub głośnej pochwały). Po trzecie zaś – praktycznie uniemożliwia inne, mniej efektowne, a bardziej efektywne wyrażanie miłości do Ojczyzny.

W dzisiejszym zaklinaniu „ale odczepcie się od powstańców!” jest coś przerażającego. Z trudem bowiem, ale można zrozumieć wykonujących rozkazy zaprzysiężonych żołnierzy AK i organizacji podporządkowanych – choć przecież wydanie przez przełożonego rozkazu tak dalece odbiegającego od polskiej racji stanu, przynajmniej dla członka KG AK – powinno się równać strzeleniu „Borowi” w głowę. Fakt jednak, że biernie decyzji o wybuchu podporządkowali się (zdający sobie przecież sprawę z dramatyzmu sytuacji) z jednej strony bojownicy niescalonego NSZ, a z drugiej AL-owcy, jest tylko kolejnym rozdziałem historii polskiego fatalizmu. Tej samej, która obejmowała wcześniej bierność polskich generałów wobec zbrodni listopadowej, czy akceptację Białych wobec tragedii stycznia.

Otóż dziś trudno „odczepić się od powstania!” i to właśnie w związku z propagandą rozsiewaną przez jego piewców. Naprawdę, 20, czy 30 lat temu nikt nie musiał głośno powtarzać zaklęć o bohaterstwie zwykłych powstańców – bo było ono oczywiste. Nie służyło ono jednak do tłumienia wszelkiej krytyki fatalnej, błędnej i szkodliwej decyzji o wybuchu kolejnej insurekcji – i braku decyzji o jej jak najszybszym zakończeniu wobec nieosiągnięcia celów politycznych i militarnych. Tymczasem dziś niepostrzeżenie szacunek dla męstwa żołnierza ma być jednak ważniejszy od pogardy dla zidiociałego dowództwa. Trudno przy tym oprzeć się wrażeniu, że podobne poglądy wygodnie jest głosić tym środowiskom, które mniej lub bardziej świadomie czują, że też są źle prowadzone, że też – mimo najlepszych własnych chęci i szczerego patriotyzmu – skutkiem ich działań może być tylko narodowa klęska. Upominając się rozpaczliwie o kult żołnierzy AK, wyprowadzonych w Warszawie na bezsensowną rzeź – ci współcześni patrioci chcą zawczasu zbudować pomnik własnym błędom, słusznie uważając, że nikt z potomnych tego nie zrobi.

Praktycznie jedynym pozytywnym skutkiem warszawskiej hekatomby był związany z tak dużym upustem krwi szok. W jego wyniku na parę dekad ogół narodu oduczył się samobójczych zabaw z bronią. Podobnie oczyszczające były też przecież efekty powstania styczniowego. Tak się więc szczęśliwie złożyło, że praktycznie od szaleństwa „Bora” i „Kobry” – nasz naród szczęśliwie unikał tego typu lekcji. Ba, dzięki rozsądkowi generała Jaruzelskiego, taką traumą nie stał się stan wojenny. Tymczasem gdyby zryw „Solidarności” został utopiony we krwi przez sowieckie czołgi – dziś zapewne nikomu nie przyszłoby nawet do głowy, by czcić cokolwiek sympatycznego w poprzedniej, głupiej zabawie pseudopatriotów.

Na szczęście dla Polski (a niestety dla pseudo-patriotów) – najważniejszym w naszej najnowszej historii powstaniem okazało się to, które nie wybuchło w 1981 r. Od ostatniego straszliwego upustu krwi – upłynęło więc 68 lat. Jak się okazuje – to w sam raz tyle, żeby zatęsknić za takim przejawem bezsensownego hurra-patriotyzmu. W bieżącym roku – akurat pod szyldem „szacunku dla krwi szeregowego żołnierza”. Tymczasem właśnie przelanie tej krwi bez sensu i bez pożytku dla Ojczyzny – było największym tego uszanowania brakiem.

Konrad Rękas

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “…jak stado prowadzone na rzeź”

  1. A co? Ktoś kwestionuje, ze jedyna strategia Związku było parcie do strajku generalnego? Wbrew stanowisku Kościoła zreszta?

  2. …i uchwalonych już nawet przez Krajówkę manifestacji ulicznych. To były dwa najlepsze polskie powstania (poza wielkopolskimi) – w 1914 jak Piłsudskiemu zatrzaśnięto okiennice i 1981 r. jak Generał zatrzasnął Solidarność.

  3. Nie ma to jak pochwałka dla sowieckiego generała Jaruzelskiego przy okazji powstania warszawskiego. Panowie poczekajcie do 13 grudnia i wtedy dajcie upust swym fantazjom:)

  4. Polska obchodzi 68 rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Ale nie cała. Rocznicę tę wspominają z pietyzmem spadkobiercy tradycji powstańczej, tradycji niepodległościowej, gotowi ponosić ofiary nie tylko dla niepodległości, ale również – a może nawet przede wszystkim – by dzięki niepodległości móc zażywać wolności we własnym państwie. Ale już tak zwani „realiści”, czyli mówiąc inaczej – czciciele knuta – spoglądają na celebrujących rocznicę wybuchu Powstania z ostentacyjnym lekceważeniem, a nawet pogardą. Nie tyle może nimi gardzą, chociaż nimi oczywiście też – co niepodległościowymi ideałami, do których tamci nawiązują. Dla czcicieli knuta tamten ideał jest po pierwsze – niepojęty, a po drugie – niepokojący, bo wywołuje pytanie o osobistą odwagę. Dlatego czciciele knuta wprost wyłażą ze skóry, by maskowane rozwagą tchórzostwo awansować do rangi cnoty, wdeptując w ziemię niepodległościowy ideał

  5. Szkoda tylko, ze ta lewicowa tradycja tzw. „niepodleglosciowa” nigdy realnie Polsce nic nie przyniosła i zawsze przyczyniła się do zaszkodzenia sprawie polskiej. Możecie sobie dowolnie długo zaklamywac historie przy okazjach takich, jak dzisiejsza. Faktów w żaden sposób to nie zmieni. Ofiary były zazwyczaj daremne. Wynikały z zagranicznych podpuszczen albo politykierskich ambicji liderów.

  6. @kat- ja dodam jeszcze, że ci nazwania przez Pana czciciele knuta potrafią tylko oceniać skutki powstania. Ale gdy ktoś wspomina o przyczynach powstania następuje cisza. Ja się przez lata o PW nadysktuwałem, dzisiaj jak wszedłem choćby na fejsbuka to nie wiedziałem czy się śmiać czy płakać jak zauważyłem antypowstańczą histerię niektórych i co najgorsze brak wiedzy. Hasła typu „walczyły dzieci” itd. świadczą o porażającym braku wiedzy o tym tragicznym wydarzeniu.

  7. Nie chcę nikogo atakować. Zadałem tylko pytanie, w pierwszym komentarzu do tekstu KR, o dostępne żródła. Ja sam pamiętam, co się mówiło jesienią 81. 13 grudnia przyszedł rano kolega i po prostu zaprosił mnie „do lasu”. Przestałem te sprawy śledzić, a niezależnie ode mnie warto szerszej publiczności udostępnić dokumenty i wspomnienia wskazujące na zamiary… no właśnie: czyje?

  8. No chyba wiesz Konradzie, co to są przyczyny powstania. Przede wszystkim chyba polityczne interesy pilsudczyzny.

  9. Co zaś się tyczy „chwalenia Jaruzelskiego”, to po prostu zwracam uwagę, że gdyby nie Generał – mogło być tak pięknie. Dziś by pisano: „nie było szansy, patriotyczne nastroje młodzieży solidarnościowej były tak podniecone po 37 latach komunizmu, że nie było innego wyjścia! Choć dziś można krytykować bierność generała Jaruzelskiego i może zbyt pochopne działania Jacka Kuronia zmierzające do powołania rządu narodowego w sytuacji, gdy wkroczyły sowieckie czołgi, to jednak nie wolno nam potępiać tej wspaniałej młodzieży, która ginęła w polskich stoczniach i kopalniach!”

  10. No nie tylko piłsudczyzny, także Mikołajczyka, prawdziwego poprzednika naszych obecnych neokonow, przekonanego, że „przyjdzie Ameryka i załatwi!” tylko tu trochę poszumimy.

  11. Śmieszne to gadanie o piłsydczykach bowiem autentyczne organizacje piłsudczykowskie takie jak OPW były przeciwne jego wybuchowi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.