Jak urząd celny tworzy bezrobocie

Działalność gospodarcza firm z miejscowości Wilkszyn koło Wrocławia, zatrudniających łącznie ponad 80 osób, została cztery razy z rzędu wyróżniona nagrodą „Gazela biznesu” oraz innymi nagrodami, co jest efektem m.in. regulowania w terminie znaczących kwot podatku do urzędu skarbowego, urzędu celnego oraz gminy. Teraz przyczyną krytycznej sytuacji jest sprzedaż oleju opałowego.

 

Ciągłe kontrole

Ustawa o podatku akcyzowym nałożyła na przedsiębiorców sprzedających olej opałowy konieczność uzyskiwania od kupujących specjalnych oświadczeń o przeznaczeniu oleju opałowego, które zawierać musiały szereg informacji. Na dodatek do 2009 roku prawo nie dawało sprzedającym możliwości ani odpowiednich narzędzi do weryfikowania danych osobowych kupującego, a co więcej, ustawa o ochronie danych osobowych jasno określała, kto może legitymować obywateli. Dlatego w powszechnym odczuciu przedsiębiorców budziło to nie tylko szereg wątpliwości w praktyce, ale również obiekcje co do zgodności z konstytucją.

Prowadząc działalność gospodarczą w postaci składu podatkowego obie firmy były przez wiele lat bezpośrednio nadzorowane przez urząd celny, posiadający nieograniczony dostęp do wszystkich dokumentów. – W każdy dzień roboczy przebywał w naszej firmie urzędnik urzędu celnego z komórki Stałego Nadzoru Podatkowego. Nie wnosząc nigdy zastrzeżeń co do sposobu obrotu towarami akcyzowymi, jakim jest m.in. olej opałowy, byliśmy przeświadczeni o dobrze wykonywanych obowiązkach – mówi „Najwyższemu Czasowi” Monika Cicha, właścicielka firmy Gazda. – Nieprawidłowości nie wykazywały także liczne bieżące kontrole prowadzone przez urząd celny oraz kontrole, na podstawie których później wydawane były niekorzystne dla mnie decyzje – podkreśla.

W 2007 roku firma Gazda została poddana kontroli z prawidłowości obrotu olejem opałowym za rok 2005, zakończonej protokołem bez zastrzeżeń. Urząd celny przez następne 2 lata nie podejmował wobec właścicielki żadnych czynności, co pozwalało przyjmować, iż stosowane procedury oraz dokumentacja są zgodne z wymogami prawa. Dopiero w połowie 2009 roku wszczęto postępowanie, które zakończyło się decyzją urzędu celnego nakazującą zapłatę kwoty około 220 tys. zł zaległego podatku akcyzowego wraz z odsetkami. Zaległość miała wynikać z wadliwego – w ocenie urzędu – zastosowania obniżonej stawki akcyzy i nieodprowadzenia podatku w wyższej wysokości. – Działanie takie było ewidentnym sposobem na naliczenie dodatkowo większych odsetek karnych – twierdzi Cicha. Zdaniem urzędników część oświadczeń kupujących wypisana była na nieistniejące osoby lub osoby, których urząd celny nie mógł odnaleźć. Organ kontrolujący nie dowiódł faktycznego przeznaczenia oleju opałowego, co przecież przesądza o zastosowaniu takiej, a nie innej stawki akcyzy, skupiając się tylko i wyłącznie na formalnej poprawności oświadczeń. – Uchybienia, jakie organ zarzucał, dotyczyły treści lub formy tych oświadczeń i w mojej ocenie były niejednokrotnie wręcz absurdalne – uważa Chicha. W rezultacie za niezgodne z przeznaczeniem zużycie oleju opałowego obciążani są sprzedawcy oleju opałowego, a nie ewentualni nierzetelni kupujący, którzy mogli celowo podać nieprawdziwe lub niepełne dane na oświadczeniach, których to danych sprzedający i tak nie miał prawa zweryfikować. – Często w ramach prowadzonego postępowania urzędnicy wysyłali do kupujących zapytania dotyczące potwierdzenia faktu zakupu, przy czym podawali mylnie odczytane ilości. W innych przypadkach przekręcano nazwiska czy adresy klientów – mówi Cicha. – Nie dziwi mnie więc fakt, że część odbiorców w takiej sytuacji zaprzeczyła, że taki zakup miał miejsce, a proceder taki spowodował również to, że w oczach naszych klientów zostaliśmy przedstawieni jako oszuści wykorzystujący dane osobowe klientów – dodaje.

Wobec obu firm wydano decyzje domiarowe na kolejne kwoty, tj. około 1 mln zł. – Urząd celny, stosując takie same, niedopuszczalne interpretacje przepisów i naliczania akcyzy, doprowadził do tego, iż kwoty zaległości już skutkują ograniczeniem naszej działalności, a w najbliższej perspektywie spowodują upadłość naszych firm – mówi Cicha. – W obecnej chwili wypowiedzieliśmy umowy o pracę ponad 40 pracownikom, a w najbliższym czasie zostanie zwolnionych kolejnych 40 osób, w konsekwencji po prawie 25 latach kończymy naszą przygodę biznesową w polskim piekiełku – dodaje, gdyż jak zaznacza, firmy nie dysponują żadnymi nadwyżkami finansowymi, aby uregulować nałożone kary. – Byliśmy na spotkaniu w urzędzie celnym w sprawie prowadzonych równolegle postępowań w firmach Gazda i Gazela. Kierownik referatu akcyzy wezwał nas trochę tak nieoficjalnie – mieliśmy takie sygnały, że może się dogadamy, że rozłożą nam to na raty, a oni zablokowali nam konto, czym zablokowali zupełnie działalność – opowiada „Najwyższemu Czasowi!” Bartosz Wyskiel, kierownik w firmie Gazela. – [Urzędnik] powiedział, że nie widzi innej możliwości i prosił o przygotowanie się na likwidację firmy. Nie było rozmowy, że urząd da nam szansę. Oni robią wszystko, żeby jak najszybciej wyegzekwować, ściągnąć kwoty – dodaje.

 

Tysiące poszkodowanych

W podobnej lub gorszej sytuacji znajduje się około tysiąca osób w całej Polsce, z których zdecydowana większość nie ma pieniędzy na adwokatów, sądy, a nawet na przyjazd do Warszawy na spotkania informacyjne w Polskiej Izbie Paliw Płynnych, gdyż zostali ograbieni do cna przez państwo. Krzysztof Swatowski przeniósł swoją firmę do Rybnika, bo tak był męczony przez Urząd Celny w Opolu. Musiał ograniczyć działalność, a teraz co miesiąc musi spłacać wielotysięczne kary. Z kolei spółka KDM z Porajowa (woj. dolnośląskie) ma zasądzone 1,5 mln zł m.in. za to, że na oświadczeniu klient nie podał typu urządzeń grzewczych, w których spala olej. Klient zamiast „piec centralnego ogrzewania Buderus” wpisywał „Buderus”. W efekcie urząd celny wszystkie te oświadczenia odrzucił i policzył akcyzę sankcyjną (2047 zł za każde 1000 litrów). Inną „nieprawidłowością” firmy było to, że opóźniła się z wysłaniem do urzędu celnego miesięcznego zestawienia oświadczeń klientów. Kara została nałożona, mimo że podczas wcześniejszego postępowania urzędu celnego każdy klient tej firmy stwierdził, że olej zużył do ogrzewania. Firma KDM przygotowała te wszystkie oświadczenia klientów z numerami pieców, numerami seryjnymi, bo wiedziała co się będzie święcić. Tych tłumaczeń urząd celny jednak nie przyjął, a sąd podtrzymał decyzję.

Mirosław Kulak, przewodniczący Komitetu Koordynacyjnego Dystrybutorów Lekkiego Oleju Opałowego, także musiał zamknąć swoją firmę, którą prowadził w małej miejscowości w województwie łódzkim. – Naliczyli mi prawie milion złotych akcyzy za to, że klient w oświadczeniu nie wpisał kodu pocztowego albo wpisał datę w złym miejscu. Zabrali mi ponad 200 tys. zł; wszystko co miałem. Po 30 latach musiałem zamknąć firmę. Zwolniłem 20 osób. Przez rok byłem bezrobotny – opowiada Kulak „Najwyższemu Czasowi!”. – Represje dotknęły 1700 firm takich jak moja. W ciągu 4 lat ponad 800 z nich zbankrutowało. Inni, jak mój znajomy, któremu naliczono 3 mln zł, będą spłacać niezawiniony dług wobec państwa do końca życia. Jedyne, czego dziś żałuję, to tego, że byłem uczciwy – mówi Kulak. W innej sprawie Naczelny Sąd Administracyjny w skandalicznym wyroku stwierdził, że decyzja urzędników została wystawiona nie do końca zgodnie na tę firmę, na którą powinna być wystawiona, a uzasadnienie odrzucenia skargi w tej sprawie było takie, że Urząd Kontroli Skarbowej miał prawo tak zrobić, ponieważ gdyby tak nie zrobił… to doszłoby do przedawnienia! Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że prawie 80 procent firm w branży ma problemy. Działa to tak, że urzędy celne szukają winnego, a jeżeli nie znajdą, to wracają do poprzedniego podmiotu, żeby kogokolwiek ukarać. – [Urzędnicy] znaleźli miejsce, gdzie łatwo mogą się wykazać – mówi Kulak, zaznaczając, że zgodnie z ustawą akcyzę sankcyjną można nałożyć wyłącznie w czterech przypadkach: za sprzedaż oleju opałowego na stacji paliw, zmianę przeznaczenia, odbarwianie i usuwanie znacznika, a urzędnicy interpretują ją tak, że karają za błędy formalne czy literówki w oświadczeniach klientów – dodaje.

Dlaczego nie zmienia się ułomnego prawa? Żeby móc niszczyć przedsiębiorstwa? Żeby mieć haki na wszystkie firmy? – Dziwną sprawą jest to, że od kilku lat nie zmienia się ta [szkodliwa] ustawa. Nikt nie chce zmiany przepisu. A prawo to rodzi bardzo dużo patologii. Urzędnicy nie sprawdzają stanu faktycznego – czy ten olej opałowy faktycznie przeznaczony był do celów opałowych, tylko czepiają się [bzdurnych] braków formalnych – mówi Wyskiel. – [Kontrolerzy z urzędu celnego] szukają każdego kruczka, żeby dowalać kary. Ministerstwo Finansów zrobiło sobie tą ustawą furtkę, dzięki której może wrzucać określone kwoty z tytułu przychodów budżetowych. Prawdopodobnie jest jakaś cicha zmowa milczenia, dlatego tej ustawy nie nowelizują. Jak potrzeba ściągnąć z przedsiębiorców więcej pieniędzy, to wypisują takie wątpliwe decyzje – uważa Wyskiel. – Zwracamy uwagę na złe prawo od 4 lat, niestety nic się nie zmienia, a wręcz jeszcze się pogarsza. Prawo jest tak skonstruowane, że sprzedawcy oleju opałowego nie mają możliwości wypełnienia go, i to z wielu powodów. Choćby dlatego, że nie mają możliwości weryfikacji pewnych danych, [które ustawa nakazuje zamieszczać kupującym w oświadczeniach], jak NIP, typ i moc kotła, adres zameldowania. Dane te podaje klient, a potem za wszystkie nieprawidłowości jest karany sprzedawca, nawet za to, że ktoś nie napisał słowa „piec” – mówi Kulak. – Jak Ministerstwo Finansów może tolerować, spokojnie patrzeć na to, że 80 procent branży nie spełnia wymogów, ma z tym problemy i nic nie robić z ustawą? – oburza się.

– W obliczu kryzysu doprowadzanie przez organy państwowe celowymi działaniami nastawionymi na realizację źle pojmowanych celów do upadku przedsiębiorstw funkcjonujących i dających zatrudnienie jest nielogiczne i podważa zasadę zaufania obywateli do państwa. Szczególnie że nie ma tutaj ryzyka utraty ewentualnych wierzytelności Skarbu Państwa – komentuje Cicha. Niektóre osoby są tak zmęczone i zniszczone przez urzędy celne, że do końca życia nie chcą mieć nie wspólnego z prowadzeniem jakiejkolwiek działalności gospodarczej. Inne z branży popełniają nawet samobójstwa lub umierają na zawał serca. – Ile jeszcze osób musi odebrać sobie życie (według danych potwierdzone przez PIPP troje przedsiębiorców to zrobiło), żeby decydenci się opamiętali i zaprzestali niszczyć innych, zasłaniając się wymogami prawa, kiedy wszyscy doskonale wiedzą, że nie chodzi o żadne tam prawo, a o ratowanie budżetu i byt urzędników? – pyta Cicha. – My tak naprawdę niewiele chcemy od państwa, nie chcemy ulg, dotacji, stref, zwolnień, opieki, pomocy, narzędzi. Chcemy tylko prostego, pewnego, jasnego, stabilnego prawa i jego respektowania przez to państwo – podkreśla.

 

Mafii nikt nie kontroluje

Z jednej strony nakłada się gigantyczne kary na sprzedawców oleju opałowego za błędy formalne w oświadczeniach kupujących, a z drugiej strony po kraju rozlewa się olej w szarej strefie, którego nikt nie kontroluje. – Chyba o to chodzi – mają swoich ludzi, którzy robią na tym kokosy. Tak jak jest – jest im [politykom] wygodnie – sugeruje Kulak. – Uczciwych sprzedawców oleju opałowego kara się gigantycznymi sankcjami za błędy formalne, a rzeczywista mafia paliwowa robi, co chce, bez żadnych oświadczeń. Otwierają firmy na 2-3 miesiące, aby sprzedawać go do celów napędowych, potem znikają i nikt ich nie ściga – dodaje. – Najbardziej bulwersującą sprawą jest to, że według danych Ministerstwa Finansów pod rządami starej ustawy 76 procent przedsiębiorców miało problemy z jej prawidłowym wykonaniem, a pod rządami nowej ustawy – 80 procent – mówi Kulak. – Rzeczywiście część firm jest nieruszana. Funkcjonują normalnie i nic się nie dzieje. A część jest wycinana do podłóg. A przecież niemożliwe jest, żeby te 20 procent firm miało wszystko w porządku w oświadczeniach, bo tego się nie da. Oświadczenia są pisane przez setki tysięcy, a nawet miliony ludzi i nie ma takiej mocy, żeby się nie pomylili – zastanawia się Kulak. – Można wysnuć wnioski, że działania te są robione w celu zniszczenia konkurencji – wnioskuje Wyskiel.

W krajach Unii Europejskiej, jak na przykład w Niemczech, zagadnienie to już dawno doczekało się dobrze funkcjonujących rozwiązań, w ramach których to kupujący jest odpowiedzialny za uzyskanie z odpowiedniego urzędu potwierdzenia prawa do zastosowania niższej stawki akcyzy. Podobne rozwiązania podsunęła Solidarna Polska. Propozycja polegała na tym, że osoba chcąca kupić olej opałowy najpierw musiałaby zarejestrować się w urzędzie celnym i otrzymać zaświadczenie, że jest uprawniona do jego zakupu. Jednak 7 lutego br. podczas pierwszego czytania w Sejmie projekt zmiany ustawy o podatku akcyzowym został odrzucony głosami rządzącej koalicji PO-PSL (mimo że PSL na komisji sejmowej projekt popierało). – PO popiera swoich urzędników, kłamcę [Jacka] Kapicę [szefa Służby Celnej], który kłamał w Sejmie jak z nut. Po wysłuchaniu tego wszystkiego to powiem szczerze, że rzygać mi się chce na to, co się dzieje w tym parlamencie. Kłamią w żywe oczy. Kłamią, kłamią i jeszcze raz kłamią – denerwuje się Kulak. – [Kapica] mówił, że wprowadzenie tej zmiany spowoduje bardzo dużo uciążliwości dla kupujących, jak kupujący raz na 5 lat wyśle list, żeby urząd celny upoważnił go do zakupu, a zapomniał o tym, że urzędy kontroli skarbowej i urzędy celne ciągają tych ludzi po 3-4 razy w roku na przesłuchania, na policję – argumentuje.

Cały problem polega na tym, że akcyza za 1000 litrów oleju opałowego wynosi 232 zł, a oleju napędowego – 1196 zł. Więc różnica jest spora – mafia paliwowa ma na czym zarabiać. Tak naprawdę winny jest socjalizm, który nakłada na ten sam produkt różne stawki akcyzy. Czy państwo specjalnie wymyśla zagmatwane, niedorzeczne przepisy, aby potem móc łatwo zniszczyć rodzimy drobny biznes? Czy chodzi głównie o wyciągnięcie kasy z przedsiębiorców do dziurawego budżetu, a nie o sprawiedliwą egzekucję przepisów ustawowych i zapobieganie oszustwom skarbowym? Czy celem państwa jest represja uczciwych przedsiębiorców? – Wraz z mężem pracowaliśmy w tym kraju, jak również zakładaliśmy firmy i wychowywaliśmy dzieci w poczuciu, że tutaj warto i trzeba pracować. Całe nasze życie było skierowane na czynienie czegoś dobrego i nigdy nie wstydzimy się tego co robiliśmy. Tym bardziej jest dla nas bolesnym, iż jesteśmy ograbiani z majątku i godności w imię mylnie pojętego interesu Skarbu Państwa – żali się Cicha, która teraz może stracić rodzinny dom.

Tomasz Cukiernik 

 Niniejszy artykuł został opublikowany w nr 7 tygodnika “Najwyższy CZAS!” z 2014 r.

M.G.

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *