Jakże ważne słowa…

„Po pierwsze powiedziałbym, że człowiek mądry w takiej sytuacji opiera się na faktach, a nie na teoriach, zaś człowiek sumienia rozważa każde słowo i troszczy się, aby nie naruszało prawdy. Żeby o kimkolwiek, największym nawet wrogu, powiedzieć tak mocne słowa, trzeba znać fakty, mieć pewność.

Tymczasem tej pewności nie ma. Dlatego ci, którzy posługują się takimi teoriami i hasłami, robią sobie i tragedii smoleńskiej największą szkodę! I to trzeba im powiedzieć: robią krzywdę tragedii smoleńskiej, bo na tym etapie trzeba ograniczyć się do poszukiwań i badań. Można mieć postulaty, żądać powołania takich czy innych międzynarodowych komisji i dochodzeń, ale dopóki nie przyniosą one efektów, nie wolno używać zbyt mocnych słów, bo w ten sposób robi się krzywdę prawdzie i w niewłaściwą stronę ukierunkowuje się ból osób oraz myślenie całego społeczeństwa.

Trzeba też pamiętać, że w katastrofie smoleńskiej nie zginęli przedstawiciele jednego tylko nurtu politycznego, ale różnych środowisk. Pamięć ofiar Katynia chcieli uczcić wszyscy. W tej sprawie trzeba lać oliwę na wzburzone morze, nie zaś dolewać jej do ognia”

– stwierdził w wywiadzie dla KAI arcybiskup Józef Michalik.

To przykra niespodzianka dla „obozu smoleńskiego”. Głos tak ważnego hierarchy, utożsamianego z konserwatywną częścią episkopatu, poważanego na prawej stronie sceny politycznej, jest prawdziwym nokautem dla środowisk pisowskich oraz „Gazety Polskiej”.

Wypada podziękować arcybiskupowi, że nie bacząc na narzucaną „poprawność smoleńską”, wyartykułował prawdy oczywiste, które z różnych względów nie miały dotychczas szans przebić się do prawicowej opinii, choćby dlatego, że Kościół nie dość mocno reagował, kiedy wokół narodowej tragedii kwitło ewidentne oszołomstwo, które narzuciło Polakom własną narrację tego, co się wydarzyło pod Smoleńskiem.

Dlatego głos arcybiskupa przyjmuję z nieukrywanym zadowoleniem, bo jest to głos trzeźwiący, pokazujący, że czas położyć kres zawłaszczaniu narodowej tragedii przez PiS i „Gazetę Polską”, które uczyniły z niej geszeft polityczny (PiS) i finansowy („Gazeta Polska”).

Rysuje się szansa, że część opinii publicznej o sympatiach prawicowych, otumanianej dotychczas przez krzykliwy i cyniczny syndykat medialno-polityczny „Sakiewicz&Kaczyński” dostrzeże, że świat nie składa się tylko i wyłącznie ze spisków, agentów KGB i „rządów zdrady narodowej” i że poza środowiskiem „Gazety Polskiej” i PiS-u istnieje normalne życie.

Głos arcybiskupa Michalika jest wołaniem o normalność, o to by nie żyć w ciągłym napięciu i permanentnej podejrzliwości oraz by spojrzeć na otaczającą nas rzeczywistość nie przez smoleńskie okulary, których dioptra w żaden sposób nie pozwala dostrzec świata takim jakim on jest naprawdę.

Słowa arcybiskupa, co wypada zaznaczyć, to także akt odwagi, bo od dzisiaj arcybiskup znalazł się „na cenzurowanym” komisarzy smoleńskich, którzy nie darują mu takiego afrontu. Za chwilę zaczną ujadać, puszczając wodze trawiącej ich manii prześladowczej, bo taka ich natura. Ale to nic, niech sobie szczekają. Ważne, żeby karawana normalności jechała dalej.
Autor:

Maciej Eckardt

www.eckhardt.pl

aw

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.