Je ne suis pas Charlie

.

„Wszyscy jesteśmy Charlie” – tak francuski i europejski establishment zareagował na zamach terrorystyczny na pismo „Charlie Hebdo”. Prezydent Francois Holland stwierdził, że w zamachu „zginęli rysownicy o wielkim talencie, odważni kronikarze”, dodając, że „będziemy nadal w ich imieniu bronić tego przesłania wolności”.

W ten sam ton udzieli jednak wszyscy. Donald Tusk oświadczył: „Unia Europejska stoi ramię w ramię z Francją po tym strasznym czynie. To brutalny atak przeciwko naszym fundamentalnym wartościom, wolności słowa, filarowi naszej demokracji”. Wtórowała mu, a jakże, Ewa Kopacz, uznając, że to zamach na „podstawowe wartości Europy: demokrację i wolność słowa”. A Szef Amnesty International France, Stephan Oberreit, w komunikacie wyraził opinię, że „nadszedł czarny dzień dla swobody wypowiedzi i tętniącej życiem kultury prasowej”.

Prezydent Niemiec Joachim Gauck w swoim telegramie kondolencyjnym napisał, że „trzeba uświadomić sobie, że musimy niezmordowanie angażować się na rzecz wolności, praw człowieka i demokracji”, a polityk CDU, Katrin Göring-Eckart, uznała: „Musimy wspólnie bronić demokracji i wolności. Nie wolno nam dopuścić do podziałów w tej kwestii”.

Biorąc pod uwagę fakt, jakim pismem jest „Charlie Hebdo” – wszystkie te wypowiedzi brzmią niczym ponury żart. Owi „odważni kronikarze”, jak ich określił Holland, zajmowali się z wielką żarliwością niszczeniem innych wartości, które uznawali za „wsteczne” i „obskuranckie”. I bynajmniej to nie islam był pierwszym celem ich ataku – ale Kościół i chrześcijaństwo. Skala prymitywizmu i nienawiści, jaką niosły rysunki „Charlie Hebdo” jest porażająca i dopiero teraz mogliśmy się z tym zapoznać.

Jeśli więc establishment europejski uznaje, że to pismo jest symbolem „wolności słowa” i „europejskich wartości”, i mówią tak także tzw. politycy chadeccy, to znaczy, że znaleźliśmy się w jakimś nierzeczywistym świecie ogarniętym przez szaleństwo. Holland mówił o „wartościach Republiki Francuskiej”. Można spytać – jakich wartościach? Przecież takie pornograficzne i szmatławe pismo jak „Charlie Hebdo” nie miało by szans na zaistnienie nawet za rządów jakobinów podczas rewolucji, bo pomimo tego, że byli oni radykałami, to jednocześnie uznawali za ważne coś takiego, jak moralność publiczna (stąd decyzja o aresztowaniu skandalisty markiza de Sade). Także w okresie V Republiki, w 1970 roku, władze francuskie zamknęły poprzednika „Charlie Hebdo” za obrazę Głowy Państwa. „Charlie Hebdo” to nie jest wcale uosobieniem wartości republikańskich, takich jak wolność słowa, lecz jest przykładem degrengolady moralnej i ideowej postmodernizmu, który niszczy od fundamentów cywilizację europejską.

Gdyby władze w Paryżu uznały, że zamach w Paryżu to wyzwanie rzucone Francji, jej wielkości i suwerenności – to byłoby to całkowicie zrozumiałe i prawdziwe. Gdyby uznały, że polityka Francji, popierająca tzw. kolorowe rewolucje na Bliskim Wschodzie, które stały się wylęgarnią islamizmu – to był błąd, miałyby rację. Gdyby wreszcie stwierdziły, że tzw. polityka multikulturowości w przypadki muzułmanów to droga donikąd – powiedziałyby prawdę. Zamiast tego mamy festiwal nowomowy i bełkotu oraz kabotyńskie hasło „Je suis Charlie”. Ekstremizm tego pisma wywołał reakcję drugiego ekstremizmu – i taka jest prawda o tym, co wydarzyło się w Paryżu.

Jan Engelgard

http://www.mysl-polska.pl

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *