„Jego głowa stała się zapłatą za taniec”

 Dzisiejsi duszpasterze wcale nie poruszają tego tematu ani w kazaniach, ani w katechezach. Jeśli coś się mówi na ten temat, to najbardziej twarde słowa mogłyby brzmieć następująco: „Ja wam nie zabraniam tańczyć, to nic złego, jednak uważam, że tańce w piątki są niewłaściwe, bo to dzień męki Pana Jezusa”. Ale w tym zdaniu jest tylko zachęta do powstrzymywania się w piątki, jako dniu męki Pańskiej, od rozrywki, tak jak powstrzymujemy się w ten dzień od jedzenia mięsa. Nigdy jeszcze nie słyszałem ani w rozmowach, ani w kazaniach, ani nie czytałem w gazetach, aby próbowano wskazać przynajmniej na niebezpieczeństwo tańców. Chcę więc pokazać, jaka jest nauka Kościoła w tym względzie.

Papież Benedykt XIV nazwał współczesne sobie tańce „brudną rozrywką”, a „Katechizm, czyli nauka chrześcijańska” z 1785 r. podaje: „Same z siebie nakłaniają do nierządu obnażenia nieskromne, książki, malowidła nieprzystojne, komedie, bale, tańce, poufałości między osobami różnej płci, to wszystko nakłania samo z siebie do nieczystości” . Benedykt XV w „Sacra propediem” (1921) pisze o tańcach, zwłaszcza południowoamerykańskich, które wchodziły wówczas w modę, a dziś uważane są za „konserwatywne”: „jedne gorsze są od drugich, i stanowią najskuteczniejszy środek do pozbycia się wszelkiej wstydliwości„. Pius XI zaś w „Ubi arcano” (1922) opłakuje „wielki zanik skromności w ubiorach, przede wszystkim zaś w tańcach„.

A co na ten temat mówią święci? Św. bp. Sebastian Pelczar: „Tańce dzisiejsze, według słów św. Franciszka Salezego, mają nachylenie ku złemu, ze względu na sposób, w jaki się odbywają. Wskutek tego dla niejednej młodej i nieostrożnej duszy mogą się stać niebezpieczne. Dlatego wszyscy nauczyciele życia duchowego zakazują tańców nieskromnych lub namiętnych, bo są one <biesiadą diabelską> (św. Efrem), <trumną niewinności i grobem wstydliwości> (św. Ambroży)”. A znowu św. Pius z Pietlerciny, podobnie jak św. Jan Vianney, przy spowiedzi ostro traktował uczestników tańca. Pewnej penitentce tłumaczył: „Ty możesz być pewna swoich uczuć, a nie uczuć innych. Ja nie potępiam tańca jako takiego, lecz upieram się i utrzymuję, że jest on niebezpieczeństwem grzechu„. Św. Alfons Liguori zaś ostrzega: „Ojcowie nie pozwalajcie swym dzieciom uczęszczać na tańce„.

W Piśmie św. jest nieraz mowa o tańcach i nie zawsze ten taniec jest ganiony, jednak taniec z Biblii to nie nasz taniec, w którym mężczyzna obejmuje i przytula kobietę. Nowoczesny taniec to zabawa, która prowadzi do zmysłowej przyjemności – jakże często przyjemności niedozwolonej, a więc do grzechu, choćby tylko lekkiego. Z tańcem związana jest również nagość, czyli strój, który bardziej odkrywa niż przykrywa. Za moich młodych lat tyle nagości nie było, co teraz. Teraz więc sprawa jest jeszcze ostrzejsza niż kiedyś.

Chcę niejako poświadczyć, że to, co piszę jest prawdą, przywołując osobiste doświadczenie. Kiedy byłem młody, nikt mi nie tłumaczył, tak jak ja się staram wytłumaczyć swoim czytelnikom, że taniec może być nawet grzeszny, nikt nie napomknął ani nawet jednym słówkiem, że może to być coś niewłaściwego – wszyscy tańczyli i ja też tańczyłem. W tańcu czułem przyjemność płynącą z fizycznej bliskości drugiej osoby. To było niby niedozwolone, ale jednak dozwolone, no bo przyjęte przez ogół. Wolałem się wtedy nad tym nie zastanawiać, nie dochodzić samemu do jakichś wniosków, aby nie musieć się rozstawać z tą dozwoloną-niedozwoloną przyjemnością. Taki jest człowiek, Niestety, taki byłem, zanim zrozumiałem, jak jest wola Boża wobec mnie. Takimi byli też moi koledzy. Chciałoby się i Bogu podobać, i ludziom, i coś jeszcze przyjemnego mieć dla siebie. Tak człowiek wierzący, dziecko Boże, nie może postępować! Człowiek, poznawszy jaka jest wola Boża, powinien za nią pójść, bez względu na to, czy się to komuś podoba czy nie.

Może ten list wywoła jakieś poruszenie wśród wiernych, bo przecież nikt nigdy tego nie głosił, a tu ksiądz sobie coś wymyślił. Ale przecież ja nic nie wymyśliłem, przyznałem się nawet, że w przeszłości byłem taki sam. Przekazałem jednak, co o tańcach naucza Kościół – że są niebezpieczne, że stanowią okazję do grzechu, a wiele „nowoczesnych” formach z całą pewnością są grzeszne. A więc podpowiadam, jak ma postępować człowiek, który wierzy i ufa Bogu.

Ks. Edward Wesołek, FSSPX, „Zawsze Wierni”, grudzień 2009, s. 36 – 37.

Click to rate this post!
[Total: 1 Average: 5]
Facebook

0 thoughts on “„Jego głowa stała się zapłatą za taniec””

  1. Dobry i bardzo potrzebny tekst – poza tym nie będzie zarzutów, że Pan Salwowski „wariuje” na tym punkcie,bo tym razem autorem jest ksiądz Wesołek. Jego stała rubryka odnosząca się do życia codziennego należy do moich ulubionych. Tutaj krótko kulisy dołączenia do FSSPX http://gdynia.piusx.org.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=138%3Apierwszy-polski-ksidz-przechodzi-do-bractwa-w-piusa-x&catid=15%3Apublikacje-o-bractwie-1997-1999-r&Itemid=10&lang=pl (co do samego czasopisma to obecnie ks. Edward Wesołek jest redaktorem naczelnym „Zawsze wiernych”)

  2. Ciekawa co na to powiedzą ci co obrzucali p.Salwowskiego epitetami w rodzaju: kryptokalwinista, maniak itp. , a jednocześnie mienili się obrońcami „tradycyjnego katolicyzmu”. Tradycyjna nauka Kościoła jest jasna i nie da się jej pogodzić z „tradycjonalistami” mocnymi w gębie na forach, a jednocześnie gustujący w światowych rozrywkach. Matka Boże w Fatimie jasno ostrzegała, że najwięcej dusz idzie do piekła za grzechy nieczyste!

  3. Salwowskizm jest śmieszny, bo z rzeczy trzeciorzędnej robi kluczową kwestię. Jego chrześcijaństwo jest starotestamentalne, ogranicza się do tępego wykonywania prawa. Tańce mogą być grzeszne,ale nie muszą. Podobnie jak np. oglądanie filmów,picie,jedzenie,dowcipy.

  4. Ad. Joker – a kto to mówi, że dokładnie każdy taniec musi być grzeszny??? Widać, że w ogóle Pan nie rozumie o co chodzi w tradycyjnie katolickich przestrogach przed tańcami damsko-męskimi. Próbując właściwie ukierunkować Pana myślenie, zadam następujące pytanie: czy uważa Pan, że dokładnie każde leżenie obcego mężczyzny z obcą niewiastą musi być grzeszne (bądź do grzechu prowadzić)? A jeśli nie (podpowiadam niniejszym prawidłową odpowiedź), to czy w związku z tym można powiedzieć: „Wspólne leżenie z dziewczyną/niewiastą w jednym łożu może być grzeszne, ale nie musi. Podobnie jak oglądanie filmów, jedzenie, picie, dowcipy. Wszystko zależy tu od intencji i nastawienia osób wspólnie leżących w jednym łóżku”? Mała uwaga na koniec: jeśli coś było nazywane w nauczaniu katolickim „bliską okazją do grzechu” to niemal „ex definitione” nie może być nazwana „trzeciorzędną kwestią”. I dlaczego pod tekstem ks. Wesołka z Bractwa św. Piusa X odnosi się Pan do „salwowskizmu”? To jest tekst ks. Wesołka. Jakaś obsesja?

  5. A skąd przeświadczenie autora, że przyjemność odczuwana w trakcie tańców jest niedozwolona sama z siebie, zawsze?

  6. Mężczyzna potrafiący tańczyć zyskuje na atrakcyjności w oczach kobiety. Planuje się właśnie zapisać na kurs tańca. Widziałem galerię zdjęć jednej szkoły – ale dziewuch! A ja jestem kawalerem.

  7. @Joker Niech Pan uwaza na to co Pan mowi i pisze.Pan Salwowski jest teraz kumplem PO i moze byc z Panem zle.

  8. Spytaj pan swojej mamy. Ja zamierzam się kiedyś ożenić a gdzieś muszę kobitę zapoznać. Ponieważ nie studiuję więc jakieś zajęcia dodatkowe odpadają, po ulicy i centrach handlowych nie będę biegał jak jakiś desperat to coś takiego jak szkoła tańca pozostaje dobrym pomysłem. Muszę zapoznać swoją żonę tam gdzie są kobiety. Normalne kobiety bo burdel odpada.

  9. I znów pojawili się znani „obrońcy tańca”. Czego tu bronić? Podstawowe pytanie – w jakim celu? Ad Santus Faustus I – to jakiś Pański motyw życiowy z tym poszukiwaniem żony? Z poprzednich wypowiedzi wynika(a przynajmniej to sugerowały), że poprzez jakieś formy obcowania płciowego, teraz taniec. Jak ma Pan z tym taki problem to może najwyższy czas zauważyć, że nie tędy droga?

  10. A którędy droga? Seminarium wykluczam bezwarunkowo. Tak właściwie to mam głęboko w nosie taniec. Idę tam bo jest tam sporo fajnych dziewuch. A przy okazji: nie muszę tam iść w Adwent. Jest czas na post i jest czas na karnawał. Nie widzę tu żadnego konfliktu.

  11. Ad. Santus Faustus 1 – pana sprawa, jak Pan znajdzie żonę. Nie jestem ani Pana rodzicem, ani w inny sposób nie sprawują nad Panem jakiejś formy władzy, by móc Panu czegoś zakazać. Proszę jednak wziąć pod uwagę, że przez wieki setki milionów ludzi poznawało się i pobierało bez tańców d-m, często tworząc szczęśliwe i przykładne małżeństwa. Sam osobiście najbardziej dobre, przykładne, wielodzietne i szczęśliwe małżeństwa, jakie znam, to te, który poznały się bez żadnych tańców. Taniec d-m naprawdę nie jest warunkiem koniecznym poznania przyszłej żony 🙂

  12. Po przeczytaniu całej strony zastanowiłem się czy tego rodzaju tradycjonaliści jak p. Salwowski czy niektórzy komentatorzy chadzają na wesela. Wywnioskowałem że nie, bo pewnie się nie zadają z ludźmi tańczącymi. Biorąc pod uwagę ich niechęć do większości innych współczesnych form poznawania przedstawicielek płci pięknej (nie chodzi mi rzecz jasna o spółkowanie tylko inne sytuacje które u niektórych „stwarzają okazję do grzechu”), w obecnych czasach mocno maleją ich szanse na założenie rodziny i zamiast spłodzić potomków i wychować ich na dobrych katolików, często wymierają bezpotomnie. Pytanie tylko czy to jest zgodne z Boskim Zamysłem. O ile wstępują do seminarium bądź klasztoru – pewnie tak. A co jeśli nie wstępują?

  13. Ad ElDesmadre – Nie wiem jak Pan, ale ja zgodnie z logiką i doświadczeniem życiowym zauważyłem inną tendencję. Znam osoby, które bynajmniej nie są żadnymi tancerzami czy tam imprezowiczami, mają żony i dzieci. I takich osób widuję sporo. Z kolei takich, którzy lubią taniec – nie. Może jakbym poszukał to znalazł bym jakiś wyjątek, ale co do zasady są to ludzie, którzy traktują kobietę przedmiotowo, taniec w takiej formie jak dziś założenia wiąże się ze zmysłowością. Nie znam osób o jakiejś odpowiedniej formacji duchowej czy silnej woli, które by się temu oparły. A nawet gdyby miały odpowiednią formację duchową – to tym bardziej po co miałyby się czymś takim zajmować? Wesele na którym ostatnio byłem to był jak dla mnie dom publiczny w wersji „lightowej” (ciężko mi porównać jako,że z prawdziwym domem publicznym nie miałem do czynienia). Jako bezpośredni obserwator mogę powiedzieć, że nie widziałem żadnych dobrych owoców tego bronionego z uporem godnym lepszej sprawy tańca. Te owoce były bardzo złe. Naturalnie nie rwałem się do tańca, jako obserwator z zewnątrz tego czułem się jak na jakimś parszywym i zdeprawowanym filmie. Jakieś teksty o pozytywnym wpływie tańca na poznawanie przyszłej żony czy dzietność to jakiś absurd. Jak ktoś chce się stoczyć czy odczuwa jakieś ciotowate zapędy do tańca jak te pajace ze słynnego „You Can Dance” to ma wolną wolę i niech wybiera co uważa za odpowiednie. Podobnie dziwne i niezrozumiałe są te wtrącenia o seminarium czy klasztorze. A najdziwniejsze jest dla mnie to, że w ogóle na konserwatywnej stronie pojawiają się takie głosy. Nie wystarczy, że większość młodzieży lata pijana po klubach, tańczy, stacza się, to jeszcze na portalu, który stanowi jedną z ostatnich znaczących ostoi zdrowego rozsądku coś takiego się pojawia.

  14. Potrzebny jakiś wysiłek? Proszę bardzo – bieganie, ćwiczenia siłowe, techniki walki wręcz czy nawet walka długim mieczem, opcji jest wiele. Ktoś szuka żony? To w temacie wyboru małżonka z książki ks. Stehlina FSSPX „Istota, godność i misja kobiety”, Te Deum, Warszawa 2009, strona 108 : „Nie da się osiągnąć dobrego celu, stosując złe środki. Dobrego, wartościowego towarzysza na całe życie nigdy nie znajdzie się w atmosferze grzechu. Natomiast takie wydarzenia, jak spotkania katolickich ruchów młodzieżowych, dni skupienia, święta rodzinne (na przykład z okazji imienin lub urodzin) czy spotkania u godnych szacunku znajomych są z pewnością dobrą okazją do zawierania wartościowych znajomości. W Polsce podczas pielgrzymek do Częstochowy widać czasami, jak pielgrzymujące pary, idąc na czele swojej grupy pielgrzymkowej, uczestniczą w uroczystym wejściu na Jasną Górę ubrane w ślubne suknie i ślubne garnitury. To mogą być narzeczeństwa wywodzące się z wcześniejszych pielgrzymkowych znajomości, które po wejściu do klasztoru jasnogórskiego otrzymają tam sakrament małżeństwa. To mogą także być małżonkowie, którzy wyrażają w ten sposób swoją wdzięczność Matce Bożej za łaskę wzajemnego poznania i proszą o dar potomstwa. To piękny, godzien upowszechnienia zwyczaj.” W tą stronę wiedzie droga do udanego małżeństwa, nie przez jakieś tańce czy kontakty fizyczne (jak sugerował kiedyś Santus Faustus I, uzasadniając to epoką).

  15. Panie Salwowski: kiedyś żonę dostawało się np. za gęś i taniec d-m faktycznie był zbędny. Dzisiaj rodzice nie kojarzą już par. Taniec d-m też nie jest dzisiaj koniecznie niezbędny, ale baaardzo ułatwia. One to po prostu lubią i chcą tańczyć na swoich weselach. W szkole do której zamierzam się udać widziałem nawet opcję „dla narzeczonych”.

  16. Ad. Santus Faustus I – a ja znam konkretne pary małżeńskie, które w dzisiejszych czasach poznały się bez tańców d-m i które są wzorem szczęśliwych i udanych małżeństw. Wystarczy trochę odwagi, by nie iść za utartymi, lecz zarazem wątpliwymi i niebezpiecznymi schematami kulturowymi, by zdobyć dobrą żonę bez tańców. Tańce d-m tylko pozornie ułatwiają zawarcie małżeństwa. Tak naprawdę trudniej jest na ich fundamencie budować dobre małżeństwo.

  17. @ P. Salwowski: dobrze, ale takich okazji do poznania kobiety w absolutnie sterylnym moralnie otoczeniu nie ma obecnie zbyt wiele, a wartościową kobietę jak najbardziej można poznać w otoczeniu mniej sterylnym. Zresztą, ja się tylko zastanawiam, bo sam nie muszę szukać. @ Inquisitor Laurencius: Co do tendencji, to być może i tak jest, ale czy jeśli nawet garstka osób znalazła wartościowego współmałżonka na kursie tańca, to znaczy że źle postąpiła? Co do dyskotek, kontrprzykładów itp. – to są to określone sytuacje sprzyjające rozwiązłości, które taniec wspomaga – choć nie musi tego robić ex definitione. A może to nie sam taniec jest zły, tylko określone zachowania mają tendencje do przyciągania określonego typu ludzi? To nie BMW 3 jest złe, ale jakoś tak nadzwyczaj często tymi modelami jeździ dresiarstwo. Mogę tylko mówić za siebie, ale nie przepadam tańczyć i nigdy nie poczułem się w trakcie tańca unurzany w zmysłowości. Wtręty z seminarium miały unaocznić, że nie ma sensu zawężać sobie szansy na znalezienie współmałżonka, szczególnie w świecie, w którym te zadanie i tak staje się coraz bardziej trudne. Nie miałem żadnych złośliwych intencji. Pana przykłady walk wręcz nie spodobają się panu Salwowskiemu, skoro potępił on w jednym z tekstów boks. Co do cytatu z księdza Stehlina, to ma on sens w uproszczeniu, ale co Pan powie o ludziach (są takie przypadki), którzy wyciągnęli prostytutkę z upadku i założyli z nią rodzinę? Zły owoc? A przecież spotkanie musiało się odbyć w atmosferze grzechu (choć być może bez zbliżenia). Też źle?

  18. Jeśli ktoś podczas zwyczajnego tańca z dziewczyną czy przypadkowego dotknięcia jej od razu zaczyna mieć głupie myśli to ma problem przede wszystkim ze sobą. Albo za długo żył w celibacie np. jako ksiądz. Ja nic do księży nie mam i nie uważam, że należałoby znieść celibat. Do seminarium idą dorośli mężczyźni, którzy wiedzą na co się piszą i jeśli komuś celibat nie odpowiada, to może zwyczajnie odpuścić sobie karierę duchownego. Ja wiem – można zapoznać żonę bez tańczenia z nią, ale jakiś kurs tańca i tak może mi się przydać. Wyczucie rytmu mam jakby mi słoń nadepnął na ucho i odcisk więc może jakoś minimalnie się nauczę. Problem w tym, że ja nie bardzo mam gdzie iść jeśli chcę się ożenić a muszę iść tam, gdzie są kobiety. Chodzenie na zebrana męskiej młodzieży katolickiej nie ma w tym celu żadnego sensu (ma za to w innym) podobnie jak chodzenie do burdelu. W pierwszym przypadku nie będzie tam żadnych kobiet, a w drugim takie, jakich nie chciałbym za żonę.

  19. Ad ElDesmadre – Cytat z ks. Stehlina to oczywiście pewna wskazówka. Co do walki wręcz – jest chyba pewna modernistyczna tendencja do całościowego potępiania tego, mieliśmy dawno temu w liceum zabawną rozmowę z księdzem,który twierdził, że takie treningi to grzech, bo można komuś zrobić krzywdę. Gdy zadaliśmy księdzu pytanie o wojsko i ćwiczenia żołnierzy – nie potrafił znaleźć argumentu. Podobnie z walką wręcz – ktoś ćwiczy by móc obronić swoją żonę, siebie, załóżmy radykalny przypadek napadniętego księdza na ulicy – czyni źle? Krzyżowcy ćwicząc robili źle? Oczywiście, że nie. Ma teleologiczne uzasadnienie. Czy może Pan wskazać takie uzasadnienie dla tańca? Wydaje się, że to jest jedno z podstawowych pytań w tym temacie. Co do tych kwestii z wartościowymi współmałżonkami poznanymi na kursach tańca czy wyciągnięciem z grzechu prostytutki – odnosząc się do tych drobiazgowych przykładów, podam swój a contrario : Bóg może posłużyć się nawet najgorszym heretykiem i może wyniknąć z tego jakieś dobro. Czy to by miało znaczyć, że herezja jest czymś dobrym i należy być heretykiem? Oczywiście nie. Wszechmogący Bóg może zmienić jakieś zło w dobro. Ale to przecież nie znaczy, że mamy czynić świadomie zło czy dobrowolnie się ku niemu skłaniać licząc na Opatrzność.

  20. Ad. Santus Faustus I Co prawdziwy mężczyzna robi, aby znaleźć kobietę swojego życia? Nic, sama przyjdzie.

  21. Ad Santus Faustus I – Nie chodzi o ten zabawny fragmencik „Jeśli ktoś podczas zwyczajnego tańca z dziewczyną czy przypadkowego dotknięcia jej od razu zaczyna mieć głupie myśli to ma problem przede wszystkim ze sobą”. Problem tkwi w skażonej grzechem pierworodnym naturze ludzkiej. Nie ma jakichś doskonałych „nietzscheańskich nadludzi” którzy mogą się sami z siebie całkowicie, zawsze i bezpiecznie „wyłączyć”, tańce są niebezpieczne, stanowią bezpośrednią okazję do grzechu, a wiele nowoczesnych form jest „z całą pewnością grzesznych” cytując ks. Wesołka.

  22. Jeśli będę tylko siedział w domu, zarośnięty i niechlujny to nie przyjdzie. Nie łudzę się. @Inquisitor: na każdego działa coś innego. Jeśli sam fakt tańczenia z dziewczyną NIE jest dla kogoś okazją do żadnego grzechu to nie widzę problemu. Nie jestem z żelaza ani jakimś nadczłowiekiem. Niektóre rzeczy faktycznie prowokują mnie do grzechu i tych muszę unikać. Ale tylko tańczenie z dziewczyną nie!

  23. Santus Faustus w jednym ma rację: okazje do grzechu są indywidualne a nie ogólne. Dodałbym, że daleko im od stałości w czasie i przestrzeni, oraz że są w znacznym stopniu zależne od kultury. Z tych powodów ferowanie zbyt ostrych sądów o tańcach d-m uważam za nieroztropne.

  24. Jeśli dla kogoś taniec jest okazją do grzechu to faktycznie niech go unika. A jeśli nie jest to czemu miałby sobie tego odmawiać (poza okresem postnym)? Życie to dar Boży – cieszmy się nim w granicach rozsądku.

  25. Ad. Executor: „Santus Faustus w jednym ma rację: okazje do grzechu są indywidualne a nie ogólne. Dodałbym, że daleko im od stałości w czasie i przestrzeni, oraz że są w znacznym stopniu zależne od kultury. Z tych powodów ferowanie zbyt ostrych sądów o tańcach d-m uważam za nieroztropne.” – a tu Pan trafił zupełnie kulą w płot. Owszem istnieją okazje do grzechu, które są bardziej indywidualne niż ogólne. Ale to nie znaczy, że wszystkie okazje do grzechu takie są. Otóż nie, istnieje niemała liczba okazji do grzechu, których potencjał niebezpieczeństwa i szczególnego przyciągania pokus tkwi w obiektywnej specyfice tych sytuacji, a nie tylko jakichś szczególnych indywidualnych słabościach poszczególnych osób. Leżenie z obcą niewiastą w jednym łożu będzie np. taką okazją do grzechu nie tylko dlatego, że dany mężczyzna jest wyjątkowo podatny na grzechy nieczystości, ale raczej dlatego, że już sama ta sytuacja przez atmosferę znacznie większej bliskości cielesnej i poufałości stwarza szczególne niebezpieczeństwo. Podobnie, przebywanie w klubie ze striptizem czy sex schopie będzie taką, a więc wynikającą ze specyfiki tych sytuacji okazją do grzechu. I podobnie jest z tańcami damsko-męskimi, których tradycyjna konwencja polega na tym, że w wymiarze praktycznym niemal zawsze przekracza się w nich kulturowe i/lub naturalno-biologiczne granice bliskości cielesnej, poufałości i skromności pomiędzy płciami, które są w danych czasach uznawane za dopuszczalne w innych sytuacjach. To siłą rzeczy musi przyciągać bardziej intensywne niż w wielu innych sytuacjach pokusy, niebezpieczeństwa i okazje do grzechu. Oczywiście nawet tak w wypadku tańców d-m, jak i spania w jednym łożu z obcą niewiastą, przebywania w klubie ze striptizem czy sex schopie zawsze będą różne indywidualne okoliczności i sytuacje sprawiające, że osoba się w nie angażująca nie zgrzeszy, a nawet nie będzie jakoś szczególnie kuszona do grzechu. Ale to nie zaprzeczy ogólnej prawidłowości związanej z takimi sytuacjami.

  26. Tylko niektórym potrzeba czegoś więcej niż jakiegokolwiek dotknięcia przedstawicielki płci pięknej np. w tańcu żeby zgrzeszyć. Leżenie na łóżku i np. oglądanie z nią jakiegoś filmu też mi nie wystarczy. Chyba, że byłby to jakiś pornos albo ona zaczęłaby się do mnie dobierać. Ale na repertuar oglądanych filmów mamy póki co jakiś wpływ. Tak więc jeśli sam taniec z niewiastą jest dla ciebie, drogi człowiecze, okazją do grzechu to potraktuj ten tekst, ostrzeżenia ks. Vianneya czy innych świętych na poważnie. Jeśli nie – to zapomnij o nich. Nie mówili ani pisali do ciebie.

  27. Ad. Santus Faustus I – dotknięcia we współczesnych tańcach d-m to nie są „jakiekolwiek dotknięcia”, ale często śmiałe dotknięcia, objęcia, przytulenia, ocieranie się w miejscach ciała uważanych za dość erogenne (np. talia, biodra). Święci zaś kierowali ostrzeżenia przed tańcami d-m do ogółu nie zaś do jakichś wyjątkowo słabych i przeczulonych na nieczystość jednostek. Proszę spojrzeć chocby, jakim tonem przed tańcami d-m przestrzega x. Franciszek Spirago w swym „Katolickim Katechiźmie Ludowym”: „Ogółem wziąwszy, należy KAŻDEMU TAŃCÓW STANOWCZO ODRADZAĆ, od nich wstrzymywać, zwłaszcza w dobie obecnej, gdzie WSZYSTKIE PRAWIE TAŃCE obrażają uczucia moralności i przyzwoitości przez nieprzystojne gesty i układ ciała tańczących. U BARDZO WIELU ludzi wyradza się taniec w namiętność, obudza w nich złe skłonności, zabija w nich ducha pobożności, a tak prowadzi do coraz większego rozluźnienia obyczajów i zepsucia”. Cytat za: Ks. Franciszek Spirago, „Katolicki Katechizm Ludowy”, Warszawa-Mikołów, cz. II, 1906 r. s. 401.

  28. „Do osiągnięcia swojego celu dusza potrzebuje ciała, jako że dzięki niemu osiąga doskonałość w wiedzy i w cnocie” [SG 3,144] „Dusza odłączona od ciała jest w jakimś stopniu niedoskonała, podobnie jak każda część która pozostaje poza całością, bowiem dusza w naturalny sposób jest częścią ludzkiej natury”. [SG 4,79] „Nie można pragnąć ani poznawać niczego, w czym nie ma podobieństwa do Boga” [Sent. 1,3,1,2, ad1] „Miłość naturalna jest niczym innym, jak skłonnością natury która pochodzi od dawcy natury” [ST I,60,3, ad.1] „Każdy czyn grzeszny wypływa z pewnego nieuporządkowanego pragnienia jakiegoś dobra doczesnego” [St, I-II, 77,4] „Sama miłość nadprzyrodzona przerasta zdolności natury. To zaś, co wykracza poza zdolności natury, nie może być czymś, co się ma z natury, ani czymś, co można osiągnąć w oparciu o naturalne zdolności gdyż skutek działania naturalnego nie wykracza poza swoja przyczynę. Dlatego miłości nadprzyrodzonej nie możemy mieć w sobie z natury ani zdobyć jej dziki naturalnym siłom, lecz przez wylanie Ducha Św., który jest miłością Ojca i Syna, a w której uczestniczymy przez samą naszą przyrodzoną miłość”. [ST II-II, 24,2] „Człowiek ma dwojaką naturę: rozumną i zmysłową. A ponieważ działanie zmysłowe prowadzi człowieka do czynów rozumnych, dlatego większość ludzi idzie za skłonnościami natury zmysłowej niż za nakazami rozumu, więcej jest bowiem tych, którzy coś zaczynają niż tych, którzy dochodzą do końca. Z tego powodu ludzie popełniają wady i grzechy, ponieważ idą za skłonnościami natury zmysłowej, wbrew rozumnemu porządkowi rzeczy” [ST I-II, 71,2, ad3]

  29. „I podobnie jest z tańcami damsko-męskimi, których tradycyjna konwencja polega na tym, że w wymiarze praktycznym niemal zawsze przekracza się w nich kulturowe i/lub naturalno-biologiczne granice bliskości cielesnej, poufałości i skromności pomiędzy płciami, które są w danych czasach uznawane za dopuszczalne w innych sytuacjach.” Jakie to są naturalno-biologiczne granice między płciami? Chyba takie żeby spłodzić potomstwo. Tej akurat granicy zwykłe tango czy inny menuet nie przekracza. Granic kulturowych też się nie przekracza gdyż normalni ludzie rozumieją, że jest to TYLKO taniec i jest on właśnie tą sytuacją w kulturze, w której większa bliskość jest dopuszczalna. Bez dalszych kontekstów. Może pan by tego nie rozumiał gdyby tańczył pan z kobietą i zaczął się niezdrowo podniecać.

  30. A nie uważacie, że tu idzie o grzech onanizmu, który tylko nie jest wprost nazwany? Żeby go uniknąć, czy raczej (jak wskazują badania statystyczne) wyzwolić się z niego, trzeba osiągnąć konkretną sprawność psychiczną między innymi sprawność wyobraźni. I żadne unikanie pokus nie ma znaczenia, bo z pokusą trzeba stanąć oko w oko w duszy. I tam się ją zwycięża. Są konkretne warunki osiągnięcia tej sprawności (powściągliwości a następnie umiarkowania) i konkretne jej owoce. Sprawność istnieje (za św. Tomaszem z Akwinu), gdy człowiek z przyjemnością odmawia sobie przyjemności seksualnych. Jest to akurat stan wykluczony przez ks. Wesołka: „Taki jest człowiek […] Chciałoby się i Bogu podobać, i ludziom, i coś jeszcze przyjemnego mieć dla siebie. Tak człowiek wierzący, dziecko Boże, nie może postępować!”. No, jak nie może, to nie może. Skoro cnota nie istnieje, to pozostaje tylko unikać okazji do grzechu. I dotyczy to nie tylko „niejednej młodej i nieostrożnej duszy” dla której tańce „mogą się stać niebezpieczne”, ale po prostu każdej duszy. Jedynym wyjściem jest zatem tłumienie uczuć seksualnych (polecam fora duchowo-poradnikowe), a doktryna moralna jest strażnikiem tego tłumienia. W takim stanie nie ma mowy o zrozumieniu czym jest kierowanie emocjami seksualnymi, bo każde pojawienie się takiej emocji, wiążę się z obowiązkiem jej stłumienia jako grzechu (lub okazji do grzechu, co na jedno wychodzi) .

  31. Ad. Santus Faustus I – przekraczaniem naturalno-biologicznych granic bliskości cielesnej i poufałości jest np. dotykanie erogennych miejsc ciała. Ba, już samo bardzo bliskie podejście do drugiego człowieka (które ma miejsca w tańcu) jest naruszeniem sfery, która psychologia zwie „aurą intymności”. Ogromna większość dzisiejszych tańców d-m narusza w sposób radykalny naturalno-biologiczne granice bliskości cielesnej, poufałości i skromności. Nie mówię tu o gestach typu ujęcie niewieściej dłoni, który to gest jest z pogranicza kulturowych i naturalnych granic bliskości. Ale nawet i w wypadku tego gestu trudno nie zauważyć, że jest on wkroczeniem na teren pewnej większej intymności. To zaś, że mówi się „to tylko taniec” i śmielej się wówczas przekracza granice bliskości, poufałości i skromności, jest właśnie jedną z głównych diabelskich pułapek zastawianych w tańcach d-m.

  32. @ p. Salwowski: Pan uważa że kontekst jest nieważny. Tymczasem owa aura intymności jest zawsze kulturowo, a nawet klimatycznie uwarunkowana. U ludów południowych sfera prywatności w rozumieniu odległości własnego ciała od ciała drugiej osoby, jest dużo mniejsza, czasami nawet marginalna. Ludy północy może to szokować, mogą sobie wyobrażać że takie zachowanie jak dotykanie się podczas rozmowy czy stanie twarzą w twarz tak, że czuć oddech drugiej osoby, wywołałyby u nich irytację/agresję/podnietę, gdy tymczasem dla ludów południowych takie zachowanie jest normalne i pozbawione podtekstów. Ale kontekst jest też ważny w obrębie jednej kultury. Objęcie biodra kobiety poza tańcem powoduje marszczenie brwi, ale podczas tańca już niekoniecznie (zależy oczywiście od tańca). Ten sam ruch wywołuje też różny odbiór u podmiotu (chyba że, jak słusznie nadmienił Santus Faustus, ma on problemy z sobą). Jestem np. bardzo ciekaw, czy np. taniec z własną matką podczas wesela łączy Pan z kompleksem Edypa? Bardziej wyrazistym przykładem na uświadomienie sobie powagi kontekstu jest chyba zawód ginekologa. W sposób oczywisty skrajnie narusza on sferę prywatną. I jeśli odczuwa przy tym niezdrową podnietę, to powinien zmienić zawód. Jeśli zaś nie, to nie robi niczego zdrożnego – wszystko zależy od kontekstu. Moim zdaniem myli Pan rozumną kontekstualizację z usprawiedliwianiem zła i wrzuca wszystko do jednego worka.

  33. Właśnie! Co z zawodem ginekologa? Przecież taniec przy tym to pierdnięcie pchły przy tornado. Chyba, że to ginekolog-kobieta na którą to opcję decyduje się wiele pań ze względów właśnie na swój komfort psychiczny.

  34. Ad. ElDesmarde – oczywiście, że więzy krwi przez wielką naturalną barierę psychologiczną, którą stwarzają, skutecznie neutralizują niebezpieczeństwo wielu z gestów, ruchów czy dotknięć w tańcach d-m. Ale podobnie więzy krwi neutralizują (w dużej mierze) niebezpieczeństwo związane ze wspólnym mieszkaniem ze sobą. Ale to wcale nie znaczy, że skoro brat i siostra mogą całymi latami mieszkać ze sobą pod jednym dachem i do niczego między nimi nie dojdzie, to nie ma sprawy, i obcy mężczyzna może mieszkać całymi latami z obcą niewiastą i też zapewne pomiędzy nimi do niczego nie dojdzie. Podobnie jest z tańcami d-m. Oczywiście kontekst jest ważny. Tyle, że kontekst tańca d-m jest w dużej mierze relaksacyjno-rozrywkowy, a dotykanie np. bioder w takim kontekście jest czymś co aż się prosi o kłopoty. Jeśli zaś lekarz przemieniałby medyczny kontekst swych co poniektórych gestów względem pacjentek (np. dotykania ich piersi czy genitaliów) na „rozrywkowo-relaksacyjny” to oczywiście by grzeszył haniebnie. Poza tym proszę zauważyć, że nawet lekarze, kiedy już muszą dotykać w ten sposób obce sobie niewiasty to próbują oczyścić atmosferę wokół tego panującą z wszelkich innych zbędnych kontekstów. A więc np. lekarz ginekolog badający w określony sposób pacjentkę nie mówi raczej do niej: „No, skoro Pani już mi pokazuje swe genitalia, to może i przy okazji pokaże mi Pani też swe piersi” albo „By była Pani bardziej rozluźniona, zapodam w trakcie szałową muzę”, „Proszę napić się trochę szampana przed badaniem”, etc. Tymczasem tańcom d-m prawie zawsze towarzyszą dodatkowe okoliczności, które mają podkreślać ich rozrywkowy kontekst, a więc np. muzyka, więcej odsłaniający i podkreślający strój, alkohol. To wszystko potęguje potencjał niebezpieczeństwa zawarty w tradycyjnym przekraczaniu przez tańce d-m granic bliskości, poufałości i skromności.

  35. Patrzcie państwo – pan Salwowski wybrnął z ginekologa. Czyli jeśli mamy zawodowych tancerzy dla których taniec jest rutyną i pracą a nie formą rozrywki to jest to coś jak zawodowy, w pełni profesjonalny ginekolog (nie znam się na ginekologii, ale jaranie się pacjentkami nie wygląda mi na profesjonale zachowanie)?

  36. Wybrnął z ginekologa bo uznał istnienie sprawności. A istnienia analogicznej sprawności u tancerza nie potrafi sobie wyobrazić. To zrozumiałe, gdy lęk przed grzechem wciska się między intelekt a popęd przyjemności (lęk jest w popędzie użyteczności, który jest różny od popędu przyjemności). Klasyczna neuroza. Argumenty z autorytetów nie przemawiają, bo neurotyczni rodzice zawsze wychowują neurotyczne dzieci. Mózg strukturalizuje się nieodwracalnie w ciągu 1 roku życia i jest już taki do zgonu. Święci wychowani przez łagodnych rodziców (np. Franciszek Salezy, Teresa z Lisieux) nie zdradzają w swoich pismach żadnego lęku. U innych (np. Jan Vianey) jest on podstawowym mechanizmem motywacyjnym. Lęk zastępuję sad rozumu. Warto przypomnieć, że Jezus nienawidzi grzechu ale się go nie boi (przestaje z grzesznikami, daję się dotykać nierządnicom). Relacja popędu przyjemności (nienawiść) i użyteczności (lęk) w psychice Jezusa jest zgodna z naturą człowieka (każde poruszenie władzy użyteczności ma swój początek i zakończenie we władzy przyjemności). Nie można tego powiedzieć o wielu świętych. Rozrywkowy kontekst tańca jest w Biblii (np. w Psalmach czy przypowieści o synu marnotrawnym). Taniec ma dawać człowiekowi radość, inaczej jest bez sensu. Taki też jest podstawowy biblijny kontekst tańca („wór pokutny zmieniłeś mi w taniec”, nie da się tego zinterpretować: pokutę zamieniłeś mi w grzech). To wszystko należy do dziedziny doświadczenia estetycznego, doświadczenia piękna, która pozwala przeżywać seksualność po ludzku zamiast ją tłumić. Jest to chyba znacznie prostsze niż uprawianie ginekologii, która ma z kolei inne wartości niż piękno na uwadze. Niektórzy takiego doświadczenia są pozbawieni, tak jak są ludzie głusi na muzykę. Tacy są zmuszeni uznać, że wieloletni trening tancerza, czyniony jest celem zaciągnięcia partnerki do łóżka. W najlepszym razie byłby to wyrafinowany sposób masturbacji. Na koniec trzeba dodać, że argumenty ks. Wesołka powołują się na fakty będące przyczyną niskiej kultury tanecznej, która jest przesłanką negatywnej oceny tańca. Logiczny majstersztyk.

  37. Ad. Santus Faustus I – tancerze zawodowi robią to zawodowo, tym nie mniej jednak w celu dostarczenia innym rozrywki. Ginekolodzy nie urządzają publicznych pokazów wykonywania swego rzemiosła. Nota bene, słyszałem kiedyś wypowiedź jednego z zawodów tancerzy, który pół żartem, pół serio powiedział: „My to jesteśmy jak ginekolodzy, nadotykaliśmy się już tylu kobiet, że nas to już nic nie podnieca”.

  38. Tak, ginekolodzy grzebią w intymnych rejonach swych pacjentek w zaciszu swoich gabinetów. Oglądają różne dziwne książki. Nie angażują ciała tylko wyobraźnię. Diabli wiedzą, co oni tam sobie myślą w trakcie, przedtem i potem. Można im postawić te same zarzuty co tancerzom. Ja ich nie stawiam, znam paru ginekologów. O sposobie w jaki studiuje się atlas anatomiczny decyduje sprawność intelektu, a nie uczucia. A tancerze owszem robią to dla rozrywki, dla sprawności fizycznej i dobrego samopoczucia, dla odpoczynku od intelektualnej pracy, dla pokonania samego siebie, dla własnego rozwoju (z postępem lat to jest chyba główny motyw), dla laurów, dla popisu, wreszcie dla rozjaśnienia smutnej, codziennej egzystencji. Smutek jest grzechem. Najgorszym niebezpieczeństwem dla ciała jak naucza św. Tomasz.

  39. Zamiast bawić się w jakieś wtrącenia o „onanizmie” jak Pan Kowalik (swoją drogą – to się dopiero nazywa powrót do komentowania), wolę cytować chociażby św. Franciszka Salezego z jego „Filotei” : „O tańcach mówię to samo, co lekarze mówią o grzybach; najlepsze z nich niewiele warte”. I w zasadzie ten krótki fragment świetnie podsumowuje cały temat.

  40. Czy fakt dostarczania rozrywki jest zły sam w sobie? Ginekolodzy nie urządzają publicznych pokazów swojego rzemiosła bo nie jest łatwo znaleźć chętną na taki pokaz. Natomiast fakt, że wiele jest pań gotowych publicznie zatańczyć (w ubraniu bo striptiz to inna rzecz) mówi sporo o wielkości różnicy między tańcem a badaniem ginekologicznym. Chyba, że pisząc dosadnie, złapanie kobiety za biodro podczas tańca (ależ straszna rzecz…) jest dla kogoś tym samym, co grzebanie jej w cipsku. Tudzież twierdzi, że 1 taniec zobowiązuje ich do pójścia do łóżka. Wtedy nie mam dalszych pytań tylko kieruję na leczenie do psychologa. I to bez żartów bo ten ktoś naprawdę ma problem ze sobą.

  41. Ad. Santus Faustus I – oczywiście rozrywka sama w sobie nie jest ani zła ani też nadzwyczaj niebezpieczna. Ale już dotykanie sfer erogennych i intymnych w ramach rozrywki jest już nadzwyczaj niebezpieczne, a nieraz nawet złe jako takie. Oczywiście, że jest spora różnica pomiędzy dotykaniem przez ginekologa niewieścich genitaliów, a dotykaniem w tańcu niewieściego biodra. Tym nie mniej jednak, fakt, że to drugie jest czynione w ramach rozrywki i relaksu może nieraz uczynić ową czynność czymś bardziej niebezpiecznym od tego pierwszego. I niebezpieczeństwo tańców d-m nie polega na przede wszystkim na tym, że tańczące pary zaraz po nich znikną w krzakach, ewentualnie do miejscowych toalet zaczną się ustawiać kolejki młodzieńców (choć owszem nieraz słyszałem o tym, że tańcząca para wręcz zaraz po tańcu uprawiała sex, albo młodzieniec po tańcu poszedł do ubikacji, by dokonać tam aktu masturbacji). Niebezpieczeństwo tańców d-m może też działać na podobnej zasadzie, co niektóre rodzaje niezdrowej żywności, to znaczy od razu nie będzie po jej zjedzeniu rzygał, ale w ciągu kilku tygodni i m-cy twoje zdrowie będzie sukcesywnie w skutek tego słabło.

  42. „Niebezpieczeństwo tańców d-m może też działać na podobnej zasadzie, co niektóre rodzaje niezdrowej żywności, to znaczy od razu nie będzie po jej zjedzeniu rzygał, ale w ciągu kilku tygodni i m-cy twoje zdrowie będzie sukcesywnie w skutek tego słabło”. Otóż to. Jeśli nie stłumię pewnych emocji, to one we mnie zostaną, osłabiając mnie duchowo a w końcu opanowując wszystkie moje myśli. Żeby być zdrowy duchowo nie mogę sobie pozwalać na określone emocje. To jest pewna antropologia, traktująca nerwicę jako sposób „życia wg ducha”. Nie ma tu opcji, że emocje podlegają kierownictwu rozumu. Tym, co kieruje jest lęk a nie rozum. —————-„swoją drogą – to się dopiero nazywa powrót do komentowania”. Wróciłem komentując tomizm. Szkoda, że Pan tego nie zauważył, Panie Salwowski.

  43. Panie Kowalik – zgaduję,że miał Pan na myśli mój komentarz, nie Pana Salwowskiego? Wziął się stąd,że w jednym z pierwszych komentarzy napisał Pan „A nie uważacie, że tu idzie o grzech onanizmu, który tylko nie jest wprost nazwany?”. Oczywiście, że nie o to chodzi. To po prostu przykre,że zaczyna Pan powrót od tak absurdalnych wstawek.

  44. Zgaduje, że p. Salwowski ma manię występowania pod kilkoma nickami i dyskutowania sam ze sobą. Następny krok to schizofrenia lub opętanie.

  45. Włodzimierz Kowalik | 2012-12-13 08:54:25 „Zgaduje, że p. Salwowski ma manię występowania pod kilkoma nickami i dyskutowania sam ze sobą. Następny krok to schizofrenia lub opętanie.” – ja zgaduję, że Pan ma manię i obsesję na punkcie mej osoby.

  46. Uczelnia, zakupy i powrót do domu – a tu niespodzianka Pan Kowalik wstawia kolejny hit internetu „Zgaduje, że p. Salwowski ma manię występowania pod kilkoma nickami i dyskutowania sam ze sobą. Następny krok to schizofrenia lub opętanie.” Nie przestaje mnie Pan zaskakiwać.

  47. @Inquisitor Laurencius . Napisałem przecież , że „zgaduję”. Pisze Pan to samo, co Marcoviensis Pluralis. Wstawka o onanizmie (w formie pytania zresztą) bez sensu? To czemu popiera Pan rady dla osób nie panujących nad odruchami seksualnymi. Do jakiego tajemniczego grzechu prowadzi „przyjemność płynąca z fizycznej bliskości drugiej osoby”? Pytam otwarcie. Salwowski nie potrafił mi tego wytłumaczyć. Co takiego jest grzesznego w przyjemności? Przyjemność jest niedozwolona, bo jest niedozwolona? O co Wam chodzi o wyrzeczenie się fizycznej natury?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.