O moim ukrytym luterstwie i heglizmie

Moje polemiki z Magdaleną Ziętek stały się pewną tradycją na naszym portalu. Czuję się jednak w obowiązku odpowiedzieć na kolejny tekst Pani Magdaleny (Między pruskim a tomistycznym konserwatyzmem) choćby z tego powodu, że – jak wyraził to na fb prof. Jacek Bartyzel – „Ja tam bym chciał być z taką gracją (i oprzyrządowaniem) krytykowany”. Rzeczywiście, tekst jest nadzwyczaj merytoryczny, a więc i zasługuje na rzeczową odpowiedź. Nie będę pisał wielkiego elaboratu, lecz odniosę się do kilku spraw w krótkich punktach:

1.

Zdecydowana różnica pomiędzy moim pojmowaniem konserwatyzmu i Magdaleny Ziętek tkwi w metodologii. Pani Magdalena patrzy na konserwatyzm jako na abstrakcyjny i wyizolowany z życia politycznego i społecznego system filozoficzny. To taka platońska „idea”, która znajduje się „bliżej bytu” i która istnieje sama z siebie i dla siebie. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy odwołuje się do Arystotelesa i św. Tomasza. Innymi słowy: moja Oponentka reprezentuje arystotelizm platonizujący, przynajmniej w aspekcie relacji pomiędzy ideą a empirią. Skutkiem tego konserwatyzm jest dla niej zamkniętym i egzystującym niejako w oderwaniu od warunków empirycznych systemem idei.

Ja z wykształcenia jestem politologiem i patrzę na konserwatyzm jako na doktrynę mającą mieć zastosowanie praktyczne (polityczne). Zresztą w różnych moich publikacjach wskazywałem, że jeśli konserwatyzm całkowicie wzgardzi rzeczywistością empiryczną i zamknie się w kontemplowaniu „rzeczywistości prawdziwej”, to staje się grupką zamkniętych w bibliotece badaczy-archaistów, którzy piszą opasłe dzieła „jak to kiedyś bywało” i jak nadal „być powinno” i „byłoby”, gdyby nie garść „fanatycznych jakobinów” i „bolszewików”. Tak pojęty konserwatyzm staje się obiektem badań muzealnych i traci kontrakt ze światem w takiej formie, w jakiej on istnieje. Wizja ta jest mi obca.

Uważam, że konserwatyzm jest z natury pro-państwowy i ma naturalną predylekcję do popierania władzy, gdyż alternatywą dla istniejącego empirycznie porządku jest rewolucyjny uliczny motłoch. Stąd powtarzane przeze mnie – za Carlem Schmittem – stwierdzenie, że z puktu widzenia konserwatysty każda władza ma charakter katechoniczny, gdyż chroni porządek przed rewolucją / Antychrystem. No, chyba, że jest to władza wcielonego Antychrysta jakim był np. Jozef Wissarionowicz Stalin. O ile tylko władza nie jest Antychrystem, to jest katechonem. Nawet jeśli profil ideowy tejże władzy nie jest w konserwatywnym guście. Konserwatysta winien starać się zawsze popierać państwo i je „ukonserwatywniać”. Nawet wtedy, gdy jego wpływ na rzeczywistość empiryczną nie jest wielki.

Dość dobrze rozumiem dlaczego Pani Magdalenie pogląd ten się nie podoba. Jeśli konserwatyzm przekształcamy w system filozofii politycznej – w dodatku oderwany od realiów empirycznych – to może on łatwo nabrać charakteru rewolucyjnego, anarchistycznego czy jakiegokolwiek innego. Z punktu widzenia doktryny o „monarchii z Prawa Bożego” możemy znakomicie kontestować ten świat, który realnie istnieje. Z punktu widzenia sojuszu Tronu i Ołtarza możemy głosić totalną nieprawowitość istniejących empirycznie stosunków politycznych. Nawet tomizm – pojęty jako oderwany od empirii system filozoficzny – może zostać zużytkowany do intelektualnego masakrowania empirycznej rzeczywistości jako „nierzeczywistej”. Możemy nawet głosić narodziny tomistycznej rewolucji antydemokratycznej.

Niestety, w moim przekonaniu taki konserwatyzm, odseparowany od realnej polityki, staje się utopią i doktryną rewolucyjną. Jakkolwiek celem tak pojętego konserwatyzmu nie jest pogłębianie rewolucji, lecz jej zawrócenie, to przyczyniając się do puszczenia z dymem istniejącego status quo, w rzeczywistości otwiera bramy do nowej fali rewolucyjnej. Proszę zobaczyć jak w Europie Zachodniej, pod wpływem kryzysu gospodarczego, podupadają rządy establiszmentu. Kto dostał w Grecji więcej głosów: radykalna lewica czy radykalna prawica? Odpowiedź nie jest po naszej myśli…

Nieświadomie konserwatysta taki jakim rozumie go Magdalena Ziętek staje się sojusznikiem („pożytecznym idiotą”) rewolucyjonisty. Dlatego na władzę należy patrzeć z perspektywy katechonicznej. Tego uczy min. – tak przez Panią Magdalenę nielubiany – Carl Schmitt. Wymiana Weimaru na NSDAP także była „wymianą siekierki na kijek”.

2.

Wbrew temu co jakoś tam sugeruje Magdalena Ziętek, nie jestem heglistą, ponieważ nie uznaję państwa za byt Boski, a jedynie uznaję władzę za pochodzącą od Boga. Dlatego jest mi obcy heglowski etatyzm i statolatria; socjalizm, etatyzm i centralizacja. Odrzucam tezę Hegla o „racjonalności państwa”. Dlatego ekonomicznie np. jestem za wolnym rynkiem.

Całkowicie obca jest mi heglowska gnoza religijna i historiozofia. Nie twierdzę, że historia to proces poznawania przez Ducha „samego siebie”. To herezja i pogaństwo najczystrzej wody.

Pani Magdalena pisze, że Hegel raz był za rewolucją, a raz przeciw. Jest to teza popierana przez interpretatorów liberalnych Hegla. Zdecydowanie bliższe mi są w tym względzie interpretacje tzw. prawicy heglowskiej, która albo w ogóle bagatelizuje rewolucyjny „okres jenajski” jego twórczości jako młodzieńczy, albo wskazuje na ewolucję Hegla w późniejszych latach. Heglowska rozprawa o Filozofii prawa ma charakter konserwatywny i jej celem jest obrona pruskiego państwa, jego ustroju politycznego i społecznego. Państwo jest tu pojęte jako „duch objektywny”, czyli stojące ponad stronnictwami i grupami społecznymi, reprezentującymi „ducha subjektywnego”. To nic innego jak tylko podane w specyficznym Heglowskiem narzeczu twierdzenie, że władza królewska ma stać ponad partiami i stanami. To bardzo konserwatywne twierdzenie.

Heglowskie rozumienie polityki z Filozofii prawa nie jest mi, faktycznie, zupełnie obce, ponieważ to rozumienie jak najbardziej konserwatywne, szczególnie na gruncie niemieckiej tradycji. Cechuje jest radykalne przywiązanie do empirycznej polityki, do rzeczywistości takiej jaką ona jest, a nie taką jaką chielibyśmy, aby była.

3.

W sumie ma Pani Magdalena rację, gdy twierdzi, że nie jestem tomistą, bowiem bliższy jest mi św. Augustyn, szczególnie zaś pesymistyczna antropologia chrześcijańska Biskupa z Hippony. I cóż w tym złego? Nie przypominam sobie aby Kościół katolicki „unieważnił” kiedykolwiek św. Augustyna czy uznał go za heretyka. Tomizm nie zastąpił augustynizmu. Katolicyzm cechuje się – w aspekcie filozoficznym – pewnym pluralizmem. Są więc tomiści, augustyniści, bonawenturzyści, ockhamiści itd. Rozumiem przywiązanie Pani Magdaleny do św. Tomasza, ale go nie podzielam i mam do tego prawo. Trudno mi stawiać zarzut z tego powodu.

Prawdę mówiąc uważam, że Akwinata głosi nazbyt optymistyczną antropologię, zbyt mało podkreśla rolę grzechu pierwordonego i pierwotnego uszkodzenia natury ludzkiej. Z tego też powodu nie dowartościowuje odpowiednio władzy (augustyński „bicz Boży”). św. Tomasz żył w szczęśliwych czasach, okresie względnej prosperity gospodarczej. Nie widział żadnej większej wojny. Ale po śmierci Akwinaty była Reformacja, Wojna Trzydziestoletnia, Rewolucja Francuska, Rewolucja Radziecka, I oraz II Wojna Swiatowa. Intelektualnie odparta antropologia św. Augustyna wracała za każdym razem jak bumerang. Totalne skażenie ludzkiej natury przez grzech potwierdziły dalsze dzieje. Człowiek jest istotą obrzydliwą, złośliwą, namiętną, lubiącą przyglądać się cierpieniu i śmierci innych. Dać komuś takiemu wolność, to przyzwolić na polityczne szaleństwa. Dlatego św. Augustyn miał rację i musimy dziś – za tak nielubianym przez Magdalenę Ziętek Carlem Schmittem – uznać władzę za katechoniczną. Gdy niknie Katechon, w jego miejsce zaraz pojawia się Antychryst.

Domyślam się dlaczego moja Oponentka tak nie lubi św. Augustyna i tak kocha tomizm: z augustynizmu wyrósł Marcin Luter, który jest właściwym ojcem „ducha pruskiego”. Proszę jednak pamiętać, że augustynizm Lutra jest mocno tendencyjny. Biskup z Hippony wcale tak silnie nie eksponował np. predestynacji jak czynił to Luter. Wcale także nie zachwycał się sadystyczną władzą chłostającą swoich poddanych dla samej przyjemności chłostania. Luteranizm to augustynizm mocno wynaturzony, gdzie pesymistyczna wizja antropologiczna św. Augustyna została skarykaturyzowana. Ja nie przyjmuję św. Augustyna za Lutrem, ale niezależnie od Ojca Reformacji.

4.

Nigdy nie ukrywam, że jestem „nowożytnikiem” i że moje rozumienie konserwatyzmu ma charakter „nowożytny”, min. wyraża się to w tym, że całkowicie przyjmuję nowożytną koncepcję suwerenności. Nie z zachwytu, ale dlatego, że taka jest rzeczywistość empiryczna. Dziś już nie ma powrotu do społeczeństwa stanowego i organicznego. Nie ma powrotu do – tak cenionych przez prof. Bartyzela – karlistowskich „fueros”. Ten świat został trwale zniszczony; naturalne wspólnoty rozpadły się i pozostały skonfliktowane grupy społeczne, partie itd. Potwierdza to pesymistyczną augustyńską antropologię: gdy znika suweren, tam rodzą się demony partyjniactwa i prywaty.

Nie bardzo wierzę, że kagańcem na ludzkie przywary będę „ciała pośredniczące”, ponieważ tych ciał dziś już nie ma. Nie cieszy mnie to, ale taki jest nagi fakt. Nie bardzo wierzę, że będą tymże kagańcem nauki o cnotach, gdyż moja pesymistyczna antropologia nakazuje mi podchodzić sceptycznie do edukacji człowieka skażonego grzechem. Potrzebny jest augustyński „Bicz Boży” / schmittiański Katechon / nowożytny suweren / heglowski „duch obiektywny” – czy jakkolwiek inaczej nazwiemy instytucję zapewniającą przysłowiowy ład i porządek. Cechą Nowożytności byla laicyzacja, która Katechona podmieniła na absolutnego króla. To oczywiście degeneracja, ale konieczne wędzidło na ludzką naturę pozostało.

Nie zgadzając się z zarzutami Magdaleny Ziętek, z jednym zgadzam się całkowicie: źródłem różnicy naszych poglądów są odmienne koncepcje natury ludzkiej i stopnia jej upadku po Upadku właśnie.

Adam Wielomski

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “O moim ukrytym luterstwie i heglizmie”

  1. @AW Rzeczywiscie, Pan sie doskonale wpisuje w ciaglosc europejskiego konserwatyzmu.Teraz, kiedy Pan pisze wreszcie otwarcie, latwo to zauwazyc. @MZ Problemem nie jest wiec osobista mysl AW, problemem jest wadliwa konstrukcja europejskiego konserwatyzmu jako odp. na Rewolucje.Podkreslal to O.Piotr-Maria podczas ostatniej wizyty w Polsce.

  2. Stalin jako zło wcielone i absolutne? No niby tak, ale pomyślmy, że władzę mógł wziąć Trocki…

  3. @Antoine Ratnik: oczywiście. Konserwatyści także zwolnili się z obowiązku szukania prawdy i realizowania dobra. Pod tym względem niczym się nie różnią od swoich przeciwników.

  4. Troszkę z „innej beczki” – czemu nie ma żadnej informacji o tym, że rosyjski katechon mówi o prawach człowieka podobnie jak PiS i RP?

  5. A.W.: Ja też bym chciała „być z taką gracją (i oprzyrządowaniem)” krytykowana. Mimo wszystko ustosunkuję się do tekstu.

  6. @gregorio Nie sposob sie zgodzic co do moznosci i aktu, prosze wziac dowod z ruchu, natomiast nie bardzo widze zwiazek z dyskutowanym tekstem Adama Wielomskiego, a aktem i moznoscia 🙂

  7. @Antoine Ratnik , niestety mój pierwszy post wczytał się w niewłąsciwym dziale, stąd też jest zupełnie niemerytoryczny 🙂

  8. Racja, że jeśli potraktujemy konserwatyzm (i każdą inną doktrynę) poważnie, pozostając wierni jego zrębom, a jest to przypadek prof. Bartyzela, to wówczas musimy pozostać na stanowisku, które nie przystaje do współczesnej rzeczywistości, bo de facto wyrasta z rzeczywistości i przemian XVIII i XIX wieku. Jest to kompletny anachronizm. Jednak z drugiej strony, gdy idziemy za empirią, jak prof. Wielomski, to mimowolnie odrzucamy większość podstaw teoretycznych, a pozostałe dość dowolnie naginamy. W efekcie zaczynamy traktować konserwatyzm jako etykietę bez większego związku z doktryną. Można oczywiście utrzymywać, że konserwatyzm z natury „jest propaństwowy i ma naturalną predylekcję do popierania władzy” i próbować twierdzenie to dostosować do obecnej sytuacji, ale bez związku z tradycyjną, anachroniczną doktryną konserwatyzmu można to interpretować na setki sposobów. W ten sposób konserwatyzm staje się pojęciem kompletnie pustym, kolejną pałką w bezsensownych ideologicznym walkach na etykietki. Oczywiście dotyczy to nie tylko konserwatyzmu, ale większości historycznych doktryn politycznych. Powoływanie się na nie jest całkowicie bezpłodne.

  9. @postkonserwatysta, Każda doktryna – im wiekszym cieszy sie zainteresowaniem i im dłużej trwa na przestrzeni dziejów – wyodrębnia wiele nurtów czy też tzw. rozgałezień. Doktryna konserwatyzmu niestanowi tutaj wyjątku i jakkolwiek niektórzy próbują ją zamknąc w ściśle określonym pojmowaniu i zawłaszczyć do jedynej prawdziwej ontologii czy antropologii to wielobarwnośc tej doktryny będzie za każdym razem sie manifestować, gdy będziemy mieli do czynenia z szerokim gronem jego wyznawców. Punktem wspólnym wszelkich konserwatyzmów wydaje się być zdecydowane respektowanie przeszłości i zarazem antyrewolucyjne nastawienie do wszelkich przemian, które mają zaistnieć. P. Wielomski w pewnym sensie jest redukcjonistą i próbuje swój konserwatyzm zredukować tylko do pojęc praktyki politycznej . Jednak z drugiej strony nie da się owej praktyki politycznej uprawiać nie obciązając ją – mniej lub bardziej świaodmie – określoną ontologią, antropologią czy aksjologią. A ta niniejsza 'trójca’ to stricte teoretyczne dywagacje, które są punktem wyjścia do tego jak działać. I u p. Wielomskiego można niewątpliwie zauważyć te teoretyczne skłądniki, jednak jak na redukcjoniste przystało nie są one punktem szczególnej uwagi a raczej punktem wyjścia do rozważań praktycznych.

  10. Jak wszędzie, dobrze jest jak istnieją teoretycy i praktycy. Teoretycy konserwatyzmu winni nam mówić dokąd iść, a praktycy realizować to najlepiej jak się w empirycznej rzeczywistości da. W przeciwnym razie wyjdzie afirmacja państwa dla afirmacji państwa. Niewypowiedzianą myślą tego textu jest to, że prof. Wielomski nie wierzy w możliwość tzw. konserwatywnej rewolucji. Jest to pogląd ogólnie słuszny, zwykle ruchy masowe są rewolucyjne, ale istnieją od tego chwalebne wyjątki w rodzaju christeros. Po drugie konserwatywna rewolucja nie musi być masowa – może to być np. zamach stanu (i od razu rozwalenie demokracji 🙂 ). Natomiast ukonserwatywnianie porządku zastanego w sposób ewolucyjny jest owszem potrzebne, ale też jest podatne na ryzyko torowania drogi rewolucji. Uwaga co do ciał pośredniczących i stanów – rozumiem, że ich wykształcenie w krótkim okresie jest niemożliwe, ale dlaczego rezygnować z tworzenia warunków dla ich powstania? Zwłaszcza że jest spora liczba przesłanek, że wykształcają się w miarę naturalnie, o ile osłabną liberalne prądy atomizujące społeczeństwo.

  11. @ Magdalena Ziętek – wydaje mi się, że mój tekst jest merytoryczny i grzeczny. Nie bardzo rozumiem aluzję, że „potraktowałem” Panią inaczej niż Pani mnie w swoim tekście. Polemikę oczywiście opublikuję.

  12. „Gdy niknie Katechon, w jego miejsce zaraz pojawia się Antychryst.” Nie zgodzę się z tym stwierdzeniem. Każda władza, która łamie Prawo Boże i naturalne sama przez swój wybór staje się wrogiem Boga, czyli Antychrystem. Nie ważne, czy to Autorytet, Monarcha, czy demokratycznie wybrana. Problematyczne jest czy takie rządy są warte uznania (w sensie wykonywania ich poleceń) czy raczej zasługują na całkowite olanie. Oczywiście modlić się za nich o dar Ducha Świętego zawsze trzeba, ale stosowałbym się raczej do czegoś co roboczo nazywam anarchizmem chrześcijańskim. W skrócie: bierny stosunek do takiej władzy, w miarę możliwości jak najmniejsze korzystanie z aparatu państwa, nie dawanie możliwości zarobku dla rządu- coś podobnego do działań Ligi na Rzecz Wolności Religijnej w Meksyku w latach dwudziestych XX wieku. I uznawanie jedynie władzy zza gór. To dopiero ultramontanizm.

  13. @R.d.C. W tym tekscie widac jakobinska, matematyczna koncepcje wladzy.Juz dawno nie czytalem podobnego zbioru bledow.

  14. @gregorio To prawda, że każda doktryna mieni się w toku swojego rozwoju wieloma odcieniami, pytanie, które stawiam brzmi tylko: czy wiele z tych odgałęzień realnie cokolwiek łączy? W przypadku konserwatyzmu, ale nie tylko, mam poważne wątpliwości. Pisze Pan o określonej ontologii, antropologii czy aksjologii, ale gdy przychodzi do wymienienia punktów wspólnych wszelkich konserwatyzmów, wymienia Pan „zdecydowane respektowanie przeszłości i zarazem antyrewolucyjne nastawienie do wszelkich przemian, które mają zaistnieć”. Tak więc niewiele z tego wynika, jest to tak samo chwiejny fundament, jak ten, który proponuje prof. Wielomski. Na podstawie tych dwóch założeń można uzasadnić tak różne „konserwatyzmy”, że nazywanie ich w ten sposób jest zwykłym chwytem retorycznym. Np. konserwatyzm, który broni tylko prawa do polowań na lisy, w imię realizmu uzasadniając, że niewiele więcej jest dzisiaj możliwe w obszarze „zdecydowanego respektowania przeszłości”, też realizuje pewną „aksjologię”. Tylko co z tego?

  15. Domyślam się, że „matematyczna koncepcja władzy” to koncepcja ilościowa, oparta o liczbę, w przeciwieństwie do koncepcji słusznej opartej o „jakość”. Ja nigdy nie rozumiałem, dlaczego ilość nie może stanowić o jakości? Przecież co innego, gdy mi spadnie na głowę 20 gramów cementu a co innego gdy tona. Jakościowa różnica, decydująca o życiu. Kiedy Jezus zastanawia się: „który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi, może stawić czoło temu, który z dwudziestoma tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju”; to o czym mówi: o ilości czy o jakości?

  16. Włodzimierz Kowalik: roztropność potrafi liczyć. Ale roztropności, jak żadnej innej cnoty, człowiek nie nabędzie na lekcjach matematyki. Nowożytna technokratyczna koncepcja władzy, którą w pełni podziela A.W., odrzuciła samo pojęcie cnoty, między innymi roztropności.

  17. Pani Magdaleno, z własnej formacji intelektualnej (rozpoznałem u Pani formację neotomistyczną: Gilson, Krąpięc, Gogacz) powinna Pani wiedzieć, że taka czy inna (nowożytna, technokratyczna) koncepcja władzy nie decyduje o tym, czym władza „rzeczywiście jest”. Koń jaki jest każdy widzi. Co do cnót to są liczne świadectwa „powrotu cnoty” w świecie technokratycznym (choćby w psychologii w reakcji na epidemię depresji). A będą jeszcze liczniejsze jak społeczeństwo stanie się niesterowne w ramach obecnego „paradygmatu”. Wydaje się że zbliżamy się do punktu bifurkacji, czyli przejścia fazowego, w którym układ dynamiczny w stanie dalekim od równowagi, jakim jest społeczeństwo, traci dotychczasową stabilność, stając się podatnym na wielkie zmiany pod wpływem niewielkiego działania. Podda się jakiemuś niewielkiemu wpływowi, który skieruje go na nieprzewidywalne obecnie tory rozwoju lub degrengolady. W każdym razie „będzie nowa jakość”. Jak do tej pory, tak to się właśnie odbywało, czy w rozwoju cywilizacji, czy w nauce, czy gdziekolwiek. Nie ma ani wiecznych powrotów tego samego, ani żadnego pantha rei. Pozdrawiam.

  18. @Włodzimierz Kowalik: wywodzę się ze szkoły Martina Rohnheimera 🙂 Nie, zdecydowanie nie ma wiecznych powrotów, ale możliwa jest regresja 🙂 Zgadzam się, że „zbliżamy się do punktu bifurkacji, czyli przejścia fazowego, w którym układ dynamiczny w stanie dalekim od równowagi, jakim jest społeczeństwo, traci dotychczasową stabilność, stając się podatnym na wielkie zmiany pod wpływem niewielkiego działania.” Ja tylko bardzo bym nie chciała, żeby tę sytuację wykorzystała jakaś klika technokratów, którzy będą próbowali przejąć kontrolę nad systemem 🙂

  19. Konserwatyści mimo, że odwołują się do teologii , często są najpierw naukowcami, politykamii, ideologami, filozofami, zamiast być testami i myśleć kategoriami duchowymi. Może dlatego p.Wielomski błędnie przypisuję wszelkiej władzy katechoniczna cechę obrony przed rewolucyjnym Antychrytem, zapominając, że zła duchowość może być wilkiem w owczej skórze i w tej skórze pełnić rolę katechona umacniając tron Antychrysta

  20. @MZ Wlasnie.Wladze ma Bog.Kazda wladza ziemska jest natomiast partycypacja we wladzy Boga – to wlasnie znaczy, ze „pochodzi od Boga”.Partycypacja owa ma charakter analogiczny.Nie nalezy bowiem zapominac o analogii bytu, o czym sie dzis zupelnie zapomnialo pod wplywem logiki matematycznej. Adam Wielomski w swoim tekscie, przyznam, tekscie szokujacym, wyraznie ma na mysli taka sytuacje, jakby istniala wylacznie wladza suwerennego ksiecia + banda wscieklych psow, a tymczasem wladze – pod innym wzgledem za kazdym razem – maja rowniez: stany,cechy, korporacje, dowodcy wojskowi, dzis nawet trenerzy sportowi, ktorzy sa dla ojca rodziny nieoceniona pomoca, ojcowie , matki, kaplani, zwierzchnicy i mozna by jeszcze tak na piec stron.Nie tylko ksiaze suwerenny i jego „aparat przymusu” jest wladza. Wystarczy, zeby dzis ( w 2012 roku) glowa panstwa przywrocila uprawnienia zawodow , mistrzow, nauczycieli, autorytet ojca, a sprawy od razu poszlyby inaczej.W przypadku tego tekstu mamy do czynienia z koncepcja na pol leninowska, na pol liberalna, nacechowana duza doza goryczy i niecheci do blizniego.Ludzie wcale nie potrzebuja zawsze „kaganca”, potrzebuja najczesciej szefa. W spoleczenstwie liczy sie glownie silny i zdecydowany szef-przyjaciel. Kaganiec czasami jest potrzebny ale moze byc nim np.strach przed pieklem czy dobre wychowanie.Bat i kajdany sa tylko dla przestepcow. Jezeli trzeba uzyc silnej przemocy, to nie wolno sie cofnac ale sprawowanie wladzy nie polega na nakladaniu wszystkim i zawsze kaganca.Co to rowniez znaczy ” odmienna koncepcja natury ludzkiej”? Czy jezeli kupuje pralke, to wlacze ja do sieci w/g mojej koncepcji? Nie, wedlug instrukcji obslugi.A ta jest uwarunkowana przez 4 przyczyny. Koncepcja ma byc odbiciem przedmiotu realnego,a nie odwrotnie.Odwrotnie, to sie nazywa liberaliizm.

  21. @malok. „Fałszywy jest pogląd tych, którzy twierdzą, że dla prawdy wiary jest rzeczą obojętną, jakie kto ma zdanie o stworzeniach, byle tylko o Bogu miał słuszne. Błąd bowiem odnoszący się do stworzeń skutkuje fałszywym mniemaniem o Bogu i poddając umysły ludzkie jakimś INNYM przyczynom, odwodzi je od Tego, do którego wiara stara się kierować” [Tomasz z Akwinu, ScG II,3] Wszystko co wiemy o Bogu i życiu duchowym, wiemy z doskonałości stworzeń. Tak naucza Akwinata.

  22. @Magdalena Ziętek. Władzy nad systemem nie można przejąć. Władza jest od Boga. 🙂 W momencie przejścia fazowego dalszy rozwój układu jest nieprzewidywalny (dla nas, czyli dla nauki, ideologia tak czy inaczej niczego nie jest w stanie przewidzieć). „Przyszłość jest tajemnicą, przyszłości nie znajdzie się świadka. Nie ustali policja i nie wypaple sąsiadka”.

  23. „Źródłem różnicy naszych poglądów są odmienne koncepcje natury ludzkiej i stopnia jej upadku po Upadku właśnie”. Uważam przeciwstawianie teologii Augustyna Tomaszowi za nonsens logiczny, dodatkowo sprzeczny z tradycją samej teologii katolickiej. Tomasz był prawdopodobnie jednym z najwybitniejszych augustianów w historii. Ostatecznie i natura i łaska są STWORZONYMI realnościami. Koncepcje mogą tylko MYŚLNIE przesuwać akcenty. W jednym miejscu muszą dodawać to, co w innym zabrały. Pierworodne zniszczenie natury zdejmuje z człowieka odpowiedzialność, jednak łaska Chrystusa z naddatkiem uzupełnia grzech Adama („Błogosławiona wina, którą odkupił tak wielki odkupiciel”). Tak że stan istniejący, jest taki, jaki jest. U Augustyna władza polityczna (i każda inna) jest karą za grzech (kara jest czymś, co sprzeciwia się woli). Biskup z Hippony rozumie wolę bardzo „anarchistycznie”, tak jak później nominaliści i tak jak zasadniczo my ją dziś rozumiemy. Jakakolwiek władza sprzeciwia się tak rozumianej woli. Adam w Raju nie podlegał żadnej władzy, nawet z Bogiem przyjaźnił się. Podporządkowanie Bogu i ludzi sobie nawzajem pojawiały się wraz z grzechem. A lekarstwem na grzech jest łaska. Tej zaś łaski Bóg nigdy nie odmawia stworzeniu (spór jest tylko czy łaski wystarczającej czy koniecznej). Państwo pozbawione łaski Bożej jest zatem bandą zbirów. Nie jest wcale „naturalne”, bo natura dla bycia naturą wymaga łaski. Tak samo koncepcja małżeństwa chrześcijańskiego jest u Augustyna partnerska a nie patrymonialna. Mąż nie ma władzy nad żoną bo łaska Chrystusa znosi władzę, a nie ma cnoty bez łaski. „Nie można być czystym bez łaski Bożej” pisze w „Wyznaniach”. To nie ludzki wysiłek tworzy cnotę tylko spontaniczność łaski (ciekawe ilu konserwatystów to dziś zaakceptuje). Tomasz takich wniosków nie wyciągnie, bo inaczej rozumie i naturę i wolę. Możliwa jest cnota bez łaski. Można być czystym i bez specjalnej łaski, bo nie natura nie jest zniszczona. „Naturze pozostawionej jej samej nic nie brakuje” – napisze Tomasz. Tym, co brakuje naturze jest …sam brak łaski. Ta tym właśnie polega grzech. Jego skutkiem jest wina woli, karą to, co woli się sprzeciwia. Ale wolę zapoczątkowuje natura. „Skłonność naturalna jest w nas przyczyną wszystkich działań wolnych i niewolnych”. Wola zatem nie może przeciwstawiać się naturze, bo sama nią jest. Cnoty nie są podejmowaniem wysiłku wbrew naturze tylko spontanicznym działaniem natury (habitus). Mamy zatem to samo, co u Augustyna (spontaniczny poryw), tylko inaczej nazwane. Władza nie sprzeciwia się woli, nie jest zatem karą. Systemy polityczne moją zatem własną autonomię. To co u Augustyna jest działaniem łaski NAPRAWIAJĄCEJ zniszczoną naturę, BY DZIAŁAŁA, u Tomasza jest DZIAŁANIEM natury, która dobra stworzenia nie utraciła. Konia z rzędem temu, kto odróżni te koncepcje. Spór jest słowny. Chodzi w nim wyłącznie o to, czy teza /1/ ma stać na miejscu tezy /2/ czy odwrotnie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.