„Jeno wyjmij mi z tych oczu…!”

Zachowują się w ten sposób niczym Maciek Chełmicki w pamiętnej rozmowie z „Popiołu i diamentu” rzucający „ale jednak to były czasy, Andrzej!” „Co z tego, wszyscy prawie zginęli” słyszy, „To inna sprawa, ale życie było fajne!” konkluduje młody AK–owiec. Jego jednak usprawiedliwiało doświadczenie osobiste, jak i przede wszystkim targające poczucie bezsensu dalszego istnienia. Współczesnych „pseudo–Chełmickich” nie tłumaczy nic, a już najmniej okazywany przy okazji podobnych rocznic typowo polski sentymentalizm.

Uleganie estetyce samobójczego heroizmu jest chorobą szalenie niebezpieczną, stąd aby się przed nią zabezpieczyć może pożyteczniej byłoby niektórym potencjalnym nosicielom poczytać raczej Wyspiańskiego, skoro już okazują się podatni na poezję, ta bowiem nader często okazuje się tyranem. Już wszakże w „Wyzwoleniu” prawdziwy wieszcz ostrzegał przed śmiertelnymi skutkami skłonności do romantyzmu, którego piewcami byli wieszcze fałszywi. Tymczasem dziś okazuje się, że nauka ta idzie w las, podobnie zresztą jak jeszcze bardziej prozaiczne publikacje na temat powstania zajmujące się tak nieciekawymi i niefotogenicznymi sprawami, jak ilość broni zgromadzona w Warszawie przez AK, czy też kwestia osiągalności militarnych i politycznych celów powstania. „No tak, ale…” powtarzają niektórzy nasi koledzy i z wypiekami patrzą na ekrany telewizorów, po których przemyka w tych dniach wszystko, co tylko ma niemiecki hełm, biało–czerwoną opaskę i MP–40.

„No tak, ale…” to motto tych wszystkich, którzy wprawdzie znają wszelkie racjonalne argumenty w dyskusji na temat sensowności warszawskiego zrywu, a mimo to i tak uważają, że „minister Sikorski niepotrzebnie się wyrwał”, że „nie wolno tak ostro, więcej mówmy o docenianiu heroizmu powstańców, a mniej o głupocie dowódców” itp. W ten sposób „no tak, ale…” zamienia się w samo „ale”, przy czym jest go już tak dużo, że nie sposób odróżnić początkowych „łagodnych krytyków” – od pełnych apologetów powstania. Dlatego właśnie tak ważne jest, żeby nie ulegać presji i propagandzie, nie opowiadać bzdur o „moralnych zwycięstwach” i nie dać się zagłuszyć i przytłoczyć natrętnie atrakcyjnej estetyce narodowego zrywu.

Co roku intensywniej w całym kraju odbywają się rocznicowe obchody, msze za ojczyznę itp. W trakcie przemówień i kazań pada wiele tyleż górnolotnych, co głupich słów. Tymczasem słuchają ich grupy patriotycznej młodzieży, w tym także deklarującej sympatię do ruchu narodowego. Warto, aby przed popadnięciem w egzaltację broniła ich pamięć, że żołnierze NOW i NSZ walczyli wprawdzie bohatersko w powstaniu, ale narodowcy nigdy nie zmienili swej jednoznacznie negatywnej oceny decyzji o jego wybuchu. Podobne stanowisko zajmowali konserwatyści, ba, nawet ideowi piłsudczycy z KON i OPW, a także doświadczeni oficerowie z KG AK i wielu, wielu innych, często przecież również, jeśli nie bardziej nadających się na bohaterów i obiekty kultu skoro już takowe są komuś potrzebne. Cóż z tego, skoro „No tak, ale…” – flagi, pieśni, ordery… Wszystko to bardzo fajnie, ale pamiętajmy, że np. narodowcem jest się przecież przez to co i jak się myśli, a nie przez to, co się nosi w klapie…

W tych trudnych (i irytujących) dla realistów dniach już lepiej brać za przykład spokój Andrzeja Szlęzaka tłumaczącego od dwóch lat, że u niego w Stalowej Woli nic 1 sierpnia o 17:00 wyć nie będzie, bo ćwiczeń nie potrzeba, a świętować nie ma czego. „Powstanie Warszawskie to jedna z największych klęsk w dziejach naszego narodu, szaleńczy zryw od początku skazany na bezprzykładną katastrofę militarną, polityczną i humanitarną, który nie buduje w świecie obrazu Polski jako kraju, w którym myśli się racjonalnie i działa skutecznie” tłumaczył prezydent Szlęzak. I oby podobnego samozaparcia i konsekwencji nie zabrakło kolegom od „no tak, ale…”.

Ostatecznie to przecież Baczyński (będący jedną z wielu niepotrzebnych ofiar powstania) prosił na 14 miesięcy przed jego wybuchem: „Jeno wyjmij mi z tych oczu szkło bolesne – obraz dni, które czaszki białe toczy przez płonące łąki krwi”. No więc właśnie dziś jest raczej czas pozbyć się z oczu obrazu chłopców maszerujących wesoło do powstania, a zobaczyć krew i zgliszcza, do jakich w wyniku nieszczęsnego zrywu doprowadzono stolicę. I tego widoku nie pozwolić w sobie zagłuszyć tak, aby nigdy nie mógł się powtórzyć. A bezrefleksyjne czczenie 1 sierpnia jest właśnie do takiej powtórki drogą, choćby nawet w odległej perspektywie.

Konrad Rękas

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “„Jeno wyjmij mi z tych oczu…!””

  1. Dlatego bez wahania powtarzam raz jeszcze: Polacy to naród idiotów. Czekam jak piszący tu Alek wreszcie poda mnie do sądu za „znieważanie narodu polskiego”. Proponuję dla siebie karę od razu za publiczne wyjawienie informacji ściśle tajnej (o której wszyscy wiedzą).

  2. @AW: a i owszem. Dlatego niektorzy uwazaja za naszego najwiekszego sojusznika panstwo, ktore jest glownym budowniczym UE, po bo by zapewnic sobie hegemonie w Europie, a szegolnie w tej srodkowo-wschodniej. Inni natomiast widza szalupe ratunkowa w partii, ktora jest wprost wspierana przez to wlasnie panstwo, by realizowac jego interesy w Polsce i zrobic z Polakow stado, ktorym bedzie moglo rzadzic bez zadnych organiczen. Inni popieraja pewna organizacje, ktora zawarla sojusz z inna organizacja niemiecka, ktora wprost podwaza prawo Polski do Slaska po I Wojnie Swiatowej. Problem Polakow polega na tym, ze ciagle nie zrozumielismy, ze wrog nie walczy w sposob jawny i „uczciwy” : ” Polska, ma tradycje rycerskie – działań z otwartą przyłbicą. Podstęp (…) to tradycje azjatyckie, obce naszej kulturze. Nie na darmo Chińczycy na zapytanie o najgroźniejszą broń świata odpowiadają: to nie bomba atomowa! Najgroźniejszą bronią świata jest podstęp! Wiedzą, co mówią. Są mistrzami podstępu.” Nie tylko Chinczycy, ale takze inni. Obawiam sie, ze Ci, ktory najglosniej krzycza o realizmie, sami nie rozumieja, jak dziala polityka. Polacy sa naiwni, latwowierni i dobroduszni, to jest nasza najwieksza wada narodowa. Nie rozumiemy „swiata doroslych”. A to jest bardzo brutalny swiat. Wygrywa ten, kto jest najbardziej brutalny i bezwgledny w realizowaniu swoich interesow. Ot, taki pruski cud.

  3. @Magdalena Zietek. A jeszcze inni opluwają państwo, które pozwala im studiować i wyżalają się jakie to państwo jest okrutne i bezwzględne…

  4. P.S. I tu chodzi o to samo panstwo, ktore bestialsko mordowalo Polakow podczas Powstania. Czytujac teksty na temat Powstania umieszczone na tej stronie, mozna odniesc wrazenie, ze Polacy sami sie wymordowali.

  5. Czy nie odczuwa Pani dyskomfortu psychicznego studiując i mieszkając w państwie, które mordowało Polaków?

  6. Komfort psychiczny to towar luksusowy we wspolczesnym swiecie. Pracuje w budynku, w ktorym miescila sie siedziba Gestapo. Czesc piwnic jest do dzis zamurowana. Niemcy, ktorzy byli tam torturowali, nie doczekali sie zadnego pomnika, itp. Natomiast w glownej hali budynku znajduje sie pomnik upamietniajacy niemieckich zolnierzy poleglych w czasie II Wojny Swiatowej. Z zelaznymi krzyzami, w estetyce nazistowskiej. Wiernie sluzyli systemowi, wiec maja pomnik. A ofiary Gestapo – coz, ich krew moze jeszcze znajduje sie na murach tych zamurowanych piwnic.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.