Kampanie wyborcze a kulura polityczna w Polsce

Polityczna świadomość jednostki stanowi kluczowy i najbardziej weryfikowalny empirycznie składnik klasyfikacji danej kultury politycznej .Wydaje się, że poziom wiedzy dużej części społeczeństwa polskiego stanowi wciąż konsekwencję ponad półwiecza komunizmu – epoki, która oduczyła Polaków zaangażowania w sprawy kraju. Okres lat 1945 – 1989 był dla wielu pokoleń epoką stagnacji i przestoju w aktywności na niwie państwowej, swoistej karencji w angażowaniu się w sprawy kraju, a PRL-owskie państwo stanowiło twór ustanowiony nad Wisłą mocą sowieckich bagnetów,obcy i wrogi byt polityczny, z którym niejednokrotnie trudno było się utożsamiać. Ten brak identyfikacji jednostki z własnym już po 1989 roku państwem, z instytucjami publicznymi i normami stanowionymi przez władzę zwierzchnią, miał swoje skutki również w III Rzeczypospolitej. Współczesny Polak nie jest jako Rzymianin – jak uważali nasi ojcowie Sarmaci – którego wciągają sprawy publiczne[1].

Wiedza ( lub jej brak )społeczeństwa na temat problemów politycznych, znajomość mechanizmów funkcjonowania ustroju, roli organów państwowych – wszystkie te elementy silnie determinują kształt kampanii wyborczych w Polsce. W sytuacji, gdy odbiorca komunikatu politycznego nie jest w stanie dokonać merytorycznej recepcji i trafnej weryfikacji przekazywanej treści, rośnie ryzyko manipulacji ze strony nadawcy. Możliwe staje się wówczas formułowanie haseł populistycznych, dobrze postrzeganych przez społeczeństwo, takich, których percepcja wpłynie wzrost notowań formułującej je partii[2].Przykładem tego typu działań mających kształtować określony typ postawy wyborczej była kampania informacyjna przed referendum akcesyjnym w Polsce w2003 roku.

Wówczas obie strony – zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy przystąpienia naszego kraju do Unii Europejskiej – konstruowali hasła, symbole, metafory polityczne w ściśle określony sposób – z zamiarem bazowania na wielości wyobrażeń ( bo nie wiedzy i informacji ) dotyczących tego, czym jest brukselska wspólnota. Celowo upraszczano przekaz, uwypuklając te jego aspekty, które w przekonaniu danej strony mogły przysporzyć im poparcia w społeczeństwie. Jak wiadomo, myślenie polityczne mas opiera się na kojarzeniu symboli i zapamiętywaniu chwytliwych sloganów, dlatego też starano się sprowadzić do nich dyskusję na temat sensu akcesji. Zwolennicy wstąpienia Polski w szeregi Unii Europejskiej w kampanii przedreferendalnej kreowali wizję dynamicznego rozwoju, jaki stanie się udziałem naszego kraju po rozszerzeniu wspólnoty, a także wzrostu dobrobytu i polepszenia się poziomu życia większości społeczeństwa. Chętnie i często podnoszono argumenty na temat przyszłych możliwości podjęcia pracy na rynku europejskim, uzyskania dopłat dla rolników, stypendiów unijnych dla młodzieży czy poprawy infrastruktury, która sfinansowana miała być ze środków unijnych. Mając w świadomości niewiedzę większości społeczeństwa, euroentuzjaści propagowali mit wspólnoty jako obszaru upragnionego przez Polaków, krainy bogactwa i socjalnego bezpieczeństwa, a jednocześnie zamożnego i hojnego patrona, który chętnie przekaże swe fundusze na rozwój naszego kraju i pozwoli jego mieszkańcom nadgonić historyczne opóźnienia względem państw tzw. starej Europy. Kwestia wejścia Polski do UE jest decyzją,która przesądzi o losach Polski na wiele następnych lat, a nie dotyczy losów takiego, czy innego rządu – mówił premier Leszek Miller w 2003 roku[3]. Unia Europejska jawiła się w proakcesyjnym przekazie jako niemal mityczne Eldorado, kraina gospodarczej wolności, swobody jednostki i tolerancji. 

Podobny mechanizm, tylko o przeciwstawnym wektorze, zastosowali przeciwnicy integracji ze wspólnotą.Starali się przedstawić Brukselę jako twór antynarodowy i antychrześcijański, w którym Polacy nie będą mogli sami podejmować decyzji w kluczowych dla nich kwestiach. Podkreślali moralny upadek ducha unijnego ( legalna aborcja w krajach ówczesnej Piętnastki, związki homoseksualne kulturowo obce polskiej tradycji, eutanazja jako przejaw zachodnioeuropejskiej cywilizacji śmierci). Odwoływano się do narodowych resentymentów, posługując się antyniemieckimi nastrojami w społeczeństwie i grożąc wykupieniem ziem polskich przez cudzoziemców, a także nasilonymi żądaniami zwrotu majątków – w szczególności na Ziemiach Odzyskanych. Dokonano kreacji opartej na irracjonalnych mechanizmach psychologicznych, w której sfera merytoryczna przestała się liczyć: Zniszczono, tak cenne w państwie łacińskim,prawo prywatne i zastąpiono je nieetycznym prawem państwowym w imię potęgi państwa totalnego – Unii Europejskiej. Zlikwidowano etykę i moralność i zastąpiono ją prawem. Prawo stanowi o etyce i moralności i jest ich źródłem!Społeczeństwo podporządkowano państwu[4].

Bez wątpienia sfera polityczności nie cieszy się w Polsce szczególną estymą i nie jest przedmiotem powszechnego poważania wśród społeczeństwa. Na internetowej stronie Rzeczpospolitej czytamy o rankingu popularności zawodów, który opublikował magazyn Rider’s Digest, a który jest częścią badania European Trustem Brands: Najgorsze oceny tradycyjnie dostali politycy- w Polsce zaledwie 3 proc. uczestników ankiety stwierdziło, że im ufa. To zdecydowanie poniżej średniej europejskiej (8 proc.), którą podwyższają Szwecja i Szwajcaria z 21 proc. zaufaniem do przedstawicieli tego zawodu[5]. Polityka powszechnie utożsamiana jest z brudną sferą interesów prowadzonych – ujmując to eufemistycznie – na granicy prawa. W mentalności Polaków zakorzeniony jest stereotyp skorumpowanego polityka – oportunisty, który troszczy się przede wszystkim o atrakcyjne miejsce na liście wyborczej i łaskę prezesa partii.Postawa taka wiele mówi o typie kultury politycznej w Polsce – brak zaufania do elit politycznych i negatywny obraz sfery publicznej budują określony stosunek większości naszego społeczeństwa do klasy politycznej.

Ograniczona wiarygodność polityków w oczach wyborców silnie wpływa na działania podejmowane w kampaniach politycznych. Popularnym i szeroko stosowanym, zwłaszcza w kampaniach wyborczych do samorządów, zabiegiem jest rezygnacja z odwoływania się do szyldów partyjnych i startowanie w elekcjach np. w ramach komitetów wyborczych.Przykłady bezpartyjnych polityków zawiązujących własne komitety można mnożyć – Rafał Dutkiewicz we Wrocławiu,Michał Zaleski w Toruniu, Wojciech Szczurek w Gdyni. Odcięcie się kandydata od partii politycznej uwiarygodnia go w oczach wyborców, sprawia, iż jest on lepiej kojarzony, mimo iż przecież nadal zależny jest on od swego politycznego zaplecza i finansowego wsparcia sponsorów. Różnica polega tylko na tym, że eksponowany jest komitet wyborców, a nie partia, co, oprócz zmierzchu popularności polityki jako takiej, pozwala stwierdzić także kryzys partii politycznych w Polsce. To także część składowa kultury politycznej.

I wreszcie ostatni komponent kultury politycznej, bardzo silnie związany ze sferą stosunku emocjonalnego do rządzących – płaszczyzna wartościująca, w której najsilniej wyraża się kształt relacji społeczeństwo – politycy. W Polsce zależność ta wciąż ma charakter antynomii my – oni.Z autopsji znamy krytyczne względem polityków wypowiedzi znajomych, członków rodziny, sąsiadów – a więc tego w pewnym sensie opiniotwórczego dla nas milieu. W socjologii przyjmuje się, iż tam, gdzie występuje opozycja na rządzących i rządzonych, nie sposób mówić o społeczeństwie obywatelskim. Polacy w większości nie identyfikują się z rządzącymi ekipami i nie mają przekonania, iż ci działają w ich interesie.

Krytycyzm sądów wobec polityków przekłada się na działania marketingowe podczas kampanii wyborczych.Popularne wówczas staje się eksponowanie przez ubiegających się o mandat parlamentarny czy fotel prezydencki swego wizerunku niepolitycznego –uwypuklanie przywiązania do lokalnego patriotyzmu, rodziny, ziemi, mniejszości etnicznej. Popularne wówczas stają się sesje fotograficzne w atrakcyjnych plenerach, wsparcie powszechnie szanowanych postaci ( sportowców, aktorów etc.), podkreślanie wspierania przez siebie akcji charytatywnych i prospołecznych.

  Wydaje się, iż społeczeństwo polskie posiada pewną wiedzę na temat systemu politycznego, jednakże przyjmuje w większości postawę roszczeniową, niechętnie angażując się w życie polityczne państwa. Odzwierciedleniem takiego stanu rzeczy są kampanie wyborcze, które plastycznie dostosowane są do poziomu merytorycznego nadawcy i odbiorcy. Brak w nich rzeczowych dyskusji, publicznych debat, a w świadomości większości wyborców z każdą kolejną elekcją utrwala się przekonanie o autotelicznym charakterze polskiej polityki.



[1] A. Wielomski, Dekalog konserwatysty, Warszawa 2006, s.21.

[2] Cwalina W., Falkowski A., Marketing polityczny. Perspektywa psychologiczna, Gdańsk 2005, s. 118.

[3]http://www.wlodkowic.pl/rcie/mar2003.html [ 9 VI 2011 ].

[4]http://www.onr.h2.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=223:waciwa-wizja-zjednoczonej-europy-&catid=54:unia-europejska[ 9 VI 2011 ].

[5] http://www.rp.pl/artykul/642004.html [ 9 VI2011 ].

Adam Raszewski

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Kampanie wyborcze a kulura polityczna w Polsce”

  1. Właściwie niczego nowego nie dostaliśmy. To, że w Polsce nie ma społeczeństwa obywatelskiego, wałkowane jest od czasów PRL a nawet Sanacji. Taki prawdziwy przełom nastąpił po Stanie Wojennym – wszystkie zasoby siły zostały wyczerpane. Polacy nie mają już siły aby się bardziej zainteresować kwestią – niechaj inni rządzą, my teraz chcemy żyć w spokoju, jeść owoce zwycięstwa. No niestety, ale (jak to mówił Piłsudski) przegranym jest ten co wygrał i spoczął na laurach. Dlatego Polacy są przegrani…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.