Kilka refleksji odnośnie „afery podsłuchowej”

Jak to zwykle bywa prawda jest bardziej prozaiczna, aniżeli nam się wydaje. Okazuje się coraz wyraziściej, że afera podsłuchowa ma przaśny charakter, a ujawnienie tego, że jest to dzieło dwóch kelnerów znacznie osłabiło zainteresowanie tym tematem i stopniowo spada ono na dalszy plan dyskusji rodaków. Po wakacjach pewnie już tylko politycy będą próbowali sobie upiec jakąś pieczeń przy tym ogniu. Mimo to koalicja rządząca ma szanse przetrwać do końca swojej kadencji i pewnie będzie je mieć na kolejne wygrane wybory, jeśli rozliczy politycznie najbardziej negatywnych bohaterów tych nagrań, a partie opozycyjne nie znajdą właściwego klucza do wykorzystania zaistniałej sytuacji. Jak na razie, tego klucza nie znajdują. Ludzka pamięć ma to bowiem do siebie, że z upływem czasu kwestie negatywne są wypierane na jej dalszy plan, a ponadto bieżące życie niesie tyle nowych wydarzeń, że na ich tle, to co niedawno wywołało falę słusznego oburzenia znacznie wyblaknie. Pewnie się okaże, że nawet wulgaryzmy znanych polityków zostaną po cichu zaakceptowane. Tym bardziej, że ich używanie jest coraz powszechniejsze i staje się rodzajem „normy”. Zwłaszcza gdy chodzi o obyczaje młodych pokoleń.

Komentarze, jakie pojawiły się w naszych mass-mediach, a zwłaszcza w  elektronicznych roiły się od różnorodnych gorączkowych spekulacji, które, jak się okazało nie miały żadnych podstaw. Szczególnie skompromitowały się te, które dopatrywały się w tym działaniu „sprężyn” zewnętrznych, a zwłaszcza tych związanych z Rosją, co nie tylko ośmieszyło ich autorów, ale i wywołało reakcję mass-mediów i polityków tego kraju, w swej wymowie niekorzystną dla nas. Podobne reakcje spotykamy też i na Zachodzie, nie wykluczając i USA. Wypowiedzi polityków partii rządzących na ten temat, zapewne obliczone na stworzenie społecznego efektu o zagrożeniu zewnętrznym państwa szybko upadły i sprawiły samoośmieszenie się władz. Tego nigdy nie powinno się robić, jeśli na taką ingerencję nie ma 100% dowodów. Dodać trzeba, że partie opozycyjne dość konsekwentnie negowały wątek zewnętrzny, bo jak nie ma podstaw do wątku wschodniego to jak go nie negować?

Chciałbym przypomnieć, że wątek wschodni widzieli jako najbardziej prawdopodobny znani generałowie wywiadu i innych spec.służb, co w pewnym sensie perswadowałem im i opinii publicznej na pewnym popularnym portalu społecznościowym. Nawet w poście Vincenta V. Severskiego, znanego oficera wywiadu, gdy tam zagościł nieuprawniony faktami wątek zewnętrzny. I to można odnaleźć. Podobnie fałszywie  brzmią tezy o zamachu na państwo z przyczyn wewnętrznych.  Co więcej, nawet gdyby znaleziono dowody na to, że „studio nagrań” w Warszawie zorganizowali jacyś obcy, to przecież chyba nie byli oni w stanie suflować politykom treści ich wypowiedzi? Chyba, że założyć, że w tych lokalach były miejsca tortur i laboratoria z możliwością aplikowania im farmaceutyków, które wyzwalały ich podświadomość i oddziaływały na świadomość? Żaden z polityków nie skarżył się, że podczas pobytu w lokalach był torturowany, faszerowany zastrzykami czy hipnotyzowany. Absurdem też byłoby założenie, że w każdej parze rozmówców był agent obcego wywiadu, który w sposób kapturowy (oficerowie wywiadu wiedzą co to znaczy) podstępnym prowadzeniem rozmowy „wyciskał” oczekiwane przez siebie informacje. Każdy z polityków posiadał więc własną swobodną wolę i wypowiadał to, co chciał. Nieproduktywnym byłoby niezauważanie tego wszystkiego i kierowanie uwagi publicznej na coś, co nie zaistniało, czy nie ma dowodów na zaistnienie tegoż, a odciąganie od meritum sprawy, czyli treści wypowiedzi. Samo nagrywanie jest przestępstwem, ale samo przez się nie anihiluje treści nagranych rozmów. Ponadto, żaden wywiad nie likwidowałby dobrego źródła informacji poprzez upublicznianie uzyskanych treści. W tym i informacji uzyskanych z podsłuchu. Byłoby to bowiem dla niego działanie nieproduktywne i szkodliwe. Oznacza więc, że chodzi tu o nagranie dokonane przez środowiska krajowe. Jeśli niektórzy generałowie spec.służb wypowiadają się na rzecz istnienia inspiracji wywiadowczych z zewnątrz, to najpewniej mają w tym jakiś swój interes mass-medialny lub inny. Jaki, nie chcę w to wnikać. Tego typu komentarze, już na początku afery, skomentowałem tak: Rozwiązanie zagadki może być prostsze, aniżeli się wydaje! Nie dopatrywałbym się jednak działań zewnętrznych w tej sprawie, bo ewentualne dramatyczne skutki i konsekwencje tego wydarzenia byłyby nieproduktywne z punktu widzenia potencjalnie zainteresowanego podmiotu. To oczywiste, że zachowanie obecnego status quo jest dla tego podmiotu korzystniejsze od innego układu politycznego.

Platforma Obywatelska wpadła w panikę i zachowała się wyjątkowo antyproduktywnie w tym wydarzeniu i obecne obniżone jej już poparcie społeczne spadnie jeszcze bardziej, jeśli z zachowań uwikłanych polityków nie wyciągnie w porę odpowiednich wniosków. Powszechna ocena ich postawy jest wyjątkowo negatywna. Na tym tle rośnie poparcie dla nowej, wschodzącej siły, jaką jest Kongres Nowej Prawicy Janusza Korwina-Mikke. Popiera ją mocno młodzież, która jest rozczarowana efektami rządów obecnej koalicji, ale także i obawia się rządów PiS-u. To może zapowiadać istotne przetasowania na polskiej scenie politycznej. Jak się okazuje – a co widać również i w odbiorze zewnętrznym – ci politycy największe szkody zrobili też sami sobie poprzez swoje wypowiedzi. I nie chodzi tylko o ich treści, ale i o formę. Warto wziąć pod uwagę – do stosowania w życiu, dwie proste zasady: Jak nie wiesz, jak się zachować – zachowaj się porządnie!. Jak nie wiesz co powiedzieć – mów prawdę!.Gdy tego nie ma, to  prestiż takiego polityka drastycznie spada i szkodzi i państwu i partii, którą reprezentuje. W wyniku tej afery mocno uogólnia się wśród wyborców przekonanie, że w polityce biorą udział ludzie nieuczciwi, co przecież nie jest całkowitą prawdą.

Skoro, jak się okazuje, jest problem z samokontrolą polityków, to żadne Biuro Ochrony Rządu ani Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, nie uchroni ich przed potknięciami wiadomego typu. A wtedy możemy sobie poczytać i takie teksty, zapewne formułowane ironicznie: http://wiadomosci.onet.pl/swiat/msz-rosji-sikorski-jest-politycznym-realista/lv322Jak widać minister doczekał się „pozytywnej” oceny tam, gdzie chyba się jej nie spodziewał.

A poza tym politycy powinni unikać okazji do grzechu, a tą okazją jest niewątpliwie opłacanie sutych biesiad z pieniędzy podatników. Zwłaszcza, że za cenę takiej biesiady, wiele rodzin musi przeżyć cały miesiąc, a wiele o tym może tylko pomarzyć. Nie wypada więc w takiej sytuacji biesiadować i przy okazji  szkodzić wizerunkowi swojego urzędu i państwa.

dr Edward Kotowski

/ame/

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.