Komentarz po wyborach prezydenckich we Francji

I.

Sam wynik wyborów nie wywołuje zaskoczenia, prawdopodobieństwo zmiany na fotelu prezydenta Francji bliskie było przysłowiowych 50%.

Chcąc spróbować wytyczyć generalny kierunek, w jakim podąży Hollande, warto przede wszystkim zwrócić uwagę na fascynację, którą przejawia on w stosunku do François Mitterranda. Przypomnijmy, że w 1981 r.  Mitterrand, korzystając ze wsparcia zaproszonych do rządu komunistów, wdrożył hojny program społeczny, sprowadzający się w swojej istocie do bezmyślnego rozdawnictwa pieniędzy: podwyższył płace minimalne, renty, emerytury, znacjonalizował banki. Efekt nie kazał na siebie długo czekać: sytuacja gospodarcza Francji pogorszyła się do tego stopnia, że socjaliści musieli po dwóch latach wykonać zwrot o 180 stopni i ponownie zacząć liczyć. Oczywiście możemy podzielać optymizm niektórych kół politycznych i twierdzić, że Hollande będzie bardziej ostrożnym Mitterandem, ale na razie nic tego nie zapowiada. Chęć powtórzenia posunięć ostatniego z wymienionych deklarował on jeszcze niedawno – chce wszak zwiększyć liczbę etatów w sektorze budżetowym, poza tym mówi o nowej polityce społecznej (czytaj: utopieniu kolejnych milionów euro w systemie socjalnym i administracji). W niektórych kołach eksperckich bierze się pod uwagę co najmniej kilka scenariuszy, mówi się o możliwym pobudzeniu gospodarki, ale problem w tym, że nadzieje te oparte są jedynie na pustych i niepopartych konkretami obietnicach wyborczych, natomiast szczegółowe deklaracje co do posunięć nowego prezydenta Francji nie nastrajają optymistycznie. Pozostańmy na chwilę przy tym, co napisałem wcześniej. Według jednego z prawdopodobnych scenariuszy, zaproponowanych przez amerykańską Radę Stosunków Międzynarodowych Hollande istotnie podejmie próbę zwiększenia wydatków rządowych „zatrudniając więcej nauczycieli, pocztowców itd. (a podkreślmy, że to właśnie deklarował jeszcze kilka dni temu – przyp. autora). Wywoła to niepokój na rynku, który przejawi się kolejną rundą destabilizacji gospodarki. W Europie może wtedy nastąpić kryzys poważniejszy niż ten, który wywołała sytuacja w Grecji, ponieważ gospodarka Francji jest o wiele większa od greckiej”. I niepomiernie ważniejsza. Nie wolno też zapominać o tym, że – jak słusznie powtarza przy różnych okazjach nasz francuski korespondent, p. Antoine Ratnik, dług Francji jest tak duży, że jakiekolwiek nowe pomysły rozdawania pieniędzy grożą ekonomiczną zapaścią. Mam oczywiście nadzieję, że ten scenariusz pozostanie tylko kolejną nie mającą pokrycia w rzeczywistości analizą, ale przykłady oraz profil prezydenta elekta budzą tu poważne obawy.

Nie mniejsze obawy – graniczące z pewnością, powstają w trakcie rozważania problemu wizji państwa, jaką proponuje Hollande. Z pewnością będzie ono coraz bardziej opiekuńcze, a także coraz bardziej świeckie i „tolerancyjne” (czytaj: antykatolickie, antyreligijne in generis, ponadto na wskroś homo-przyjazne). Na kilku masońskich portalach znalazłem taki oto cytat, powtarzany nader chętnie i z cokolwiek sporą nadzieją: „Socjalista Francois Hollande, na przesłuchanie u masonów [na Rue de Cadet] przyniósł im ciastko z kremem, deklarując wpisanie do konstytucji z 1905 roku o rozdziale kościoła od państwa, łatwo stał się kandydatem masońsko kompatybilnym o szczerej woli wnoszenia w życie publiczne bliskich wolnomularzom wartości Republiki laickiej”. W trakcie swojego inauguracyjnego przemówienia wygłoszonego w rodzimym departamencie nowy prezydent Francji wymienił wszystkie republikańskie wartości, które głosi –  i którymi będzie kierował się w swojej prezydenckiej misji: Wolność, Równość, Braterstwo, Godność, Laickość, Sprawiedliwość. Zapewne architekci Rewolucji Francuskiej skręcają się w piekle z dumy.

Sporo do myślenia daje opublikowany niedawno list-deklaracja prezydenta elekta, dotyczący szkolnictwa. „List wywołał wielki niepokój wśród kierownictwa szkół katolickich, także wśród rodziców i uczniów. Hollande zapewnia w nim, że jeśli zostanie wybrany na prezydenta republiki, będzie bronił przede wszystkim publicznej szkoły laickiej. Hollande przede wszystkim chce zmiany tzw. prawa Carle uchwalonego w 2009 r., które stanowi, że merostwo jest zobowiązane do dopłat za kształcenie dzieci mieszkających na terenie jego gminy mimo, że chodzą one do szkół znajdujących się poza jej granicami. Obecnie jest 250 tys. takich uczniów.  Zniesienie obowiązujących przepisów oznaczałoby przejęcie przez szkoły prywatne ciężaru wszystkich kosztów kształcenia, co w praktyce będzie oznaczać podniesienie opłat dla rodziców, a nawet likwidację szeregu placówek szkolnych. Hollande zapowiada też modyfikację aplikacji porozumień zawartych przez rząd francuski ze Stolicą Apostolską, które dotyczą uznawania dyplomów wydawanych przez wyższe szkoły katolickie.  Zapewnia jednocześnie o zamiarze utworzenia dodatkowych 60 tys. etatów nauczycielskich w ciągu pięciu lat. Zmiana ta dotyczyć ma jednak wyłącznie szkolnictwa publicznego”- cytuje portal wpolityce.pl. Co dla szkół katolickich oznacza zniesienie prawa Carle? Rodzice dokonujący wyboru takiej szkoły będą musieli w całości finansować edukację dziecka w sytuacji, gdy znajduje się ona poza granicami merostwa. Odpływ uczniów zmuszonych do wyboru tańszej opcji publicznej może zapewne doprowadzić do zamknięcia wielu placówek, a także poważnego ograniczenia możliwości kształcenia innego, niż to, które proponują zindoktrynowane szkoły publiczne.

Kolejne obawy budzi przyszła polityka emigracyjna. Istnieje ryzyko, że Hollande nie będzie na tyle zdecydowany, by ograniczyć dopływ emigrantów. Wprawdzie zapowiadał on już chęć większego zasymilowania różnych grup etnicznych i religijnych, które zasiedliły Francję w trakcie ostatnich dekad, ale mam wrażenie, że nie do końca zdaje sobie sprawę z nierealności takiego podejścia. Będzie to wymagać gigantycznych nakładów, na które państwo nie jest teraz przygotowane, co więcej: próby podejmowane przez poprzednie gabinety pokazały, że dotarcie do tych ludzi jest bardzo trudne – o ile w ogóle możliwe.

II.

Nie przewiduję raczej zmian w zakresie polityki zagranicznej. Obecna sytuacja w UE sprawia, że Francja, chcąc zachować dotychczasowy wpływ, musi pozostać w sojuszu z Niemcami. Jakkolwiek nie będzie on aż tak scementowany personalnie, jak dotychczas, to jednak wspólne dyktowanie polityki gospodarczej i prawnej Unii będzie zapewne nadal w centrum uwagi obydwu państw, a więc również prezydenta elekta. W pierwszą podróż zagraniczną uda się on właśnie do Niemiec (co w języku dyplomatycznym oznacza, że dotychczasowy status tego kraju w polityce zagranicznej Francji pozostaje niezmienny), a kanclerz Angela Merkel już zapowiedziała, iż przyjmie go „z otwartymi ramionami”. Hollande zapowiedział wprawdzie renegocjację tzw. Paktu Fiskalnego (nie chce go wprawdzie obalić, lecz uzupełnić w celu podjęcia kroków mających na celu pobudzenie wzrostu), jednak realność tego posunięcia pozostaje niepewna. Przede wszystkim nikt nie wie na jakich postulatach zmiany te miały by się oprzeć (zresztą pojęcia nie ma jeszcze nawet sam główny zainteresowany), poza tym Niemcy jasno dały już do zrozumienia, że ich zdaniem Pakt nie jest renegocjowany, a zatem niewykluczone, że Hollande nie będzie miał okazji wyjść tu poza wyborcze bicie piany.

Nie wydaje się prawdopodobna nowa fala sprzeciwu wobec USA, jakkolwiek Hollande deklarował wycofanie wojsk francuskich z Afganistanu jeszcze w tym roku. Wyborcze obietnice to jedno, ale międzynarodowa wiarygodność Francji wraz z jej podjętymi wcześniej zobowiązaniami niekoniecznie pozwolą na tak szybkie i zupełne wyjście z operacji sygnowanych przecież m. in. przez NATO, którego Francja jest członkiem. W tym przypadku odpowiedź przyniesie dopiero szczyt NATO w Chicago.

Zastanawia przyszłe stanowisko nowego prezydenta Francji w kwestii polityki wobec Bliskiego Wschodu. Zdaniem niektórych ekspertów „Hollande może być ostrożniejszy w konfrontacji z Iranem i bardziej zdystansowany wobec Izraela niż Sarkozy. Propalestyńskie nastroje są bowiem silniejsze na francuskiej lewicy”. Fakt – ale też pytań jest więcej. Jak zachowa się Hollande wobec Syrii? W moim odczuciu może on zachować dotychczasowy kurs, wytyczony za prezydentury Sarkozy’ego – przynajmniej w sferze deklaracji i potępiania „reżimu” w imię demokratycznej utopii. Nie jestem też pewien co do Iranu. Zbyt wiele politycznego ryzyka wiązało by się z przyjęciem na siebie roli obrońcy Iranu, tak więc nawet jeśli nowy prezydent zechce początkowo podjąć się polityki uspokajania, to w razie dalszej konieczności polaryzacji stanowisk i zaostrzenia sytuacji jego wybór może być tylko jeden. Tym bardziej, że w grę wchodzi nie tylko polityka, ale również ważny interes gospodarczy, z którym nikt nie będzie dyskutował.

III.

Niemałym zaskoczeniem byłą dla mnie reakcja środowisk prawicowych (a przynajmniej za takie się uważających) wobec wyniku wyborów. W czambuł bowiem popierano Hollande przeciw Sarkozy’emu. Traktowano to zdaje się jako coś w rodzaju wyboru mniejszego zła. Niesłusznie – w niektórych kwestiach wewnętrznych może być co najwyżej gorzej. Mój niepokój budzi z jednej strony polityka ekonomiczna, z drugiej – energia, z jaką prezydent elekt deklaruje walkę o świeckie i „tolerancyjne” państwo. Mam wrażenie, że o ile gospodarka jest dla niego przedmiotem do debaty, to drugi z wymienionych aspektów – w żadnym wypadku, a jego realizacji Hollande poświęci znacznie więcej uwagi od poprzednika. Jeżeli ktoś miałby wątpliwości, proszę pozwolić mi zacytować „Nasz Dziennik”: „W drużynie, która tworzy kampanię wyborczą rywala Sarkozy´ego, Francois Hollande´a, według danych magazynu [Le Point], (…) znajduje się dziesięciu masonów. A wśród nich przewodniczący Senatu Jean-Pierre Bel i byli ministrowie: Michel Sapin i Jean-Yves Le Drian. Czy to tylko francuska przypadłość? Skutek rewolucji i laicyzacji? Dążenie do obsadzenia ważnych stanowisk w polityce, społeczeństwie i kulturze, rytualna praca sięgająca parlamentów, a wszystko po to, aby rozbłysła świątynia humanitaryzmu”. W tym przypadku drzwi są otwarte na oścież.

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Komentarz po wyborach prezydenckich we Francji”

  1. „Niemałym zaskoczeniem była dla mnie reakcja środowisk prawicowych (a przynajmniej za takie się uważających) wobec wyniku wyborów. W czambuł bowiem popierano Hollande przeciw Sarkozy’emu. „- To nie tyle ze ” popierano Hollande’a”, co chciano oslabic UMP, liczac na to, ze po jej klesce w wyborach prezydenckich i byc moze rowniez parlamentarnych, UMP odniesie duzy sukces w wyborach regionalnych, zas prawdziwa wladza znajduje sie wlasnie w Regionach.Prezydent nie wiele moze , dyretktywy przychodza z Brukseli, Parlament to zwykle zgromadzenie przyjmujace do wiadomosci ukazy z Brukseli, a w Regionach mozna cos zrobic.Wyborcy zwykle glosuja zas w wyborach regionalnych na opozycje zeby dokuczyc rzadowi.Nie nalezy miec zadnych zludzen co do UMP, to oni wprowadzili do szkol pojecie „gender” i to oni promuja homoseksualizm i wszelkie zboczenia.Sarkozy pozyczyl 600 miliardow euro za granica, zaatakowal Libie, byl psem lancuchowym wobec USA i jego kleska jest ulga dla wszystkich.Teraz trzeba stworzyc ruch, ktory bedzie potrafil zgalwanizowac tlumy, bo skoro kraju i dobra wspolnego juz nie ma, to tylko ruch moze nas podtrzymac na duchu.Chodzi o to, zeby umrzec w jakiej takiej formie, a nie w rozpaczy.Hollande ma mala mozliwosc manewru, jest sklocony z Zydami, ktorzy nie znosza PS,zwiazki zawodowe nie odgrywaja wiekszej roli, zas na lewicy nie ma juz jakiegos entuzjazmu, jak w 1980 roku.Ponadto Hollande nie ma doswiadczenia i zaraz na poczatku popelni bledy.

  2. @abcd François Hollande Data i miejsce urodzenia 12 sierpnia 1954 Rouen Prezydent elekt Republiki Francuskiej Przynależność polityczna Partia Socjalistyczna Okres urzędowania od 6 maja 2012 wybór Poprzednik Nicolas Sarkozy Przewodniczący Rady Generalnej Corrèze Przynależność polityczna Partia Socjalistyczna Okres urzędowania od 20 marca 2008 Poprzednik Jean-Pierre Dupont I sekretarz Francuskiej Partii Socjalistycznej Przynależność polityczna Partia Socjalistyczna Okres urzędowania od 27 listopada 1997 do 26 listopada 2008 Poprzednik Lionel Jospin Następca Martine Aubry François Hollande (wym. [fʁɑ̃swa ɔlɑ̃d; ur. 12 sierpnia 1954 w Rouen) – francuski polityk, prezydent elekt Francji , I sekretarz Partii Socjalistycznej w latach 1997–2008, poseł i były eurodeputowany. Kandydat socjalistów w wyborach prezydenckich w 2012, które według prognoz wyborczych wygrał z wynikiem około 52% głosów[1]. Jest synem dobrze sytuowanego laryngologa[2]. Absolwent paryskiej uczelni HEC i Instytutu Nauk Politycznych. Ukończył następnie École nationale d’administration jako siódmy słuchacz w swoim roczniku pod względem wyników w nauce. Pracował w Naczelnym Sądzie Rozrachunkowym. Zaangażował się w działalność Partii Socjalistycznej. Na początku lat 80. był dyrektorem gabinetów kolejnych rzeczników prasowych rządu Pierre’a Mauroy. W trakcie swojej kariery politycznej obejmował szereg stanowisk w administracji terytorialnej. Był radnym regionu Limousin (1992) i jego wiceprzewodniczącym (1998–2001). Pełnił funkcję radnego, wiceburmistrza, a w latach 2001–2008 mera Tulle. Od 2008 przewodniczy radzie generalnej departamentu Corrèze[3]. W latach 1988–1993 i 1997–1999 sprawował mandat posła do Zgromadzenia Narodowego[3]. W 1999 przez kilka miesięcy był deputowanym do Parlamentu Europejskiego, członkiem frakcji Partii Europejskich Socjalistów[4]. W 2002 i 2007 ponownie był wybierany do izby niższej francuskiego parlamentu[3]. W 1997 został I sekretarzem Partii Socjalistycznej, po objęciu przez Lionela Jospina urzędu premiera. Utrzymał to stanowisko po porażce lewicy w 2002. W trakcie kampanii przedreferendalnej opowiadał się za poparciem Konstytucji dla Europy, wbrew stanowisku części partyjnych liderów (w tym Laurenta Fabiusa). W 2006 pozostawał, obok swojej ówczesnej partnerki, Ségolène Royal, najpoważniejszym „kandydatem na kandydata” socjalistów do wyborów prezydenckich. Ostatecznie zrezygnował z ubiegania się o ten urząd. 17 czerwca 2007, po drugiej turze wyborów parlamentarnych, ogłoszono rozstanie Ségolène Royal i François Hollande[5]. W 2008 François Hollande zakończył swoje urzędowanie jako przewodniczący Partii Socjalistycznej. W 2011 poprzez prawybory uzyskał nominację na kandydata Partii Socjalistycznej w wyborach prezydenckich przewidzianych na 22 kwietnia 2012. W pierwszej turze uzyskał najwyższe poparcie spośród 10 kandydatów. Otrzymał około 10,27 miliona głosów (28,63%), wyprzedzając ubiegającego się o reelekcję prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego[6]. Wybrane publikacje[edytuj] La gauche bouge (współautor, pod pseudonimem Jean-François Trans), 1985. L’Heure des choix. Pour une économique politique (współautor, z Pierre’em Moscovicim), 1991. L’Idée socialiste aujourd’hui (współautor), 2001. Devoirs de vérité, 2006.

  3. @Antoine Ratnik: „…Teraz trzeba stworzyc ruch, ktory bedzie potrafil zgalwanizowac tlumy, bo skoro kraju i dobra wspolnego juz nie ma, to tylko ruch moze nas podtrzymac na duchu.Chodzi o to, zeby umrzec w jakiej takiej formie, a nie w rozpaczy. …” – czyżby sie Pan zapisał do PiS’u? To brzmi jak jakaś romantyczna insurekcyjna deklaracja, chyba że czegoś nie pojmuję… Moim zdaniem, na „galwanizację tłumów” tylko czekają masoni i inni globalisci. Przy obecnej zalezności zaopatrzenia od globalnej logistyki, bardzo szybko pojawiłby się głód i chaos, który zostałby zagospodarowany przez jakiegoś „doczesnego zbawcę”, może nawet samego Antychrysta …

  4. A propos monsieur Antoine Ratnik jakie skrzydło Francois Hollande sobą reprezentuje w partii socjalistycznej,,prawicowe” czyli radykalnie socjaldemokratyczne,,,centrowe” czyli socjal-robotnicze czy komunizujące to znaczy lewicowe?Tak się pytam.

  5. @abcd U nich nie ma” skrzydel” tylko sa”prady”.Pewien moj znajomy socjalista utrzymuje, ze to jest „prad umiarkowany”.

  6. Dziękuję za odpowiedź wielce szanowny Panie Ratnik,a tak jeśli Pan pozwoli ostatnie pytanie z mojej strony przy tym artykule Czy Polska i Polacy szczególnie ci wszyscy bardziej na prawo,w sensie począwszy od prawicowej frakcji w Platformie Obywatelskiej możemy w już najbliższych miesiącach albo już za kilka tygodni spodziewać się od ,,światłych sił we Francji” gwałtownej intensyfikacji ,,debat” o parszywej,,Pologne”za(…)ale ludzkości to znaczy polemik jeśli tak można to nazwać o odpychającej i obleśnej Polsce. rzekomej ,,ladacznicy,, europejskiej, a dotyczące tematyki polsko-żydowskiej podczas wojny,a także ,,relacji” polsko-niemieckich,polsko-ukraińskich,polsko-litewskich,polsko-białoruskich oraz polsko-radzieckich przed w trakcie i po wojnie oraz skomplikowanych stosunków Polaków i Rosjan na przestrzeni ostatnich pięciu wieków od 1522 roku po dzień dzisiejszy?To już moje ostatnie pytanie do artykułu.

  7. @abcd Nie umiem przewidziec ewolucji postawy lewicy we Francji wobec Polski.Bardzo mi przykro, ale po prostu nie umiem.Wiele bedzie zalezec chyba od postawy wspolnoty zydowskiej.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.