Komuch na horyzoncie

Był taki piękny czas gdy wydawało się, że Sojusz Lewicy Demokratycznej – kierowany przez Grzegorza Napieralskiego – jest formacją schyłkową, na którą głosuje paru sodomitów i kilku ostatnich „utrwalaczy”. SLD pikowało w dół dosłownie z miesiąca na miesiąc i w pewnym momencie zaczęło oscylować ok. 5%, a w jakimś sondażu spadło nawet poniżej progu wyborczego. Wydawało się, że jest możliwe, iż PiS będzie „prawicą”, a PO „lewicą” (lub odwrotnie) i na scenie politycznej dla SLD po prostu nie będzie miejsca.

Niestety, marzenie skończyło się. Od jakiegoś czasu, konkretnie od wyborów prezydenckich, SLD z miesiąca na miesiąc zyskuje. W jednym z badań preferencji wyborczych przeszło nawet magiczną granicę 20%. Grzegorz Napieralski bryluje w mediach jako pierwszoligowy polityk, jego przyjaciele rozsiewają plotki, że będzie przyszłym premierem (po wyborach parlamentarnych), a on sam już powołuje powyborczy „rząd fachowców”, domagając się podziału władzy na spółkę z PO lub PiS.

 

Nie łudźmy się, gwiazdorstwo Napieralskiego nie jest jego własną zasługą, lecz okoliczności. Napieralski nie jest mężem stanu, nawet nie jest rzeczywistym i wyrazistym liderem lewicy. Jego poziom intelektualny mieści się „w dolnych granicach stanów średnich”. Widać to po głównych ideach prowadzonych przezeń kampanii, a raczej po braku tych idei. Rozdawanie jabłek pod jakąś fabryką, zbieranie grzybów w kaloszach, podrygiwanie na dyskotece. Programu nie ma tu żadnego, co zresztą wprost stwierdził Włodzimierz Cimoszewicz, który z tej operetki dał nogę do kręgów PO. Właściwie jedyne wyraziste punkty Napieralskiego do tzw. związki partnerskie dla sodomitów i hałaśliwy antyklerykalizm. Na tym jednak w Polsce można zrobić karierę na poziomie 5%, czyli na takim, jaki SLD miało do ostatnich wyborów prezydenckich. Dlaczego więc partia ta zwyżkuje w sondażach?

Zyskuje, ponieważ dla wielu wyborców jest jedyną realną alternatywą dla PO. Kierownictwo PiS, na czele z Jarosławem Kaczyńskim, jest w poważnym błędzie sądząc, że radykalne ataki na rząd Donalda Tuska spowodują, iż wyborcy tej partii odwrócą się od PO w kierunku PiS. To jest nieprawdopodobne. PiS ma 25 elektoratu, zabetonowanego w bunkrze smoleńskim. Nic tego elektoratu nie odciągnie od PiS, ale i nic nie przyciągnie nowego do PiS. To jest ¼ Polski wyoutowana z systemu politycznego. Wszelkie roszady mogą nastąpić tylko w ramach pozostałej puli 75%. W puli tej nie ma potencjalnych wyborców PiS. Biorąc pod uwagę marginalny stan PSL, rzeczywista walka rozgrywać może się wyłącznie pomiędzy PO i SLD.

Aż do niedawna Tusk miażdżąco wygrywał to starcie z Napieralskim. Co więc się zmieniło? Dlaczego PO, z sondażu na sondaż, traci poparcie na rzecz socjalistycznej lewicy? Istnieją ku temu różne interpretacje. Słucham ich czasami w programach publicystycznych i czytam podobne komentarze gazetowe. Jest tam teza, że PO jako partia rządząca nie sprawdziła się, ponieważ zmarnowała dokładnie 3 lata rządów nie przeprowadzając kompletnie żadnych reform. Tak, to prawda, której chyba nawet Tusk nie śmiałby zaprzeczyć. Ale przez ostatnich kilka miesięcy nic się w tej kwestii nie zmieniło. 2,5 roku temu tych reform także nie było. Dlaczego 3 czy 4 miesiące później, tak nagle, PO miałaby stracić ¼ czy 1/3 elektoratu?

Inni  analitycy twierdzą, że złożyły się na to zawirowania polityczne, a przede wszystkim kompletnie niezręczna polityka premiera obrony partyjnych kolegów przed utratą stanowisk, a mianowicie ministrów Grabarczyka i Klicha. Fakt, to wyjątkowo słabi ministrowie, powszechnie krytykowani, a ten pierwszy to jest wprost publicznie znienawidzony. Ale tej samej PO nie tak dawno nie zaszkodziła znacznie poważniejsza – i autentyczna – afera związana z Chlebowskim i Drzewieckim. Więcej, czym bardziej PiS atakowało „aferzystów”, tym bardziej notowania PO rosły. A więc to też niczego nie tłumaczy.

Przypuszczam, że wiem co się stało, a co powoduje, że notowania PO gwałtownie spadają w ostatnim czasie. Badania sondażowe przez dłuższy czas pokazywały dwie ciekawe tendencje. Pierwszą z nich było to, że notowania rządu były znacznie niższe niż notowania samej PO. Był to ewenement historyczny, wskazujący, że na partię tę głosować chcieli ci, którzy krytycznie oceniali jej rządy! Drugą ciekawostką były motywacje głosujących na partię Donalda Tuska. Badania pokazywały, że mniej więcej połowa – a czasami nawet i więcej (maks. 56%) – badanych deklarowało, że będzie głosować na PO, aby nie dopuścić do władzy PiS, a konkretnie Jarosława Kaczyńskiego.

I tutaj mamy zapewne odpowiedź dlaczego w ostatnich miesiącach zaplecze PO zaczyna topnieć. Nie wiem jak moi szanowni Czytelnicy, ale ja pośród znajomych, którzy od dawna popierają PO, obserwuję ciekawe zjawisko: ci ludzie coraz mniej boją się PiS. Oczywiście, uważają, że „Prezes zwariował”, a po 10 IV „kompletnie orbituje” i to „jeszcze bardziej niż kiedyś”, panicznie boją się co by się w Polsce stało, gdyby PiS doszło do władzy, ale równocześnie coraz mniej wierzą w realność tego scenariusza. Czym bardziej po 10 IV Jarosław Kaczyński radykalizuje się, tym bardziej w elektoracie PO wzrasta przeświadczenie, że jego wypowiedzi są tak przejaskrawione i oderwane od rzeczywistości, że dojście PiS do władzy przestaje być realne. Nic to, że w sondażach PiS ani drgnie. Chodzi o psychologiczne przekonanie, że z tak szalonymi hasłami nie da się wygrać wyborów i dojść do władzy.

W tej sytuacji połowa elektoratu PO straciła paliwo nakazujące głosować na partię Tuska. A więc można na ten rząd spojrzeć nie jako na „ostatnią redutę” broniącą Polski przed „kaczyzmem”, lecz jako na normalny rząd. Można go więc ocenić za to, co ten rząd zrobił. No i czego dokonał? Jakie reformy przeprowadził? Po tej refleksji zaczyna się poszukiwanie realnych alternatyw. Dla „miastowych” PSL nie wchodzi w grę, PJN także nie, bo elektorat PO nie chce brać udziału w „sporze o testament Lecha Kaczyńskiego”. Kto został? Zbieracz Grzybów i Rozdawacz Jabłek.

Adam Wielomski

Tekst ukazał się w „Najwyższym Czasie!”

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “Komuch na horyzoncie”

  1. Taaa a jak ten SLDek dojdzie do władzy to homolobby zrobią z nami porządek. Jeszcze przyjdzie czas gdzie lewacka policja będzie wsadzać do więzienia każdego myślącego inaczej. Panie Wielomski niech nie łudzi się, że prawica się uwolni z pod kajdanek PiSu. Tylko śmierć Kaczyńskiego będzie dla prawicy zbawienna. Im szybciej tym lepiej.

  2. To jest chory kraj,aby facet płaski i bezbarwny jak naleśnik, z charyzmą naleśnika, o poglądach na poziomie naleśnika obdarzonego taką sobie inteligencją, z partią fascynującą jak oglądanie pracującej betoniarki, robił za lidera i gwiazdę. Już wolę prawdziwych komuchów,przynajmniej byli czerwoni,a nie szarzy jak naleśniki. Zrobią – jak się damy,to zrobią. W Belgradzie, Moskwie i Splicie homo znają swoje miejsce – równo z chodnikiem.

  3. „W puli tej nie ma potencjalnych wyborców PiS.” – a tego właśnie nie można być do końca pewnym. Część wyborców ma bowiem do traktowanie nawet głównych haseł politycznych jako czegoś, co można w zasadzie pominąć w pewnych okolicznościach: „no tak, ma wprawdzie świra na punkcie …… [tu wstawić], ale……[tu wytłumaczyć czemu jednak na niego będzie się głosować]. Stąd właśnie bierze się zapewne ostatnia zwyżka sondażowa PiS, wykraczająca już poza „smoleńszczyków”, którzy zadeklarowali się przecież wcześniej. Słuchając Kaczyńskiego podczas jego rajzy po Polsce słychać zresztą inne rozłożenie akcentów. Powraca fraza o reprezentowaniu przez PiS tych „głodnych i wykluczonych”, czyli funkcjonale ustytuowanie tej partii na pozycjach socjalnych i lewicowych – co sprzyja poszerzaniu bazy elektoratu.

  4. myślę, że zabierze on głosy niesmoleńskich pisowców, i bedzie mieć ok 15-18 % w nast wyborach

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.