„Konserwatyści” kontra kreacjonizm

Minister edukacji będzie mógł wycofać subwencję dla danej szkoły, jeśli nie  dostosuje się ona do odgórnie narzucanych programów nauczania. W sumie nic nowego, ani nadzwyczajnego, jednak ciekawe jest uzasadnienie tej regulacji, wygłoszone przez rzecznika resortu: „zmiana w praktyce może powstrzymać tych, którzy promują skrajne religijne lub szczególne duchowe lub pseudonaukowe podejścia, od wprowadzenia ich jako części szkolnego programu nauczania jako nauki czy czegoś opartego na dowodach”. Pomijając już fakt, że „konserwatywno-liberalny” gabinet uważa manipulowanie publicznymi środkami wydawanymi na oświatę za coś oczywistego, to jeszcze nie ukrywa, że jego celem jest zwalczanie bynajmniej nie sekt, ale alternatywnych poglądów naukowych, zgodnych z zasadami wiary chrześcijańskiej.

Hmm, jakiej polskiej partii sojusznikami są „konserwatyści” z UK?

(karo)

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

0 thoughts on “„Konserwatyści” kontra kreacjonizm”

  1. Niestety to w UK tendencja dominująca; nie chodzi o prawdę lub słuszność, ale o wprasowanie wszystkiego do jednej formy. W Polsce dość trudno zrozumieć skalę zjawiska, ale może lepiej wyjaśnić na przykładzie: otóż pewna dziennikarka radiowa ośmieliła się publicznie stwierdzić, że nie jest przekonana o słuszności przyznania gejom prawa do adopcji. Na drugi dzień zjawiła się u niej policja, a ona sama była potem jeszcze kilkukrotnie wzywana i zmuszona do tłumaczenia się z tego, że po wyraziła wątpliwość, do czego prawo gwarantuje jej wolność wypowiedzi. I dokładnie ten sam aspekt widać tutaj: albo mówicie zgodnie z tym, czego my chcemy, niezależnie od dyskusji coraz bardziej podkreślającej niedociągnięcia teorii Darwina, albo tracicie pieniądze – ergo: przestajecie istnieć.

  2. Pomijając już fakt, że „konserwatywno-liberalny” gabinet uważa manipulowanie publicznymi środkami wydawanymi na oświatę za coś oczywistego (co słusznie skrytykowano) to finansowanie z pieniędzy podatników szarlatanerii (zwanej nie wiedzieć czemu „alternatywnymi poglądami naukowymi”) jest jeszcze bardziej skandaliczne.

  3. Nie ukrywam, że liczyłem na Twój głos, Tomku. Jakiś czas temu już przecież z dumą podkreślałeś, że się na sporze kreacjonizm-ewolucjonizm nie znasz, więc oczywiście będziesz się na jego temat autorytatywnie wypowiadał 🙂

  4. @Konrad Rękas – na yeti i ufoludkach też się nie znam. I dobrze mi z tym. Zresztą – nie ma zadnego „sporu”, tak jak nie ma żadnego sporu z von Daenikenem i inymi miłosnikami kosmitów.

  5. A niby dlaczego? Masz ochotę zapoznać się z fizyką kwantową? Ja nie mam. Tym mniej interesuje mnie paranauka – w wymiarze grupowym to materiał badawczy dla socjologa, w wymiarze jednostkowym dla psychiatry. Obie te dziedziny pozostają trwale poza obszarem moich zainteresowań.

  6. Tomku, ale o to właśnie chodzi: czemu wypowiadasz się w kwestiach, które są „poza obszarem zainteresowań” Twojej osoby?

  7. Ależ Konradzie, mylisz pojęcia. Nie zamierzam wypowiadać się o konstrukcji języka klingońskiego – ale z całą pewnością będę protestował, jeśli ktoś wpadnie na pomysł obowiązkowego nauczania go w szkołach. Tak też nie zamierzam roztrząsać, czy kosmici zbudowali piramidy 10 czy 15 tys. lat temu(i nie interesują mnie „argumenty v.Daenikena) – natomiast będę stanowczo protestował jeśli ktoś zapragnie nauczać tych bzdur w ramach programu szkolnego. Również dywagacje np. o Sierotce Marysi i Krasnoludkach zapewne mogą być zapewne ciekawym hobby i interesujacym zjawiskiem socjologicznym – ale to nie powód, by traktować je poważnie. Takoż i z tzw. kreacjonizmem – może to i dla niektórych ciekawe, inni mają niezła zabawę, parę osób uderzyło się w głowę i rozważają to na poważnie – i to jest oczywiście materiał dla socjologów (jako zjawisko) względnie dla psychiatrów (jako problem stanu umysłów). I w tym kontekście oczywiście nauka może się tymi bajkami zajmować. O tym też piszę, że mnie to nie interesuje – tzn. nie interesuje mnie czym, kiedy i jak mocno hobbysci uderzyli się w głowę albo jak dobrze się bawią tym kabaretem. Ale obojętnie jak mocno się uderzyli albo jak dobrze się bawią – nie jest to powód, by urojenia traktować poważnie.

  8. Ale na jakiej podstawie uważasz za urojenia akurat kreacjonizm, bo o nim, a nie o Daenikenie i krasnoludkach jest mowa?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.