Koszmarny sen Ukrainy – wojna tożsamości patriotycznych

Nie tak dawno mało kto byłby w stanie wyobrazić sobie, że Ukraina będzie prowadzić wojnę z Rosją szukając przy tym pomocy u Stanów Zjednoczonych i krajów Unii Europejskiej. Wspólna historia, język, kultura, mentalność narodowa i przestrzeń gospodarcza miały zapewnić dwom słowiańskim narodom nierozerwalne więzi rodzinne.

Od kwietnia roku 2014 na wschodzie Ukrainy, na Donbasie toczy się wojna. Walczą w niej siły zbrojne Ukrainy, wraz z ochotniczymi batalionami i wspierani przez Rosję separatyści. Rząd ukraiński ciągle usiłuje uzyskać większą pomoc zbrojną od krajów Europy i USA, jednak pomoc Rosji separatystom wydaje się bardziej konkretna niż wsparcie zachodnich sojuszników. Po obu stronach konfliktu walczą też zagraniczni bojownicy, w tym Polacy.

Na skutek wojny na Ukrainie zginęło około 6 tysięcy osób, dziesiątki tysięcy zostało rannych, a ponad milion uchodźców ze zrujnowanych miast szuka schronienia w częściach kraju nie objętych wojną oraz za granicą, przede wszystkim w Rosji i w Polsce.

Konflikt dotyczy nie tylko terytorium Doniecka i Ługańska. Od czasów rewolucji na Majdanie Kijowskim (listopad 2013 – luty 2014) nastąpił rozłam w wielu ukraińskich rodzinach, zerwały się więzi między krewnymi i bliskimi przyjaciółmi, rozwiązały się układy towarzysko-biznesowe.

Bardzo wymowna jest historia Semena Semenczenko (oryginalne imię – Konstantin Griszyn), który zdobył popularność jako przywódca batalionu ochotniczego Donbas. Urodzony w 1974 r. w Sewastopolu Rosjanin z pochodzenia, przed rozpoczęciem wojny na Ukrainie był prywatnym przedsiębiorcą, uczestniczył w organizacji Euromajdanu w Doniecku, co miało przeciwdziałać „rosyjskiej wiośnie”.

Połowę życia Semenczenko przeżył na Krymie, a drugą połowę – na Donbasie, gdzie ma żonę i trójkę dzieci. Mieszkający na Krymie rodzice i brat Semena poparli przyłączenie półwyspu do Rosji i odmówili wyjazdu stamtąd.

W sierpniu 2014 r. w walkach o Iłłowajsk Semen został ranny, po czym pomyślnie przeżył operację, a obecnie pełni funkcję posła parlamentu we frakcji „Samopomoc”.

Przez długi okres Semenczenko występował publicznie wyłącznie w kominiarce, ale po przeniesieniu żony z dziećmi do Kijowa zdjął ją, gdyż, według jego słów, nie musiał się już więcej bać o życie swoich bliskich. W dniu zdjęcia kominiarki, 1 września 2014 r., Semen Semenczenko został nagrodzony orderem Bogdana Chmielnickiego III stopnia.

W swoim ostatnim przemówieniu wygłoszonym w telewizji ukraińskiej Semen apeluje: „Trzeba, by wy [Ukraińcy], w przypadku gdy władza obecna okaże się niezdolna do jakichkolwiek zmian, nie popadli w depresję, nie wyjechali do Portugalii, nie zaczęli pić czy chwytać się za broń z krzykiem „Wszystkich na szubienicę!”, lecz spokojnie zmienili ową władzę. Abyście dokonywali resetu tak długo, zanim przy władzy nie pojawi się wystarczająca liczba adekwatnych, poczytalnych osób. Wszystko jak w Europie i USA”.   

Władze ukraińskie zaprzeczają temu, że obecnie na wschodzie kraju toczy się wojna domowa, akcję zbrojną określają jako antyterrorystyczną operację (ATO). Stronników federalizacji Ukrainy, zamieszkujących objęte konfliktem terytorium, nazywają terrorystami albo bandytami, w najlepszym wypadku prorosyjskimi separatystami, zaznaczając przy tym, że z całej siły pragną ocalić jedność państwa, której gwarantem jest integralność terytorialna.

Dla przesiedleńców z Donbasu na Ukrainie stworzono koordynacyjne centra, gdzie otrzymują oni pomoc w zakwaterowaniu, zatrudnieniu, a także ubrania, wyżywienie i leki. Opinie o uciekinierach można usłyszeć różne, często są one niezbyt przychylne. Chodzą słuchy, że uchodźcy ze wschodu zachowują się arogancko, że obarczają winą za swoją sytuację rządzącą juntę i zwolenników idei Majdanu.

W Polsce powszechna jest opinia o Ukrainie jako odwiecznej ofierze rosyjskiej agresji, co nieodparcie przekonuje Polaków do bycia serdecznym sprzymierzeńcem Ukrainy  i wszystko poświęcić na obronę tego kraju przed Rosją. Uchodzi za dobry ton mówienie o obudzonej tożsamości narodowej braci-Ukraińców, walczących o niepodległość i wolność z Rosją – odwiecznym wrogiem Polski, wcieleniem ciemiężyciela wszystkich narodów, łącznie z własnym.

Ukraińcy uświadomili swoją wyjątkowość etniczną głównie dzięki „rewolucji godności” na Majdanie Kijowskim. Jak najbardziej schlebia im wsparcie Polaków, gdyż dodatkowo przekonuje przedstawicieli „wielkiej nacji”, jak sami mianują siebie Ukraińcy, o ich przynależności do wspólnoty Europejskiej.

Pragnienie odżegnać się od więzi z Rosjanami reprezentuje hymn „rewolucji godności” – wiersz Anastazji Dmytruk „Nigdy nie będziemy braćmi” (Никогда мы не будем братьями). Recytacja w wykonaniu autorki na portalu YouTube zdobyła ogromną popularność, a nagrany przez litewskich muzyków teledysk do tego tekstu został przebojem Internetu.

Dedykowany Rosjanom wiersz zbudowany jest na zasadzie antytez: „my”, czyli Ukraińcy i „wy” – Rosjanie. Według autorki Rosjanie „nie mają ducha wolności”, a „słowo „wolność” nie jest im znane”, „wszyscy od dzieciństwa są zakuci w łańcuchy”, więc „udławią się swoją zazdrością” (do Ukraińców). Z kolei Ukraińcy wszyscy „mają gorącą krew w sercu”, „oczy nieustraszone”, są „groźni bez broni”, „odważni pod lufą snajperów”. Ukraińców „kaci zmuszali klękać”, lecz oni „powstali i wszystko naprawili”. Wrogowie Ukraińców to „szczury”, które „na próżno chowają się i modlą się, a umyją się własną krwią”.

Początkowy fragment tekstu „sami siebie mianowaliście na starszych, lecz my chcemy być młodszymi, tylko nie waszymi” ukazuje dążenie do bratania się ze wspólnotą europejską, czyli wymarzone wstąpienie Ukrainy do Unii. Oczywiście, najpierw trzeba ostatecznie zerwać z „ociemniałą rodziną” – Rosją. Podsumowanie wiersza „U was – car, u nas – demokracja. Nigdy nie będziemy braćmi” wyklucza wszelką wątpliwość, co do niezłomnej postawy Ukraińców.

Wiersz Dmytruk wywołał w Internecie straszliwą burze, o czym świadczy niezliczona liczba „odpowiedzi”, parodii i przeróbek. Szczególnie wyśmiewana jest zwrotka „wy – olbrzymi, a my – wielcy”. Jedne z najpopularniejszych „odpowiedzi” należą do petersburżanki o ukraińskim nazwisku Anny Poliszczuk i Andrieja Iwanowa z rosyjskiego ruchu narodowo-wyzwoleńczego.

Anna Poliszczuk nazywa domniemaną odbiorczynię wiersza Anastazję Dmytruk „panią zapadenką”, czyli uchodźczynią zachodniej Ukrainy. Z natury swojej „austriackiej krwi” nigdy nie może być ona siostrą w nierozdzielnej słowiańskiej rodzinie narodu rosyjskiego. Dalej Anna mówi, że Kijów jest matką Rosjan (nawiązanie do powiedzenia „Kijów – matka miast ruskich”, stolica Rusi Kijowskiej), czego nigdy nie zrozumie pochodząca z Galicji autorka oryginału (w rzeczywistości urodzona w Czernichowie i stale mieszkająca w Kijowie).

Następnie Anna Poliszczuk nawiązuje do tragedii w Odessie 2 maja 2014 r., kiedy na skutek zamieszek w pożarze zginęło 50 stronników federalizacji Ukrainy: „Jak obłąkani rechotaliście nad straszliwą śmiercią naszych braci w Odessie”.

Prawie wszystkie parodie i przeróbki wiersza Dmytruk zachowują konstrukcję antytezy. Jedna z najmocniejszych w wersji Poliszczuk brzmi następująco: „Kiedy mój pradziad bił faszystowską bestię, wasz rżnął polskie dzieci”. Ostatnim argumentem na niemożliwość pokrewieństwa między autorką hymnu Majdanu z narodem rosyjskim jest fakt kolaboracjonizmu Ukraińców z Niemcami podczas II wojny światowej: „Myśmy [Rosjanie] nigdy nie witali chlebem i solą morderców dzieci”.   

Wersja Andrieja Iwanowa na YouTube nosi nazwę „najlepszej odpowiedzi ze wszystkich”. Jej autor wypomina poetce brak wiedzy z historii, która połączyła nierozerwalnie dwa bratnie narody, kiedy „kozacy zaporoscy nazywali rosyjską cesarzową mateczką”.

„Odpowiedź” Iwanowa zbudowana jest z pytań retorycznych o ewentualne braterstwo Ukraińców z Polakami, Niemcami i Amerykanami. Co do Polaków: „Gnębili oni naród ukraiński zrównując ludzi z psami”, „karmiące piersią matki karmili szczenięta Polaków”. Bratanie się z Niemcami dałoby Ukraińcom „niezłe życie w oświęcimskim baraku”, lecz sama poetka raczej nie miałaby okazji zobaczyć piękna swego kraju pod panowaniem „sytego burgera z kapustą i piwem”.

Z kolei Ameryka pomaga tym, że „wysyła na Majdan ciastka”, obserwując potem, jak Ukraińcy nawzajem się zwalczają „odrabiając pogardliwą jałmużnę”. W podsumowaniu swego tekstu Iwanow zaznacza, że kto jak kto, ale Anastazja Dmytruk nie będzie decydować o braterstwie narodów „mieszkających od Kamczatki do Karpat”.

Reakcja Rosjan na tekst „Nigdy nie będziemy braćmi” jest pełna sprzecznych emocji, ukazuje głęboki uraz, gorycz i gniew. Widać, że Rosjanie w większości uważali Ukraińców za „swój” naród, nierozerwalnie z nimi spokrewniony. Pogląd ten podzielają też co poniektórzy Ukraińcy.

Polaryzację ukraińskiego społeczeństwa dobrze przedstawiają wypowiedzi Olesia Buziny, znanego ze swojej prorosyjskiej pozycji pisarza i dziennikarza, który w kwietniu tego roku został zastrzelony w Kijowie przed swoim domem po południu.

Nie za długo przed śmiercią w rosyjskim studio telewizyjnym Buzina krytykował prezydenta Ukrainy Pietra Poroszenko za nieporadność w uregulowaniu konfliktu na Donbasie. Według Buziny rząd ukraiński odwiecznie odczuwa kompleks niższości wobec rządu rosyjskiego i ciągle usiłuje go naśladować. Dowodzi tego m.in. określenie wojny na Donbasie jako „antyterrorystycznej operacji” wzięte z „antyterrorystycznej operacji”, którą w latach 90-ch prowadziła Rosja w Czeczenii dla zachowania integralności terytorialnej. Oleś Buzina głosił, że Rosja i Ukraina to dwa różne państwa, lecz naród zamieszkujący te kraje jest jeden: Ukraińcy i Rosjanie nie różnią się między sobą.

Arsen Awakow (Minister Spraw Wewnętrznych Ukrainy od lutego 2014 r.) jako odpowiedzialnych za morderstwo dziennikarza Buziny wyznaczył trzy osoby, są nimi Andrij Medwedko i Denis Poliszczuk – aktywiści Euromajdanu, ochotnicy ukraińskich batalionów na Donbasie, nazwiska trzeciego oskarżonego na razie oficjalnie ni ogłoszono.

Najbardziej znany z trojki pozwanych Andrij Medwedko (przydomek Menson) wcześniej był członkiem ultranacjonalistycznej partii „Swoboda”, setnikiem Samoobrony Majdanu. Brał udział w antyterrorystycznej operacji w batalionie „Kijów-2” Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Ukrainy. 8 czerwca tego roku zwolnił się z Milicji i opuścił batalion, ponieważ uznał wojnę na Donbasie za „nie narodową i nie wyzwoleńczą”.

Znajomi Medwedka są przekonani, że został on pomówiony i aresztowany m.in. dlatego, że krytykował dowództwo armii ukraińskiej. Deputowany Igor Łucenko twierdzi, że Medwedko miał przekazać jemu materiały kompromitujące pracowników milicji, a by zapobiec temu, inkryminowano mu zabójstwo dziennikarza.  

Drugi oskarżony – Denis Poliszczuk, był aktywistą Euromajdanu i dowódcą plutonu na Donbasie, brał udział w protestach przeciwko zabudowaniu w kijowskiej dzielnicy Osokoroky, czemu towarzyszyły zamieszki. 23 czerwca Poliszczuka zwolniono z aresztu po wpłaceniu kaucji 5 milionów hrywien.

Po zwycięstwie „rewolucji godności” sytuacja kryminogenna na Ukrainie wyraźnie zaostrzyła się. W niewyjaśnionych okolicznościach zginęło wiele osób, związanych z rządem byłego prezydenta Janukowycza i Partią Regionów. Zabójstwo Olesia Buziny jest jednym z licznych przykładów w długim szeregu niewyjaśnionych zgonów. Dzień wcześniej w klatce schodowej swojego domu został zastrzelony poseł PR Oleg Kałasznikow.

Warto przytoczyć inne przykłady tajemniczych zgonów na Ukrainie. Oleksij Kolesnyk, eks-przewodniczący Rady Obwodowej Charkowa, zmarł przez powieszenie 29 listopada zeszłego roku. Zastępca dyrektora Ukraińskich Kolei Państwowych Mykoła Sergijenko został zastrzelony 26 stycznia. Burmistrz miasta Melitopol Sergij Walter powiesił się 25 lutego. Dzień później znaleziono we własnym mieszkaniu ciało Oleksandra Bordiuga, byłego zastępcy komendanta policji w Melitopolu (przyczyna śmierci – „zawał serca”).

Poseł PR Mychajło Czeczetow, oskarżony za uczestnictwo we wprowadzeniu dyktatorskich ustaw podczas rządów Janukowycza w styczniu 2014 r., rzekomo wyskoczył z okna swojego mieszkania 28 lutego. W podobny sposób były prokurator Odessy Sergij Melnyczuk rzucił się z okna 14 marca. Stanisław Melnyk, poseł PR, dyrektor fabryki piwa w Doniecku, zginął od strzału z własnej broni myśliwskiej 9 marca.

Większość z tych zdarzeń ukraińska policja klasyfikowała jako samobójstwa. Wiele jednak wskazuje na to, że są to politycznie uwarunkowane morderstwa. Warto też wspomnieć, że do dnia dzisiejszego nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności za rozstrzał „Niebiańskiej Sotni” (ponad 100 ofiar śmiertelnych w lutym 2014 roku na Majdanie).

Jednym z głównych haseł, które wykrzykiwali protestujący na Majdanie, było prawo do wolności wypowiedzi. W tym czasie opozycjonistom rządu na Ukrainie odmawia się tych praw poprzez brak efektywnego śledztwa, więzienie lub śmierć.

Poza tym opozycyjni politycy często doświadczają przemocy ze strony organizacji radykalnych. Znane są „lustracje śmieciowe” dokonywane przez ultra nacjonalistyczny Prawy Sektor, kiedy agresywni młodzi ludzie w maskach i ubraniach, przypominających mundury polowe, wsadzają sprawujących władzę urzędników do kontenerów na śmieci. Seria akcji „lustracji śmieciowych” dotknęła wszystkie regiony Ukrainy.

Tak w Odessie członkowie Prawego Sektora wrzucili do pojemnika na śmieci sędziego Sergija Bodnara, oblali go wodą i obsypali mąką. W podobny sposób w Odessie „zlustrowano” Olega Rudenko, p.o. dyrektora funduszu ubezpieczeń społecznych. Sprawcy „lustracji” tłumaczą swoje zachowanie nadużyciem pełnomocnictw ze strony pełniących władzę urzędników.

W Iwano-Frankowsku grupa radykałów wtargnęła do gabinetu naczelnika Wydziału Sprawiedliwości Wasyla Kawaciuka. „Prawy Sektor” żądał od urzędnika złożenia podania o zwolnienie z posady. Odmowa Kawaciuka skutkowała „lustracją”: aktywiści wywlekli go na zewnątrz, wepchnęli do kontenera śmieciowego, po czym przewieźli przez ulice miasta i oblali zielenią brylantową. Powodem „lustracji” okazał się fakt rejestracji przez Kawaciuka partii „Opozycyjny blok” na Podkarpaciu.

Prześladowania ze strony władz i Prawego Sektora dotyczą nie tylko zwolenników obalonego prezydenta Janukowycza. Dziennikarz Rusłan Kotsaba, były aktywista rewolucji na Majdanie, został aresztowany 8 lutego 2015 r. z zarzutem „zdrady stanu” za publiczne wygłaszanie swojej opinii o konflikcie na wschodzie Ukrainy.

Oto fragment wypowiedzi dziennikarza do prezydenta Poroszenki, za który grozi mu 15 lat więzienia pod dodatkowym zarzutem “utrudniania działań sił zbrojnych”: „Proszę nie wysyłać do mnie wezwania w związku z kolejną falą mobilizacji. […] Wolę od 2 do 5 lat spędzić w więzieniu, niż pójść na świadome morderstwo swoich rodaków mieszkających na wschodzie. Odmawiam pełnienia służby wojskowej i wszystkich poczytalnych ludzi proszę o bojkot mobilizacji. Trzeba powstrzymać ten koszmar.”  

Będąc w areszcie dziennikarz nie zrezygnował ze swojej pozycji, ponieważ jako korespondent wojskowy osobiście przekonał się w tym, że na Donbasie toczy się „bratobójcza wojna domowa”.

W roli adwokata dziennikarza Kotsaby występuje Tatiana Montian – ukraińska prawniczka i działaczka społeczna, liderka partii „Wspólna sprawa”. W kwietniu tego roku przewodniczący Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Walentyn Naliwajczenko ogłosił zamiar przesłuchania Montian w związku z jej wyjazdami do DNR i LNR (tak zwanych Donieckiej i Ługańskiej Republiki Ludowej) zarzucając działaczce współpracę z terrorystami.

W grudniu roku 2014 Tatiana Montian pojechała do Ługańska, gdzie spotkała się z liderem separatystów, przywódcą brygady „Widmo” Aleksiejem Mozgowym, by odebrać ukraińskiego jeńca i zawieźć go do niepełnosprawnej fizycznie małżonki. W czerwcu 2015 r. Mozgowoj zginął w zamachu, wraz z czworgiem swoich popleczników.

Tatiana Montian znana jest z ostrych dosadnych wypowiedzi, w których krytykuje obecny ukraiński rząd, nazywając go „juntą”. Rewolucję na Majdanie Tatiana uważa za przewrót państwowy, czyli bezideowy zamach przy użyciu przemocy, w wyniku czego doszło do zamiany „przy korycie” jednego mafijnego klanu na drugi.

Zapał naiwnych ludzi, uczestniczących w protestach w Kijowie, według Montian, został wykorzystany w interesach geopolitycznych USA i mocarstw UE. Przy tym, grupa ukraińskich oligarchów, niezadowolonych swoją pozycją w państwie, skierowała nienawiść Ukraińców do ówczesnego zbrodniczego reżimu w odpowiednim dla siebie kierunku obalenia władzy, co umożliwiło im zdobycie nowych źródeł wzbogacenia się.   

Działaczka wielokrotnie podkreśla, że nazywanie „terrorystami” i „separatystami” współobywateli na Donbasie nie może sprzyjać jedności Ukrainy, wręcz definitywnie jej zaprzecza. Zwraca uwagę na to, że prezydent Poroszenko nie tylko nie spełnił obietnicy wyborczej wycofać się z działalności biznesowej Roshen, lecz produkuje słodycze także w fabryce rosyjskiego miasta Lipieck.

O medialnej wojnie oznaczeń mówi także ukraiński dziennikarz Jurij Szarij. Zwolenników federalizacji Ukrainy w środkach masowego przekazu określa się jako terrorystów i przestępców, natomiast osoby okupujące budynki administracji w Kijowie i podpalające milicjantów podczas protestu na Majdanie nazywane były wówczas „pokojowymi protestantami” i „demonstrantami”.

Jurij zwraca uwagę na przykre zjawisko, które ostatnimi czasy rozpowszechniło się w kraju: patriotyzm ukraiński został zrównany z nacjonalizmem, a to nie tylko z powodu mediów rosyjskich. Ukrainiec, który odmawia okrzyku „Herojam sława!” na hasło „Sława Ukrainie!” nie tylko nie ma prawa nazywać się patriotą, ale jest podejrzewany o prorosyjskie sympatie, czyli zdradę stanu. 

Wspomniana wcześniej działaczka Tatiana Montian mówi, że Ukraina znajduje się na skraju potwornego i nieuchronnego upadku, a obecne elity rządzące dbają tylko o to, by „naładować kieszeń” i jak najszybciej „ewakuować się”. Rząd w Kijowie nastawiony jest na dalsze prowadzenie wojny w Donbasie, ma bowiem w tym interes: m.in. pozbyć się „niewygodnego elementu”, którzy może stanowić zagrożenie dla władzy. Dowodem tego są tragiczne „kotły” w Iłłowajsku i Debalcewie, kiedy ukraińscy żołnierze zostali osaczeni i zamknięci bez oczekiwanej pomocy wojskowej.

Konflikt w Donbasie Montian jednoznacznie określa jako wojnę domową i apeluje o negocjacje w tej sprawie, gdyż osiągnięcie zadowalającego obydwie strony pokoju możliwe jest tylko poprzez wzajemne ustępstwa i kompromis.

Pozycja Montian wzbudza wiele kontrowersji i oburzenia. Na blogach internetowych piszą, jak „radośnie znęca się ona nad Ukraińcami” w Doniecku, ostentacyjnie demonstrując „współpracę z rosyjską administracją okupacyjną”, rozmawia i fotografuje się z „okupantami i oprawcami, którzy przemocą zbrojną zajęli miasto, mordują Ukraińców, niszczą gospodarkę, gwałcą podstawowe prawa obywatelskie”. Nic więc dziwnego, że oburzeni Ukraińcy pragną „wsadzić [do więzienia], rozstrzelać, powiesić, ćwiartować” adwokata Tatianę Montian.

Odpowiadając na te pogróżki Tatiana ostrzega, że z racji 20-letniego stażu prawnika ma dobre znajomości zarówno w środowisku prawnym, jaki i kryminalnym, więc „najlepsze algorytmy organizacji zabójstwa będą opublikowane w pomoc junciętom (w ten sposób działaczka określa przedstawicieli obecnego rządu ukraińskiego: huntiata – dzieci hunty) oraz innym moim wrogom”.

Tatiana Montian otwarcie nawołuje do masowego unikania mobilizacji, gdyż nie ma sensu odgrywać rolę mięsa armatniego spełniając zachcianki oligarchów, natomiast ocalałych z „antyterrorystycznej operacji” czeka los weteranów wojny afgańskiej, czyli absolutny brak pomocy ze strony państwa i społeczna eliminacja.

Wyrazicielem postawy patriotycznej jest jeden z najbardziej znaczących pisarzy ukraińskich Wasyl Slapczuk. Jego Księga Zapomnienia napisana „przeciwko wojnie w każdym znaczeniu tego słowa” została zakwalifikowana do Literackiej Nagrody Europy Środkowej “Angelus”. W latach 80-ch Wasyl Słapczuk będąc obywatelem ZSRR musiał spełnić „obowiązek internacjonalistyczny” podczas wojny w Afganistanie, gdzie został ciężko ranny w operacji Tora Bora.

W sierpniu 2014 r. pisarz udzielił wywiadu dla ukraińskiego czasopisma „Lisowyj Wisnyk”. Redaktorka Oksana Czuryło prosi go, jako ciężko doświadczonego w Afganistanie bojownika, o radę, jak mają walczyć ukraińscy żołnierze w skomplikowanych warunkach na wschodzie kraju: jedni uważają ich za swoich wyzwolicieli, zaś inni wszystkie nieszczęścia wojny na Donbasie tłumaczą obecnością armii ukraińskiej na swoim terytorium.

Pisarz odpowiada, że w zaistniałej sytuacji ważne są nie panujące na wschodzie nastroje, tylko zasada nienaruszalności granic ojczyzny, a żołnierze muszą wiedzieć, że walczą z zaborczym projektem sąsiedniego państwa i nie przejmować się nastawieniem mieszkańców Donbasu i Ługańska. Za czuły punkt armii ukraińskiej Wasyl uważa brak ideologii i słabą dyscyplinę, przy czym demoralizacji żołnierzy najwięcej przyczynia się niekompetencja, a nawet zdradzieckie działania generałów.

Władze manipulują patriotyzmem obywateli, czego przykładem jest organizowana przez Ministerstwo Obrony akcja wsparcia Sił Zbrojnych Ukrainy zachęcająca do wysyłki na numer 565 wiadomości SMS o wartości 5 hrywien. Pieniądze zebrane w ten sposób przeznaczone są na materialną i medyczną pomoc wojsku. Powiadają, że wysłanych do ATO żołnierzy wspierają ich krewni: kupują im kamizelki kuloodporne i hełmy, wysyłają produkty spożywcze. Zdaniem Słapczuka Ukraina powinna wziąć kredyt na prowadzenie wojny, gdyż nie ma sensu bronić państwa, które nie jest w stanie pomóc swoim obywatelom poświęcającym dla jego obrony własne życie i zdrowie.  

W wywiadzie pisarz mówi, że gdyby Ukraińcy nie oddali bez walki Krymu, mieliby wówczas pełnowymiarową wojnę z Rosją albo coś na wzór obecnej sytuacji na wschodzie. Jednak na Krymie, według Słapczuka, wojskowi ukraińscy otrzymaliby poważne wsparcie ludności tatarskiej, więc położenie byłoby o wiele lepsze. Przypomnę, że liczba Tatarów na Krymie wynosi nieco ponad 10% mieszkańców półwyspu.

Pisarz Słapczuk bardzo dotkliwie przeżył klęskę rewolucji Pomarańczowej z 2004 roku, przyznaje, że trauma afgańska nie była dla niego tak bolesna jak zawód z powodu niedotrzymania obietnic wyborczych przez prezydenta Juszczenko. Teraz całą nadzieję pokłada w młodym pokoleniu, które urodziło się na niezależnej Ukrainie.

W trakcie rozmów z młodzieżą na Majdanie artysta doszedł do wniosku, że nowa generacja Ukraińców o wiele przewyższa starszą, która musi odczuwać przed młodymi kompleksy i winę za swoje upokarzające doświadczenie „przeklętej komunistycznej przeszłości” oraz nie blokować młodym drogi poprzez rady i wskazówki, gdyż są one naznaczone sowieckim zacofaniem.  

Urodzony na Wołyniu Wasyl Słapczuk w wypowiedziach z roku 2014 ubolewał nad „podwójną radziecką moralnością” Ukraińców otrzymaną w spadku po ZSRR. Wynikiem tej skazy, według niego, jest fakt, że mimo uznania „tryzuba” i flagi UPA za symbole narodowe, sama UPA nie doczekała się odpowiedniego uhonorowania, a to „tylko dlatego, że walczyła także z komunistami”.

Jak widać, dla wielu patriotycznie nastawionych Ukraińców uszanowanie OUN-UPA jest niezbędne dla dowartościowania tożsamości narodowej. Ma to szczególne znaczenie dla odrodzenia ukraińskiej państwowości w warunkach prowadzenia „antyterrorystycznej operacji” na wschodzie kraju, gdzie stosunek do „bohaterów” UPA jest jednoznaczny – są oni uważani za nazistowskich kolaborantów, „nóż w plecy” w czasie walk ZSRR z Niemcami i najgorsze zło z możliwych.

Przypomnę, że 4 kwietnia 2015 r. parlament Ukrainy przyjął ustawę, nadającą status prawny uczestnikom walk o niepodległość kraju w XX wieku, w tym członków Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Projekt ustawy wniósł syn komendanta UPA Jurij Szuchewycz.

Według ustawy wszyscy, którzy okazywaliby lekceważenie kombatantom i podważali celowość ich walki, podlegają karze. To oznacza, że w świetle nowego ukraińskiego prawa jakiekolwiek zaprzeczanie informacjom podawanym przez stronę rządową uznane jest za przestępstwo.

Do niedawna połowa Ukraińców zamieszkujących wschód i południe kraju nie miała zielonego pojęcia o tragicznych wydarzeniach na Wołyniu podczas II wojny światowej. W byłym ZSRR temat UPA w ogóle nie istniał, natomiast pamięć o niej przetrwała na Ukrainie zachodniej, gdyż stanowiła część historii rodzinnych.

Obecnie propaguje się bohaterski obraz UPA, w którym nie ma miejsca na mówienie o dokonywanych przez uczestników tej formacji zbrodniach. Rozpowszechnia się utworzona przez ukraińską diasporę na Zachodzie „wielka historia” UPA, gdzie stosunek jej uczestników do Polaków, Żydów czy nawet samych Ukraińców o innych poglądach politycznych jest niemal całkowicie przemilczany.

Od czasów Majdanu Ukraińcy uważają Polaków za swoich najlepszych sprzymierzeńców. Jak nikt inny Polacy na wszelkie możliwe sposoby solidaryzują się z Ukraińcami przeciw swojemu odwiecznemu wspólnemu wrogowi – Rosji. W Gdyni nawet powstała restauracja „Mała Ukraina”. Na drzwiach są dwie naklejki, jedna informuje: “Zwolennikom Putina wstęp wzbroniony”, zaś druga zezwala na wchodzenie do restauracji z psem.

Pochodzący z Ukrainy właściciel restauracji Wadym Sikerko tłumaczy to tak: „Można nas odwiedzać z psem, ale nie z poglądami popierającymi działania Putina”. W tej manifestacji Sikerko widzi jedyny sposób, by pomóc swojej pozostałej na Ukrainie rodzinie.

Goście restauracji nie dostrzegają w napisie nic niewłaściwego. Jedna z klientek „Małej Ukrainy”, Zofia Brandt-Roszczenialska, w wywiadzie z TVN 24 oznajmiła: „My, Polacy, jesteśmy bardzo dumni z tego, że żyjemy w wolnym kraju i myślę, że właściciele restauracji też odczuli, że mogą pokazać swoje przekonania”.

Podobne przekonania, czyli „protest przeciwko mordowaniu niewinnych ludzi na Ukrainie”, wyraził też Jan Hermanowicz, właściciel restauracji „Piaskownica”, znajdującej się na sopockiej plaży. Na drzwiach lokalu powieszono kartkę z napisem „Rosjan nie obsługujemy”. Postawa restauratorów spotkała się w Polsce z wielką aprobatą, wielu uznało takie postępowanie za bardzo dobry pomysł godny naśladowania.

Swoją drogą, część ukraińskiej klasy rządzącej stawia Polskę za wzór do naśladowania. Na występach publicznych mówi się o poszukiwaniach na Ukrainie „swojego Balcerowicza”. Gazety ukraińskie z dumą piszą o tym, jak „dwóch wpływowych polskich polityków (eks-premierzy Włodzimierz Cimoszewicz i Waldemar Pawlak) zgodzili się na współpracę z Agencją Modernizacji Ukrainy w Wiedniu.

O szerokich możliwościach, które nadaje Polska przyjezdnym Ukraińcom pisze dziennikarz „Ukraińskiej prawdy” Oleksandr Iwachniuk w artykule „O doświadczeniu przeniesienia się do Polski”. Autor tekstu opisuje, jak od razu po przyjeździe do Warszawy zatrudnił się na pierwszą lepszą pracę w magazynie sieci księgarń „aby nauczyć się polskiego w realnych warunkach i zarobić na mieszkanie”. W godzinach od 6:00 do 22:00 na dwie zmiany Ukraińcy razem z Polakami zbierają tu zamówienia dla księgarń oraz klientów, którzy zamówili książkę przez Internet.

Z aprobatą Iwachniuk zaznacza, że „Wszystko jest w języku polskim. Wszystkie nowe światowe bestsellery drukowane są po polsku w Polsce, tworząc miejsca pracy dla tłumaczy, sprzedawców, promotorów. To dodatkowo stymuluje pisarzy do pisania po polsku, a czytelników – do czytania po polsku.”

Podsumowuje swoje „doświadczenie” autor następująco: „Warszawa teraz jest bardziej ukraińskim miastem niż Kijów. Dlatego będę budować tu swoją małą Ukrainę i starać się, by Kijów też kiedyś został miastem ukraińskim. Dziękuję Polakom za tą możliwość. Ich doświadczenie wyzwolenia z „rosyjskiego świata” umożliwi kiedyś Ukrainie zostanie Ukrainą. Prędzej czy później i tak zechce mi się powrócić na ziemię ojczystą”.

Na wspaniałe sojusznicze relacje między Polską a Ukrainą rzuciła cień wspomniana wyżej ustawa, gloryfikująca udziałowców UPA, przyjęta w dniu wizyty polskiego prezydenta Komorowskiego w Kijowie. U pewnej części Polaków to wydarzenie wywołało niechęć do ostentacyjnego poparcia Ukraińców przez Polskę. Jednak większość Ukraińców nie dostrzega wpływu gloryfikacji UPA na stosunki polsko-ukraińskie. Tymczasem gorsze nastawienie do siebie zauważyli liczni ukraińscy emigranci w Polsce, lecz tłumaczą to wszechobecną złowrogą „propagandą Kremla”. 

W Internecie pojawiło się nagranie „wkurzonego narodowca”, gdzie młody chłopak opluwa i depcze czerwono-czarną flagę, którą przed 14 maja „wierny działacz zdobył na Ukraińcach banderowcach w Warszawie”. Narodowiec nakłania widzów do zastanowienia się, dlaczego na Ukrainie powstali separatyści, nawiązuje do tragedii w Odessie, kiedy w pożarze zaczadziło się 50 prorosyjskich zwolenników, mówi o dzieciach i kobietach w Donbasie, ginących na skutek działań armii ukraińskiej.

Nagranie wywołało duże zainteresowanie, zostało opatrzone w rosyjskie napisy i zdobyło ponad sto tysięcy wejść na YouTube. Rosjanie z wielkim zapałem wykorzystują polsko-ukraiński konflikt na tle historycznym dla wzmocnienia swojej pozycji w walce z ukraińskimi bandero-faszystami. Ukraińcy z kolei nawołują Polaków do porozumienia, gdyż „nie jesteśmy przecież jacyś Moskale, by nie móc się dogadać”.  

W cyberprzestrzeni Internetu wojna informacyjna toczy się z nieustającą zaciekłością. Jako nowa sfera manipulacji ze spłaszczoną hierarchią i anonimowością źródeł Internet stał się doskonałym polem walki psychologicznej. Uczestniczą w niej przede wszystkim rosyjskojęzyczni i ukraińskojęzyczni użytkownicy – mieszkańcy Ukrainy i Rosji. Narzędziem podstawowym tej wojny jest język, więc w bitwach internetowych bierze udział każdy, kto sprawnie posługuje się językiem rosyjskim (dla połowy Ukraińców rosyjski pozostaje głównym językiem użytkowym). W ten sposób do zwaśnionych obozów dołączają się mieszkańcy byłych republik radzieckich i rosyjskojęzyczni emigranci z całego świata.

Dwa zwalczające się obozy wyzywają się nawzajem od „watników” i „ukropów”. „Watnik” (po rosyjsku – watowana kurtka) – to internetowy mem-obrazek, rozpowszechniony przez piosenkę z serwisu społecznościowego „W kontakcie” (rosyjskojęzyczny odpowiednik Facebooka): „Rosja podobna jest do watowanej kurtki, spoconej, śmierdzącej, roboczej kurtki watowanej (…)”. Piosence towarzyszy obrazek przedstawiający „pijanego potworka w watowanej kurtce” – nieogolonego kwadratowego ludzika w szarym kolorze, z siniakiem pod okiem i czerwonym nosem. Ludzik ubrany jest w walonki i cerowane spodnie. Często występuje na tle flagi rosyjskiej z emblematem sierpa i młota na czerwonym pasie. „Watnik” jest symbolem stereotypów o Rosjanach: są to alkoholicy, ludzie grubiańscy, uparci, potrzebujący rządów „silnej ręki, trzymającej za mordę”, wielbiący wszechmogącego cara.  

Określenie „wata” używane jest w kontratakach przeciwko Rosjanom, separatystom, przedstawicielom „piątej kolumny”, a także wszystkim osobom krytykującym „rewolucję godności” i podważającym sens walki w Donbasie, czyli wrogom niepodległej Ukrainy.

Wyzwisko „wata” jest metaforą „watowanego” mózgu i myślenia zmanipulowanych przez propagandę Kremla oponentów sporu. Jako „argument” często występuje w debatach
internetowych poświęconym tematom konfliktu zbrojnego w Donbasie, aneksji Krymu, rewolucji godności na Majdanie kijowskim i tym podobne.

Przezwisko „kolorad”, czyli żuk Colorado (stonka ziemniaczana), wzięło się od rosyjskich pomarańczowo-czarnych gieorgijewskich wstążek. Wstęga gieorgijewska (wstążka św. Jerzego) była atrybutem wielu nagród wojennych w Carskiej Rosji i Związku Radzieckim (wstęga gwardyjska), znakiem szczególnego wyróżnienia za bohaterstwo na polu walki.

Od roku 2005 stała się przesadnie spopularyzowana w rosyjskiej kulturze masowej, zwłaszcza dzięki akcji upamiętniania Święta Zwycięstwa 9 maja, kiedy radziecką Wstęgę Gwardyjską zaczęto nazywać Wstęgą św. Jerzego. Dziewczyny ozdabiają czarno-pomarańczowymi wstążkami fryzury, torebki i pantofle, chłopaki również przystrajają nimi ubranie na wszelkie sposoby. Wstążkę jako symbol zwycięstwa Rosji nad Niemcami wykorzystują do dekoracji samochodów, umieszczają na etykietach butelek z alkoholem.

Wielu Ukraińców walczących w II wojnie światowej dostało ordery i medale ze wstęgą o kolorystyce pomarańczowo-czarnej, natomiast obecnie na Ukrainie uchodzi ona za oznakę prorosyjskich separatystów, stronników federalizacji państwa, czyli przeciwników ukraińskiego rządu.  

Obrażeni na prorosyjskich separatystów ukraińscy patrioci nadali nowe nazwy dla Ługańska i Donbasu – Ługanda i Donbabwe. Nazwy te sugerują podobieństwo samoogłoszonych republik DNR i LNR do zacofanych krajów afrykańskich Ugandy i Zimbabwe. 

Przeciwieństwem „koloradów” są „ukropy”, czyli ukraińscy patrioci. „Ukrop” to po rosyjsku koperek. Prezydent Petro Poroszenko w odpowiedzi na ten obraźliwy mem na swojej stronie na Twitterze oznajmił, że „ukrop” jest skrótem wyrażenia „ukraiński opór”, ukazując przy tym szewron z napisem „yкроп” i obrazkiem rośliny.   

Wzbudza niepokój tendencja wyraźnej dehumanizacji wroga, nadania mu cech pasożytów. Stonka jest szkodnikiem, więc podlega unicestwieniu. Z drugiej strony sporo Rosjan zgłasza się na ochotnika „kosić koper”, czyli mordować Ukraińców.

Aby zrozumieć działanie propagandy rosyjskiej, trzeba bezpośrednio jej doświadczyć. Oto dwuminutowy fragment wiadomości na kanale newsnews.tv:

„Żydowskie kierownictwo kijowskiej junty zdecydowało powtórzyć wyczyn Guderiana z roku 1940 (chodzi o niemieckiego generała Heinza Guderiana, stosującego taktykę Blitzkrieg) rzucając na Sławiansk 80 jednostek techniki wojennej, z czego 20 mieszkańcy Sławianska i Noworosji zdołali zniszczyć w ciągu pierwszej doby. Jeżeli do tego dodać 12 zestrzelonych helikopterów z 20, samolot transportowy, całą flotę oraz połowę składu osobowego regularnej armii junty staje się to najlepszym przykładem beztalencia i miernoty dowódców faszystowskich 2014 r., na których czele są Żydzi, odrzuceni nawet przez państwo Izrael za poparcie faszystów. Przecież głównego sponsora ukraińskiego faszyzmu, Kołomojskiego, państwo żydowskie pozbawiło obywatelstwa. Tydzień przed inauguracją Walcmana-Poroszenki (rozpowszechnione jest mniemanie, że obecny prezydent nazwisko Poroszenko przejął po swojej żonie, natomiast pierwotne nazywał się Walcman, zgodnie ze swoim żydowskim pochodzeniem) kolejny najgorszy przedstawiciel narodu żydowskiego Turczinow postanowił zamknąć granice Ukrainy, po czym cały skład osobowy, czyli kilka jednostek straży granicznej wyruszyło z Ukrainy do Rosji, obnażając 130 kilometrów granicy. […] Po fałszywej inauguracji Walcmana-Poroszenki przystąpił on do otwartego unicestwienia ludności prawosławnej Noworosji. W Święto Trójcy Sławiansk bombardowano już nie przez pojedyncze 152-milimitrowe haubice, lecz przez wyrzutnie rakietowe Grad. W wyniku karnego bombardowania Sławianska w Święto Trójcy Poroszenko-Walcman i jego junta zniszczyli prawosławną świątynię. Zginęło pięcioletnie dziecko i kobieta. Miasto poważnie ucierpiało.”

Gdy w maju 2015 r. w Donbasie w ręce ukraińskiej armii trafili ranni rosyjscy żołnierze Jewgienij Jerofiejew i Aleksandr Aleksandrow, zwierzchnictwo, czyj rozkaz oni wykonywali, nie przyznało się do nich, a krewni nie odbierali telefonów. Przed operacją w szpitalu kijowskim Jerofiejew i Aleksandrow odmawiali się od anestezji ogólnej z obawy, że ich organy zostaną przetransplantowane.

W rosyjskim mieście Majkop (stolicy republiki Adygeja) wszczęto dziesiątki spraw karnych za opuszczenie służby i dezerterkę. Żołnierze kontraktowi po ucieczce z poligonu wojskowego przybyli do jednostki wojskowej i złożyli raporty o zwolnienie. Żołnierze mówią, że jesienią roku 2104 skierowano ich na poligon blisko ukraińskiej granicy, gdzie trzymano w okropnych warunkach. Wojskowi obawiali się, że ich wyślą na Ukrainę, ponieważ na poligon przyjeżdżali agitatorzy, którzy namawiali ich do wyjazdu na Donbas, obiecując otrzymanie statusu weterana działań bojowych oraz 8 tysięcy rubli za dzień. 

Na Ukrainie ogłasza się kolejną falę mobilizacji. Wezwania do wojska są wręczane nie tylko w miejscach zameldowania, ale również wszędzie, gdzie tylko można znaleźć mężczyzn. Tak, w Tarnopolu przy wejściu do centrum handlowego „Podolany” patrol wojskowych sprawdzał dokumenty tożsamości wszystkim dorosłym osobom płci męskiej. Tych, kto nie miał przy sobie dokumentów, milicjanci pakowali do autobusu dla rzekomego sprawdzenia danych osobowych, po czym zabierali na komisję medyczną do komisariatu wojskowego. Ci, którym udało się wylegitymować, dostali skierowania na badania lekarskie w związku z mobilizacją.

Sytuacja wywołała panikę w sklepie. Poborowi kasjerzy i sprzedawcy uciekali przez wyjścia zapasowe, wyskakiwali przez okna, chowali się w starej niedziałającej fabryce „Saturn” w pobliżu. Podobne wypadki dzieją się na całej Ukrainie.

Na ukraińskim Zakarpaciu, w mieście Mukaczewo, znanym jako stolica ukraińskiej kontrabandy, spotkali się w kawiarni bojownicy Prawego Sektora z posłem Mychajłem Łanio. Następnie wszyscy przenieśli się do kompleksu sportowego, dokąd przybyła milicja i gdzie później zaczęła się strzelanina. W rezultacie zginęło dwóch uczestników Prawego Sektora, trzech milicjantów i czterech cywili odnieśli rany, jedna osoba zmarła w szpitalu.

W celu schwytania udziałowców Prawego Sektora do Mukaczewo wysłano wydziały Gwardii Narodowej. Dowodzi operacją Służba Bezpieczeństwa Ukrainy. Znamienne jest to, że ponad tysiąc kilometrów od linii frontu u bojówkarzy Prawego Sektora znalazła się olbrzymia ilość wszelkiego rodzaju broni.

Powodem zatarcia zbrojnego była próba przejęcia kontroli na rynku kontrabandy papierosów. Prawy Sektor wystąpił przeciwko deputowanemu Łanio, znanemu kryminaliście „Blukowi”, który był sądzony za gwałt i podejrzewany o zabójstwo, od roku 2014 pełni funkcję członka Komitetu zapobiegania i przeciwdziałania korupcji.

Zgodnie z poczuciem sprawiedliwości Prawego Sektora rynek kontrabandy w Mukaczewo ma niepodzielnie należeć do jego prawowitego władcy Wiktora Bałogi. Urodzony blisko Mukaczewo Bałoga również jest deputowanym Rady Najwyższej, kierował kampanią wyborczą Wiktora Juszczenki w roku 2004, pełnił funkcje szefa Sekretariatu Prezydenta, później przy Janukowyczu został Ministrem do Spraw Nadzwyczajnych. Bojówkarze Prawego Sektora żądają aresztowania Łanio, Wiktora Medwedczuka (byłego szefa administracji eks-prezydenta Leonida Kuczmy, obecnego lidera ruchu „Ukraiński Wybór”), kierownictwa milicji w Mukaczewo, a także domagają się zwolnienia ministra spraw wewnętrznych Arsena Awakowa.   

Konflikt w Mukaczewo wymownie ilustruje w jak niewyobrażalny sposób wzrosła przestępczość na Ukrainie, użycie broni palnej czyni ją szczególnie groźną. Najbardziej tragicznego losu doświadczyli mieszkańcy Donbasu i Ługańska, stracili oni swoich bliskich, mieszkania i możliwość godnego życia na swojej ziemi.

Patriotyczna propaganda ukraińskich mediów wiele uwagi poświęca krytyce państwa-agresora. Oto kilka przykładów nagłówków pism internetowych „Ukraińska Prawda” i „Europejska Prawda (wszystko o integracji europejskiej Ukrainy)”: „W smaku jest nie mniej ohydny niż na wygląd – Guardian o serach rosyjskich”, „Nie dajemy komentarzy proputinowskim agitatorom – Ministerstwo Obrony Estonii”, „W centrum Rygi ukrzyżowano statuę Putina”.

O wiele bardziej niż oficjalna propaganda oficjalnych mediów Ukrainy kontrowersyjne są apele opublikowane na różnych stronach społecznościowych w Internecie: „Każdy okupant i kolaborant musi zdechnąć przed terminem”.

Jesteśmy dziećmi Ukrainy. Matki się nie wybiera. Jednak małorosy, urodzeni Ukraińcy, odrzucili swoją matkę, zdradzili ją dla macochy, której służą jako matce. Nie mają poczucia wstydu za swoje zbrodnicze zachowanie, hańbią oni całą nację ukraińską. Tylko formalnie te istoty należą do ludzkiego środowiska, w rzeczywistości są one niedoludźmi, półludźmi (nawet jeżeli mają wyższe wykształcenie i tytuły naukowe). Płaczą za nimi ukraińskie więzienia. Nie płaczcie, kazamaty, zaczekajcie, przybędą do was wrogowie Ukrainy nie w odwiedziny, lecz na zawsze. Wtedy ukraińskie społeczeństwo pozbędzie się tych śmieci, błota i hańby.

Głównym niebezpieczeństwem jest mantra o „bratnich narodach”. Wirus ten należy wytępić i wypalić gorącym żelazem. Nie ma żadnych „bratnich narodów”, „słowiańskiego braterstwa” itp. Jest wróg egzystencjalny – na stulecia w przód.

Nasuwa się na myśl retoryka Wolnego Radia Tysiąca Wzgórz w Rwandzie. Oto fragment przemówienia pracownika tej rozgłośni radiowej, Ananie Nkurunzizy z maja 1994 r.: „Wierzę, że niedługo wzejdzie świt! Dla tych z was, którzy są młodzi i nie znają tego słowa, świt – to pierwsze światło słońca na początku nowego dnia. Zajdzie ten dzień, kiedy nie będzie więcej karaluchów na ziemi Rwandy. Nazwa „injenzi” (karaluchy, pogardliwe określenie narodowości Tutsi) zostanie zapomniana raz na zawsze”.

Ambasador USA na Ukrainie, Geoffrey Ross Pyatt, w wywiadzie dla Forbes przyznaje, że cały świat na przykładzie Ukraińców uczy się prowadzenia wojny hybrydowej: „Ważne tu jest rozumieć połączenie sił, z którymi macie do czynienia: wojny informacyjnej, zestawu regularnych rosyjskich działów wojskowych, wywiadu rosyjskiego, bezzałogowych statków powietrznych, lokalnych bojówkarzy i wojny radioelektronicznej. Te składniki tworzą nowy model wojenny”.  

Biorąc pod uwagę utracone ludzkie życie cena zwycięstwa w niczym nie różni się od ceny porażki. W kontekście wojny ludzkie życie, uważane za największą wartość, totalnie ją traci. Wzajemną nienawiść walczących stron wzmagają opowieści świadków okrucieństw wojny oraz utrwalone na różnych nośnikach i rozpowszechniane dowody zbrodni wojennych, m.in. upokarzanie i znęcanie się nad jeńcami. Śmiertelne ofiary wojny są wykorzystywane przez ideologiczną i wojskową maszynerię, by według pewnego schematu stawiać przed żywymi obowiązek pomszczenia zabitych. Każdy odcień pacyfizmu i apelowanie do pokojowego rozwiązania traktowane jest jako zdrada.

Można tylko wyrazić nadzieję, że poczucie człowieczeństwa prędzej czy później zwycięży i na Ukrainie zapanuje tak pożądany pokój i ład.

Aleksandra Łagowska

Źródła:

http://forbes.ua/nation/1397443-dzheffri-pajett-ves-mir-uchitsya-na-vashem-opyte-vedeniya-gibridnoj-vojny

http://ternopil.eu/fullnews/181623

http://www.eurointegration.com.ua/news/2015/05/15/7033796/

[Głosów:0    Średnia:0/5]
Facebook

0 thoughts on “Koszmarny sen Ukrainy – wojna tożsamości patriotycznych”

  1. Mało kto w Polsce na tyle poważnie interesuje się tym tematem, a przecież dość podobne rzeczy dzieją się w wielu innych krajach. Żeby tylko więcej osób to zauważało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *