Kto czy o czym chce dyskutować? Polemika z Piotrem Zarembą

 

Jako początkującego blogera spotkał mnie niewątpliwy zaszczyt. W ostatnich dniach do moich inicjatyw i tekstów odnieśli się dwaj wybitni publicyści Piotr Zaremba i Piotr Semka.  Dziś odpowiadam Piotrowi Zarembie, za kilka dni redaktorowi Semce. 

Redaktor Zaremba w opublikowanym na portalu wpolityce.pl tekście z dnia 14.05.2011 („Kto chce dyskutować z Libickim, komu potrzebni są kibole, a za co kochamy Michalskiego? Weekendowy przegląd prasy Piotra Zaremby”) odnosi się do mojego artykułu opublikowanego w sobotniej „Gazecie Wyborczej”. Stwierdza on, że tekst ów został napisany w jednym celu. Aby przypomnieć o „represyjnej” ustawie dotyczącej nadawców społecznych.  Przypomnę więc , że tekst mój odnosił się do pewnej panoramy polskiego Kościoła po beatyfikacji Jana Pawła II. Mówił chociażby o sprawie 14 letniej Agaty i milczeniu biskupa diecezjalnego pani minister Kopacz. Mówił o braku decyzji w kluczowych strategicznych sprawach. Te sprawy to chociażby nadużycia obyczajowe, finansowe czy problem z lustracją. Kłopot polega tylko na tym, że sprawy te biskupi próbowali załatwić dyskretnie, a sprawę ojca Rydzyka publicznie, min. ostrymi wypowiedziami. I w tej sprawie ponieśli publiczną porażkę. Czym innym jest, więc publiczna porażka instytucji wobec jakiegoś problemu, czym innym zaś porażka w zaciszu gabinetu.  Choć rzeczywiście te gabinetowe mogą być czasem dużo bardziej smutne.

        
Piotr Zaremba zarzuca mi, że jestem „graczem w nie swoim spektaklu”. Tak jakby nie przyjmował, że ktoś może mieć zwyczajnie taki pogląd. Bardzo być może, że nie będę zasiadał w następnym Sejmie. To nie oznacza jednak, że ktoś nie powinien owego – ciągnącego się od lat problemu Radia Maryja – uporządkować. Tymczasem ze strony wielu publicystów, konserwatywnych polityków czy hierarchów słychać tylko sceptyczne słowa: nie moja retoryka … i pełne ironii wydęcie ust albo ironiczny uśmiech. Zamiast tego sytuację trzeba po prostu uzdrowić. Skorygować pewne zjawisko, które niesie za sobą całą masę pozytywnych elementów. Ja to – być może nieudolnie – próbuję robić.

        
Redaktor Zaremba utrzymuje, że mam swoje osobiste porachunki z PiSem, które przeradzają się w prawdziwą obsesję. Zarzuca mi złe intencje. Zwłaszcza wskazanie na osobiste porachunki nie jest dobrą rzeczą. Wskazywanie bowiem w publicznej debacie na osobiste motywy dyskutantów obniża, jej merytoryczny poziom. Poziom, który redaktor Zaremba zawsze trzymał najwyższy. Tak trzymać dalej Panie Piotrze!  Są rzeczy, które w Jarosławie Kaczyńskim cenię. Choćby to, że w wielu ważnych sprawach potrafi pójść wbrew sondażom. To, cecha pełnokrwistego polityka. Ma jednocześnie wiele wad, o których często piszę. Problem można streścić następująco: Czy da się realizować szczytne treści przy pomocy kiepskich ludzi i kiepskiej formy? Moim zdanie nie. To jednak temat na osobną publikację Jeśli portal wpolityce.pl będzie chciał abym skreślił własny portret Jarosława Kaczyńskiego, chętnie się tego podejmę.

 
I na koniec redaktor Zaremba przepowiada, że zniknę z „Gazety Wyborczej” jak tylko przestanę jej redakcji być potrzebny. Otóż ja ani nie podjąłem z nią stałej współpracy ani się tam nie nająłem. Chciałem zwyczajnie napisać głos polemiczny i został on opublikowany.  Opublikowany, pomimo, że obciążyłem w nim moralnie dziennikarzy „Gazety” za sprawę czternastoletniej Agaty. Wykazała się, więc ona tu chęcią dość szczerej dyskusji. Innym razem pewnie tak nie będzie. Nie mam złudzeń, ale na razie tak się stało. Tymczasem głównym zarzutem na prawicy – także ze strony wytrawnego publicysty redaktora  Zaremby – jest to kto chce ze mną dyskutować, a nie o czym. W sumie dość smutne.

Jan Filip Libicki
[aw]

Click to rate this post!
[Total: 0 Average: 0]
Facebook

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.